Remontowe rewolucje – update z pola bitwy!

Dawno nie nadawała do was z remontowego pola bitwy. Remont… Remont stał się już dla nas elementem codzienności, który powraca w większości rozmów. Ciągle mamy coś do zrobienia, do przemyślenia, do zaplanowania, zmierzenia lub zamówienia. Mówiłam już wam kilka razy o tym, że nasz remont toczy się w mega wolnym tempie, ale chyba nigdy nie napisałam tak naprawdę dlaczego tak jest. No to dzisiaj czas wyłożyć remontową kawę na ławę!

DLACZEGO NIE WYNAJMUJEMY FAJNIE URZĄDZONEGO MIESZKANIA?

Dla przypomnienia – remontujemy stare – nowe piętro w domku jednorodzinnym.

Na początku roku przeprowadziliśmy się do domu moich rodziców. Na tę chwilę mieliśmy do wyboru wspólne mieszkanie z rodziną albo wynajmowanie czegoś na własną rękę, kredyt na zakup naszego M nie wchodził w grę. Przez kilka tygodni rozglądałam się za mieszkaniem do wynajęcia w Warszawie, ale szybko odpuściłam.

Standard, który nam się podobał nie był może poza sferą naszych możliwości finansowych, ale mówiąc w 100% szczerze – nie miałam ochoty ładować tak dużych pieniędzy w cudzą kieszeń w zamian za możliwość zamieszkania na kilkudziesięciu metrach kwadratowych, których w żaden sposób nie mogłabym nazwać “swoim” domem.

W momencie gdy decydowaliśmy co dalej z mieszkaniem byłam świeżo po lekturze “Finansowego Ninja” wyciągnęłam więc kalkulator i zaczęłam liczyć. Okazało się, że decydując się na wspólne mieszkanie z rodziną i oszczędzając na wynajmie już w ciągu kilku lat będziemy w stanie odłożyć naprawdę sporą sumę. Nawet wliczając w to koszta remontu, umeblowania się i wszelkich okołodomowych zakupów.

Po dokładnym przekalkulowaniu wszystkich “za” i “przeciw” – zarówno tych typowo finansowych, jak również przyszłościowo – rodzinno – życiowo długofalowych – podjęliśmy decyzję – postanowiliśmy na wspólne, wielopokoleniowe mieszkanie w domku jednorodzinnym.

NASZ DOM W KILKU SŁOWACH

Dom w którym mieszkamy znajduje się na cudownym, spokojnym, zielonym osiedlu na obrzeżach Warszawy. Na rowerach dojeżdżamy do centrum w 25 minut, tyle samo zajmuje nam pokonanie drogi do Kampinosu. Otacza nas mnóstwo ścieżek rowerowych, na wyciągnięcie ręki mamy kilka parków, niedaleko na otwarty basen i do kina. Mamy ogródek, a w nim miejsce na grilla, mnóstwo kwiatów, warzywniak i warsztat.

Dom dzielimy z rodzicami i babcią, którzy mieszkają na parterze. Do naszej dyspozycji jest więc całe piętro – 3 pokoje, kuchnia, łazienka, spory przedpokój, poddasze i składzik w rodzinie zwany „garderobą”. Piętro było do tej pory zamieszkiwane przez moich rodziców, jednak gdy zdecydowaliśmy się na wspólne mieszkanie rodzice zeszli na dół, a my przejęliśmy górę. I tutaj zaczęła się historia naszych niekończących się remontów 🙂

Nasz dom jest stary, a jego “starość” zaczęłam zauważać dopiero gdy zabraliśmy się za remont.

Parter pamięta czasy pradziadka, powojennej Warszawy i budowania domu z tego, co akurat było pod ręką. Do pierwotnych pomieszczeń z czasem doklejano kolejne warstwy, kolejne pokoje i schowki – w efekcie nasz domek jest niezłą plątaniną instalacji, rur i kabli, które często kładzione były “na czuja” – bez konkretnych planów, bez szkiców czy rysunków. Nikt nie pamięta już co się dzieje pod podłogą, z czego powstawały ściany ani czym były malowane. Wyobraźcie sobie remont w takich warunkach!

Na górze jest trochę lepiej, ale … piętro moi rodzice też budowali ponad trzydzieści lat temu, z tego, na co akurat wtedy mogli sobie pozwolić, korzystając z pomocy ludzi na których było ich wtedy stać. W naszej rodzinie krąży anegdotka o mojej mamie, która w zaawansowanej ciąży maszerowała od jednej budki z piwem do kolejnej w poszukiwaniu zaginionych majstrów z budowy 😉 W ciągu ostatnich trzydziestu lat zmieniły się techniki, zmieniły się materiały, zmieniła się jakość, zmienił się sposób projektowania pomieszczeń – a my robimy remont bazując na tym co było kiedyś.

Taki stary dom przypomina trochę domino. Wszystko tutaj działa dopóki nie trącisz jednej kostki. Gdy próbujesz zmienić jedną rzecz, często okazuje się, że aby do niej się dobrać musisz poprzestawiać kilka innych 😉

NIEKOŃCZĄCY SIĘ REMONT

Nasz remont trwa już ponad 5 miesięcy. W tym czasie równolegle remontujemy parter oraz piętro. Dałoby się szybciej? Pewnie tak.

Dałoby się zrobić to wszystko szybciej gdybyśmy wynajęli ekipę remontową i za remont zapłacili grube pieniądze oraz współdzielili z ekipą mieszkanie przez conajmniej kilka tygodni. Testowaliśmy to w łazience na dole i efekt był taki sobie, dlatego teraz wiele rzeczy staramy się robić sami.

W takim układzie dałoby się wszystko szybciej skończyć gdybyśmy skupili się tylko na remoncie samym w sobie i nie mieli na głowie innych zobowiązań – wiecie, praca, zlecenia, gotowanie obiadków, dbanie o siebie, zakupy, odpoczynek – bez tych codziennych spraw poszłoby szybciej.

Dałoby się szybciej gdyby każda kolejna warstwa remontowanej powierzchni nie była wielką zagadką pt. “Co się chowa pod spodem?” 🙂 Gdzie są jakieś kable, którędy idą rury, jaką farbą ta ściana była kiedyś malowana, kto wpadł na genialny pomysł wieszania ramek na kołkach rozporowych. Gdyby kąty proste były naprawdę proste, podłogi poziome, a pomieszczenia prostokątne na pewno poszłoby to wszystko sprawniej.

Dałoby się szybciej, gdyby Fab mówił po polsku troszkę lepiej i był w stanie wziąć na siebie większą ilość zadań – bo wiecie on chce i robi co tylko może, ale jednak wielu rzeczy nie może przez jeszcze ciutkę zbyt słabą znajomość języka. I ja wtedy czuję, że większość prac (no dobra – ustaleń, szukania, porównywania, wczytywania się w to, co napisane jest drobnym druczkiem, dogadywania się i dopytywania) spada na mnie i co tu dużo mówić – nakręcam się tym, więc muszę sobie te emocje dozować i już bo jako stworzenie wybitnie stresochłonne inaczej padłabym tu jak mucha.

Jest jak jest, w czasie remontu musimy tutaj mieszkać i funkcjonować, kasy mamy tyle ile mamy, czasu również – dlatego nasz remont trwa już ponad pięć miesięcy i czuję, że potrwa z kolejne pięć – w optymistycznym scenariuszu rzecz jasna!

Pamiętam jak moi rodzice mówili, że mieszkanie w domku to niekończące się remonty, inwestycje, poprawki. To fakt. Zwłaszcza w starym domku, gdzie wiele rzeczy robimy metodą prób i błędów, musimy iść na różne kompromisy i łączyć remontowe prace z codziennością.

REMONTOWE POZYTYWY

Z drugiej strony – taki remont to wyzwanie! Każdego tygodnia uczymy się czegoś nowego. Każdego tygodnia robimy coś innego. Każdego tygodnia moja odporność na kurz, bałagan, kartony i nieprzyczepione listwy przypodłogowe magicznie wzrasta. Każdego tygodnia udowadniamy sobie z Fabem, że niezły z nas team.

Żadne z nas nigdy wcześniej nie ściągało warstwowo układanych tapet. Nie docinaliśmy listw przypodłogowych. Nie projektowaliśmy kuchni. Nie szlifowaliśmy ścian – ba my nigdy sami nie malowaliśmy ścian, a co dopiero sufitów i paneli!

A ile takich atrakcji z serii “nigdy wcześniej” jeszcze przed nami! W końcu czekają na nas schody na poddasze, kuchnia, łazienka, malowanie mebli i cała masa innych drobiazgów, którymi trzeba się będzie zająć!

Takie zrobienie czegoś samodzielnie od A do Z to ogromna satysfakcja i powód do dumy. I chyba trochę dzięki temu czujemy z Fabem, że jesteśmy naprawdę u siebie. Codziennie po troszku zmieniamy to miejsce w nasz wymarzony dom. To wspaniałe uczucie. I gdy padam zmęczona na nos lubię sobie przypomnieć jak to wszystko wyglądało jeszcze kilka miesięcy temu. Ile zmian już za nami. Jak wiele się nauczyliśmy, jak wiele decyzji podjęliśmy, jak wiele zmieniliśmy.

Czasem śmiejemy się, że nasze pierwsze lato w Polsce (czyli to zeszłoroczne) zleciało nam pod znakiem pracy, bo oboje staraliśmy się zaklikać w systemie pracy zdalnej. Drugie lato upływa pod znakiem wycieczek do sklepów budowlanych, wybierania płytek i wieczornego malowania ścian z wałkiem w jednym ręku, a kieliszkiem wina w drugim. I to jest OK!

Gdy nasi znajomi robią wielkie oczy ze zdziwienia, że nasz remont nadal trwa pokornie kiwamy głowami i … robimy swoje 🙂 Tworzymy nasze miejsc, wyrównujemy krzywe ściany, oglądamy youtubowe tutoriale remontowe do śniadania i codziennie jesteśmy bliżej domu, który sobie wymarzyliśmy. W Warszawie. Z ogródkiem. Z jasnymi wnętrzami. Z własnoręcznie zrobionymi drobiazgami. Z biurem na poddaszu. I wypełnionego tą kreatywną energią, która codziennie napędza nas do działania. Będzie pięknie, mówię wam!

Tym postem chciałabym oficjalnie otworzyć remontową mini serię na blogu! Przed nami cudny okres dekorowania, urządzania się i wykańczania mieszkania.

Bardzo chciałabym podzielić się tutaj z Wami moimi inspiracjami, pomysłami na to jak się urządzić oraz prostymi DIY, które zamierzamy wprowadzić w życie!

Dajcie znać co myślicie o takiej serii – jak zawsze czekam na Wasze opinie w komentarzach 🙂

 

ZOBACZ RÓWNIEŻ

  • Olga | Ohmycraft.pl

    Trafiłaś idealnie w moje dzisiejsze przemyślenia. Znajoma w pracy narzekała, że ekipa wykańcza jej mieszkanie JUŻ czwarty tydzień. Kiedy powiedziałam, że wprowadziliśmy się z mężem do mieszkania, które tylko z pomocą rodziców wykańczaliśmy (a w sumie od roku ciągle coś jeszcze robimy), to nie chciała mi uwierzyć.
    A ja to lubię. Nie muszę się z niczym spieszyć. Nie musiałam kupować miliona mebli i dodatków. Teraz kupujemy tylko rzeczy, które gdzieś wpadną nam w oko i pasują do naszego stylu. Nie mam w mieszkaniu totalnego placu budowy, ale widać, że to trochę work in progress. Czekam na kolejne posty z remontowej serii. Może u Ciebie znajdę kolejne inspiracje do zmian 🙂

  • My przy zakupie naszego mieszkania również postawiliśmy na siebie i pomoc rodziców. Wszystko zrobiliśmy sami, małym kosztem, wiele rzeczy przemalowaliśmy, odnowiliśmy. Niedawno mąż pierwszy raz kładł terakotę na balkonie… To ciężki czas, ale także niezwykle satysfakcjonujący. 😉
    Życzę Wam, abyście nadal z miłością i radością tworzyli swój Dom. 😊❤

  • Joanna

    Skąd ja to znam… U nas też remont piętra w starym domu, na razie tylko wymieniliśmy kaloryfery, a już udało nam się odkryć rury prowadzące do Narnii 😀 Zastanawiam się co będzie dalej 🙂 Ale jest też frajda 🙂 Powodzenia! 🙂

  • Milo czytać, swietnie ze zechcialas sie podzielic z czytelnikami historia waszego domu i refleksjami na jego temat. Czekam z niecierpliwoscia na kolejne wpisy z tej serii i nastepne wyzwania, ktore was czekaja, jak i trudnosci. Pisz prosze i o pozytywach i negatywach jak w tym poscie, bo chciałabym miec rzeczywisty oglad sprawy remontu, ktory byc moze niedlugo bedzie dotyczyl i mnie 🙂 pozdrowienia!

  • Uwielbiam wpisy remontowo-dekoratorskie 🙂 sama co chwilę coś zmieniam w naszym mieszkaniu, co prawda nie są to mega remonty ale naprzykład zmiana koloru krzeseł w jadalni…:D czekam zatem na kolejne wpisy z niecierpliwością:) Pozdrawiam i życzę wytrwałości w dalszym remoncie 🙂

    • ooo takie mini zmiany i proste DIY też są super 🙂 niesamowite jest to jak bardzo drobiazgi potrafią odmienić cztery kąty 🙂

  • Seria cudowny pomysł! 🙂 Będę ją śledzić z ogromną przyjemnością 🙂 A co do remontów w starym domu… no cóż doskonale to znam 🙂 Niestety nie jest to najłatwiejsza rzecz na świecie i wiele razy człowiek się wkurza i denerwuje, ale ten efekt po tych całych nerwach jest najlepsza rekompensatą tego co się wcześniej przeżyło 😉

    Powodzenia w waszych dalszych remontowych rewolucjach 🙂

    • Milena masz 100% racji – za każdym razem jak patrzę na zdjęcia „przed” to mimo że do „po” mamy jeszcze daleko i tak buzia się cieszy z tych zmian 🙂

  • Ah, uwielbiam te łażenie po sklepach z rzeczami do mieszkań. W tv tak nie przepadam za tym, ale na blogu, uwielbiam takie rzeczy czytać. + niedługo wrzesień! A co za tym się kryje? Nowa gazetka Ikea na którą wszyscy czekamy(Ci niekupujący jak ja też 😀 ) ps. śledzę od jakiegoś czasu Twojego bloga i nie widziałam partnera tutaj, wow, widać że Twój mężczyzna jest taaaki super, taaak mu dobrze z oczu paczy! Ja wiem że nie zawsze jest radośnie w życiu, ale z Waszych oczek taki blask bije :))

    • Anja

      Przeciez maz Kasi sie tutaj nie raz pojawia i na jej filmikach tez 😉

    • Agnieszka ja się już boję tej gazetki Ikea 😛 a Fab rzeczywiście się tutaj pojawia, zwłaszcza w weekendownikach 😀

  • Jagoda Hołowko

    Fajny post 🙂 tak przyjemnie i lekko się go czytało. A co do remontowej rzeczywistości, z jednej strony Ci zazdroszczę, że już możecie wybierać sobie meble, łazić po Ikei itp. Mnie to czeka we wrześniu, nie mogę się już doczekać, ale czuję jednocześnie, że będę to później przez długi czas przeklinać 😀 Ale i tak jest super! Delektujcie się tym, fajnie że robicie to z uśmiechem na ustach, a nie z przykrej konieczności. Za rok będziecie to wspominać z jeszcze większym uśmiechem 😊

    • no na pewno z perspektywy czasu, jak już siedzisz w swoim wymarzonym mieszkanku wspomina się to wszystko lepiej 🙂
      Wiadomo, że taki remont to dużo decyzji do podjęcia, a to potrafi stresować jak nic, ale efekt końcowy zwraca za te nerwy z nawiązką 🙂

  • Dla pocieszenia powiem Ci, że nasz remont mieszkania o powierzchni 42 m2 trwał ponad rok, a tak ostatecznie dopieściliśmy nasze mieszkanko nie dawano, czyli praktycznie 3 lata po tym jak wspólnie zamieszkaliśmy i wzięliśmy się za kapitalny remont. Też wszystko robiliśmy sami, nie korzystaliśmy z pomocy żadnej ekipy remontowej, gdyż zależało nam na tym aby zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznaczyć na wykończenie tak naszego mieszkania jak sobie wymarzyliśmy. Poprzeczkę postawiliśmy sobie wysoko, włącznie ze zrobieniem mebli, także do kuchni, ale udało się. Znajomi i rodzina też łapała się za głowę, że po pracy chce nam się jeszcze działać, ale nie odpuściliśmy, chociaż bywały gorsze i lepsze momenty. Teraz jednak mamy mieszkanie, do którego z przyjemnością zawsze wracamy i jesteśmy dumni, a znajomi i rodzina z podziwem kiwają głowami 😀 Remonty starych mieszkań czy domów to nie łatwy temat i pełen niespodzianek 🙂 Jeśli miałabyś jakieś pytania odnośnie remontu czy materiałów wykończeniowych pisz śmiało 🙂

    • Anja

      Robiliscie od podstaw meble? Woooow:)

      Ja mam do odnowienia czesc zastanych z lat 60tych i juz mam obawy ile to zajmie 😉

      I nawet nie wiem jak sie zabrac za malowanie starych okien 🙁

  • Uwielbiam posty o dekoracjach wnętrz, więc jestem jak najbardziej na TAK! Trzymam też kciuki za to, żeby nie zabrakło Wam sił i optymizmu i – oczywiście – żeby ten remont skończył się jak najszybciej! 🙂

  • Ania

    Kasiu! Czytam Twój post i usmiecham się od ucha do ucha, bo czuje, jakbym czytała o sobie 🙂 Rok i miesiac temu odebralismy z mężem klucze do swojego M – małego domku pod Warszawą. Nie chcąc użerac się z budowalańcami i wydawać na to kosmicznych pieniędzy (kredyt sam się nie spłaci…) mój mąż stwierdził, że robimy wszystko sami.

    Kiedy wprowadzaliśmy sie (po miesiącu!) mielismy podłoge w sypialni i tymczasową łazienkę. Wszędzie indziej betony, w ogrodzie chwasty. Przez 3 miesiące naczynia myłam w misce, gotowałam na elektrycznej fajerce, a żeby skorzystać z toalety musiałam zmieniac kapcie domowe na „budowlane”, bo droga wiodła przez beton w salonie.

    I nie zamieniłabym tych doświadczen na nic innego! Dzięki temu każda część domku jest absolutnie nasza, każdy uchwyt i każda klamka 10 razy przemyślana, a my mamy bagaż doświadczeń na cale życie! Przy okazji nauczyliśmy się razem działać, akceptowac swoje rytmy i style pracy. A przede wszystkim nie przejmować się zdziwieniem i opiniami innych. Naprawdę żyjemy po swojemu 🙂

    U minął rok, a do wykończenia jeszcze docelowa łazienka i strych, bo takich pierdółek jak finalne urzązenie sypialni, zagospodatowanie wiatrołapu czy dekoracje salonu nie liczę – to już dla mnie naturalne „życie” domu.

    Trzymam za was kciuki i życze powodzenia! Nie mogę się doczekać remontowej serii postów – to zawsze sa inspirujące historie!

    • Ania jak fajnie poznać relację kogoś kto już w większości jest „po”! Twój komentarz dodaje wiary w to, że suma sumarum podjęliśmy dobre decyzje! 😀

  • Uwielbiam urządzać wnętrza <3 Już nie mogę się doczekać efektu końcowego, więc bardzo chętnie będę czytała takie updats!!! 🙂
    Pozdrawiam!

  • Kiedy robi się większość rzeczy samemu to jest z tego ogromna satysfakcja. Przy tym też się człowiek dużo uczy. Wcześniej nie miałam pojęcia o wielu sprawach, a teraz mogę na każde budowlano-dekoratorskie pytania odpowiedzieć bez problemów 🙂
    Powodzenia życzę 🙂

    • oj to prawda! Nagle te wszystkie ceresity i wielkie zbiory worów w sklepach budowlanych stają się tak bardzo „swojskie” 😀

  • Moim zdaniem Wasze podejście do remontowania i mieszkania jest suuuuuper! :* :* :*

  • Zacisze Lenki

    Fajny post, podoba mi się Wasze podejście do remontu. Jestem ciekawa serii postów remontowo-dekoracyjnych.

    • Super! Będę starać się pokazywać na blogu jak to wszystko idzie do przodu 🙂

  • Powodzenia 🙂 My taką samą decyzję podjęliśmy 2 lata temu i faktycznie zaczęliśmy odkładać na przyjemności. Trzymam kciuki i z przyjemnością będę śledzić Wasze zmagania 🙂

    • dzięki Asiu! Wiadomo, że te decyzje nie są łatwe, ale jak się już podejmie to idzie z górki 🙂

  • Chętnie podejrzę. Sama byłam kiedyś na tym etapie (my akurat parter) i dokładnie wiem, co czujesz. Dom sklecony z kilku, nikt nic nie wie i nie pamięta, budżet trzeszczy, a rezultatów jakby nie widać. Pomieszkaliśmy trochę i daliśmy za wygraną. Teraz miłośnie patrzę na kąty proste, piony i poziomy w nowym bydownictwie😍 Trzymam kciuki!

    • Udało wam się sprzedać dom? Bo u nas kurczę tak szkoda… myślimy, że może za ileś tam lat na miejscu tego wybudujemy swój, wymarzony taki jak ma być z prostymi kątami, bo działka jest w rewelacyjnym miejscu i żal sprzedawać 🙁

  • Alina

    Mama 14 lat temu zdecydowała, że wyprowadzamy się na wieś. Ja dziecko z miasta w okresie buntu nie mogłam się z tym pogodzić. Dom do którego się wprowadziliśmy jest z 1955 roku, nie miał doprowadzonej wody i łazienki (!!!). W ten oto sposób poznałam wychodek i palenie w piecach kaflowych żeby było ciepło. Nauczyłam się też że zmywanie podłogi zimą czasem kończy się lodowiskiem rano 🙂 Ten okres „spartański” jak lubię go nazywać trwał 6 miesięcy i raczej był przygodą weekendową, bo kończyłam wtedy 6 klasę. Cały remont trwał długo, nawet bardzo ze względu na możliwości finansowe. Po roku od kupna mieliśmy łazienkę i centralne ogrzewanie, ale kuchnia pojawiła się dopiero po 3 latach. Swoją drogą zmywanie w umywalce i odlewanie makaronu w wannie miało swój urok 🙂 Patrząc z perspektywy mogę wam doradzić żeby robić wszystko po swojemu. Nawet jeśli wasz remont będzie trwał rok lub więcej lepiej zrobić coś o czym marzycie. Trzymam kciuki !

    • Alina niesamowita historia i świetny przykład na to, że czasem warto poczekać na te wymarzone efekty 🙂 pewnych rzeczy się nie przyspieszy i już 😉
      PS. Ja ostatnio makaron odlewałam w ogródku w krzakach, jak na harcerskich obozach 😀

  • Anja

    U nas tez w kwietniu byla samodzielna nauka gladzenia scian po oderwaniu listew, kladzenia nowych i masy innych rzeczy….

    Listew mamy juz 99%…jednej brakuje 😉

    Z tym, ze my akurat w przedwojnym mieszkaniu po Babci, ktora przemieszkala tam ponad 60 lat….a remontu duzego nie widzialo od 40 przynajmniej 😉

    Teraz mamy malowanie blisko 100 letnich okien i drzwi przed nami i jeszcze mase innych rzeczy…malowanie lazienki itp

    Tez pewnie kolejne pol roku sie zejdzie 😉

    Jestem bardzo ZA seria remontowa…juz sie nie moge doczekac :)))

    U nas taki wiekszy generalny remont za 2-3 lata jak na niego uzbieramy 😉

    • Anja

      Aaa…same listwy wybieralismy dobre pare dni…i skonczylo sie przywiezieniem autobusem pieciu roznych do przymiarki do domu 😀

      Ale mielismy nie dosc ze trudne dopasowywanie koloru do starego parkietu…to dosc konkretne wymogi na ich szerokosc bo stary parkiet konczyl sie dalej od sciany niz obecne…

      Taki drobiazg a okazalo sie ze wlasciwie nie ma takich listem i musielismy montowac je w udziwniony sposob by pozakrywac dziury 😉

      • uśmiałam się, bo nas czeka to samo 😀 tata tak kładł panele w przedpokoju, że jak mu gdzieś brakowało 2-3 centymetrow to … chował to za szafką 😀 a my teraz mamy dziury do zakrycia listwami lub innego uzupełnienia 😀

    • Też mamy w planach malowanie łazienki! Daj znać jak już będziecie „po” jak Wam poszło 🙂
      A opróżnianie części mieszkania należącej do babci… znam to 😀 Ja nie wiedziałam, że jedna osoba może nazbierać tyyyyyle rzeczy!

  • Ooo, cudowny pomysł z tą serią! Czekam na dalsze posty w tym temacie 🙂 I życzę powodzenia!

    • dziękuję pięknie! 😀 Na pewno będę pisać o tym jak nam idzie, a małe update’y pojawiają się w weekendownikach 🙂

  • Mocno trzymam kciuki za Twój remont 🙂 Zawsze może być gorzej, u mnie remont łazienki na piętrze trwa już… trzeci miesiąc! Normalnie wszystko, co mogło pójść nie tak właśnie poszło 😉

    • o rany 🙁 no to trzymam kciuki, aby teraz poszło już z górki! A działacie sami czy macie ekipę?

      • Na początku była ekipa – spec od płytek i spec od malowania, bo pojawiły problemy z gładzią na suficie. Był też hydraulik, który zbiegł z miejsca akcji, bo myślał, ze znowu coś zepsuł. Wreszcie, po wszystkich rewelacjach i niedociągnięciach zabraliśmy się za pracę sami 😉

  • Magda

    Mieszkam w domu wybudowanym przez mojego pradziadka w 1929 r. Piętro mamy niemal nowe, wybudowane 17 lat temu. Dom to beczka bez dna. Ciągle coś się psuje, coś trzeba naprawiać albo poddawać renowacji (teraz są to przedwojenne drzwi i wieszak na ubrania, który był elementem posagu mojej prababci). To, co jest trudne do odnowienia lub chcemy, żeby zostało zrobione profesjonalnie, powierzamy zaufanemu fachowcowi. Czasem mamy pomysł na zmodyfikowanie jakiegoś elementu i tak na przykład wspomniany wieszak zostanie przerobiony metodą decoupage i będzie stanowił komplet z dużym lustrem z tego samego posagu, które zostało odnowione kilka lat temu. Przeżyłam w tym domu kilka remontów, większość z nich obejmowała więcej niespodzianek niż planowanych działań. Część niespodzianek graniczyła z absurdem (kiedy moja mama jeszcze przed moim urodzeniem remontowała dom, okazało się, że ktoś wcześniej położył za słabą podłogę w łazience, efektem czego wanna wpadła do piwnicy…). Jednak nie zamieniłabym tego domu na żaden inny. Kiedy patrzę na zdjęcia z okresu międzywojennego i widzę moją babcię jako młodą dziewczynę przesiadującą na swoim ulubionym miejscu na werandzie, dokładnie tym samym, które jest moim ulubionym miejscem, to czuję, że tu jest mój kawałek świata. Nigdzie indziej nie będę w domu.

    • Magda jak pięknie to opisałaś.. rzeczywiście nie każdy dom może być DOMEM. I my trochę też dlatego postanowiliśmy zamieszkać tutaj z wszystkimi plusami i minusami takiego rozwiązania. Też mamy takie zdjęcia z czasów zaraz po wojnie gdy z wejścia do domu widać było tylko pola, Warszawy praktycznie nie było .. dużo, dużo wspomnień, dla nich też warto z tym remontem się trochę pomęczyć 🙂

  • Co z tego, że trwa długo, ale jaka frajda będzie po każdym kolejnym, gotowym pomieszczeniu 🙂

  • Ogrom pracy włożyliście w swoje cztery kąty, oby się Wam cudownie mieszkało;) Tez jestem zdania, że lepiej zrobić cos samemu a niżeli liczyć na czyjąś „fachową pomoc”. Pozdrowienia z deszczowej stolicy dolnego śląska; P

    • no to prawda 🙂 chociaż przy kuchni skapitulowaliśmy i wzięliśmy pana do pomocy, na szczęście zna się na rzeczy i poza drobnymi wpadkami działa super!

      • Dobrze, ze znalazł sie rzetelny pracownik, bo o takiego to ciezko🙈

  • Tomasz Turek

    Znam takie niecodzienne konstrukcje. Sam mieszkam w bloku z PRLu, tzw. wielka płyta, które powstawały jakieś 40-50 lat temu. Z czasem były robione jakieś remonty przez właścicieli i aktualnie wygląda to tak, jakby każdy poprzedni właściciel dodał swoją rurkę, swoje kabelki itd. Temat haczyków z użyciem dużych kołków rozporowych jest mi doskonale znany. Z drugiej strony nie dziwie się, bo w tych ścianach jest trudno kuć i by cokolwiek powiesić to mały gwoździk nie ma szans na wbicie się. Albo się wbije i przepadnie 🙂 Do tego okna pod sam sufit. Dużo by gadać. Na razie wybraliśmy podłogę. Decydujemy się na takie grube deski drewniane. Panele jakoś mi nie pasują. A w Drew-Luxie wypatrzeliśmy jeszcze takie fajne, proste, wysokie (na 10 cm) listwy przypodłogowe. Białe. Więc koncepcja jest taka, że deski będziemy bielić olejem. I chyba pójdzie nam w styl skandynawski.

    • zapowiada się pięknie, białe podłogi też są u nas na liście marzeń 🙂 A z tymi gwoździkami to prawda, każda ściana to zabawa w zgadywankę co dalej, jak się będzie wiercić, czy nic tam się nie chowa 😀

      • Tomasz Turek

        No biała podłoga i białe listwy. Taki styl trochę skandynawski, trochę angielski. Jak macie na liście marzeń to chyba pora to urzeczywistnić bo co wam stoi na przeszkodzie? Kupujecie deski, kładziecie i malujecie. Proste (wydaje się 😉 ). Potem malujecie. Ja polecam użyć oleju bo jednak bardziej uwypukla usłojenie drewna. Tak mi doradzili ludzie z Drew-Lux (czyli tam, gdzie drewno kupowałem) i to się faktycznie sprawdza. Farba za bardzo maskuje wygląd drewna. Co prawda olej to więcej pracy i chyba więcej należy o taką powierzchnię dbać, ale efekt jest warty tej pracy.

  • Kasiu… a ile ja się urządzam?Nie chcesz wiedzieć 😀 Stworzenie swojej własnej, wymarzonej przestrzeni to nie wyścig, tylko proces i bardzo dobrze, że tak do tego podchodzisz. Pomalutku, małymi krokami do celu. Poza tym warto poświęcić trochę czasu na poznanie swojego stylu, tego co nam się podoba, a co niekoniecznie, znalezienie dodatków, które będą nam długo towarzyszyć- dzięki temu tworzymy indywidualne, wyjątkowe wnętrza. Wiem, co mówię- przechodziłam przez to! Trzymam kciuki i nie mogę się doczekać nowej serii! 🙂