5 WAKACYJNYCH ULUBIEŃCÓW – LATO 2017

Zawsze, niezależnie od sytuacji staram się patrzeć na szklankę tak, aby widzieć jej pełną połowę. Pomaga tutaj codzienne praktykowanie wdzięczności, skupianie się na pozytywach i nie tracenie z oczu dużego obrazka.

Ostatnie tygodnie po raz kolejny udowodniły mi, że nie żyjemy w próżni i gdy jedne rzeczy nie wychodzą jest szansa, że dzieje się tak, aby w życiu zrobić miejsce na inne, ważniejsze sprawy. Mimo że to lato nie było w 100% takie jak sobie wymarzyliśmy, mimo że zabrakło tu trochę urlopu i takiego prawdziwie wakacyjnego ładowania baterii to i tak udało nam się wycisnąć z niego sporo 🙂

Wiem, że jeszcze kilka tygodni kalendarzowego lata przed nami, ale ponieważ z początkiem września przestawiam się już w głowie na tryb wrzosowo-jesienny chciałabym zaprosić was na wpis z moimi 5 najfajniejszymi „higlightami” z lata 2017.

Te rzeczy, miejsca i wydarzenia wylądują w wakacyjnych wpisach do mojego albumu Project Life (już niedługo na blogu!), to one sprawiły, że nasze lato było fajne i będą ogrzewać nas kolorowymi wspomnieniami jesienią i zimą!

1. WYJAZD DO GDYNI

Jeśli chodzi o wakacyjne wyjazdy to niestety, ale to lato rozczarowało. Mieliśmy trochę planów, które rzeczywistość bardzo szybko zweryfikowała dlatego bardzo, bardzo się cieszę, że chociaż nasz wypad do Gdyni z Agnieszką i Wojtkiem doszedł do skutku.

Do Trójmiasta zajrzeliśmy z okazji konferencji See Bloggers, a więcej o tym wyjeździe możecie przeczytać tutaj.

Cieszę się strasznie, że udało nam się wybrać nad morze, że pogoda nie była straszna, że załapaliśmy się na rybkę z frytkami i nadmorskie gofry, na spacer po plaży i chwilę wylegiwania się na piasku.

Nie nazwałabym tych kilku dni w Gdyni urlopem, ale wiecie – na bezrybiu i rak ryba. Jestem mega wdzięczna za ten wyjazd i za to, że udało nam się tak fajnie i wesoło spędzić długi weekend nad morzem.

2. LODY W KARMELOVE

Karmelove to taka niepozorna, malutka lodziarnia schowana na naszym osiedlu. Odkryliśmy ją na samym początku lodowego sezonu i od tej pory jesteśmy z Fabem stałymi bywalcami – nie ma tygodnia żebyśmy tam nie zajrzeli!

Strasznie fajnie jest mieć takie pozytywne, wakacyjne miejsce kilka kroków od domu. Powiem wam szczerze, że jakoś nieszczególnie ciągnie nas w tym roku do centrum Warszawy, a tutaj zawsze możemy po prostu wyskoczyć po pracy – zabieramy ze sobą kocyk, wybieramy ulubione lody i uciekamy do parku.

Ogromna porcja lodów w Karmelove kosztuje 3zł, słodkie wafelki są gratis! Nasze ulubione smaki to palone masło, beza z owocowymi dodatkami, kasza manna z malinami, róża i mascarpone z owocami. Fab jest też ogromnym fanem czekolady, która tu naprawdę smakuje jak czekolada!  Sorbety również mają przepyszne!

3. MÓJ ROWER!

Na początku maja przesiadłam się z roweru miejskiego na trekking. Bardzo długo ociągałam się z tą zmianą, bo przecież mój Bławatek był najpiękniejszym rowerem na świecie, powiem wam jednak, że było warto!

Komfort jazdy na rowerze trekkingowym jest nieporównywalny. Większe koła sprawdzają się świetnie. Amortyzator sprawia, że odstające płytki, krawężniki, torowiska i wyboje na leśnych ścieżkach nie dają się tak bardzo we znaki. Sakwy, które zastąpiły koszyk ułatwiają przewożenie nawet większej ilości rzeczy. Zakochana jestem w tym rowerze i już!

Swój rower kupiłam przez internet, wybrałam Spartacusa i jestem z niego naprawdę bardzo zadowolona. Poza tym, że jest super wygodny to również świetnie się prezentuje. Wiecie, bardzo chciałam mieć rower, który będzie ładny, ale niekoniecznie hiper kobiecy, pastelowy i wymuskany, bo … ja taka nie jestem, a już na pewno nie podczas jazdy na rowerze!

Fab się śmieje, że jeżdżę jak facet – szybko, mocno, intensywnie. Chciałam mieć rowerowego bad assa, który nie będzie wyglądał jak mimoza i telepał się na prawo i lewo podczas szybszego zjazdu z górki i Spartacus idealnie się w ten klimat wpasował!

 

4. NOWA KUCHNIA

Lipiec i sierpień upłynęły nam pod znakiem remontu kuchni. O ile sam remont w pewnej chwili stał się już męczący (zwłaszcza gdy nasz fachowiec nagle zniknął i zostaliśmy ze wszystkim na lodzie!) to jego efekt końcowy – czyli nasza nowa kuchnia – zdecydowanie załapuje się do tego zestawienia!

Wreszcie, po wielu, wielu latach korzystania z kuchni w różnych wynajmowanych mieszkaniach mamy naszą własną, wymarzoną kuchnię. Białą, przytulną, pełną światła. Z drewnianymi blatami i z całą masą miejsca do przechowywania kuchennych drobiazgów. Taką z której nie chce się wychodzić i nawet zmywanie w niej naczyń sprawia przyjemność.

Gdy tylko uporamy się z ogarnięciem paru kuchennych, jak to Fab mówi „kosmetycznych” drobiazgów wrzucę na bloga post w którym opowiem o naszych doświadczeniach, o tym jak planowaliśmy kuchnię, co wyszło, a co nie i ile nas to wszystko kosztowało! Stay tuned!

 

5. NASZ OGRÓD

Gdy byłam młodsza nie bardzo doceniałam fakt posiadania ogródka na wyciągnięcie ręki, wolałam uciekać na miasto, na placyk czy do naszych osiedlowych parków. Ale ja byłam głupia!

Ogródek zdecydowanie był jednym z naszych wakacyjnych ulubieńców! Nie spodziewałam się, że samo przebywanie wśród przyrody, obserwowanie zmieniających się roślin, poranna joga na świeżym powietrzu i wieczorne podlewanie kwiatów i trawnika potrafi świetnie naładować baterie i wyciszyć.

Nasz ogród był miejscem spotkań z przyjaciółmi, rodzinnych grilli, wieczornych rozgrywek w badmintona i fajnych, długich rozmów. Plus nic nie równa się truskawkom prosto z krzaczka i kolorowym bukietom kwiatów ściętych z ogrodu!

Zgodnie doszliśmy do wniosku, że dawno nie spędziliśmy tyle czasu na świeżym powietrzu co w te wakacje, ogródek na pewno się do tego przysłużył! 

Zastanawialiście się jakie rzeczy, wydarzenia i miejsca odkryte w czasie tych wakacji znalazłyby się na waszej liście wakacyjnych ulubieńców? Może macie ochotę podzielić się nimi w komentarzu? A może stworzycie podobny wpis u siebie na blogu?

To świetny sposób na pozytywne podsumowanie lata, ale też na ćwiczenie umiejętności dostrzegania pozytywów i praktykowania wdzięczności na co dzień! Spróbujcie, bo warto!

 

Zobacz również

  • Piękny ogród! 🙂 Uwielbiam takie wpisy, zawsze się przy nich uczę doceniać codzienność!

  • Mi również udało się wyjechać do Gdyni i wiem, że jeszcze tam wrócę 🙂 Super sprawa, że nie ma tu straganów, jest wakacyjnie i spokojnie 😉 A o swoim cudnym (bo wyjazdowym) sierpniu napisałam na blogu http://martushkowo.blogspot.com/2017/08/tu-i-teraz-sierpien.html

  • Byłam dziś w sklepie rowerowym i niektóre z nich naprawdę mogą zawrócić w głowie 🙂 A ogródek to wielka przyjemność, i to takie super jak mogę rano zerwać pyszne pomidorki na sniadanie 🙂 Choć na jogę na tarasie jeszcze się nie odważyłam 😉 Buziaki!

  • Zwracasz uwagę na fajną i ważną rzecz – faktycznie, umiejętność zauważania choćby maleńkich pozytywów jest na co dzień bezcenna. Dziś miałam trudny dzień, ale zwieńczyliśmy go z moim ukochanym naszym pierwszym małżeńskim robieniem ruskich pierogów. W dodatku wyszły pierwszorzędnie! To taki mały highlight tego dnia.

    Pomyślę nad pozytywami tych wakacji, choć na pewno jednym z nich jest start mojego własnego bloga, a drugi pokrywa się z jednym z Twoich, czyli z konferencją See Bloggers (Ty pisałaś bardziej o wyjeździe do Gdyni, ale jako że mieszkam w Gdańsku, w Gdyni bywam regularnie :)).

    Może faktycznie to fajny pomysł na wpis blogowy!

  • Kuchnia jest piękna! 🙂 I potwierdzam! Ogródkowe życie jest super! :*

  • Wszystko w naszym zyciu jest ważne, podoba mi się u Ciebie to, że potrafisz się zatrzymać na moment i dostrzec najmniejsze piękno 🙂 a rower ekstra!!! chyba mnie namówiłaś i też taki będę mieć 🙂

  • Planuję też takie podsumowania u siebie na blogu, bo widzę, jak bardzo pomaga świadome życie, bycie wdzięcznym i ta codzienna fotografia :). Od kiedy dołączyłam do społeczności tookapic – fotografuję codziennie i naprawdę przepadłam w tym! 🙂 Świetne zdjęcia, gratuluję szczególnie ogródka. A i dobrze, że piszesz o lodziarni, z pewnością odwiedzimy 😉

  • W wakacje mogę tylko Gdynię wspominać, tak nie były za fajne, ale… Muszę odczarować te złe momenty od września. Ciekawe czy uda się weekendowy wypad do Warszawy.

  • Jak ja lubię takie wpisy – u siebie tez planuję wyłonić ulubieńców lata, bo dzięki temu uświadamiam sobie jak wiele dobrych chwil i przeżyć za nami 😉

  • Aleksandra

    Też nie mogłam sobie pozwolić na długie wojaże tego lata, bo rozpoczęłam inny bardzo duży projekt. W charakterze wyjazdu wystąpił tygodniowy wypad z dziećmi do Szklarskiej Poręby. Złapały bakcyla chodzenia i chcą jeszcze. Umówiliśmy się, że co roku będziemy mieli takie wyjazdy tylko ja i oni. Zapewniłam im jeszcze inne wyjazdy, le już nie ze mną. Drugi ulubieniec to start dużego, bardzo ważnego dla mnie projektu pt. zmiana miejsca zamieszkania : sprzedaż obecnego mieszkania i kupno nowego, większego. Sprawa w toku. Ulubieniec nr 3 to publikacja mojego tekstu w czasopiśmie naukowym, o którym myślałam : za wysokie progi i w życiu nie śniło mi się, że przeczytam tam swoje nazwisko jako autorki. Czwarty ulubieniec to moja siostrzenica, którą tego lata ochrzciliśmy. A piąty to dużo lepsza forma zdrowotna mojego męża po dwuletnim leżeniu chorobowym. Dobre lato.

  • Fajne to Twoje lato, pomimo braku dalekich wojaży 🙂 Kuchnia też super 🙂

  • Ojej jestem uzależniona od lodów ;D Nie ważne czy lato czy jesień czy zima zawsze mam na nie ochotę 😀