Tu&Teraz: lipiec 2018

Przeczytałam kiedyś w jakimś mądrym tekście dla blogerów, że jeśli przydarzy nam się blogowa „wpadka” (czyli dłuższa przerwa w pisaniu) to najgorsze co można zrobić to zacząć się tłumaczyć, przepraszać i prostować sytuację. Blogowi eksperci doradzają, aby przejść nad sprawą do porządku dziennego i zachowywać się jakby nigdy nic. A ja tak nie potrafię. I czuję, że dopóki się do tej wpadki i przerwy nie przyznam przed sobą i przed wami to z tego dalszego pisania nic nie będzie, słowa nie będą się układać w zdania, a ja nie dam rady zacząć od nowa. Pora na restart moi drodzy.

Czuję, że to dobry moment. Tęsknię bardzo za wami, za pisaniem, za regularnością i za tym miejscem, które od trzech lat sobie tutaj tworzymy. Mam nadzieję, że to lipcowe Tu&Teraz będzie okazją do nadrobienia zaległości i powrotu tutaj już na dobre. Bycie mamą jest fajne, ale stęskniłam się za byciem sobą! 

SŁUCHAM przede wszystkim nieskończonej liczby AGU i AŁU w ciągu dnia – to najfajniejsze dźwięki jakie mi ostatnio towarzyszą, a że najlepiej wywołuje je arsenał głupich min dzień w dzień dzielnie pracuję nad żywą mimiką 🙂 W tle na zmianę leci biały szum (a jeszcze lepiej jego „stuningowana” wersja czyli odgłosy natury i lasu – czuję się przy nich jak na wakacjach na Mazurach!) i komentarze do meczów Mistrzostw Świata, które Fab uparcie przemyca do naszej codzienności. Gdy uda mi się włączyć coś świadomie, dla siebie to najchętniej odpalam soundtrack z filmu Guardians of the Galaxy albo wracam do ulubionej od dawna Zaz. 

CZUJĘ SIĘ zupełnie inaczej niż kilka tygodni temu – to niesamowite jak wiele może się przestawić w głowie w tak krótkim czasie. Wystarczyło kilka dobrych, budujących i dodających siły rozmów, przeczytane gdzieś zdanie i chwila na oswojenie się z sytuacją. Sama w to nie wierzę, ale … czuję się niesamowicie pewna siebie!

Nie kwestionuję już każdej decyzji dotyczącej naszego niemowlaka, nie gdybam, nie szukam dziury w całym, nawet jakoś bardzo nie martwię się na zapas. Nie porównuję, nie upycham w tabelki, nie spędzam długich godzin na googlowaniu tego, co mnie martwi – zamiast tego naprawdę cieszę się chwilą. Mam wrażenie, że z dnia na dzień odnajduję się w tym wszystkim coraz lepiej, nabieram pewności siebie i po prostu WIEM, że świetnie dajemy sobie radę.

CHCIAŁABYM zabrać się wreszcie z powrotem do pracy! Podziwiam dziewczyny, które zaraz po urodzeniu dziecka miały wszystko idealnie ogarnięte – u nas wyobrażenia mijają się z rzeczywistością i mimo że mam wielkie wsparcie to i tak znalezienie w ciągu dnia czasu na pracę i produktywne działania jest po prostu trudne!

Z drugiej strony – macierzyński jest super! Wiadomo, że urlopem to tego się nie da nazwać (chyba w życiu nie byłam tak bardzo zmęczona!), ale TEN CZAS spędzony w 100% z Fabem i Kajutkiem to coś niesamowitego! Smyranie, tulenie, karmienie, usypianie, obserwowanie, zabawianie, chustowanie, rozmawianie i to wszystko bez presji pracy wiszącej nad głową to coś super. Ale wiecie.. ta przerwa sprawiła też, że naprawdę za swoją pracą zatęskniłam. I wiem, że nie chcę żyć i pracować inaczej. I że stanę na głowie, aby pokazać mojemu dziecku, że można żyć i pracować na własnych zasadach.

Na razie się nie spinam i nie wykluczam, że ten urlop sobie przedłużę, ale z drugiej strony brakuje mi DZIAŁANIA i bardzo chciałabym zacząć powoli wracać do gry! 

JESTEM WDZIĘCZNA ZA tak wiele rzeczy, że nie sposób ich tutaj wszystkich zebrać w jakąś zgrabną całość. Pielęgnuję w sobie to uczucie wdzięczności, dzięki temu, niezależnie od tego jak trudny dzień za nami codziennie zasypiam pomiędzy moimi dwoma ulubionymi facetami z cieniem uśmiechu na ustach.

Wiadomo, że jestem wdzięczna za rzeczy wielkie. Za zdrowego synka, który z dnia na dzień robi się coraz fajniejszy. Za świetnego męża, z którym mogę naprawdę żyć, a nie tylko mijać się w drodze z pracy i do pracy i za tą naszą nuuuuudną, niemowlakową codzienność.

Jestem wdzięczna za normalne sprawy. Za lato, które jest latem, a nie pomieszaniem marca z listopadem. Za wypad do Łodzi. Za ludzi, którzy o nas pamiętają. Za to, że ja mogę pamiętać. Za truskawki, borówki i maliny na bazarku. Za nową kanapę na której mieścimy się w trójkę. Za bilety na wakacyjny wyjazd w kieszeni. Za poranki w które mogę ćwiczyć tak, że potem się ze mnie leje. Za chustonoszenie i cycokarmienie. Za (względnie!) przespane noce. Za książki. Za życie.

PRACUJĘ NAD wprowadzeniem do naszego planu dnia jako takiego rytmu. Nie mam wielkich ambicji – nie myślę jeszcze o harmonogramach, stałych godzinach i rodzince funkcjonującej jak w zegarku.

Marzy mi się za to płynność, względna przewidywalność i regularność. Powolutku więc wprowadzamy rytm do naszego planu dnia. Budujemy wzory i „rutyny” związane z codziennymi czynnościami. Eksperymentujemy i szukamy systemu, który sprawdzi się u nas. Obserwujemy to jak funkcjonujemy z niemowlakiem i staramy się dostosować do jego naturalnego rytmu. Dzielimy się obowiązkami, dzięki czemu każde z nas ma szansę spędzić naprawdę wartościowy czas z Kajtkiem, ale również odpocząć i po prostu … być sobą.

CIESZĘ SIĘ latem. Powtarzam sobie, że drugiego takiego lata nie będzie i z tymi słowami na ustach wyciskam te wakacyjne dni jak cytrynę. Wiadomo, że jest inaczej – tęsknię ogromnie za rowerem. Tęsknię za spontanem. Za wyjściem z domu w 3 minuty. Za wieczorami spędzonymi nad Wisłą. Za bieganiem i za niezależnością. Ale chyba nie muszę mówić, że wystarczy jeden bezzębny, kajutkowy uśmiech, aby te tęsknoty zniknęły ekspresem 🙂

Siedzimy więc w ogródku, robimy pikniki na trawce, objadamy się czereśniami, kupujemy zieleninę na bazarku, spacerujemy zawinięci w chustę, chodzimy na lody i jest po prostu fajnie. Inaczej, ale fajnie.

UCZĘ SIĘ pracowania z niemowlakiem u boku. Dzielenia zadań na mikro kawałki i produktywnego wykorzystywania super krótkich odcinków czasu.

Dopiero teraz widzę jak bardzo byłam „rozpieszczona” jeśli chodzi o mój sposób pracy i wykonywania codziennych czynności. Wysprzątane biurko, kawka, godzina na pisanie, pół dnia na zdjęcia, social media prowadzone pod linijkę, rysowanie tabelek, kreślenie planów – to było fajne przed Kajtkiem, teraz uczę się organizacji praktycznie od nowa! I wiecie co? Dopiero teraz widzę ILE tak naprawdę można zrobić w 20 minut. Magia, mówię wam 🙂

Macie jakieś pamiątki ze swojego dzieciństwa? A może znalazłyście fajny sposób na łapanie wspomnień z życia waszych dzieciaczków?📷💛 Dokumentowanie wspomnień z niemowlakiem na ręku nie jest proste – nie wiem kiedy znowu usiądę do moich kochanych albumów czy chociażby do bullet journala… ALE znajduję sobie drogę na skróty i dbamy o to, aby te okruszki codzienności na pamiątkę jednak łapać!📚 Aparat w telefonie daje radę, nagrywanie codziennych, sekundowych filmów też (pisałam o tym na blogu – poszukajcie lupką tekstu o aplikacji 1 Second Everyday!), a do zapisków mamy taki fajny, 5 letni pamiętnik, który skrupulatnie z Fabem uzupełniamy! Niby nic, a te chwile, które przecież uciekają tak ekspresowo zostaną z nami na dłużej!😍😊 Szkoda tylko, że tego mlecznego zapachu niemowlaka nie da się gdzieś zachomikować 👶

A post shared by Kasia Mistacoglu (@worqshop) on

CZYTAM mimo wielkiej miłości do papierowych książek przerzuciłam się na ebooki i wreszcie czytam tyle ile lubię – czyli bardzo dużo! Natura obdarzyła nas niemowlakiem, który ma (mam nadzieję, że chwilową!) alergię na wózek więc o spokojnych chwilach spędzonych w parku z książką mogę na razie pomarzyć. Okazuje się, że najlepszym czasem na czytanie jest karmienie lub usypianie Kajtka, a przy obu tych czynnościach trzymanie w ręku książki wychodzi mi średnio. Zdecydowałam się na wykupienie abonamentu w Legimi i z radością odkrywam zasoby ich wirtualnych półek – super sprawa, mogę czytać kilka książek na raz i mieć je wszystkie pod ręką wszędzie tam gdzie mam ze sobą telefon.

Chwilę z papierową książką spędzam za to przed snem lub gdy mam wolny wieczór. Taki moment z książką to dla mnie świetna forma relaksu i wyciszenia się po długim dniu! Na stosiku obok łóżka wylądowały u mnie lekkie, wakacyjne lektury – najnowsze tomy Jeżycjady i książka z mojej wakacyjnej wishlisty czyli „Trzy razy Ty” Federica Mocci.

OGLĄDAM postanowiliśmy z Fabem wrócić w te wakacje do naszych serialowych ulubieńców. Oglądamy więc z powrotem Friends (oczywiście od sezonu w którym do ekipy przyjaciół dołączyła Emma!) oraz Grę o Tron. W naszej nowej rzeczywistości fajnie jest wrócić do seriali, które dobrze znamy – jak ktoś uśnie (albo mały ktoś się obudzi) to wiele nie tracimy 🙂

CZEKAM NA wrzesień i nasz wakacyjny wyjazd do Turcji! Podróż z niemowlakiem i dwa tygodnie z dala od domu – to będzie dopiero przygoda! Oczywiście w międzyczasie pewnie wiele fajnych spraw się wydarzy, w końcu całe lato przed nami. Jednak ten wyjazd i pierwsze wspólne wakacje jest dla mnie naprawdę jasnym punktem na horyzoncie!

blog-separator

NO DOBRA! To teraz 3,2,1… dajcie znać w komentarzach kto tu jeszcze zagląda i napiszcie koniecznie jak wam mija to piękne lato! Co ciekawego dzieje się z drugiej strony ekranu? Co przegapiłam? Piszcie, piszcie! 

 

ZOBACZ RÓWNIEŻ

  • Raquel

    Wspomniałaś o mamach, które po urodzeniu dziecka mają wszystko ogarnięte i od razu przypomniała mi się Madam Edith, która urodziła dziecko kilka miesięcy temu i nadal wrzuca co 2 dni (!!!) post na swój blog i zawsze są to porządne, wypasione wpisy z mnóstwem fajnych zdjęć. Jak ona to robi???

    • hihi pewnie ma jakiś magiczny sposób, armię pomocników lub jest po prostu super zorganizowaną kobitką 😀

  • Mary Green

    Jesteśmy Kasienko, jestesmy ☺️ i bedziemy ☺️ mam dwoje szkrabow i uwierz mi, myślę, ze naprawdę świetnie sobie radzisz z prowadzeniem bloga w tej nowej sytuacji. Ja w tym roku nie wyjeżdżam,za to cale lato przyjmuje rodzinę i przyjaciol. Jesienią odpoczne 😉

    • nasze pierwsze lato w Stambule to było właśnie takie wypełnione wizytami najbliższych – super wspomnienia! 🙂 a jesień jest idealna do odpoczywania 🙂

  • Magda Sz.

    Jesteśmy. Wiadomość o nowym poście poprawiła mi dzień o 1000% 🙂
    Nie mam jeszcze dzieci, ale o czymkolwiek nie będziesz pisać zawsze będę czytać. Czekam na więcej 🙂

  • Zacisze Lenki

    Brakowało Twoich pozytywnych wpisów Kasiu.:)

    • Dziękuję!! Mi też brakowało pisania, ale mam nadzieję, że teraz będzie już trochę bardziej z górki i trochę częściej tutaj 🙂

  • Iza

    Ja pierwszy raz leciałam z synem samolotem, gdy Starszy miał 2 miesiące. Młodszy pierwszy raz leciał samolotem mając miesiąc. Wtedy w pojedynkę ogarniałem 2,5 letniego szkraba i miesięczniaka. We dwójkę dacie radę. U mnie zawsze sprawdzała się pierś podczas startu i lądowania. A w Turcji stęskniona rodzina będzie sobie Kajtka wyrywała z rąk, więc może zaliczycie prawdziwe mini wakacje. Tak czy siak, to będzie z pewnością radosny pobyt.
    U mnie właśnie 6 panów pakuje nasz dobytek w kartony, bo pod koniec lipca przenosimy się ze Szwajcarii do Stanów. A biorąc pod uwagę fakt, że jestem już panią w średnim wieku, mąż w słusznym, a synowie są nastolatkami (jeden już nawet wąsatym), to jest to dla nas ogromna rewolucja i sama się czasami dziwię – co nam strzeliło do głowy. 😉
    Życzę udanych wakacji i łagodnego, ale udanego powrotu do pracy. Ucałowania dla całej Waszej Trójki. 🙂

    • jej jaka wielka zmiana! trzymam kciuki, aby ta przeprowadzka poszła gładko i była dla Was super przygodą i zmianą na plus! 🙂
      a co do latania z maluchami, to tak słyszałam – im młodsze tym łatwiej 🙂 no ale zobaczymy jak wyjdzie w praniu 😀

  • Ania

    Na spokojnie! 😀 Nikt ci stąd na pewno nie ucieknie, a przynajmniej nie ja. <3
    Lata nie lubię, więc skupiam się teraz na pracy, pracy, pracy. Oby do jesieni!

  • Ja zaglądam zawsze! Lato uwielbiam, ale wolałabym jednak, gdyby było o kilka stopni mniej. Jutro wyjeżdżam, niestety bez psa.
    Poza tym w sumie nic takiego. Chodzę na długie spacery, robię zdjęcia i cieszę się naturą 🙂
    A co jakiś czas puszczam sobie jakiś serial – polecam Sherlocka, uwielbiam <3

    • ja się poddałam po dwóch odcinkach Sherlocka 😀 lato rzeczywiście w tym roku zrobiło się wyjątkowo wcześnie i wyjątkowo gorące, trzeba korzystać!

      • Nie przepadasz za Sherlockiem? 😉 Są różne gusta, ja teraz oglądam drugi sezon, a książki już dawno za mną.

  • Twoje odczucia odnośnie macierzyństwa, dawnego sposobu pracy i uczucia zmęczenia – jakbym czytała o sobie 😉
    A różne rzeczy w życiu robiłam i na ogromnych obrotach nie raz i nie dwa pracowałam – nic nie równa się z tymi pierwszym rokiem z dzieckiem 😀

    Macie teraz cudowny czas, świetnie że całą trójką możecie z niego czerpać garściami. Korzystaj, a cała reszta ułoży się w swoim czasie, krok po kroku 🙂

    • ja też bardzo się cieszę, że możemy tym czasem cieszyć się właśnie w trójkę! nie wyobrażam sobie, aby było inaczej, nie chciałabym 🙂
      ten stan zmęczenia jest nie do opisania i nie do porównania z niczym innym, nowe doświadczenie więc wiadomo, że trzeba to wszystko jakoś poukładać 🙂

      • A przyznam Ci się, że niedowierzałam w te poziomy zmęczenia nie będąc mamą jeszcze – myślałam, że zachartowana jestem wiem, o czym mówią inne kobiety 😀 😉

  • Miło poczytać Twoje tu i teraz 🙂 Oj, skąd ja to znam, jak uda się coś napisać. To taka mała, wielka rzecz. Mam podobne przemyślenia w tej kwestii, że przy dziecku czas płynie jakby wolniej, choć i z czasem jakoś tak bardzo przeraźliwie szybko, że tęskni się za pracą (choć pracuję tyle ile mogę na maksa) i że dużo zmienia się w głowie w tak krótkim czasie. I że to naprawdę mega fantastyczne uczucie cieszyć się macierzyństwem bez żadnej presji, w swoim tempie, po swojemu 🙂

    Bardzo podoba mi się też Twoje podejście, a dokładniej to zdanie: „ta przerwa sprawiła też, że naprawdę za swoją pracą zatęskniłam. I wiem, że nie chcę żyć i pracować inaczej. I że stanę na głowie, aby pokazać mojemu dziecku, że można żyć i pracować na własnych zasadach.” Popieram w 100 %!

    Cieszcie się tymi dniami, najdłużej jak możecie 🙂 To BEZCENNE chwile 🙂 i naprawdę czas leci okrutnie, aż wierzyć się nie chce 🙂 a najbardziej to widać po dziecku, które się zmienia. Najpierw takie małe, ledwo mieści się na ręku, a za chwilę… grubasek, który wyrasta z ubrań! I to zdziwienie: jak to się stało, jak to zatrzymać?!

    Co do planowania – ja na początku miałam tak, że miałam też plany i sporo zrealizowałam, ale bywały dni, gdzie nie zaplanowałam sobie nic, albo nie chciałam, albo nie zdążyłam i to też jest w porządku, jak najbardziej 🙂 Planuję tyle, ile jestem w stanie zrobić. Jest to mniej we wszystkim niż przed ciążą, ale dobrze mi z tym 🙂 Brakuje mi czasem tego, że nie mam aż tyle czasu na pisanie jak kiedyś, bo pisać wciąż kocham, ale też wiem, że dużo życia jeszcze przede mną (mam nadzieję) 🙂 Ale wiem też, że są momenty bardziej bezcenne od tego, za którymi kiedyś zatęsknię wąchając zapach absurdalnie małej piżamy… 🙂

  • Aleksandra

    A moje lato jak dotąd jakieś dziwne jest. Od dziś jestem na urlopie, ale nie mam pewności, czy ten urlop nie zamieni się w zwolnienie lekarskie. We wtorek mam jechać z dziećmi na tydzień do Świeradowa i robię wszystko, żeby ten wyjazd doszedł do skutku. Pochoruję potem 🙂 I na dwa dni przed urlopem dostałam zadanie napisania raportu do audytora, który chce się ze mną spotkać po urlopie – ciekawa perspektywa.. aż chce się wracać do roboty..

    Bardzo się cieszę, że nabrałaś pewności siebie co do Kajtka. Ślicznie wyglądacie razem w chuście 🙂

  • Zaglądam zaglądam! Kasiu, wiesz co mi się tu u Ciebie najbardziej podoba? Że mimo pojawienia się Kajutka tryb mamy nie wyłączył dawnej Ciebie. To oczywiste, że maluszek zdominował Waszą codzienność, ale wciąż zaglądam z uśmiechem i cieszę się, gdy widzę takie „Twojskie” kadry i opisy zamiast pierdyliarda takich samych zbliżeń na małą buźkę… 🙂

  • Kasia Ty jesteś ekspertem od tworzenia klimatu i od robienia z wszystkiego czegoś co jest ciepłe, miłe, przytulne, puchate. 🙂 Uwielbiam Cię czytać. Bawcie się dobrze w Turcji i oby wszystko poszło sprawnie 🙂

  • Jasne, że zaglądamy! Dziękuję Ci za ten pozytywny tekst, brakowało tego 🙂 a po drugiej stronie ekranu… po tej mojej wielkie zmiany, wyprowadzka za granicę i kolejna (albo cięgle ta sama?) próba odszukania tego „czegoś” w życiu 🙂

  • oj ja przynajmniej raz w tygodniu tu zaglądam aby sprawdzić czy coś dla nas naskrobałaś 🙂 i czekam z utęsknieniem na powrót do regularnych postów, bo tęsknię!!! 🙂

  • Jesteś! ♥ 😀 Bardzo mnie to cieszy. 🙂

    Kasiu, czytając Twoje słowa, miałam poczucie, że przeniosłam się w czasie o dwa lata. Doskonale pamiętam ten stan. I wiesz co? To jest fajne! To, że się zmienimy, dojrzewamy do pewnych wniosków, doceniamy i wypełniamy serducho wdzięcznością jest po prostu normalne i niezwykle potrzebne.
    Po dwóch latach we trójkę wiem, że to najlepszy nasz czas do tej pory. Mimo przemęczenia, mimo wielu dni zamartwiania się, mimo nadmiaru obowiązków. Bilans zdecydowanie jest na plus. 🙂 A ja wchodzę w tym roku w trzydziestkę z niezwykłą siłą i samoświadomością.

    Wracaj na własnych zasadach. Bez spiny, ale w Waszym rytmie. Dobrze, że jesteście w tym razem z Fabem. To bardzo ważne.

  • Alina Wilczyńska

    Długo się zbierałam do przeczytania tego posta, ponieważ ostatnio kiedy moja Kruszynka robiła sobie drzemkę to nadrabiałam domowe obowiązki… Ale dzisiaj powiedziałam sobie „Milka śpi! Jest okazja i czas!” 😉 Zrobiłam sobie kawę, wzięłam ciastko i przeczytałam. Czytam, czytam… i zastanawiam się czy może pomimo dzielących nas kilometrów nie wymieniłyśmy się myślami 😛 Ponieważ „mam tak samo jak Ty…” ♫♫♫ Kocham, tulę, śpiewam, „chustonoszę” i ćwiczę różne miny dla mojej Kruszynki. Jak byłam jeszcze w ciąży to obiecałam sobie, że jak zostanę mamą to nie przestanę być sobą i to jest moja wewnętrzna motywacja do działania. Dziękuję Ci za ten wpis i ślę do Ciebie uściski i pozdrowienia! 😀

  • Zaglądamy, zaglądamy 🙂 Kajtek to cały Fab 🙂 Czekam na Ciebie, na Twoją kreatywność i kolorowanie codzienności, ale poczekam cierpliwie 🙂 Ściskam Waszą trójkę!