Siła wspomnień – dlaczego właściwie warto dokumentować codzienność?

Żyjemy w bardzo minimalistycznych czasach – momentami czuję, że aż wstyd mieć jakieś rzeczy i trzymać w domu bibeloty – kurzołapy. Zapiśniki z papieru są passe w dobie e-notesów, książki to zbędny luksus – przecież mamy e-booki, a wywołane zdjęcia, albumy i pamiątki to już w ogóle zabytki z dawnej ery, które z powodzeniem można odłożyć do lamusa. Najlepiej gdy całość dobytku możemy spakować do jednej walizki w mniej niż piętnaście minut i czmychnąć z tym na drugi koniec świata.

Nie mam nic przeciwko minimalizmowi – sama wpadłam w rytm regularnego pozbywania się rzeczy, które zagracają moją przestrzeń. Zaczęło się od szafy i ubrań, podczas przeprowadzki pozbyliśmy się wielu gadżetów, za którymi teraz wcale nie tęsknię, w nowym mieszkaniu dekoracje ograniczam do tych, które naprawdę sprawiają mi radość gdy zerkam na nie w ciągu dnia, a zakupy od dawna nie są już dla mnie celem samym w sobie

 

Mniej może znaczyć więcej – więcej przestrzeni, więcej czasu, więcej autentycznego korzystania z tego co mam. Granicę tego mniej najlepiej jeśli każdy wyznaczy sobie sam – dla mnie to mniej ubrań i byle jakich rzeczy, ale całkiem spora kolekcja kuchennych drobiazgów, które cieszą mnie na co dzień i przydają się na przykład do fotografii. To mniej zakupów, ale więcej wartościowych wspomnień, chwil spędzonych z osobami, które kocham i cenię, doświadczeń, które na zawsze zostaną ze mną.

Przy wspomnieniach chcę się zatrzymać – bo to moja działka i specjalność, pasja i sposób na życie. Gdy mowa o wspomnieniach wszystkie moje minimalistyczne zapędy biorą w łeb – chcę mieć ich dużo, chcę aby były żywe, wywoływały emocje i radość, gdy do nich wracam. Dlatego tak bardzo cenię pocket scrapbooking i tworzenie albumów, w których fotografie i słowa przeplatają się ze sobą tworząc zapis i historię naszej codzienności.

dokumentowanie_wspomnien2

MOJE DLACZEGO

W tym tygodniu zaczął się kurs Kreatywnie Na Co Dzień podczas którego mam przyjemność pracować z setką dziewczyn nad ich podejściem do dokumentowania wspomnień – mogę podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem, podpowiedzieć, poradzić i zainspirować, ale też sama bardzo dużo nauczyć się od tej kreatywnej ekipy.

Jednym z pierwszych zadań, jakie stawiam przed Uczestniczkami kursu jest określenie ich motywacji i powodów, dla których w ogóle myślą o tworzeniu swoich wyjątkowych albumów ze wspomnieniami. Ich odpowiedzi stały się inspiracją do dzisiejszego tekstu – tym bardziej, że zdałam sobie sprawę, że ja przecież nigdy nie podzieliłam się z Wami moim dlaczego! Wiecie czemu pokochałam dokumentowanie wspomnień tak bardzo, że zdecydowałam się uczyć tej sztuki innych?

PIĘKNE WSPOMNIENIA TO …
CELEBROWANIE CODZIENNOŚCI TU I TERAZ

Wspomnienia to coś, na co zerkamy z perspektywy czasu, ale tak naprawdę liczy się tu i teraz. Wierzę w to, że nie ma wspomnień zbyt małych do zapamiętania – takie okruchy codzienności jak kawa wypita rano z ulubionego kubka, pierwsza przejażdżka rowerem po zimie, zioła kiełkujące w doniczkach czy przepyszne śniadanie lub relaksujący wieczór filmowy są tak samo ważne jak wspomnienia z wielkich wydarzeń, uroczystych chwil i podniosłych momentów. Celebrowanie codzienności sprawia, że nasze życie nabiera kolorów, uczymy się doceniać drobne przyjemności i zaczynamy zauważać więcej pozytywów dookoła.

dokumentowanie_wspomnien32

Wierzę, że w pewnym momencie ten mechanizm się odwraca i zaczyna żyć nam się po prostu lepiej, ciekawiej i w bardziej wartościowy sposób. Chcemy tworzyć dobre wspomnienia. Szukamy okazji do tego, aby cieszyć się drobiazgami i patrzeć na świat przez różowe okulary, a jak takich okazji nie ma to zaczynamy je kreować. To poczucie mocy sprawczej, tego, że mamy wpływ na swoją codzienność, swój nastrój i postrzeganie sytuacji jest niesamowite, daje wielki zastrzyk energii i kopa do działania.

CHCESZ MIEĆ DOBRE WSPOMNIENIA?
ZAŁÓŻ RÓŻOWE OKULARY TU I TERAZ!

Często dostaję maile od Was – Czytelników bloga, w których piszecie, że zaglądacie tu po raz pierwszy i optymizm oraz energia bijącego z tego kawałeczka internetu przyciągają Was z powrotem jak magnes – bardzo mocno wierzę w to, że takiego optymizmu można się nauczyć i go w sobie wyrobić. Moja szklanka nie zawsze była do połowy pełna, potrafiłam wpadać w dołki wielkości kratera i siedzieć w nich z nosem spuszczonym na kwintę i nadętą miną. Zauważyłam jednak, że odkąd skupiam swoją uwagę i energię na dokumentowaniu dobrych wspomnień takich czarnych dziur mam na szczęście coraz mniej!

Mi po prostu zależy na tym, aby pamiętać fajne chwile, które w przyszłości, w chwilach jakichś kryzysów i zawirowań będą taką poduszką amortyzującą od której się odbiję i wrócę do formy.

dokumentowanie_wspomnien4

W codzienności szukam wymówek do robienia tego co kocham – do zabawy z kolorem, do robienia zdjęć, do pracy w zaciszu własnego domu, do spotkań z wartościowymi ludźmi, do nauki nowych rzeczy i dzieleniem się moją wiedzą z innymi. W naszym domu na każdym rogu można znaleźć wydrukowane zdjęcia, albumiki z różnych wypadów i wyjazdów no i oczywiście albumy Project Life. Fotografie, które przypominają mi dobre chwile sprawiają, że uśmiecham się sama do siebie i po prostu chce mi się chcieć. Chce mi się działać, aby tych dobrych, wartościowych momentów i chwil było więcej i więcej.

Dlaczego dokumentuję wspomnienia? Bo jest to mój sposób na otaczanie się kokonem pozytywnej energii, który codziennie, powolutku otula mnie coraz bardziej i bardziej, dodaje wiary w siebie i w to co robię, sprawia, że chce mi się starać bardziej i robić więcej, aby tych dobrych wspomnień przybywało.

JAKIE BYŁOBY TWOJE DLACZEGO?

Ciekawa jestem czy Wy również macie swoje dlaczego i potraficie określić czemu łapiecie chwile, robicie zdjęcia, zapisujecie wspomnienia, nagrywacie filmy, dokumentujecie codzienność? A może warto o tym pomyśleć – zapytać siebie „Co mi to daje, co mogłoby dać?”. Ciekawa jestem Waszej opinii!

PS. A na koniec podrzucam link do artykułu z New York Times o tym jak wielki wpływ na nasze życie ma znajomość historii, które nas dotyczą – lubię myśleć o tym, że kiedyś do naszych albumów będą zaglądać dzieci i wnuki, tak jak my teraz z nostalgią oglądamy fotografie z młodości naszych rodziców!

Zobacz również

  • Ula

    Oczywiście, że jest to ważne, znajomość historii własnego kraju, własnej rodziny, pamięć o wydarzeniach dotyczących naszej rodziny, drzewa genealogiczne i fotografie są tym czym korzenie dla drzewa – dają życie, nadają mu sens, utrzymują nas w poczuciu przynależności, dają bezpieczeństwo, wytyczają kierunki, wiemy co spowodowało, ze jesteśmy tu i teraz i jest to tym najważniejszym co mamy w życiu, rodzina pełna czy nie, każda ma swoją historię. ja od ponad 5 lat zbieram wszystko co dotyczy naszej rodziny, dokopałam się do przodków z okolic roku 1885, tworze drzewo genealogiczne, chociaż już przekroczyłam limity pomieszczenia wszystkich w jednym drzewie, bo mamy jedną gałąź rodziny mocno rozbudowaną… ciekawe to, miłe, wszyscy mają radość, jak znajdujemy kogoś nowego, kto pochodzi od nas. A już hitem ubiegłego roku, było odnalezienie kilku testamentów pisanych odręcznie, różnych dokumentów i starych fotografii, których wcześniej nie znaliśmy.
    Zgadzam się z Tobą w 100%, że zatrzymywanie chwil, jest ważne widzę to po latach, kiedy nie umiem powiedzieć, którego dnia moje dziecię zaczęło chodzić, bo wydawało mi się, że zapamiętam…:) i nie zapisałam, ale po zdjęciach jakoś to sobie odtwarzam 🙂 na pewno zarazę takim sposobem dokumentowania moje dzieci 😉
    uściski!

    • Super! Sama poskanowałam ostatnio stare fotografie, chciałabym je wywołać i stworzyć album naszej rodziny. Wpadłam na ten pomysł po tym, jak moi dziadkowie nie potrafili sobie przypomnieć imion swoich dziadków. Pomyślałam, że przecież pamięć o przodkach mija i to my musimy ją utrzymywać. Znam parę pięknych opowieści dziadka z czasów II wojny światowej, szkoda, że już nie może się nimi podzielić, bo jest bardzo chory… Sama biorę udział w kursie Kasi, choć z dokumentowaniem wspomnień miałam do czynienia wcześniej, bo lubię scrapbooking, to często nie jestem na bieżąco z wywoływaniem zdjęć, a to wszystko umyka z pamięci. Jak dotarłaś do tych źródeł? Musiałabym się zająć tym rodzinnym albumem ze szczegółowymi opisami, tylko nie wiem jak się za to zabrać.

      • Ula

        trzeba rodzinę zaangażować 🙂 jeśli chodzi o poszukiwania, ważne jest przeszukanie gminnych dokumentów, oraz ksiąg parafialnych w miejscowości gdzie się dziadkowie urodzili, tam jest główne miejsce wiedzy i dat, przekopać trzeba strychy domów, zakamarki, tam pochowane są różne ważne dokumenty, „dręczyć „rodzinę, a może mają pokitrane różne rzeczy, o których zapomnieli, no możliwości jest wiele 🙂 Skanowanie negatywów zajeęło mi pół roku,(codziennie po kilka godzin), powyciągałam wszystko co mogłam i od kogo mogłam :), pytać niestety mogę tylko rodziców, bo kiedy Dziadkowie żyli to ja miałam pstro w głowie… i nie pytałam wić szukaj, pytaj póki możesz i zapisuj 🙂

    • Ula tworzenie drzewa genealogicznego i tak rozbudowanej historii rodziny to zupełnie inna bajka – brzmi wspaniale i fascynująco, nawet nie wyobrażam sobie ile ciekawych historii i połączeń można w ten sposób odkryć..
      tak jak piszesz- świadomość przeszłości i znajomość swojej historii i korzeni w mniejszym i większym zakresie daje poczucie przynależności tu i teraz!

      • Ula

        Zanim się obejrzymy, sami będziemy historią dla swoich dzieci 😉 dlatego trzeba działać 😉 miałam pomysł tworzyć kronikę rodzinną , ale jakoś mi to nie szło, więc pomysł z PL niejako „spadłaś” mi z nieba;) to jest to coś co „czuję”, bo jest bardzo czytelne, miłe dla oka i trochę ponad czasowe, coś starego i coś nowego – czyli i album ze zdjęciami i pamiętnik, ale w bardzo praktycznej „niebrudzącej” się i nowej formie z mnóstwem fajnych budujących nastrój dodatków.

  • Kasia, pamiętasz jeszcze nasz (Antilight i mój) magazyn kreatywny Chasing Dreams? pierwszy numer był poświęcony temu tematowi! aż się wzruszyłam przeglądając go teraz 🙂 ja bym do Twojej listy „dlaczego” (z którą się całkowicie zgadzam!) dodała jeszcze jedną rzecz: nawiązywanie nowych znajomości, które możemy pielęgnować właśnie poprzez utrwalanie takich małych-miłych chwil, które spędzamy razem. pomyśl o wszystkich miłych spotkaniach na kawie/herbacie z wszystkimi osobami, które tylko od czasu do czasu przewijają się przez Twoje życie? przeważnie ludzie wypijają tą kawę i idą dalej – wracają do swoich innych obowiązków. przez takie pierdoły jak zrobienie zdjęcia razem i potem zachowanie go w albumie pamiętasz tą miłą chwilę już zawsze! i uśmiechniętą twarz fajnej osóbki obok 🙂

    • Ula

      sama prawda, ostatnio przeglądałam Wasz magazyn 🙂

    • to prawda 🙂 jakby na to nie patrzeć, takie zbieranie miłych chwil i wspomnień na pewno pomaga zacieśniać więzi :):)

  • U mnie w rodzinie większość starych zdjęć przepadła ze względu na przeprowadzkę w czasach II Wojny Światowej, ja sobie obiecałam, że to co mogę spróbuję zachować i sama będę robić jak najwięcej zdjęć i albumów, aby za kilkadziesiąt lat nie okazało się, że o moich dziadkach już nikt nie pamięta. Uwielbiam łapać te wszystkie małe chwile, mam wtedy wrażenie, że dzień nie był stracony. Jest to też taka motywacja, odkąd prowadzę album angażuję się w więcej rzeczy, częściej wychodzę, jedyne czego żałuję, to że zabrałam się za to wszystko tak późno! 😉

    • Ula

      Nigdy nie jest za późno 🙂 pomyśl, ja zabrałam się za to wszystko mocno po 40-stce, a Project Life dopiero u mnie raczkuje 🙂 a i tak się ciesze, że od 4-m-cy zapisuję małe i duże wydarzenia, i będę je mogła tak pomysłowo właśnie zagospodarować 🙂

    • Marta wspaniale to wszystko opisałaś, a Twoje motywacje są po prostu życiowo – piękne. Słuchałam ostatnio podcastu w którym prowadzący zapytał jak chcesz być zapamiętany – ja sobie to pytanie rozszerzam drugim – co chcę po sobie zostawić? jaki styl życia chcę pokazać moim dzieciom i wnukom? 🙂 uwielbiam przeglądać starsze zdjęcia rodziców i chciałabym coś takiego zostawić też kolejnym pokoleniom 🙂

  • Z Twoich postów zawsze bije optymizm i to mi się tak bardzo podoba 😊 Spróbuję założyć te różowe okulary! 🙂

  • Cudownie to opisałaś! 🙂 Ja dokumentuję swoje życie w sumie od niedawna, jeszcze krócej mam Instagrama! 🙂 Ale to naprawdę super sprawa! 🙂

  • Przyznaję, że dokumentuję zdecydowanie zbyt mało 🙂 Mam konto na Instagram i wrzucam tam zdjęcia, ale stanowczo za rzadko. Pod koniec ubiegłego roku wpadłam na pomysł, żeby wydrukować kilkadziesiąt zdjęć w Instapic i ozdobić nimi pustą ścianę. Kiedy je wybrałam, pokazałam córce a ona, patrząc na tą kolekcję świetnie podsumowała moje życie 🙂 Polecam! Refleksja w punkt 🙂

    • czasem spojrzenie na takie foto podsumowanie mniejszych i większych chwil z naszego życia pozwala połączyć różne aspekty, jak takie kropki jedna z drugą i zauważyć nowe rzeczy 🙂 A dokumentować wspomnienia możemy też tylko dla siebie, niekoniecznie trzeba je wrzucać na insta czy w inne miejsca w internecie – wiem, że nie każdy to lubi 🙂

  • Paulina Zienkiewicz

    Chyba nie pasuję do tych czasów, bo wywołuję masę zdjęć, kupuję książki i nie wyznaję minimalizmu, tylko wierzę w zdrowy rozsądek we wszystkim 🙂

  • Dzięki Tobie wkręciłam się w albumy i zrobiłam swój pierwszy – i mam nadzieję, że nie ostatni! 🙂 To bardzo ważne, podkreśla wartość naszego życia i pomaga karmić się dobrymi wspomnieniami.

    Na biurku w akademiku postawiłam fotografię z ostatnich wakacji, ważną dla mnie, z ważnego miejsca, bardzo radosną. I uśmiecham się za każdym razem, kiedy na nią patrzę. To działa!

  • Brakuje mi różowych okularów. Zdecydowanie za rzadko dokumentuję codzienność, nie zauważam tych wyjątkowych chwil… Uczę się dopiero od Ciebie cieszenia się też z tych małych rzeczy. Człowiek tyle lat, sam siebie dołował, umniejszał sobie… Pokrętna, ludzka natura.

  • Katarzyna

    Zaangażowanie – dla mnie to obecnie słowo klucz 😉 Dokumentując wspomnienia nie tylko zachowujemy chwile i zatrzymujemy czas, ale angażujemy się: tworzymy krótkie notki, wywołujemy zdjęcia, robimy zakupy, ozdabiamy karty… Niektórzy z nas poświęcają na to wszystko kilkanaście minut dziennie, inni kilka godzin, ale to nie jest „ważne”. Ważny jest finał – rozmarzone spojrzenie podczas „lektury” albumów, błąkający się uśmieszek na twarzy, łzy wzruszenia, bo przecież „córcia niedawno była taka mała” i to wewnętrzne zadowolenie, że zrobiliśmy tak wiele, że nasze życie ze swoimi „małymi chwilami” było po prostu cudownie przeżyte 🙂

  • Myślę, że czasami jesteśmy w stanie więcej zauważyć przez obiektyw niż bez:) Nagle zaczynamy dostrzegać a to ładny kamyczek, a to piękną koniczynkę, a to uroczy drewniany domek. Normalnie nie zwrócilibyśmy pewnie na nie uwagi, a fotografia zmusza do poszukiwań i to właśnie w robieniu zdjęć lubię:)

  • Lubię minimalizm, ale wszystko ze zdrowym rozsądkiem… Uwielbiam notesy, a zdjęć na papierze nie zamienię na nic innego! Dokumentowanie codzienności to świetna sprawa 🙂

    • dokładnie 🙂 rozsądek to podstawa, trzeba słuchać siebie i działać tak jak podpowiada nam ten głosik w środku 😉