W domowym studio fotograficznym – zdjęcia na Instagram

Cześć, dzisiaj o zdjęciach będę pisać tutaj ja – Magda Mizera. Jestem fotografem, takim na pełen etat, więc temat fotografii przewija się przez moje życie każdego dnia. Nie lubię się określać w jednej dziedzinie fotografii – uważam, że zamykanie się w jednej kategorii może być początkiem końca kreatywności. Dlatego, choć w sezonie letnim uwielbiam fotografować śluby i zakochane pary, na co dzień pracuję jako freelancer z różnymi agencjami, wykonując dla nich zdjęcia reklamowe – stylizowane.

Wiele z Was chciało przeczytać u Kasi na blogu o tym, jak zorganizować sobie domowe studio, jak kompletować dodatki do zdjęć, jak robić zdjęcia na bloga do wpisów i na social media. Chciałabym Wam więc przekazać trochę mojej wiedzy w tym temacie.  

Zacznę może od super dobrej wiadomości – idzie wiosna, a z nią coraz więcej naturalnego, pięknego światła w naszych domach. Nie potrzebuję już rozstawiać lamp studyjnych czy spieszyć się z wykonaniem zdjęć. Przetestowałam już tysiące ustawień z lampami i wiem, że najlepsze efekty daje mi wciąż światło naturalne. To w domu, rozproszone firankami w oknach jest wprost idealne do uczenia się, jak sobie ze światłem radzić. Wystarczy naprawdę niewiele, żeby stworzyć sobie fajne warunki do zrobienia zdjęć, które będą reklamowały naszą działalność w sieci, pokazywały czym się interesujemy i czym chcemy podzielić się z naszymi obserwatorami na Instagramie czy blogu.

BAZA

W moim domowym studio najważniejszymi elementami sesji są dwa białe podkłady, dzięki którym mogę stworzyć sobie dowolną scenę do kadrów. Mają wymiary ok. 120 x 60 cm, jeden z nich to blat z szafy, drugi to zwykła dykta / płyta z marketu budowlanego pomalowana białą farbą. Koszt takich dwóch płyt to kilkanaście złotych, a przechowywać je można za zasłoną w pokoju, w którym mamy najlepsze warunki oświetleniowe – w moim przypadku to podłoga przy dużych oknach balkonowych. Tak więc same widzicie, że cały ten zestaw jest dostępny od ręki i nie potrzeba specjalnych warunków do przechowywania go w domu.  

Jeśli miałabym wymienić jedną, najważniejszą rzecz, bez której nie wyobrażam sobie pracy w moim domowym studio – byłaby to blenda. Niekoniecznie ta profesjonalna, z 5 różnymi kolorami – mam na myśli raczej zwykły kawałek białego materiału lub właśnie takiej płyty. Odbijanie światła i niwelowanie głębokich cieni to mój numer jeden podczas robienia zdjęć. Nie lubię mocnych kontrastów na zdjęciach, dlatego rozpraszanie światła jest dla mnie bardzo ważne.

Kiedy już ustawię sobie moją scenę, zaczynam poszukiwania dodatków. Biała baza to dość charakterystyczna cecha moich zdjęć, dzięki niej łatwo mi zachować spójność i wszystkie zdjęcia, nawet te robione na przestrzeni miesięcy czy lat, pasują do siebie nawzajem. Poza tym bardzo lubię prostotę i harmonię i właśnie bielą najłatwiej mi te dwie cechy uzyskać na zdjęciach. Mając jasną, neutralną bazę mogę bardzo łatwo dobierać dodatki do zdjęć.

DODATKI

Nie jestem zwolenniczką kupowania rzeczy, które są tylko do zdjęć. Owszem, mam dużo takich, których mogę używać tylko do konkretnych sesji dla klienta, ale cała reszta – czyli gadżety do moich prywatnych zdjęć to przedmioty codziennego użytku. To przede wszystkim buduje więź ze zdjęciem i kiedy publikuję je w swoich social media nie ma wrażenia, że zdjęcie jest mi „obce” a przedmioty na nim nie pasują do mnie. Bardzo często taką sesję zaczynam od obchodu domu i mojego biura w poszukiwaniu przedmiotów, które mogą mi pomóc zbudować fajną scenerię.

Na początek wymyślam sobie paletę kolorystyczną, czyli szukam kolorów które będą ze sobą dobrze grały na zdjęciach.

Do dzisiejszej sesji wybrałam sobie odcienie złota, szarości i jeden mocniejszy akcent – brązowy zegarek. To dość bezpieczne połączenie, ciepłe tony na zdjęciu nadają mu miękkości i przytulności. Są to równocześnie kolory, którymi się otaczam na co dzień – przedmioty, które zebrałam leżą na moim biurku, używam ich codziennie, są mi „bliskie”. Nie mam więc poczucia, że zdjęcia wyjdą sztucznie.

KOMPOZYCJA

Jeden z najtrudniejszych momentów podczas sesji to budowanie pierwszej kompozycji. Robienie zdjęć jest jak uprawianie sportu – trzeba się rozgrzać, rozciągnąć, wczuć w rolę 🙂 Możecie to zrobić np. przeglądając inspirujące galerie na Pintereście czy Instagramie, żeby zobaczyć jaka stylistyka konkretnie Wam się podoba. Ale pamiętajcie, żeby te strony włączyć przed wzięciem aparatu do ręki. Zdjęcia najlepiej robi się z czystą głową, ufając sobie i własnej intuicji a nie ślepo kopiując inne zdjęcia z Internetu.

Żeby dobrze zacząć trzeba podszkolić się trochę z zasad kompozycji w sztuce – są ponadczasowe i naprawdę pomocne w budowaniu kadru. Nie przejmujcie się jeśli od razu nie będziecie potrafiły zbudować ładnej kompozycji – to normalne. Bardzo często zdarza mi się, że przestawiam przedmioty kilkanaście razy, zanim w moim odczuciu będą wyglądały dobrze na zdjęciu. Są różne metody jak to osiągnąć: możecie ustawić aparat na statywie i spoglądając na wyświetlacz (lub zerkając do wizjera) ustawiać przedmioty w kadrze. Czasem wystarczy drobne przesunięcie przedmiotu i już wszystko lepiej wygląda. Możecie również robić zdjęcia i dopiero widząc je na wyświetlaczu decydować o innych ustawieniach kadru.  

Zaczynam zawsze od większych rzeczy, które ustawiam sobie w „strategicznych” dla mnie miejscach na planie: zazwyczaj jest to klawiatura komputera, książki, notes, czy rozłożona gazeta. Do tego dokładam warstwy tła, czyli jakieś dobrze wyglądające i pasujące tkaniny czy poduszki. Ostatnim krokiem jest układanie drobnych przedmiotów zaczynając od tych większych a kończąc na drobiazgach. Pamiętajcie, że bardzo łatwo jest przesadzić z ilością dodatków i zabałaganić kadr. Zazwyczaj sprawdza się zasada „mniej znaczy więcej”.

A tak wygląda mój pierwszy kadr:

  

Jeśli nie podoba mi się to, co widzę w wizjerze aparatu, czuję że nie wszystko ze sobą gra, że przedmioty nie leżą w dobrych miejscach – przesuwam i ustawiam do skutku. Natomiast jeśli pierwsze zdjęcie jest ok – mogę iść dalej. I tutaj zaczyna się zabawa 🙂

Już wiem, że z takiego zdjęcia można „wykroić” co najmniej kilka fajnych kadrów, które wcale nie będą identyczne, a jednak pozostaną w tej samej kolorystyce i stylistyce i będą do siebie pasować. Poćwiczcie spojrzenia na swoją kompozycję z różnych kątów i perspektyw. Możecie oczywiście podczas robienia kolejnych zdjęć delikatnie przestawiać przedmioty, przenosić je, ustawiać pod innym kątem. Każde zdjęcie powinno mieć jakiś temat, myśl przewodnią – warto o tym pamiętać, żeby nie robić zdjęć które są „o niczym”.

Kiedy już czuję, że wyczerpałam wszystkie pokłady kreatywności w tym ustawieniu, które mam „na stole” – burzę całą scenę i zaczynam ustawiać wszystko na nowo. Czasem tworzy się w tej kompozycji niezły bałagan, dobrze jest więc powiedzieć sobie „stop”, odetchnąć głęboko i zacząć jeszcze raz tworząc nowy układ.

 

Przed kolejną sesją, która ma zawierać inne dodatki koniecznie trzeba posprzątać swoją przestrzeń.

Jestem wielką fanką sprzątania na bieżąco i wiem, że bałagan w niczym nie pomaga.

Oczywiście podczas robienia zdjęć za bardzo wczuwam się w rolę i ani myślę odkładać rzeczy na miejsce – jednak kiedy zaczynam kolejną sesję, w innym klimacie – zawsze sprzątam po tej pierwszej. W ten sposób czyszczę sobie też umysł, zamykam poprzedni rozdział i ze świeżymi pomysłami otwieram kolejny.

PUBLIKACJA

O ile na blogu tematyczna sesja pasująca do treści artykułu to idealny sposób na spójny post, o tyle publikacja podobnych zdjęć obok siebie z jednej sesji na Instagramie to strzał w kolano. Wasi obserwatorzy mogą znudzić się kolejnymi kadrami w tej samej stylistyce – dajcie im więc różnorodność! Przeplatajcie różne sesje z sobą, planujcie posty tak aby zdjęcia wyglądały dobrze obok siebie a jednocześnie były urozmaicone. W sieci znajdziecie kilka programów do planowania feedu na Instagramie  z możliwością podglądnięcia układu zdjęć – łatwo jest więc przewidzieć gdzie jakie zdjęcie będzie fajnie wyglądać. Aby nie pogubić się w zbyt dużej ilości zdjęć warto segregować je sobie w odpowiednio podpisanych folderach na dysku.

Chciałabym Was gorąco zaprosić do udziału w moim kursie fotograficznym online –
Jasna Strona Fotografii który startuje już 26.03! 

Jego sprzedaż właśnie trwa (kończy się w czwartek, 22.03)! Jest to kurs o podstawach fotografii – jak używać trybu manualnego, jak edytować w naturalny sposób zdjęcia, jak uczyć się pracowania ze światłem, które jest kluczowym elementem zdjęć.

Wszystkie informacje o kursie znajdziecie na tej stronie: http://www.magdalenamizera.pl/kurs-online/

Kurs możecie też bezpośrednio kupić tutaj:
http://kursy.magdalenamizera.pl

Mam nadzieję, że się tam razem spotkamy!

Dziękuję Wam bardzo za dzisiejszą wizytę na blogu Kasi, cieszę się, że mogłam podzielić się z Wami częścią swojej wiedzy! Powodzenia w tworzeniu pięknych kadrów – życzę Wam, żebyście miały z tego jak najwięcej radości! Do usłyszenia, Magda.

Zobacz również

  • Piękne to! 🙂 :*

  • Joanna Rzońca

    Widzę, że wiosenny projekt gościnnych wpisów już się zaczął 🙂
    Temat fotografii jest bardzo aktualny – ze względu na popularność Instagrama itp. Teraz każdy chce mieć piękne zdjęcia na koncie, a nie każdy potrafi je robić.
    A Twoje zdjęcia, Magdo, są bardzo radosne i pełne światła.

  • Cześć,
    U mnie baza to stare białe prześcieradło 🙂 ale płyty lepiej odbijają światło.
    Pozdrawiam,
    Kasia

  • Brałam udział w kursie Magdy w poprzedniej edycji i to były dobrze zainwestowane pieniądze 🙂

  • Świetny artykuł Magda 🙂 I ja znalazłam dla siebie pare cennych wskazówek. Dziękuję.

  • Bardzo przyjemnie czytało się ten tekst. Zgadzam się z tym, że przedmioty, które mogą przydać się do zdjęć często mamy już w swoich domach. Mogą to być deski, podkładki pod talerze, koce lub swetry o ciekawej fakturze, ściereczki, kawałek tapety, deski do krojenia, tacki, kubki w neutralnych kolorach.
    Na poprawę jakości zdjęć zdecydowanie wpływa też ich późniejsza obróbka. Osoby, które nie mają w tym wprawy, mogą zacząć od prostych w użyciu aplikacji typu snapseed lub VSCO. Wystarczy minuta – dwie, by fotografie były jeszcze ładniejsze.