WEEKENDOWNIK #4/2018

To był chyba najbardziej szary tydzień w Warszawie w tym roku – czasami mam ochotę napisać MASAKRA, zbuntować się na tę niepogodę za oknem, zawinąć w koc i czekać na wiosnę. Na szczęście częściej szukam pozytywów – cieszę się, że mamy taki fajny, przytulny dom w którym aż chce się być. Cieszę się, że jakoś na nudę nie narzekam i umiem sobie fajnie ten domowy czas wypełnić. Cieszę się, że mam siłę i energię, aby to co chcę realizować – i z tym zacieszem przetoczyłam się przez pierwszą połowę lutego! 

A jutro weekend – mam nadzieję, że da wam on jakieś powody do radochy. Ja od siebie daję nowy weekendownik – niech cieszy, inspiruje i zapewni chociaż troszkę rozrywki! 

MIGAWKI Z OSTATNICH TYGODNI

WSZĘDZIE DOBRZE, ALE W DOMU NAJLEPIEJ

Początek lutego minął nam bardzo „domowo” i wiecie co? Coraz częściej dochodzę do wniosku, że ja po prostu uwielbiam spędzać czas w domu!

Czasem jest produktywnie – w końcu ciągle coś wykańczamy, przestawiamy, remontujemy i poprawiamy.

Czasem jest leniwie – naprawdę nie ma chyba wygodniejszego miejsca do czytania książek i oglądania seriali niż nasza szara kanapa!

Zawsze jest pysznie – odkąd mamy swoją wymarzoną kuchnię uwielbiam spędzać tutaj wolne chwile eksperymentując z nowymi przepisami na różne smakołyki!

I w domu zawsze jest po prostu fajnie! Czekam już na wiosnę, czekam na poprawę powietrza, na długie spacery, na słońce i na zielone drzewa, ale z drugiej strony … w domu nie jest aż tak źle i ten przymusowy „zimowo-smogowy areszt domowy” potrafi być całkiem przyjemny.

CAFE BRISTOL – AFTERNOON TEA

Luty był domowy również z powodu przeziębień i kiedy w końcu udało nam się wyjść w miasto chcieliśmy zrobić coś ekstra! Mamy taką swoją listę fajnych miejsc i warszawskich atrakcji do wypróbowania, tym razem padło na tradycyjną, angielską afternoon tea w Cafe Bristol!

Kurczę, powiem wam szczerze, że dla nas obojga było to niezłe wyjście ze strefy komfortu! Jednak klimat w takim miejscu jest inny niż w większości kawiarni, na bank nie było to nasze „naturalne” środowisko, ale i tak bawiliśmy się świetnie! To była taka Randka przez duże R, w eleganckiej sukience i pod krawatem. Fab miał potem ochotę na McDonalda, ale udusiliśmy ją w zarodku.

Mówię Wam – klasa, szyk i dorosłość pełną gębą – po tym wszystkim domowe dresy i puchate skarpetki docenia się jeszcze bardziej! 

HOME ALONE

Po tych wszystkich atrakcjach Fab spakował manatki i poleciał na kilka dni do Stambułu, a ja zostałam solo na gospodarstwie.

Gdy wspomniałam o tym na Insta Stories parę osób pytało, czy nie boję się być sama na końcówce ciąży – wiecie „sama” to tutaj pojęcie względne. Mam rodziców piętro niżej, więc w razie „w” ogarnęlibyśmy sytuację, a ja tak sobie myślę, że taki czas sam na sam ze sobą jest fajny, szczególnie teraz!

Mam czas na to wszystko, na co chcę mieć czas. Mam czas na ciszę. Mam czas na oglądanie babskich seriali. Piszę i czytam jak nakręcona. W ciągu kilku godzin rano jestem w stanie zrobić więcej niż czasem przez cały dzień. Kompletuję, piorę i układam Kajtkową wyprawkę. Robię plany i porządki. I jasne, że tęsknię. Ale to takie fajne, dobre, pozytywne tęsknienie.

SZYCIE, ALBUM, SZYDEŁKO

Wykorzystuję również czas dla siebie na różne kreatywne zabawy, które na co dzień jakoś pojawiają się i znikają. 

Uzupełniam albumy ze zdjęciami – zabrałam się też za ten zeszłoroczny, który został niechlubnie porzucony w połowie. Wykańczam Kajtkowy kocyk – zostało mi kilka okrążeń i wciąganie nitek (tego ostatniego nie znoszę!). No i to co najfajniejsze – zabrałam się za szycie! Nazbierało się kilka projektów, przede wszystkim związanych z wyprawką, ale rzutem na taśmę postanowiłam też zrobić zagłówki do naszej sypialni. Maszyna śmiga aż miło, a o szyciu napiszę jeszcze parę słów w polecajkach. Wychodzi na to, że nudzą się tylko nudni ludzie, bo ja jakoś na brak zajęć nie narzekam.

POLECAJKI

KSIĄŻKA – MALI BOGOWIE

Na początek kilka słów prywaty. Nigdy nie byłam w szpitalu. Nigdy nic sobie nie złamałam, na nic poważniej nie chorowałam i jako pacjent tylko raz wylądowałam na SOR z ostrym zapaleniem rogówki. Poza tym nic. No i teraz bliska perspektywa porodu i związany z tym pobyt w szpitalu trochę mnie przeraża. Nie tyle sam poród, co właśnie konieczność zostania w szpitalu już po. Pomyślałam sobie, że na przekór wszystkiemu właśnie teraz przeczytam książkę „Mali bogowie. O znieczulicy polskich lekarzy” żeby bać się trochę mniej, żeby poznać punkt widzenia drugiej strony, żeby troszkę chociaż zrozumieć realia i jak ten system działa, żeby podejść do wizyty w szpitalu mniej wojowniczo i roszczeniowo, ale trochę bardziej … empatycznie. I wiecie co – podziałało. Boję się mniej.

Książka jest dość „mocna” i konkretna – w prostych słowach lekarzy opisuje jak wygląda druga strona szpitalnej rzeczywistości. Jak wygląda kwestia zarobków, jak wygląda codzienna praca i życie, z jakimi kłodami rzucanymi pod nogi młodsi i starsi lekarze muszą na co dzień walczyć, wyjaśnia kwestię niekończących się kolejek w przychodniach i oczekiwania po półtora roku na wizytę u specjalisty. Wiadomo, że to tylko jakiś opisany wycinek rzeczywistości, ale myślę, że warto po tę książkę sięgnąć, tak po prostu, żeby wyrobić sobie swoje zdanie i punkt widzenia.

KSIĄŻKA – DZIEWCZYNY CHCĄ SIĘ ZABAWIĆ

Druga książka, którą pochłonęłam w jeden weekend to bardzo fajna powieść obyczajowa, która spodoba się fanom literatury z historią w tle. Dziewczyny chcą się zabawić” to pierwszy tom z czteroczęściowej serii o dorastaniu, życiu i codzienności w Polsce w czasach transformacji. Przeczytałam i wiem, że podrzucę do czytania mamie, bo to taka nasza, bardzo „polska”, bardzo zakorzeniona w tym co znamy książka, która może spodobać się osobom z różnych pokoleń, pokazując, że niektóre sprawy i problemy są uniwersalne, niezależne od czasów w których żyjemy.

SERIAL – ANNE WITH AN E

No dobra, od kilku tygodni jesteśmy szczęśliwymi użytkownikami Netflixa. Fab jest w siódmym niebie, ja cały czas próbuję znaleźć tam coś tylko dla siebie (może podpowiecie w komentarzach co fajnego warto tam zobaczyć?). Na pierwszy ogień wybrałam serial, który powstał na podstawie moich ukochanych książek z dzieciństwa. To był strzał w dziesiątkę! „Anne with an E” bazuje na historii Ani z Zielonego Wzgórza, dużo jednak tutaj odbiega od opowieści, które znamy z książek – jest trochę poważniej, trochę dojrzalej, inaczej, ale nadal fajnie! Szkoda, że to tylko 7 odcinków – z niecierpliwością czekam już na kolejne!

KURS ONLINE – SOLIDNE PODSTAWY SZYCIA NA MASZYNIE

Wspomniałam wcześniej, że odkurzyłam trochę moją maszynę do szycia. Prawda jest taka, że jestem kompletnym szyciowym samoukiem. Gdy uczyłam się szycia czasem podpatrywałam coś na youtubie, teraz najczęściej jednak odpalam maszynę, idę na żywioł i działam na oko. Nazbierało mi się kilka projektów, które chciałabym uszyć do pokoiku Kaia, zainwestowałam co nieco w materiały i bardzo chciałam tego nie spaprać, dlatego postanowiłam nauczyć się trochę więcej o podstawach szycia.

Świetnie spisał się tutaj kurs Solidne Podstawy Szycia na Maszynie autorstwa Joulenki. Już pierwsze lekcje dały mi odpowiedzi na wiele pytań i pokazały jak radzić sobie z drobiazgami, o których nie miałam pojęcia. To świetny kurs dla początkujących!

>> ZOBACZ JAK WYGLĄDA KURS! <<

Jeśli chciałybyście nauczyć się szycia teraz jest do tego genialna okazja – trwają zapisy na wiosenną edycję kursu, a ja mam dla was zniżkę – na hasło WORQSHOP10 wpisane podczas składania zamówienia dostaniecie 10% zniżki na zakup kursu! Z kim się widzę na wiosennej edycji?

NADKREATYWNOŚĆ – CZY CIEBIE TEŻ DOTYCZY?

Co zrobić gdy w głowie buzuje mnóstwo pomysłów, ciągle chcemy zaczynać coś nowego, angażować się w ciekawe współprace i projekty, a doba jak na złość nie chce się wydłużyć? Garść konkretnych porad i odnośniki do ciekawych książek znajdziecie u Gosi w tekście o nadkreatywności – warto zerknąć!

NARODZINY DZIECKA WSZYSTKO ZMIENIĄ

Bardzo, bardzo, bardzo lubię Asię – Wyrwane z kontekstu. To chyba ostatnio jeden z moich ulubionych blogów do czytania i do myślenia. Tekst, który dzisiaj chciałabym wam polecić jest dla mnie bardzo na czasie. Gdy wiele osób prorokuje i – świadomie albo nie -straszy tym jak to u nas będzie gdy Kai pojawi się na świecie fajnie jest poczytać o tym, że jasne, wszystko się zmieni, ale niekoniecznie na gorsze czy trudniejsze.

WIELKA LISTA FONTÓW

Paulina z One Little Smile przygotowała kolejną skarbnicę inspiracji dla osób, które chciałyby zadbać o wizualną stronę swoich projektów, bloga, czy strony internetowej. Jeśli podobają wam się modne fonty imitujące pismo ręczne to tutaj znajdziecie ich zestawienie podzielone na fonty płatne i darmowe. Co jest w tym najfajniejsze? Wszystkie fonty zebrane przez Paulinę mają polskie znaki, więc jeden problem z głowy!

KRYTYKA W INTERNECIE

Trafiłam na ten wpis przeglądając facebooka – ktoś z moich znajomych go polubił, a ja zainteresowana zajrzałam i … przepadłam! Tekst jak sam tytuł mówi porusza temat krytyki w sieci, a ja zgadzam się tutaj z autorką w tak wielu kwestiach, że najchętniej przybiłabym jej wirtualną piątkę. Niestety Internet sprawia, że wiele osób wychodzi z założenia „skoro ty pokazujesz swoje mieszkanie/pracę/styl życia to ja mam pełne prawo ci pojechać, albo wbić szpilkę kiedy mi się to podoba”. Otóż nie – nie masz. I o ile na blogu z takimi chamskimi (bo inaczej tego nie nazwę) zagraniami się nie spotykam, to media społecznościowe to zupełnie inna bajka i temat na oddzielny wpis. Na razie polecam wam ten!

PRACA INFLUENCERA OD PODSZEWKI

Skoro już o Internetach mowa (to ostatnio temat, który na serio jest mi bliski!) tak sobie myślę, że wiele osób może po prostu nie wie jak taka praca w necie wygląda od podszewki. Bo to prawda, że na blogach widać śmietankę, wierzchołek góry lodowej a bardzo mało mówi się o drodze, którą trzeba przejść aby coś tutaj osiągnąć. Myślę, że tekst Ady może być świetnym „otwieraczem oczu” dla osób, które myślą, że praca blogera czy innego influencera to tylko prezenty, darmoszki i trzaskanie kasy na współpracach. Fajnie by było 🙂

RZECZYWISTOŚĆ VS INSTAŻYCIE

No dobra, żeby nie było tak poważnie podrzucam też coś z jajem! Nie jest to żaden tekst czy artykuł, tylko link do fotki wrzuconej na Facebooka. Zerknijcie. Przeczytajcie opis. Od ręki dostaniecie łopatologicznie rozpisaną instrukcję na Instażycie – nic tylko trzaskać zdjęcia i zarabiać kokosy!

BANANOWE CIASTECZKA Z KRUSZONKĄ

Na początku nie byłam do tego pomysłu przekonana, ale w końcu psujące się banany sprawiły, że dałam mu szansę – warto było, wiecie? Jeśli znudził wam się już chlebek bananowy i chcecie spróbować czegoś nowego to takie ciacha do kawy smakują idealnie!

NA BLOGU

Luty na blogu to sporo inspiracji i konkretów! Zobaczcie co się tutaj działo w ostatnich tygodniach 🙂

→ ZWIĄZEK MULTI-KULTI – nie spodziewałam się, że ten post to będzie taka petarda … a jednak! Jak to jest mieć chłopaka Turka? Czy związek mieszany ma szansę na szczęśliwy happy end? O czym warto tutaj pamiętać? Tutaj czeka na was to i jeszcze więcej + dużo zdjęć Kasi i Faba gdy jeszcze młodzi i piękni byli 😉

→  METAMORFOZA POKOIKU KAJTKA – takiej metamorfozy na blogu jeszcze nie było! Możecie podejrzeć tutaj efekty naszego tygodniowego remontu oraz poczytać o mebelkach i podstawowych elementach, które wybraliśmy do pokoiku Bejbika.

→  JAK PISAĆ WPISY GOŚCINNE – kolejna odsłona serii Kreatywne Blogowanie. Uwielbiam dzielić się z wami kulisami tego co robię, a komentarze, w których piszecie, że z posta robicie sobie notatki tylko potwierdzają, że takie treści warto tworzyć!

Mam nadzieję, że dzisiejsze polecajki przypadną wam do gustu i znajdziecie tu coś ciekawego do poczytania przy weekendowej kawce!

Dajcie znać jak początek lutego minął u was! Co fajnego zrobiłyście, co przeczytałyście, jakie miejsca udało wam się odwiedzić? Jak spędzacie tę (mam nadzieję!) końcówkę zimy? Aktywnie, czy odliczając dni do wiosny? 

PS. Po wizualne inspiracje zerknijcie tutaj – worqshopowe Czytelniczki pokazują swoje konta na Instagramie, które może nie są idealne, ale tak cudnie prawdziwe, tak fajnie pokazujące codzienne radości, różne spojrzenie na estetykę i na to co nas kręci. Uwielbiam Internet za tę różnorodność, za to, że mimo durnych komentarzy i wbijania szpilek jest tu tyle miejsca na pozytywy!

Zobacz również

  • Magdalena Jurczyk

    Kurcze, znów się cieszę z weekendownika i z regularności pojawiania się postów! A na Netflixie polecam Ci serial Goodwitch – taki typowo babski, z magią życia w tle 🙂

  • Kasia

    Ja przez netflixa wróciłam do oglądania Chirurgów od początku 🙂
    Całą serię Ani z Zielonego Wzgórza uwielbiam, i na tą netflixową wersję czekałam ze zniecierpliwieniem, ale jakoś mnie nie przekonała… Wolę tą tradycyjną historię znaną z ksiązki

  • Basia Sze

    Pierwszy raz chyba sie tak dzieje ze w Hamburgu wiecej slonca niz w Polsce. Mama mowi ze pogoda przychodzi z zachodu, wiec pewnie do Ciebie tez dotrze albo Fab przywiezie troche z Istanbulu.

    Pozdrawiam

  • Gdy ostatnio zobaczyłam u Ciebie na InstaStories, że oglądasz „Annie” to aż Ci zazdrościłam, że robisz to pierwszy raz! 😂 Ja jestem już po seansie, rozprawiliśmy się z nim w trzy dni, a po zakończeniu mój mąż chciał pisać do Netflixa, żeby pospieszyli się z drugim sezonem. 😂

    W ogóle tak sobie myślę, że fajny masz czas. Ja go uwielbiałam. Uważność, skupienie na tu i teraz, masa seriali (u mnie to byli „Chirurdzy”) i tony przeczytanych książek… Trzymaj się tego trybu slow. 😊

    Wszystkiego dobrego! ❤

  • Olga | Ohmycraft.pl

    Kasiu, jak tak można?! Wpadam na chwilę przeczytać nowy post i przepdam w internecie czytjac polecane teksty.

    A co do Warszawskiej pogody to się zgadzam. Coś okropnego siedzę teraz na L4, ale wyszliśmy dzisiaj z Synkiem na spacer, bo już Go roznosi od siedzenia w domu. Było warto. Niby pół godzinki w smogu, ale jednak była fajna beztroska zabawa na śniegu.

  • Urszula Szegda

    Też bardzo lubię nasze mieszkanko, a najbardziej to do niego wracać po pracy 🙂 na Netflix polecam Stranger Things, zupełnie inny klimat niż w Ani, ale równie wciągający.

  • Wczoraj kupowałam pierwsze smoczki i też wybrałam ten zestaw – tylko w wersji różowej 💕 Zainspirowałaś mnie, żeby poszukać tutoriali z szycia na yt 😊

  • Aurelia

    Ten kocyk jest cudowny! Delektuj się ostatnimi tygodniami, choć będzie ciężko i będziesz miała już dość – ja bym teraz się chętnie pomęczyła taki tydzień z brzuchem, hehe. 😉

    Ja swój poród wspominam bardzo dobrze. Naprawdę. Ale to co było po, to bym wolała zapomnieć. Pięć położnych, każda ze swoim podejściem do karmienia i opieki… A ja tak naprawdę potrzebowałam męża, domu… Wyszłabym na żądanie, gdyby mnie nie puścili w 3 dobiej. I dobrze się stało, bo miałam wtedy nawał, mąż mógł się zająć dzieckiem, kupił mi kapustę, wsparł. W szpitalu bym nie dała rady. Przede wszystkim czułam się tam bardzo samotnie, sama ze swoim problemem. A to już blisko o depresję. Trzymam kciuki, żeby u Was było bezproblemowo, no i żeby mąż był jak najwięcej wtedy przy Was. To daje ogromną moc po porodzie!

  • Agnieszka Ruzikowska

    Mnie też straszyli, że po urodzeniu się dziecka „to dopiero zobaczymy”. Czy się życie zmieniło? Tak, diametralnie. Czy na gorsze? Zdecydowanie nie – choć nie jestem z tych, które wpadają w przesłodzony nastrój z byle powodu. Pojawia się nowy człowiek, z którym nawiązuje się relacja i to jest wspaniałe. A pieluchy, niewyspanie… To element konieczny, ale kiedyś minie.

    Teraz też mnie straszą – że na początku jest łatwo, a potem to dopiero nie będę miała na nic czasu ani siły – jak zaczną wychodzić ząbki, jak zacznie chodzić, jak… A ja mam wrażenie, ze jest odwrotnie – jak był taki zupełnie mały, to było ciężko – kontakt prawie zerowy, nie wiadomo dlaczego płacze, a płakał dużo. Teraz – niebawem będzie miał pół roku – w wielu sytuacjach już doskonale wiem, dlaczego płacze, jest kontakt, jest reakcja, pewne rzeczy lubi, pewnych nie, pewne go frustrują – to wszystko widzę i rozumiem. I to jest naprawdę fajne. Choć oczywiście nadal jest sporo pracy i sporo zmęczenia oraz stresów.

    Nie wiem, czy wypada reklamować w tym momencie swoje własne teksty na ten temat, bo zdaje się, że podawanie linku do swojego bloga w jednym z pierwszych komentarzy na czyimś blogu to straszne faux pas, więc na wszelki wypadek (żeby to faux pas było jak najmniejsze) podam tylko link do jednego z wpisów – moich wniosków po pierwszym miesiącu z dzieckiem:

    https://szycie-w-miedzyczasie.blogspot.com/2017/09/pierwszy-miesiac.html

  • Czytam tak sobie właśnie Twój weekendownik wykorzystując wieczór w hotelu, gdy wszyscy obok śpią i naszły mnie rozmyślania o tym czasie tylko dla siebie , o którym piszesz.
    Owszem, można go zawsze wygospodarować i tu pełna zgoda… tylko czasem tak sobie myślę, że np. teraz – kończyłam pracę i mąż mi w tym czasie zasnął. Tak naprawdę mam ten czas kosztem tego naszego wspólnego, którego też jest jak na lekarstwo.
    I tak sobie myślę – w macierzyństwie nadal można mieć ten czas, ale trudniej jest o niego bez wyrzutów sumienia, bo trochę jakby zawsze masz go kosztem czegoś. Czasem mniej, czasem bardziej, ale jednak …

    • Oj to na pewno – ale czy nie jest tak zawsze, że doba ma 24 godziny i wiadomo, że wszystkiego się w ten czas nie wciśnie. Zawsze będzie coś kosztem czegoś, takie gadanie o równowadze, balansie moim zdaniem jest mega nie życiowe. Czas we dwoje, czas z rodziną, czas ze znajomymi itp – to wszystko jest mega ważne, wiadomo. Ale ten czas dla siebie.. no nie wiem mi się trochę kojarzy z zasadami pierwszej pomocy – najpierw Ty, potem inni. Jak z Tobą jest coś nie tak, jak nie pomożesz sobie to na bank nie pomożesz innym. Zobaczymy jak to będzie, życie pokaże, ale myślę, że o ten czas warto zadbać 🙂

      • Jest, pewnie! Ja się w pełni zgadzam, tylko chodziło mi raczej o to, że w pewnym momencie zdarza się dotrzeć do muru, kiedy serio ta doba jest za krótka, gdy np. niekoniecznie można zrezygnować z obowiązków (patrz – kasa), dzieci jest dwójka i aktualnie każde ma jakiś problem, w którym jesteś potrzebna, a Ty sama potrzebujesz jednocześnie i czasu dla siebie i sam na sam z mężem i tego z dziećmi, żeby mieć świadomość, że jesteś, gdy Cię potrzebują.
        Oczywiście to stan przejściowy, nie trwa wiecznie i zawsze jeśli tylko uznasz, że pilnie potrzebujesz godziny dla siebie na cokolwiek to warto o nią walczyć – ja pisałam bardziej w kontekście, że czasem serio nie wiem, co to znaczy ta godzina „dla siebie”, bo mam ogromny niedosyt wielu rzeczy, z których wszystkie są naprawdę równie ważne 😉

  • Ania Budyta

    Hej wspaniale widzieć że jesteś w formie i pozytywnym nastroju, tak trzymaj 💪💪
    Szczególnie teraz twój blog jest bliższy mojemu sercu(jestem w 23 tyg ciazy), z olbrzymią radością czytam posty o tym że potrafisz znaleźć sobie zajęcie i nie narzekasz że smog, że szaro, że ciężko, że dzidziuś kopie po rzebrach. Ja jestem zmęczona narzekaniem innych ludzi.
    Nie mogę się doczekać aż pokażesz co wyczatowalas. Skąd brałam inspiracje, z wielką chęcią bym coś uszyla😊😊

    Jeżeli chodzi o Netflix to polecam The suits, Frankie and Grace, The Crown, Narcos, Chef’s table 😊😊

    Przesyłam dużo słońca z Londynu i życzę wszystkim dużo uśmiechu

    • Ania przede wszystkim gratulacje! Dziękuję za netflixowe polecajki – tak baaaardzo żałuję, że ze Suits jesteśmy już na bieżąco, chciałabym mieć nowe odcinki do oglądania!! 🙂 Dzięki za miłe słowa i ciepły komentarz! 😀

  • Mnie też dopadł bardzo anty-zimowy humor. Pragnę ciepła, słońca, braku śniegu i wreszcie mniejszej warstwy ubrań! A poza tym wracam na uczelnię na semestr letni, więc pogoda mogłaby się dopasować 😉

  • Pionierka

    Kasiu, zdradzisz jakiej marki są ubranka z wyprawki? Stylistyka bardzo w moim guście i choć Pionierzątko śmiga raczej w używkach raz mogłabym zaszaleć. A co do zmian po urodzeniu dziecka – będę tu reprezentować frakcję „może być super”. Nigdy nie byłam dziewczynką, która wyobrażała sobie siebie w otoczeniu gromadki dzieci, nie odbiło mi na punkcie macierzyństwa. Ono po prostu przyszło, bardzo łagodnie i naturalnie. Pojawienie się dziecka nie było rewolucją, raczej dołożeniem pasującego elementu do układanki. Więc choć wiem, że może być trudno, uważam, że może być też bardzo łatwo. Więc nie ma co straszyć.

    • Doskonale Cię rozumiem – my tak 3-4 lata temu zastanawialiśmy się nie KIEDY, ale w ogóle CZY chcemy mieć dzieci i mam takie samo podejście – maluch ma być częścią ekipy, tym elementem układanki o którym piszesz 🙂 I tak będzie dobrze – musi być 🙂
      A jeśli chodzi o ubranka – to głównie tutaj widać Cool Club, Pinokio, H&M, Next, Newbie… chciałabym zrobić ubrankowo-wyprawkowy post, ale muszę sobie trochę grubej skóry chyba wyhodować 😀 bo już czuję kręcenie nosem, ale nasza wyprawka to też w 90% używane ciuszki. Na tej stercie tylko jedne śpioszki to „nówki sztuki nie śmigane” 🙂 Oczywiście to wszystko będzie wyprane i odświeżone, ale jak mam płacić grubą kasę za ciuchy, które mi się podobają i będą raptem na kilka razy to podziękuję. Ja noszę ciuchy z secondhandów, Fab też więc i maluch może 🙂 A takie neutralne, pachnące nowością widziałam teraz w Tesco w wiosennej kolekcji i od czwartku będą w Lidlu 🙂

      • Kasiu, też większość ubranek kupowałam używanych, potem to się wymieszało z prezentami więc myśle, że u nas jest pół na pół. 🙂 Czytałam gdzieś kiedyś, że podobno używane ubrania są nawet zdrowsze dla wrażliwej skóry małego dziecka, ponieważ wielokrotne pranie usuwa sporą część chemikaliów itp. Także, masz dodatkowy argument dla tych kręcących nosami.

      • Pionierka

        Czemu kręcenie nosem? Bardzo fajne są. A do Lidla po dwupak body za 15 zł się wybieram 🙂

  • Ale mnie spotkała niespodzianka, bo tak sobie weszłam na Twojego bloga, żeby zobaczyć, czy coś nowego, a tu Weekendownik! Bardzo, bardzo lubię czytać Twoje weekendowniki. Śpieszę Ci donieść, żebyś na Netflixie sobie zobaczyła „This is us”. Bardzo ciepły, życiowy serial o życiu trojaczków, które niespodziewanie pojawiły się w życiu swoich rodziców. Przeplatane są dwa punkty czasowe – gdy trojaczki się rodzą i gdy są już dorosłe. Serial jest naprawdę fajny, a do tego ma tylko jeden sezon, więc jak coś to tylko kilka godzin z głowy 😉 Pozdrawiam!

    • Asiu dzięki za namiary na ten serial – brzmi super, dodałam go już do listy do obejrzenia! Fajnie, że tyle można tam znaleźć takich niszowych perełek 🙂

    • Już jest 15 odcinków drugiego sezonu 🙂 ale nie na netflix.

  • Bardzo lubię Twoje weekendowniki. Fajny pomysł na polecanie książek i tekstów blogowych, człowiek zawsze znajdzie coś ciekawego. Pozdrawiam z drugiej strony oceanu, u mnie też buro i szaro a na dodatek takie skoki temperatury, że można oszaleć. Teraz plus 3 stopnie i zaczął prószyć śnieg a po niedzieli ma być aż 23! Tylko pewnie za kilka dni znowu będzie minus 5 🙂

    • o rany, to rzeczywiście u Was niezły rollercoaster z temperaturami! to ja już nie narzekam na te nasze, chociaż wiadomo czego się można spodziewać 😀

  • Na netflixie polecam Otlander, Grace and Frankie, The Crown – to moje ulubione. Dużo sił na finiszu ciąży i pomyślnego rozwiązania 🙂

    • dziękuję! właśnie The Crown miałam w planach na najbliższą przyszłość 😀

  • pat

    HEHE super fajny post. A tak zapytam słyszeliście o nowym znaku drogowym?

    http://bit.ly/2EPlXyt

  • Joanna Nogaj

    Pewnie to wiesz, ale proszę, nie przesadzaj ze smoczkami, jeśli ich użycie będzie konieczne to dopiero po 6 miesiącu życia dziecka, bowiem zaburzaja odruch ssania. Szpitala się nie bój, nie odstępuj od swoich przekonań, trzymaj się planu porodu, wierz i słuchaj swojego ciała. Poród będzie piękny. Pozdrawiam ciepło, położna.

    • Asiu dziękuję za rady, rozmawiałam o tym z położną i z konsultantką laktacyjną i zobaczymy jak to będzie u nas 🙂 Ja się w tym momencie przy niczym nie upieram i na nic nie zamykam, czas pokaże co się sprawdzi, a co nie 🙂 Mam koleżanki, które i ze smoczkiem dłuuuugo karmiły piersią, więc pewnie co dziecko to przypadek 🙂

    • Mimi

      Ja dałam mojemu dziecku smoka już w szpitalu (głównie dlatego że popłakiwał, a ja ze zmęczenia po porodzie sn czułam się po prostu bezradna i nie wiedziałam co robić). Ale średnio mu się spodobał 😛 przez pierwsze 6 miesięcy jak zasypiał ze smoczkiem to za chwile go wypluwał i spał już bez. Po 6-tym zmieniliśmy na większy i ten to już w ogóle mu nie podpasował. I tak zerwaliśmy ze smoczkiem 😀 W zasadzie to zapomniałam już o istnieniu smoczków (syn ma skończone 13 m-cy). I kiedy myślę o drugim dziecku (kiedyś w przyszłości) to nie wyobrażam sobie teraz dać smoczka. Jakoś tak… teraz wiem, że dam sobie radę bez niego 🙂

    • Pionierka

      Pytanie czy dziecko będzie się trzymało planu porodu 🙂

  • Pogoda w tym miesiącu nie nastraja dobrze. W Krakowie też szaro i buro. Staram się robić swoje i nie narzekać, ale już czuję, że bardzo (ale to baaaardzo) brakuje mi słońca. Co do bycia samej to zgodzę się z Tobą, że czasem jest super tak pobyć samej w domu, sam na sam ze sobą i swoimi zachciankami 🙂

    • a u nas dzisiaj na moment wyjrzało słońce, powietrze jakby lepsze więc i powietrzyć można i od razu tak przyjemnie się robi! 🙂 wiosno przybywaj!

  • Kasiu piękne te Twoje szarości! Wiecie, że w tłusty czwartek nie zjadłam ani jednego pączka? A tym zdjęciem w Weekendowniku narobiłaś mi takiej smaki! A z okazji postu wyrzekam się słodkiego – i jak teraz żyć? Jak żyć?

  • Dzięki Kasiu za polecenie mojego wpisu 🙂
    Przyjemna ta Twoja końcówka ciąży 🙂

  • pan sowa

    Cześć Kasiu 🙂
    Bardzo lubię czytać twoje weekendowniki, są takie przyjemne dla oka 😉 zresztą inne wpisy tez 🙂
    Tez planuje trochę szycia. Na razie ze świeżych spraw to uczyłam królika Tidle, ale do perfekcji to jeszcze daleko 😀 czekam na zasłużony urlop i L4 i zasiadam poważniej do maszyny, żeby stworzyć coś pięknego dla nowego członka rodzinki. Może też się skuszę na poduszki, chociaż zastanawia mnie pranie ich… Nie martwisz się, że ucierpią w pralce? Materiały i wypełnienie zamawialas w jednym miejscu?
    Wyprawka dla Kaia wygląda tak super stonowanie. Tez mieliśmy takie plany przy pierwszej córce i nawet początkowo tak to wyglądało, aż dostaliśmy w „spadku” ubranka od znajomych, teraz jest bardzo kolorowo, ale ma to jeden ogromny plus – praktycznie nie wydajemy pieniędzy na nowe ubranka od prawie dwóch lat! 😉

  • Ale fajnie! Uwielbiam Twoje podsumowani. Dawno mnie nie było bo miałam lekki kryzys blogowy, ale wracam na dobre!

  • Ola

    Kasiu, a mogłabyś skomentować książkę „Proste rzeczy o rodzicielstwie”? Chciałabym ją kupić mężowi w prezencie (jestem w czwartym miesiącu ciąży i powoli, powoli zaczyna do nas dochodzić, że z tego będzie jakieś dziecko :D). Być może recenzja pojawiła się już gdzieś na blogu, ale chyba przegapiłam. Będę wdzięczna, bardzo chciałabym poznać Twoją opinię.

  • Ja polecam na Netflixie dwa seriale prawnicze: W garniturach i Żona idealna 🙂

    • Dzięki Marta! Suitsy mamy już niestety obejrzane na bieżąco – aaaa żałuję, bo uwielbiam i z chęcią bym obejrzała jeszcze raz 😛 a Żonie się przyjrzę 😀