Powrót do Polski- czy warto?

Zastanawiałam się nad dzisiejszym postem, wisiał w szkicach i czekał na decyzję- publikować czy nie. Rozgadałam się- trochę osobiście, trochę może za długo. Pamiętam, że tak samo myślałam pisząc o moich 10 ulubionych wspomnieniach oraz o przeprowadzce, a później okazało się, że te artykuły były przyjęte przez was mega ciepło. Coś w tym jest, bo ja też zaglądając na inne blogi uwielbiam dowiadywać się nieco więcej o ich autorach, blogi z elementem prywaty to te, na które wracam najchętniej, jak do dawnych, dobrze znanych przyjaciół.

Dostaję od was tyyyyyyyle pytań o to jak udało nam się umościć w Polsce? Jak Fab daje radę (dobzie dobzie- to jego odpowiedź)? Czy tęsknimy? No i przede wszystkim- czy było warto? Dzisiaj więc parę przemyśleń na ten temat (a jeśli nie interesują was prywatne wywody zajrzyjcie do któregoś z jesiennych artykułów o projektach DIY, Project Life czy pokonywaniu wewnętrznego marudy)

PRZYJACIELE I RODZINA

Pamiętacie jeszcze co było moim numerem jeden na liście rzeczy za którymi tęskniłam, mieszkając za granicą? No właśnie- przyjaciele i rodzina. Dopiero będąc na miejscu zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo się stęskniłam. Za wieczorną rozmową z mamą, rodzinnymi obiadkami, za niedzielnym spacerem, za spontanicznymi spotkaniami, za osobami, które myślą i działają tak bardzo podobnie.

Wiecie co, to niesamowite uczucie wrócić i wpaść w taką miękką poduchę wsparcia, pomocy i optymizmu jaką dają nam przyjaciele tutaj, w Warszawie. Momentami rzeczywistość przerasta oczekiwania i tutaj tak właśnie jest- mam kilka osób z którymi jest po prostu fajnie. I dobrze. I wszystko wydaje się możliwe i na wyciągnięcie ręki.

MOŻLIWOŚCI ROZWOJU

To prawda, nie zaczynamy życia w Polsce z poziomu jaki mieliśmy w Turcji. Mieszkanie- chwilowo w strefie marzeń. Dochód- jest, ale wiadomo.. nie tak pewny i płynny. Liczyliśmy się z tym i wiemy, że wszystko w pewnym momencie z powrotem zaklika, zamiast spraw materialnych skupiamy się na czymś ważniejszym- możliwości rozwoju.

Udało nam się wyskoczyć z kołowrotka w którym oboje byliśmy. Pracujemy zdalnie, z domu codziennie ucząc się czegoś nowego. Rozpoczęliśmy projekty, które odkładaliśmy w czasie zaganiani w codziennym kieracie obowiązków. Możemy planować, działać równocześnie na kilku płaszczyznach, uczyć się, pomagać sobie nawzajem i ciągle rozwijać. Niesamowita sprawa.

Tak samo jak kursy i szkolenia, na które wreszcie mogę jeździć. Spotkania z inspirującymi i kreatywnymi osobami. Wiem, że to wszystko zaowocuje.

przeprowadzka_wrap3

MAŁE CODZIENNE PRZYJEMNOŚCI

Cieszymy się (jeszcze) bardziej codziennymi drobiazgami- jesień nas rozpieszczała, widzieliście to zresztą na jesiennych zdjęciach.

Kolorowe liście szeleszczące pod stopami, nowe miejsca, słodkie ziemniaki w każdym supermarkecie, świeczki zapalane wieczorami, sikorki pod oknem, mrożone owoce w cenie nie jak za złoto, przegląd książek w Empiku, przemieszczanie się po okolicy rowerami, pękate dynie na straganach, nowe ścieżki do biegania… mogłabym tak wymieniać i wymieniać.

Każdy taki drobiazg, coś co nas cieszy i sprawia, że uśmiechamy się pod nosem to kolejny powód dla którego przeprowadzka była super pomysłem.

NATURA

Po 4 latach mieszkania w Stambule zrobiły się z nas mieszczuchy stęsknione za naturą. Jasne, było morze, Bosfor i wyspy, ale to nie to samo. Nie to samo co spacer po jesiennym lesie, szukanie grzybów i przyglądanie się żuczkom na ścieżce. Nie to samo co podglądanie przez okno ptaków buszujących w ogródku- srok, sikorek, sójek. Nie to samo co wycieczka rowerowa w miejsca z dzieciństwa pachnące trawami, suchymi liśćmi i mchem.

Mieszkamy w Warszawie, a i tak tej natury dookoła mamy na pęczki i jest to niesamowite! Sprawia, że czujemy się częścią czegoś większego, zwalniamy aby nacieszyć się pięknymi widokami, przyglądamy się wiewiórkom zakopującym orzechy i wreszcie możemy odetchnąć. Naprawdę głęboko.

przeprowadzka_wrap4

WORK-LIFE BALANCE

Obejrzałam dziś rano filmik na youtubie o relacji praca-życie we współczesnym świecie. Myślałam, że zobaczę wskazówki, rozwiązania, podpowiedzi- nic z tego. Nie ma chyba czegoś takiego jak idealny balans pomiędzy jednym a drugim, można za to wybierać swoje priorytety, wyznaczać cele i pracować nad ich osiągnięciem- jesteśmy w tym miejscu. Mocno eksperymentujemy. Uczymy się pracy w duecie, pracy z domu bez szefa nad głową. Testujemy różne pomysły, sprawdzamy jak dzielić dzień pomiędzy pracę, projekty i czas dla nas.

Jak dojdziemy do czegoś konstruktywnego na pewno dam wam znać, ale wiecie co? Jest dobrze. Czasem ciężko wybrać i to co ważne, oddzielić od pilnych spraw, skupić się na projektach, które w wymiarze czasu przyniosą najbardziej wymierne rezultaty, ale tego naprawdę można się nauczyć. Z tygodnia na tydzień widzę, że idzie nam coraz lepiej, efekty tego zobaczycie już niebawem!

blog-separator

Wiecie co jest najlepszą odpowiedzią na pytanie- czy było warto? Fakt, że pisałam tego posta- bagatela 800 słów- z uśmiechem na twarzy. Nie, nie żałujemy. Oczywiście, tęsknimy- za rodziną Faba, za naszymi przyjaciółmi, za Coffeetopią i sypialnią i bazarkami z zieleniną- ale generalnie (i mentalnie!) wychodzi na plus.

Warto decydować się na zmiany, podejmować decyzje, które kurczę, może trudne, ale prowadzą do czegoś lepszego, innego, wymarzonego.

Oboje z Fabem mocno wierzymy w to, że życie trzeba przeżyć tak, aby za te kilkadziesiąt lat spojrzeć sobie w twarz i nie żałować- może nie niczego, ale na pewno nie rzeczy, na które mieliśmy wpływ, które były w naszym zasięgu.

Ciekawa jestem co o tym myślicie, na jakie zmiany możecie się odważyć, gdzie leży wasza granica i jak bardzo jesteście w stanie ją nagiąć aby cieszyć się ze swojego tu i teraz?

 

Zobacz Również

  • Agnieszka Stasiewska-Resende

    Czekalam na takiego podsumowującego posta 🙂 My też po kilku latach powróciliśmy
    (bardziej ja nż mój portugalski maz) do Warszawy. Też nie żalujemy, choć nie
    zawsze jest łatwo- ale i tak jest na plus 🙂

    • no na pewno nie zawsze będzie łatwo.. kurczę, gdyby o to chodziło to chyba dla nas logiczniej byłoby zostać w Turcji- było tam w pewnym sensie łatwiej, ale nie grało to do końca. Ważne, aby właśnie w ogólnym rozrachunku czuć, że to ma sens i jak piszesz- jest na plus!
      PS. Mocno myślę o scrapowym spotkaniu!

      • Agnieszka Stasiewska-Resende

        Spotkanie super, scrapowo stawiam dopiero pierwsze kroki, ale bije z ciebie taka pozytywna energia, ze chetnie bym spotkala sie z Toba w realu 🙂 nam tez niby bylo latwiej na ‚neutralnym’ gruncie, a Polska jest czasami wyzwaniem, ale nie zalujemy decyzji ani przez chwile 🙂 Milego dnia Kasiu

  • Bardzo wyczekiwałam pierwszego vloga z Polski 🙂 pokazaliście piękną jesień, a ja niestety przechorowałam 2 tygodnie pięknej pogody i nie nacieszyłam się w tym roku tym klimatem. Cieszę się, że nie żałujecie i jestem pewna, że wszystko Wam się dobrze tutaj poukłada. Bo jesteście fajni i zasługujecie na to 🙂

    • Agnieszka my też zdychaliśmy- min dlatego dzisiejszy Bieg Niepodległości oglądałam z perspektywy kibica… ale jesień naprawdę była mega piękna! Mam nadzieję, że już doszłaś do siebie!

  • Kasiu, popłakałam się przy tym poście (pewnie wiesz czemu – sama żyję za granica i wszystko, co piszesz jest mi znane). Kiedy ma się dzieci, jest o wiele trudniej podjąć takie decyzje, z drugiej strony, we Francji odkryłam wiele pozytywnych rzeczy i myślę, ze życie jest spokojniejsze. Dlatego postanowiłam, iż w przyszłości będę po prostu częściej wracać w rodzinne strony – co daje mi w dużej mierze moja polska działalność i klientki. 😉
    A, jak z językiem polskim u Faba? Mój Gwen ma z tym ogromne problemy
    P.S. Obejrzałam film, po powyższym komentarzu i widzę, ze z polskim Fab nie ma problemów! Uczył się z twoja pomocą Kasiu, czy brał jakieś kursy?

    • Ula, ściskaaaaam! Wpadaj częściej koniecznie!!!
      Domyślam się, że z maluchami musi być trudniej, w końcu myślisz o wielu więcej sprawach i aspektach…
      Fab daje radę, uczy się polskiego- wcześniej miał lekcje przez skype (polecam, super wygodna i elastyczna metoda!) a teraz sam powtarza, moja mama go męczy no i codzienne sytuacje sprawiają, że idzie mu coraz lepiej 🙂

      • Będę, będę wpadać! I Magde M. chcialabym zobaczyć w końcu na żywo! Czy to jakaś szkoła była, czy korepetycje indywidualne przez Skypa?

        • Ula podrzucam link do szkoły http://hometutor.pl/, kontaktujesz się z nimi, umawiacie się na próbną lekcję i później masz lekcje indywidualne z nauczycielem przez skype- jest fajnie bo elastycznie czasowo (nie ma dojazdów, Fab miał lekcje raniutko przed pracą), masz nauczyciela dla siebie, możesz mieć krótsze lekcje, a częściej, program jest dopasowany do tego co już wiesz no a poza tym dużo się mówi- Fab był bardzo zadowolony i naprawdę dużo się nauczył 🙂

        • mnie? 😀

  • Super to opisałaś i cieszę się, że podjęta decyzja okazuje się tą właściwą. Sama nie chciałabym żyć na emigracji, choć u Ciebie jest trochę inaczej, bo masz obcokrajowca za męża. Powodzenia! 🙂

    • no jasne, sytuacja jest inna:)
      Ale z drugiej strony- znam wiele par Polak-Polka, które mieszkają za granicą i nie wyobrażają sobie powrotu- dlatego zastanawiam się jak tam u moich czytelników 🙂

  • ja też bym chciała jeszcze trochę pofruwać po świecie zanim osiądę gdzieś na stałe 🙂 znam już trochę ten stan, pamiętam jak się przenosiłam do Bostonu, do Krakowa, do Warszawy – zawsze to samo uczucie, że czeka mnie coś nowego, fantastycznego, że to kolejny krok! i nigdy nie żałowałam, bo z perspektywy czasu takie zmiany zawsze wychodziły mi na dobre! trzeba być odważnym, brać od życia to co ci daje, i jak wyciąga rękę i macha to trzeba reagować 🙂

    Kasia, nawet nie wiesz jak się cieszę, że się spotkały nasze ścieżki!

  • Kasia Przybyt

    Podziwiam Was ogromnie za tak wielkie zmiany 🙂 Ja sama po cichu marzę o innym mieście ale z drugiej strony szukanie nowego mieszkania nawet mnie przeraża, więc zobaczymy jak to będzie. Wiem jednak, że zmiany nawet jeśli są trudne wiele dają i uelastyczniają na przyszłość jeśli przyjdzie znaleźć się w nowej sytuacji.

  • Ja mieszkam zagranicą od czerwca, a już bardzo tęsknię za rodziną i przyjaciółmi. Są dni, że chce mi się płakać z tęsknoty. Nie twierdzę, że nigdy do Polski nie wrócę. Ale na razie wiem, że nic dobrego mnie tam nie czeka. A tu moje jeszcze nienarodzone dziecko ma jednak lepsze perspektywy 🙂 Ale fajnie, że Ty wróciłaś i się spełniasz oraz że już nie musisz tęsknić 😀

  • Właśnie ponad godzinę czytam Twojego bloga. Dochodząc do wniosku, że dawno nie czytałam postów, które byłyby mi tak bliskie. Wielokrotnie miałam wrażenie, że po prostu czytam własne myśli. Szczególnie podczas spisu wszystkich rzeczy, za którymi tęsknisz. Także doświadczeń i przemyśleń związanych z przeprowadzką (swoją drogą zbiegiem okoliczności ja także pracuję w branży modowej, pracowałam w teatrze i właściwie w Barcelonie zostałam poprzez bycie au-pair). Wróciłam do Polski z Irlandii. Nie zostałam także w Indiach. Hiszpania zdecydowanie mnie przyciągnęła. Nie było to nic związanego z poszukiwaniem lepszej przyszłości etc. Teraz pewnie odnalazłabym się w praktycznie każdym europejskim kraju. Co nie zmienia faktu, że codziennie tęsknię za Polską. Za rzeczami mniejszymi i większymi. Do tego stopnia, że po ciuchu zazdroszczę tego powrotu. Nie mogłabym sobie teraz na to pozwolić. Szczególnie ze względu na N. Ale to jest kraj, w którym chcielibyśmy się zestarzeć. W Warszawie przez jakiś czas mieszkałam przy stacji Wawrzyszew. Tuż koło lasu. Tym bardziej zazdroszczę. Uwielbiałam te tereny 🙂

    Powodzenia i z całego serca gratuluję tej decyzji! 🙂

  • Ooo jak fajnie jest poczytać takie mega pozytywne słowa o Warszawie – miasta, z którego wyjechaliśmy całą rodziną w sierpniu, żeby zacząć nowy rozdział w …. Turcji! To nasza pierwsza tak wielka zmiana i cała nasza czwórka ją odczuła, ale nie jest źle, nie tęsknimy bardzo (tylko trochę, troszkę, troszeczkę…) i wciąż ciekawie rozglądamy się po Izmirze. Pozdrawiam ciepło, a zamiast złotych liści za oknem szumią mi palmy (bo wieje dziś) 😀

  • Ela Kraj

    Wcale nie trzeba wyjeżdżać za granicę, by tęsknić. Mnie od czasu studiów rzuca coraz dalej od domu i znajomych, chociaż ciągle w ojczyźnie. Wiadomo, że jest łatwiej tak czy inaczej, ale dopiero po opuszczeniu rodzinnych stron zdałam sobie sprawę, jak bardzo może człowiekowi brakować korzeni. Z drugiej strony zapuścić można nowe, dostosować się, wpasować… Nie zawsze jest łatwo, ale trzeba szukać pozytywów wszędzie 🙂
    Pozdrawiam 🙂

  • www.wracamniedlugo.wordpress.c

    Wspaniale jest czytać takie optymistyczne posty 🙂 Ja wraz z rodziną przymierzam się do zamieszkania w Polsce. Celowo nie piszę powrotu, ponieważ mój mąż jes Słowakiem, więc dla niego to będzie kolejny kraj emigracji. Oboje jesteśmy jednak pełni nadzieji, ale również i obaw.

    Od dłuższego czasu również poszukuję możliwości pracy zdalnej, dzięki której nie wpadniemy w kierat dnia codziennego, a która da nam konkretne zarobki. Myślę, że jestem na najlepszej drodze.

    Życzę szczęścia! I chętnie będę zaglądać na błoga częściej 🙂