WEEKENDOWNIK #11 – nostalgiczna podróż w czasie

Piątek, pora wrzucić na luz! Zapraszam was na świeżutki weekendownik, który jest uwaga, uwaga – trochę inny niż zwykle. Zawieje nostalgią, nastoletnimi zwierzeniami i życiowymi refleksjami 😉 Możecie spokojnie przeskoczyć do polecajek, a jeśli macie ochotę poczytać o nostalgicznej stronie naszego remontu to też zapraszam.

NOSTALGICZNA STRONA REMONTU

W zeszłym tygodniu, w piątek po pracy wskoczyłam w rytm remontowy. Plany mieliśmy inne, ale obsuwy ekipy remontowej i niekończąca się lista rzeczy do zrobienia uziemiły nas w domu. Remont, ach remont.

Tym razem oznaczał on przyodzianie dresów i zmierzenie się z zielono-brązową krainą nostalgii czyli moim nastoletnim pokojem. Nie tykałam tych rzeczy od 9 lat – czyli od momentu w którym radośnie oznajmiłam, że znikam na rok do Anglii. Z tego roku zrobiło się 7.5 lat mieszkania za granicą, a w tym czasie moje skarby czekały, aż się z nimi rozprawię.

Czego ja tam nie znalazłam! Stare kasety i płyty, mnóstwo książek o teatrze, Dialogi i musicalowe programy, masa zdjęć z liceum i z wakacji mojego życia na Sycylii, prawo jazdy z modeliny (bo nie zdałam chyba 5 razy aż w końcu sobie odpuściłam a modelinowe prawko dostałam od kumpla na otarcie łez), zasuszone płatki róż, wypachnione kartki urodzinowe, wydrukowane rozmowy z gadu gadu, tomiki poezji, harcerskie śpiewniki, notatki ze studiów, pierwsze scrapbooki, koraliki z modeliny i wejściówki na Metro.

Oczywiście jak to ja popłynęłam na fali nostalgicznych wspomnień, zaczęłam grzebać w przeszłości, myśleć co by było gdyby, wspominać niedokończone rozmowy i znajomości, które mój wyjazd w pewnym sensie zakończył. Nostalgiczna ja poczuła się zwarta i gotowa do tego, aby to wszystko naprawiać, odkopywać, działać, walczyć!

Bo przecież Ci ludzie, którzy kiedyś byli w moim życiu byli tak niesamowicie ważni! Najważniejsi kurczę no! I przecież to dzięki nim jestem kim jestem! Przecież to oni odkrywali ze mną ciemne zakamarki teatrów, razem świętowaliśmy osiemnastki, spacerowaliśmy po świątecznej Warszawie i po beskidzkich ścieżkach. Przecież nie mogę tego tak po prostu zostawić!

A potem do tego mojego nostalgicznego królestwa przyszedł Fab. Powiedział, że pokój na dole jest już pomalowany i chyba więcej warstw farby nie potrzeba. Że jeszcze troszkę i zaczniemy malować i odnawiać „górę”, czyli część domu w której będziemy mieszkać. Za moment zacznie się nasz nowy początek. 

Zebraliśmy w pudła wszystkie wspomnienia. Obśmialiśmy się z moich licealnych zdjęć. Książki o teatrze odłożyliśmy na oddzielną stertę – powędrują pewnie do osiedlowej biblioteki. Złożyliśmy harcerski mundurek. Płyty ze zdjęciami z liceum czekają na butelkę wina i babski wieczór z przyjaciółkami. A ja wróciłam do mojego tu i teraz.

Posprzątaliśmy po tych porządkach i poszliśmy obejrzeć X-mena.

Te porządki uświadomiły mi jak bardzo zmieniłam się od mojego wyjazdu. Opuszczałam Polskę mocno pogubiona, wróciłam mocno stojąc na własnych nogach. I nawet meblościanka tego nie pokona!

Za mną magiczne kilka lat. Zdałam sobie sprawę jak bardzo mocno uwierzyłam w siebie. Jak bardzo mieszkanie z dala od domu pomogło mi poukładać ważne sprawy w życiu. Jak dobrze jest być w normalnym, stabilnym związku z przyszłością. Jak fajnie jest dorosnąć. Jak fajnie jest mieć takie zwykłe, nuuuuudneee życie. Jak fajnie jest być sobą i nie musieć udawać, nie musieć być nikim innym.

Myśleć za siebie, działać dla siebie, wierzyć w siebie, lubić siebie. 

Więc tak, remont to nie tylko malowanie kolejnej brzoskwiniowej ściany na biało, dyskusje o grzejniku w łazience, który miał grzać, a nie grzeje, to nie tylko wyprawy do Castoramy i użeranie się z kurzem i bałaganem.

Remont to okazja do rozprawienia się ze wspomnieniami, zamknięcia jednych drzwi i świeżego początku. To okazja do zerknięcia wstecz i tak jak pięknie napisała to Kamila z bloga drawidea.pl w komentarzu na Instagramie

Nie znamy naszej przyszłości. Tylko sami kreujemy ją krok po kroku, a kropki łączą się w całość dopiero, gdy spojrzymy wstecz.

Życzę wam kochani, aby ten wasz kropkowy obrazek był jak najpiękniejszy, jak najbogatszy w doświadczenia, wspaniałe przyjaźnie, cudnych ludzi, żeby był po prostu jak najbardziej WASZ. I żeby prowadził do jak najfajniejszego tu i teraz.

POLECAJKI

Po nostalgicznym wstępie nie będę już męczyć was opisami tego co działo się w tym tygodniu, zwłaszcza, że nie działo się aż tak wiele! Nadrobimy w przyszły piątek, teraz pora na zupełnie przyziemne polecajki.

KSIĄŻKI DO NAUKI ANGIELSKIEGO

Wczoraj spytałam na Insta jakie znacie języki. Króluje angielski, wiadomo. Ja też korzystam z tego języka na co dzień, co wcale nie znaczy, że posługuję się nim super ekstra bezbłędnie i nigdy nie brakuje mi słów.

Uważam, że we wszystkim co robimy jest miejsce na rozwój dlatego z wielką frajdą zaczęłam czytać książki Wydawncictwa Ze Słownikiem. To klasyki, historie, które dobrze znamy napisane po angielsku i wzbogacone o słowniczek, dzięki któremu łatwo możemy uczyć się nowych słówek. Podoba mi się taka opcja!

KULKI MOCY DR LIFESTYLE

Wspominałam wam już na blogu, że od kilku tygodni pracuję nad zdrowymi nawykami pod czujnym okiem najfajniejszej (i najnormalniejszej!) pani dietetyk Internetu. Monika jest tak fajna, że w ramach Korepetycji z Odchudzania nawet na słodycze pozwala, a przepisem na mistrzowskie kulki mocy podzieliła się na blogu!

CZYM NAGRYWAĆ VLOGI?

Na to pytanie odpowiedziała Agnieszka opisując na blogu swój sprzęt do nagrywania. Jeśli chcecie zacząć nagrywać swoje video zajrzyjcie koniecznie, a przy okazji podejrzyjcie efekty vlogowania Agi w jej relacjach z Londynu!

PRZEDŚLUBNA CHECKLISTA

Kto z was jest jeszcze przed ślubem koniecznie powinien przeczytać tekst Aliny o sprawach nad którymi warto zastanowić się planując ten wyjątkowy dzień. Zgadzam się tutaj w 100%, że bez sensu jest pędzenie za tłumem i powielanie schematów – nasz ślub baaaaaaardzo odbiegał od tureckich standardów, ale właśnie przez to, że był w 100% nasz tak wspaniale go wspominamy!

POWIEDZ „TAK”

Czyli bardzo pozytywny, zilustrowany świetnymi zdjęciami tekst Doroty o jednej małej rzeczy, którą zmieniła w swoim podejściu do życia. Przeczytajcie koniecznie jak wielką moc ma wychodzenie z własnej sfery komfortu!

URBAN LEGENDS I INNE ZABOBONY

Kiedyś kupowałam gazety i magazyny teraz gdy chcę przeczytać dobry, życiowy tekst lecę na przykład do Nishki. W tym tygodniu polecam artykuł pełen świetnych obserwacji o urban legends, które na co dzień bezwiednie powtarzamy!

PASIAKI NA WIOSNĘ

Jako fanka pasiastych ubrań czuję się w obowiązku polecić wam tekst o pomysłach na proste, wiosenne stylizacje z pasiakami w roli głównej! Całego bloga też polecam, bo jest piękny i pełen inspirujących treści. Gdyby Share Week był po angielsku ten blog na pewno byłby wśród moich typów!

NA BLOGU

Miniony tydzień zaowocował dwoma tekstami na blogu – jeśli jeszcze nie czytaliście zachęcam, zwłaszcza, że oba są mega, mega ważne!

Jak oszczędzać na emeryturę?

Share Week – dzielimy się tym co dobre!

No i jeszcze zerknijcie w wolnej chwili na trzeci odcinek worqshopowych Qulis – w tym tygodniu rozmawiałyśmy o budowaniu zaangażowanej społeczności na blogu i w Internecie w ogóle.

No i tylko do końca weekendu możecie załapać się na kurs W 7 DNI DO CELÓW z paczką bonusów ode mnie – więcej o tym przeczytacie w poście o pracy z celami w bullet journalu!

Mam nadzieję, że ten weekendownik wprawił was w iście weekendowy nastrój i możecie zacząć podśpiewywać pod nosem piątek, piąteczek, piątunio! Ja juz nucę 😉

Życzę wam cudnego weekendu, w dziale freebies zostawiam nowy planer do pobrania na kwiecień i odmeldowuję się w kierunku offline!

You May Also Like

  • Takie zachowane pudła ze wspomnieniami z dawnych lat sama również bym znalazła. Kiedyś już chciałam się z nimi rozprawić, ale doszłam do wniosku, że nie tędy droga. To część mnie i chce to zachować. Zrobiłam selekcję i zostawiłam ze sobą perełki, do których czasami chętnie wracam. Kilka rzeczy, a przywołują masę wspomnień. A jedno wspomnienie przyciąga następne i tak można w nieskończoność. 🙂

    W weekend mam do nadrobienia Twoje kulisy no i z pewnością wpis o mistrzowskich kulkach mocy! 🙂

  • Jak zobaczyłam płytę z „Metro”, przypomniał mi się mój ukochany musical „Footloose” 🙂
    Często grali go wtedy w Gliwicach i kilka razy udało mi się załapać. A potem żałowałam,że nigdy go nie nagrali. Ale jakaś dobra dusza, nie wiem jakimi metodami, przyniosła mi soundtrack z prób i nadal mogę się przenosić do przeszłości 😀

  • Uwielbiam takie nostalgiczne podróże i to nie tylko przy remontach! Już ładnych parę lat temu byłam w Romie na „Upiorze w operze” i nawet dziś słysząc konkretne brzmienie potrafię sobie przypomnieć wszystko związane z tamtą podróżą do Warszawy – ach ta przypadłość muzyków… 😉 Generalnie na ten musical mam znów fazę, więc ulubione hiciory lecą u mnie w wolnych chwilach 🙂

  • Mnie czeka sprzątanie u mojego taty. Porzuciłam tam wiele rzeczy idąc do szkoły średniej. Mnóstwo pamiętników, albumów… Ale wiem, że jak zacznę w tym grzebać to wsiąknę 😉

  • Kasiu, jaki mądry i nostalgiczny post o emigracji. Ja ostatnio przeżywam pewne rozczarowanie, czy może trochę żałuję, że moje życie ułożyło mi się na emigracji. Z drugiej strony nie żałuję niczego z tego, co tu przeżyłam. Bo to taki solidny kop w 4 litery, od którego się dojrzewa. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Ewelina

    Remonty zawsze są nostalgiczne 🙂 Za mną kilka „mniejszych” w rodzinnym domu, z których cieszyłam się na tyle mocno, że wywalanie starych skarbów nie sprawiało przykrości. Po przeprowadzce (będącej wynikiem podjętej w jeden dzień), trafiłam do mieszkania, w którym… przeszłość była wciąż żywa! Monumentalna meblościanka z lat 70-tych przytłaczała całe mieszkanie, z każdego kąta wyglądały na mnie przyzwyczajenia i upodobania poprzedniej „pani domu” (a nawet dwóch!), myśląc o sprzątaniu miałam ochotę siąść i płakać. Z ratunkiem przyszedł remont. Wywalanie z szaf dosłownie wszystkiego, fragmenty ogromnej meblościanki wynosiłam sama brodząc po kolana w śniegu – ileż mi to satysfakcji dało!
    Zrobiłam miejsce na swoje nowe życie i w sumie po blisko 1,5 roku mieszkania w nowym miejscu, przed miesiącem zaczęłam się czuć „u siebie”. W szafach mam tylko to, co sama kupiłam lub o czego zostawieniu osobiście zdecydowałam. Ze ścian nie straszy mnie gust kawalerski mojego męża, tylko cieszą kubańskie klimaty (serio, to da się zrobić w polskim bloku! ;)), a ja po pracy nareszcie mogę się wyciągnąć na żółciótkiej sofie, która skradła moje serce od pierwszego wejrzenia.
    Lubię remonty. Lubię to lekkie uczucie żalu, że coś się kończy, ale jeszcze mocniej uwielbiam to przebieranie nóżkami „na nowe”. Bo nowe zawsze jest lepsze, nawet, jeśli nie widzimy tego od razu 🙂

    Pod koniec marca czeka mnie powrót do domu rodziców i rozprawienie się z porzuconymi kilkanaście miesięcy temu rzeczami… Chyba bez butelki wina się nie obejdzie…

    Pozdrawiam!
    e.

  • Wiesz, że identycznie spędziliśmy ostatni weekend? Też na remoncie, tylko może już nie takim nostalgicznym, ale może dlatego nam obu przyszło do głowy, by napisać w tym samym czasie o papierowych zdjęciach! Aż się uśmiechnęłam jak zobaczyłam zapowiedź Twojego wpisu. :))
    Po opisie Twoich znalezisk mogę stwierdzić, że mój pokój za liceum wyglądał niemal identycznie – programy musicali, wejściówki na metro (te chyba nawet jeszcze mam w segregatorze z pamiątkami), całe libretta, zdjęcia, kreatywne prezenty od znajomych, nagrywane na płytach składanki lub filmy… Miło powspominać z Tobą 🙂

  • Jak miło znaleźć się w polecajkach! Bardzo dziękuję. 🙂
    Rozprawianie się z rzeczami w pokoju to rzeczywiście musiała być fascynująca podróż do przeszłości. No i prawko z modeliny! Uroczy prezent. 🙂

  • Katarzyna Mosińska

    Jak przeczytałam Twój nostalgiczny początek, to aż ciarki mnie przeszły i łezka w oku się zakręciła. Obecnie sama mieszkam za granicą ze wspaniałym mężem i juz za 2 miesiace będziemy w trójkę z naszym maleństwem. I tak jak ty uważam, że dorosłe życie w stałym związku jest przewspaniałe, a doseniam to właśnie z perspektywy czasu 🙂

  • Ahhh, jak ja uwielbiam ten weekendownik! 🙂 Świetnie jest zrobić sobie czasem taką nostalgiczną podróż w przeszłość. Ja ostatnio też trafiam na kawał wspomnień przy okazji oczyszczania przestrzeni 🙂

  • Świetny, pełen nostalgii wpis 🙂 Bardzo fajny pomysł 🙂 Szczególnie wpadła mi w oko jedna z książek na pierwszym zdjęciu :)) i książki do czytania po angielsku (zastanawiam się nad nimi od jakiegoś czasu, ale może się zdecyduje po ogarnięciu mojej kolejki) 🙂

  • www.misstwentysomething.com

    Ksiazki do angielskiego, o ktorych wspominasz sa naprawde dobre(mowie to jako nauczycielka j.angielskiego). Ogolnie czytanie ksiazek podczas nuaki daje niesamowite efekty tak samo jak ogladanie filmow! 🙂 Bardzo ciekawy wpis! Pozdrawiam 🙂

  • Czuć, że ten nostalgiczny początek wypływa prosto z Twojego serca. Fajnie jest spojrzeć wstecz, za siebie i zdać sobie sprawę, że pokierowaliśmy naszym życiem w dobry sposób. W taki, którego sami byśmy pewnie nie wymyślili, a jednak jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. I jesteśmy szczęśliwi i dumni, że zaszliśmy tak daleko.
    Mam podobne przemyślenia do Twoich wracając pamięcią wstecz. Lubię siebie (kiedyś nie znosiłam), mam świetny związek z osobą, która rozumie mnie bez słów, jestem pewna siebie, jestem sobą, wiem czego chcę i do czego dążę. Fajnie jest dorosnąć!

    P.S. Dzięki za polecajki 🙂