JAK POKONAĆ WAKACYJNE LENISTWO

Stało się. Myślałam, że mnie to nie ruszy, myślałam, że mam wszystko poukładane od A do Z, myślałam, że wszystko ogarniam, a jednak – wakacyjne lenistwo przyplątało się i do mnie.

Zaczęło się, jak zawsze czyli całkiem niewinnie – od kombinowania (jeśli dzisiaj zamiast pracować wyjdziemy na rowery to w sumie nic się takiego nie stanie, odpracujemy to innego dnia), od odpuszczania (hmmm przecież to nie jest jakiś wielki problem jeśli te fakturki odłożę sobie na koniec miesiąca), od udawania, że dobre nawyki są u mnie już tak całkiem na stałe zakorzenione i nic im nie grozi (przecież jak dzisiaj nie pójdę pobiegać tylko się wyśpię/poczytam na balkonie/odpowiem na maile/pogram chwilkę na komórce to nie będzie koniec świata, widocznie mój organizm tego NAPRAWDĘ potrzebuje). Skończyło się na zaległościach, spadku motywacji i ogólnej niechęci do jakiegokolwiek usystematyzowanego działania.

male-cele-czerwiec5

CZEGO DOWIEDZIAŁAM SIĘ O SOBIE W TE WAKACJE?

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło – dowiedziałam się o sobie czegoś nowego. Wiem, że jestem człowiekiem, który kocha rutynę, powtarzalność i zbudowane schematy i rytuały. Nie widzę w tym nic złego, ani dobrego – po prostu, taka jestem, chaos i dezorganizacja to gwóźdź do trumny mojej kreatywności i produktywności. Wyznaczone (moje, a nie kogoś innego!) priorytety, praca w konkretnych godzinach, odpowiednie miejsce do pracy, zaplanowane działania, czas na odpoczynek i restart – po raz kolejny okazuje się, że moje codzienne rytuały mają sens i warto się ich trzymać.

A teraz przyszło lato i okazało się, że słońce za oknem kusi tak bardzo, owoce na bazarku są najfajniejsze z samego rana, rower aż krzyczy „pojeździjmy”, codzienność również wzywa – zakupy, porządki, pranie, sprzątanie, nowy przepis na smoothie, książka do odebrania w bibliotece, super promocja w Lidlu, wizyta u lekarza i opalanie nosa nad Wisłą… W pewnym momencie zaczęłam zazdrościć osobom, które chodzą do pracy od 8 do 16, bo chociaż „odsiedzą swoje” i mają obowiązki z głowy – z głowy, którą ja tymczasowo straciłam i nie bardzo miałam pomysł jak się ogarnąć.

blogowanie-na-balkonie

JAK POKONAĆ WAKACYJNE LENISTWO?

W tej sytuacji miałam dwa wyjścia – odpuścić i popłynąć na letniej fali luzu i beztroski, albo … wziąć się w garść i krok po kroczku pokonać wakacyjne lenistwo. Odpuścić byłoby fajnie, ale wiedziałam, że to rozwiązanie na krótką metę – wiecie jak to jest, gdy pracuję dla siebie – jeśli odpuszczę to nie zarobię. A czynsz za mieszkanie sam się nie zapłaci. Te wszystkie sezonowe owoce również same mi do koszyka na bazarku nie wpadną – life is brutal, trzeba było zacząć działać i ogarnąć rzeczywistość.

Mam dla Was garść rad i pomysłów na to, jak pokonać wakacyjne lenistwo i zabrać się do pracy oraz nadal korzystać z lata i przyjemności, które niesie. Podpowiedziałam już co nieco w tym temacie Czytelnikom newslettera – odzew był ogromny i widzę, że jest to problem, który dotyczy nie tylko mnie – tym bardziej chcę podzielić się z Wami moimi sprawdzonymi sztuczkami na letniego lenia.

male-cele-czerwiec2

1. PRIORYTETY TO PODSTAWA

W walce z wakacyjnym lenistwem wróciłam do swoich priorytetów. Zajrzałam do zeszytu, w którym mam opisaną „wizję” tego roku. Przeanalizowałam swoją visionboard. Wyszperałam blogowy i firmowy biznesplan na 2016. Już te proste czynności sprowadziły mnie z obłoków na ziemię i sprawiły, że zaczęło mi się znowu chcieć COŚ robić. Pytanie tylko co, bo nagle okazało się, że nowych pomysłów mam całkiem przytłaczającą ilość…

Jak zawsze w tym momencie pomogła mi burza mózgu (jednego, bo tylko mojego). Na czystej kartce wypisałam wszystkie plany, pomysły, projekty, inspiracje, skojarzenia, rzeczy do zrobienia – wszystko. Następnie uporządkowałam je sobie według kategorii – blog, firma, kursy i produkty, sprawy osobiste, dom, sprawy do załatwienia – system kolekcji w bullet journalu sprawdził się tu idealnie!

Kolejny krok to właśnie priorytety. Na każdej z list zaznaczyłam sprawy i rzeczy, którymi CHCĘ zająć się w pierwszej kolejności. Zaznaczyłam również te, które z powodzeniem mogę odsunąć w czasie na dalszą przyszłość. O nich chwilowo zapominam.

Osobną kategorię dostały zaległości i zbliżające się deadliny oraz sprawy niedokończone – to właśnie nimi postanowiłam zająć się w pierwszej kolejności. Zajęło mi to calutki dzień, nie było to ani fajnie, ani porywające, ale świadomość tego, że wyrzuciłam z głowy i kalendarza całą masę drobnostek i pierdół, które zaprzątały mi podświadomość pozwoliła mi zacząć znowu działać na wysokich obrotach i zająć się moimi wybranymi priorytetami.

2. ZAPLANUJ CO BĘDZIESZ ROBIĆ

Kolejny krok to planowanie. Tym razem postawiłam na konkrety i ścisłe trzymanie się zasad – zależało mi na szybkich i widocznych efektach, które sprawią, że nowo odzyskana motywacja nie zniknie następnego dnia. Postanowiłam nie wymyślać koła na nowo i po prostu wrócić do systemu porannej pracy, który sprawdzał  się u mnie do tej pory najlepiej.

Wyznaczyłam sobie konkretne godziny (9-12) w których pracuję i … nie robię nic innego, listę zadań na cały tydzień ustalam z wyprzedzeniem decydując co robię którego dnia, a „dniówki” rozpisuję w swoim bullet journalu wieczorem dnia poprzedniego.

W śledzeniu czasu pracy pomagają mi również aplikacje na komputer i telefon. Wróciłam do sprawdzonej wtyczki StayFocused, która pomaga mi skupić się na pracy bez rozpraszaczy i aplikacji Hours w której mogę szybko odnotować czas poświęcony na konkretne zadania.

To wszystko, plus solidna porcja samodyscypliny sprawia, że powolutku posuwam się do przodu, widzę efekty i przede wszystkim – chce mi się działać i nie czuję się obrażona na cały świat, że słońce za oknem, wszyscy znajomi na wakacjach, a ja przed komputerem.

roze-kawa-i-praca-slow-life

3. DZIAŁAJ MAŁYMI KROKAMI

Po raz kolejny okazało się, że dreptanie do przodu malutkimi krokami sprawdza się u mnie o wiele lepiej niż wielkie zrywy na hip hip hurra. To właśnie małe cele, fragmenciki priorytetów, ich wycinki realizowane dzień po dniu sprawiają, że widzę postęp.

Nadal walczę z pokusą wpisania na listę rzeczy do zrobienia na kolejny dzień punktów takich jak „zrobić porządki w mieszkaniu”, „nagrać i złożyć vloga”, „przygotować 5 postów na bloga”. Zamiast tego wybieram „uporządkować szafkę z przyprawami”, „ułożyć klipy z vloga na osi czasu w programie do edycji”, „rozpisać w punktach posty na następny tydzień” – stawiam na zadania, które są do zrobienia na raz, które mogę odhaczyć na liście i kontynuować kolejnego dnia.

Ten system pozwala mi posuwać się do przodu równolegle z kilkoma ważnymi dla mnie sprawami i projektami, unikam gromadzenia się zaległości i mogę połechtać swoje ego poczuciem produktywności i osiągania kolejnych mini celów.

4. POMYŚL O NAGRODZIE

Dawno przestałam nagradzać się za realizowanie zadań i celów – zależało mi na tym, aby moja motywacja do działania była wewnętrzna, wypływała ze mnie, a nie z chęci osiągnięcia nagrody. Ideały ideałami, ale jednak walcząc z wakacyjnym lenistwem postawiłam na małe nagrody i przyjemności. W tym wypadku wyszłam z założenia, że cel uświęca środki.

Moje nagrody to nie są jakieś wielkie, materialne prezenty – stawiam raczej na ciekawe przeżycia, wyjścia do kina, odwiedzenie nowej knajpki, wieczorny seans serialowy na balkonie z grissini i białym winem. Ważne jest jednak to, że wiem co jest nagrodą za realizację którego celu lub zadania. I na nią czekam. I nakręca mnie to do działania. Więc działam.

A jak już uporam się z naprawdę dużym zadaniem, mam za sobą produktywny tydzień z wieloma odhaczonymi sprawami lub inne konkretne osiągnięcie to pozwalam sobie na malutkie, kontrolowane szaleństwo – prezent z mojej wishlisty, zakupy na Westwing (tak, tak to było dzisiaj – upolowałam wreszcie wymarzonego lightboxa – w ogóle w tym tygodniu warto tam zajrzeć bo wybór produktów jest świetny!), lub inną nagrodę.

praca-zdalna-w-wakacje

5. ODPOCZYWAJ

W jednym z poprzednich punktów pisałam o pracy od 9 do 12 – oczywiście, to jest mój tiger time (czyli święty czas przeznaczony tylko na pracę nad priorytetami związanymi z blogiem lub firmą – jeśli ten temat Was interesuje polecam podlinkowany podcast), w efekcie najczęściej kończymy pracę około 16-17*, a potem … odpoczywamy.

Staram się wtedy odciąć na trochę od komputera, wyjść na balkon, poczytać, iść na spacer lub zakupy, ugotować coś pysznego. Staram się wtedy uzupełniać album Project Life (który niestety również ma zaległości więc albumowy update pojawi się na blogu w drugim tygodniu sierpnia). Czasem wychodzimy na rowery, zabieramy koc i lądujemy w jakimś nowym parku, czasem jedziemy na lody, czasem nad Wisłę. Cieszymy się latem, beztroską i świętym spokojem.

*Oczywiście, jak już uporam się z priorytetami w porannym bloku czasowym i ciśnie mnie ogromnie żeby wyjść z domu w ciągu dnia, iść na spacer, na kawę z przyjaciółką albo podskoczyć na bazarek po koszyczek malin to … to robię. Ideałem byłaby praca do 16, ale system priorytetów pozwala mi ogarniać najważniejsze sprawy rano, a potem jak lato naprawdę, naprawdę woła, to … biegnę mu naprzeciw 😉 To kompromis na który idę z samą sobą, aby nie siedzieć potem z nosem spuszczonym na kwintę.

blog-separator

Jeśli wakacyjne lenistwo przypałętało się również do Was mam nadzieję, że te rady i pomysły pomogą Wam się z nim uporać. Miesiąc temu pisałam na blogu o tym, dlaczego warto planować latem – nawet jeśli nie macie na głowie firmy, pracy lub innych zobowiązań warto zebrać się w sobie i wykorzystać wakacje produktywnie. Rozwój, osiągnięte cele i zrealizowane plany to jedno, unikanie wakacyjnego lenistwa to jednak również sposób na dużo bardziej sprawny i przyjemny powrót do pracy lub szkoły po urlopie.

Ciekawa jestem czy również doświadczacie problemu z ogarnięciem się latem i jakie macie sposoby lub pomysły na to, aby się z nim uporać – jaki jest Wasz wakacyjny plan działania? Napiszcie w komentarzach!

Zobacz również

  • księżycowa róża

    Dzisiaj mnie dopadło koszmarne lenistwo. Miałam dzisiaj mnóstwo pomysłów na spędzenie tego dnia,ale część rzeczy przełożyłam na popołudnie. Jestem dzisiaj tak zaspana, że zrobiłam tylko wstępne szkice wpisów na bloga. No nic, zabieram się za trening :). Może wrócę do żywych :). Zauważyłam, że też muszę mieć stworzony konkretny plan działania, bo gdy pojawia się haos zaczynam się gubić 🙂

    • i jak, trening pomógł? Mi na ogół pomaga – spacer, szybka przebieżka, yoga w wolnej chwili – i wracam do świata żywych 🙂

      • księżycowa róża

        Pewnie :). Od kilku dni dzialam na pelnych obrotach 🙂

  • Bardzo wartościowy wpis! Dla mnie jest najważniejsze, że pokazujesz jak to można ponownie ułożyć w całość. Latem faktycznie jest więcej pokus i trudniej jest się skoncentrować. Ale właśnie organizacja przede wszystkim. Od jakiegoś czasu zapisuję sobie cele codzienne i zadania w bullet journal i pod koniec dnia zakreślam te udane, przesuwam te na które nie miałam wpływu i na każdy miesiąc wyznaczam 3 priorytety. I tak jest mi lżej. Metoda małych kroków. dokładnie to samo mówię moim klientom w czasie kursów angielskiego które prowadzę. Powoli a do celu. Jak to sama pisałaś w kursie PL na podsumowanie każdego rozdziału: „Do dzieła!”

    • dokładnie, bez tego „do dzieła” się nie zrobi mimo najlepszych planów i organizacyjnych sztuczek 🙂

  • O czyli nie tylko ja tak mam..
    do końca szkoły działałam na najwyższych obrotach, a potem, mimo wyznaczonych małych celów i planów, wszystko się jakoś rozjechało. Niekoniecznie przez niedomiar pracy – tej akurat mam całkiem sporo, ale jakoś tak – po ludzku mi sie nie chciało 😉
    Ani bullet ie pomóc, ani deklaracje, nie i basta.
    Muszę ogarnąć cztery litery znów i od nowa 😉

    • Magda powodzenia! 😀 może potrzebujesz po prostu takiej chwili resetu i oddechu dla siebie 🙂

  • Anna Winiarczyk-Madejska

    Najbardziej spodobał mi się trzeci punkt. Bardzo do mnie przemawia. Nigdy tego nie rozpatrywałam w ten sposób. Lubię Twoje podejście do małych kroczków😊 aby ” połechtać swoje ego poczuciem produktywności”. Chyba stanie się też moim. Dziękuję

    • powodzenia Aniu! takie malutkie kroki bardzo wiele dają, nagle okazuje się, że w skali miesiąca zbierają się w całość i widać efekty, chce się robić więcej i więcej 🙂

  • Lato kusi- zapachami, pogodą i owocami. Warto czasem dać mu się ponieść.. 🙂

  • To prawda 🙂 Ale łatwiej się chyba zmobilizować jak się wie że będzie się miało z tego korzyści finansowe 🙂 właśnie żeby mieć na mieszkanie, życie… Ja natomiast nie mogę jakoś się ogarnąć bo nie mam takiego bodźca :/

    • no finansowe na bank, ale satysfakcja z realizacji jakiegoś ważnego celu lub zadania też dużo daje (np. jak juz udało mi się uporać z lekarzami i sprawami zdrowotnymi to finansowo korzyści z tego nie miałam, ale satysfakcję ogromną tak:)

  • Najważniejsze to przełamać ten kryzysowy moment. Potem już z górki 😉 bycie offline bardzo pomaga 🙂

  • Dla mnie problemem był wyjazdy. Grafik zależał nie tylko ode mnie i męża, trochę się skumulowało, wypadły jakieś ekstra sprawy – i zaraz sajgon z zadaniami. Twój post idealnie trafił – wróciłam na dobre, nie muszę się nigdzie przemieszczać i mogę ogarnąć wszechświat. A zacznę od zaplanowania 🙂

    • no właśnie czasem tak się złoży, że wszystko rozsypuje się na raz i później ciężko jest wrócić do pionu – najważniejsze to chyba zdać sobie z tego sprawę i po prostu powolutku zacząć działać 🙂

      • Mamy nowy tydzień i nowy miesiąc – więcej więcej zapału do powrotu na dobre tory 🙂

  • Letnie lenistwo… mrrr…
    Dobrze jest czasami poleniuchować, ale ja najczęściej po takim totalnym luzie mam totalne wyrzuty sumienia. Gryzie mnie coś w środku, bo czegoś nie zrobiłam, coś zaniedbałam, coś przełożyłam „na później” – nie jest to miłe uczucie, oj nie.
    Od jakiegoś czasu stosuję punkt 1. Priorytety. Najważniejsze sprawy. Bez ich realizacji nie ruszam dalej. Mają być przeprowadzone od początku do końca! Nie jest łatwo, ale jak już się uda… Mordeczka się śmieje, jestem dla siebie miła i wybieram „nagrody” – to motywuje mnie do działania i sprawia, że znowu mi się chce pracować :).

  • Burza mózgów z samym sobą, myślałem, że tylko ja tak mam 🙂 Mnie taka „burza” niezwykle pomaga, gdy zadań całe mnóstwo, nie bardzo wiem, za które się zabrać i w efekcie nie robię nic. Plany wieczorne też mi porządkują wiele spraw. A jak zupełnie nie mogę się zmobilizować, to łapię za kije i idę do pobliskiego parku na solidny nordic walking. Taki marsz pozwala mi się wręcz fizycznie oderwać od marazmu i uporządkować gonitwę myśli.
    A lato i pracę godzę w ten sposób, że pakuję moje biuro na rower i jadę do parku popracować. Nie mam wyrzutów sumienia, że marnuję w domu piękna pogodę, nie mam też wyrzutów sumienia, że nie pracuję 🙂

  • Uwielbiam metodę małych kroków 🙂 Jak mam dużo do zrobienia, rozbijam to na mniejsze części i realizuję – działa! A potem jest taka wdzięczność, że mam wolne po 14:00 🙂 Coraz bardziej udaje mi się pracować krócej, ale efektywniej i naprawdę to lubię 🙂 Też nagradzam się za zrealizowanie celów, ale tak jak piszesz – z tymi nagrodami trzeba rozsądnie 🙂

  • U mnie ta jak już Ci pisałam wszystkie plany zostały zdominowane przez ślub Brata. Było intensywnie, ale zupełnie inaczej niż zwykle 😉 Teraz dopiero wracam do swoich stałych nawyków. Wakacje są ciężkie do życia w tradycyjnym rytmie 🙂

  • Ostatnio słuchałam p.Beaty Pawlikowskiej – opowiadała o pewnego rodzaju życiowej niemocy, blokady, która nie pozwala działać dalej czy nawet szczęśliwie żyć. W filmiku radziła przede wszystkim aby, zadać sobie pytanie” Jaka jest jedna, malutka, konkretna rzecz, którą mogłabym zrobić dziś?” – niby banalne, ale faktycznie pomaga. A później każde zrealizowane z sukcesem zadanie, napędza do dalszego działania..