PLANOWANIE NA MACIERZYŃSKIM czyli 3 SPRAWY NA DZIŚ

Podlać kwiatki. Zrobić zakupy. Wstawić i powiesić pranie. Umówić się na kontrolę do lekarza. Zamówić kawę. Tak wygląda moje planowanie na macierzyńskim. Jeszcze pół roku temu śmiałam się pod nosem widząc takie „zadania” na listach to-do, które migały mi w różnych miejscach w internetowym świecie. Mądrzyłam się, że takie „cosie” to się robi, a nie planuje i powtarzałam jak papuga, że gdy zrobienie czegoś zajmuje mniej niż 3 minuty to po prostu trzeba to robić, a nie filozofować. Do czasu…

Do czasu, gdy sama doszłam do momentu w życiu w którym moje misternie pielęgnowane rośliny padły trupem. Do czasu, gdy w lodówce nie było nic z czego dałoby się sklecić jako taki posiłek, a wafle ryżowe stały się moim śniadaniem, obiadem i kolacją. Do czasu, gdy rano wstawione pranie kisiło się w pralce do wieczora, a po wyciągnięciu śmierdziało tak, że szkoda gadać. Do czasu, gdy zapłaciłam kupę kasy za lekarza, bo zapomniałam, że w ramach NFZ nic nie dzieje się z dnia na dzień. Do czasu, gdy na dnie puszki z kawą zobaczyłam swoje marne, zmęczone odbicie.

Wyśmiewałam się z durnych, codziennych spraw wypisanych na listach rzeczy do zrobienia do czasu, gdy pojawił się Bejbik i sama przestałam ogarniać to całe planowanie na macierzyńskim.

Rzeczywistość tych pierwszych tygodni z małym dzieckiem była inna niż to sobie wyobrażałam. Teraz, po trzech miesiącach też jest inaczej i mimo że jesteśmy w domu oboje – ja i Fab – są takie dni, że prysznic do południa to wyznacznik sukcesu, a o realizacji innych zadań i celów mogę sobie pomarzyć.

Planowanie na macierzyńskim daje mi nieźle po łbie. I tak, wiem, że to się zmieni, że będzie coraz bardziej z górki, że kiedyś ustali się jakaś rutyna i wróci przewidywalność. Wiem też, że nie chcę spędzić najbliższych tygodni i miesięcy na czekaniu na to kiedyś. Chcę działać, chcę wybierać, chcę czuć się sobą, chcę wiedzieć, że są sprawy nad którymi mogę mieć kontrolę.

Zaczęłam od małych, mikroskopijnych kroków. Od powrotu do tego, co zawsze się u mnie sprawdzało. Od list zadań, które w obecnej sytuacji MOGĘ zrealizować. Od spraw, które MOGĘ skreślić, odhaczyć i poczuć się dobrze z samą sobą pod koniec dnia. Od drobiazgów, pierdół i błahostek, które jak puzzle układają się w większy obrazek. Takie planowanie na macierzyńskim mi wychodzi, pasuje i sprawia, że coraz bardziej się rozkręcam!

3 SPRAWY NA DZIŚ

To mój sposób na ponowne złapanie sterów w ręce. To krótkie listy złożone z niewielkich zadań, które zapisuję w swoim telefonie przed zaśnięciem. Codziennie wieczorem wybieram 3 sprawy, którymi zajmę się kolejnego dnia. Sprawy ważne, sprawy pilne, ale też błahostki i sprawy których realizacja sprawi, że coś popchnę do przodu, że coś przestanie wisieć mi nad głową, że nie zarośniemy brudem i nie zdechniemy z głodu – słowem sprawy, które sprawią, że poczuję się jak trochę bardziej ogarnięta osoba.

Od jakiegoś czasu te moje 3 SPRAWY NA DZIŚ możecie śledzić na Insta Stories – dostaję mnóstwo wiadomości, że ta spontaniczna seria pokazała wam (no dobra piszą zwłaszcza dziewczyny w sytuacji podobnej do mojej czyli mamy maluszków!) nowy wymiar planowania, że robi dużo dobrego, że inspiruje, pokazuje, że planowanie na macierzyńskim może jednak działać i po prostu daje powera! Cieszę się ogomnie! Ja sama nigdy nie spodziewałam się, że na mojej liście rzeczy do zrobienia wylądują sprawy typu:

– zrobić pranie (bo inaczej czystych gatek nie będzie, lajf is brutal)
– podlać kwiatki (bo zwiędną już do końca, a monstery byłoby szkoda!)
– zrobić zakupy (bo inaczej cała rozpiska i jadłospisy Moniki na nic się zdadzą!)
– poćwiczyć (no przecież to część codziennej rutyny… ahaha przepraszam, czego?)
– wziąć prysznic (tutaj to już chyba tylko mama wymagającego Malucha zrozumie)

ale rzeczywistość z Kajtkiem mocno to wszystko zweryfikowała i przekonałam się, że zanim zacznę przenosić góry muszę zająć się swoim podwórkiem i dać sobie czas na naukę działania w tym nowym, mamowym świecie.

I tak naprawdę nie chodzi tutaj o samo w sobie dodzwonienie się do lekarza, wytrzepanie kocy czy wrzucenie fotki na insta – to co daje mi power do działania to codzienne wybieranie spraw którymi się zajmę, ich realizacja i wykreślanie z listy. Dzień po dniu, drobiazg po drobiazgu na nowo uczę się skupiania na tym, co sobie zaplanowałam, zaczynam od małych spraw, aby na nowo uwierzyć w siebie i z czasem przejść do tych dużych i ważnych. I na pewno kiedyś wrócę do bardziej ambitnego planowania. Do mojego bullet journala. Do trackerów i innych wynalazków. Na razie 3 SPRAWY NA DZISIAJ to mój sposób na sukces, to planowanie na macierzyńskim, które jest dopasowane do moich obecnych sił i możliwości.

Planowania i działania uczę się praktycznie od nowa. W tej nauce korzystam z wiedzy i doświadczenia innych – bardzo dużo dał mi udział w kursie Mama Ma Czas, który podziałał na mnie jak kubeł zimnej wody. Powtarzam sobie jak mantrę, że nie będzie tak jak kiedyś, albo jak Ola fajnie to ujęła – raz rozbitego jajka nie złożę z powrotem w całe, ale mogę sobie z niego zrobić całkiem niezłą jajecznicę – i uczę się planowania na macierzyńskim zupełnie na nowo.  W końcu planuję teraz jako pracująca na swoim mama, żona i ambitna dziewczyna, która sporo ma jeszcze do zrobienia!

No dobra, kolej na was! Jak wyglądają wasze listy rzeczy do zrobienia? Wpisujecie na nie drobiazgi, czy raczej rozpisujecie jak krok po kroku podbić świat? Jak zmieniło się wasze planowanie po pojawieniu się na świecie dziecka? Dajcie znać, ciekawa jestem kto też musiał uczyć się planowania i organizowania sobie czasu praktycznie od zera!

PS. W sierpniu 3 SPRAWY NA DZIŚ są dla mnie jeszcze fajniejsze i bardziej wartościowe bo pierwszy raz od kilku miesięcy wróciłam do moich ukochanych Małych Celów, logiczne jest więc to, że ich realizację rozkładam sobie na kawałki pierwsze!

Zobacz również

  • Raquel

    Kiedy byłam w Twojej sytuacji planowałam JEDNĄ rzecz dziennie, a i tak nie zawsze udało mi się ją wykonać, więc i tak jesteś niezła 🙂

  • Mary Green

    Najważniejsze, czego uczą mnie dzieci, to większa elastyczność. W erze „przeddzieciowej” byłam jedna z tych osób, które żyły z zegarkiem w dłoni. Spóźnienia były dla mnie niedopuszczalne, sama nigdy sie nie spoznialam, zmiana planów w ostatniej chwili wywolywala fale pogardy z mojej strony. Straszne to gdy teraz o tym myślę. Dziś wiem, ze pół godziny obsuwy to żaden kłopot, ze nie wszystko da sie przewidzieć i ze to wcale nie jest tragedia. Dziś nie jestem zorganizowana pod linijkę. Ale dziś jestem szczesliwsza ☺️

    • Mary, zgadzam się w 100%! I rzeczywiście jakoś teraz lżej się żyje, bez takiego dowalania sobie samej presji 😀

  • Cześć,
    Dla mnie spisywanie rzeczy, nawet tych najprostszych, jest koniecznością. Bez tego nie da się ogarnąć wszystkich potrzebnych rzeczy. Sama nie mam dziecka, a wpisuję na listę pranie, prasowanie czy sprzątanie 🙂
    Pozdrawiam,
    Kasia

  • 3 sprawy na dziś : wziąć wreszcie prysznic <3 Jakbym słyszała moją ciocię i na początku z tego się śmiałam, ale potem przyszła wymowna chwila refleksji 😛

    • A jak jest dzień, że uda Ci się wziąć prysznic, nałożyć odżywkę i nawet ogolić nogi – hulaj dusza piekła nie ma, rozpusta totalna! 😀

  • Agnieszka

    U mnie na początku na liście znajdowały się nawet takie pozycje jak „wypić kawę”, tak że to zupełnie normalne, że takie proste i banalne sprawy też się zapisuje. Jak się zmieniło moje planowanie po urodzeniu synka? No cóż – mówiąc wprost – nauczyłam się planować. Owszem – to i owo wiedziałam, to i owo umiałam, ale przy synku nauczyłam się baaardzo wiele i teraz dopiero widzę na czym to planowanie ma polegać – nie tylko na ogarnianiu bieżących spraw (już to jest bardzo przydatne), ale na realizowaniu dużo poważniejszych projektów. W dodatku istotną częścią planowania jest elastyczność – zawsze trzeba mieć albo duży zapas czasu, albo plan B.

    • Agnieszka zgadzam się w 100%! A odkąd mamy Kajtka te zapasy czasu i elastyczność są jeszcze ważniejsze – inaczej się nie da 🙂

  • Pionierka

    Powoli próbuję się na nowo ogarniać. U mnie odwrotnie niż u wielu dziewczyn – słodkie początki z maluszkiem, który głównie spał, wielogodzinne spacery na kompletnym ludzie i masa czasu dla siebie. A teraz? Mam w domu 14-miesięczne tornado, w brzuchu rośnie numer dwa. Czas na pracę i robienie swoich rzeczy mam tylko, kiedy Pionierzątko śpi – czyli mniej więcej od 21 i przez jakieś 2-3 godziny w środku dnia. Ostatnio bywałam tak wykończona, że kiedy nadchodziły te upragnione godziny, siadałam przed komputerem i tępo wpatrywałam się w ekran, próbując sobie przypomnieć, co właściwie miałam zrobić. Dlatego teraz też zapisuję drobiazgi, które są nie zawsze takie drobne, bo jednak podatki wypadałoby płacić na czas 🙂

    • haha no właśnie, te „drobne sprawy” zmieniają się bardzo zależy z której strony na nie patrzysz 😉 dużo zdrówka i energii dla Was! 🙂

  • Ja na listach mam przede wszystkim takie drobiazgi. Nie jestem mamą ale znalazłam się na takim życiowym zakręcie, że na nic większego nie mam najmniejszej ochoty. Odhaczanie takich drobiazgów pomaga mi poczuć się trochę lepiej. Jednak nie jestem taka „do-niczego” i coś idzie na przód. 🙂

    • Weronika, dokładnie jak piszesz! Właśnie sam ten moment odhaczania działa tak jakoś ja wiem, terapeutycznie 🙂

  • lichotka

    A co jest dziwnego w zapisywaniu prania na liście zadań?
    Ja mam taki problem, że pamiętam o zrobieniu prania, ale:
    – albo przed południem w pracy, kiedy nie mam dostępu do pralki z przyczyn oczywistych,
    – albo wieczorem o 23:00, kiedy chcę iść spać – więc prania nie zrobię, chyba żeby się kisiło w pralce przez całą noc.
    W porze, kiedy pranie mogę zrobić, na ogół myślę o tym, że mam do zrobienia X rzeczy „merytorycznych”. Wszelkie sprawy domowe spycham na samą krawędź umysłu.

    • Oczywiście nic dziwnego – tak jak napisałam w tekście, dla mnie to kiedyś było takie „pyk” do zrobienia na szybko 🙂 a teraz jest inaczej 🙂 a stan w którym wpadasz w wir pracy merytorycznej i cała reszta ucieka znam aż za dobrze 😉 I tęsknię za nim, ale teraz jest jak jest 🙂

  • Kasiu ja też rozbijam swoje plany na malusie pierdółki i tym sposobem w moim #bujo siedzi – kupić biały ser do makaronu! bo jak go zapomnę to piątkowy obiad będzie niewypałem heheh 🙂 pranie, składanie, telefon do urzędu, etc… powodzenia Kochana 🙂

    • dziękuję! tak, tak, tak zapisywanie Kluczowych Składników Potraw też to znam 😀 chociaż teraz mamy gotowe jadłospisy a do nich gotową listę zakupów i staramy się ogarniać to raz w tygodniu 😀 i jest łatwiej 😉

  • Ja na macierzynskim zamienilam bullet journal w planerze PSC na happy planer z madamaco, jest tam miejsce właśnie na 3 priorytetowe rzeczy, które pozwalają na ogarnięcie życia. Za miesiąc wracam do pracy, Maluch będzie zostawal na kilka godzin z nianią, ciekawa jestem właśnie tego planowania – ogarniania pracy, syna i domu.

    • Agata super, że znalazłaś narzędzie, które Ci teraz pasuje :):) Trzymam kciuki za ogarnięcie tej nowej rzeczywistości :):):)

  • Nie mam dziecka, ale mam ChAD. Odkąd planuję małe rzeczy (pranie, zakupy, wpłatomat) i mam habit tracker z tymi, które chcę robić codziennie, jestem dużo bardziej produktywna i ustabilizowana. Wcześniej czasami miałam hipomaniakalne zrywy i działałam w totalnym chaosie, a czasami dni przeciekały mi przez palce i „nie miałam weny”, żeby zjeść czy umyć zęby.

    • Czyli te 3 rzeczy sprawdzają się w różnych życiowych sytuacjach 🙂 habit tracker to super narzędzie, ja miałam tendencję do przeładowywania swojego, ale może na jesieni uśmiechnę się do niego z powrotem 🙂 Trzymaj się ciepło!

    • Ojej super, że o tym napisałaś! Ja też choruję na Chad, obecnie mam go mocno pod kontrolą, ale tak – u mnie w czasie dołów takie małe cele były bardzo pomocne. I TAK! – w czasie górek też pomagają się skupić na tym co istotne.

  • Bardzo lubię te twoje 3 cele i wiesz co, one mają nawet mocno sens, kiedy nie jest się świeżo upieczoną Mamą – dla mnie są także bardzo wartościowe, bo zmuszają do wybrania 3 najważniejszych rzeczy do zrobienia każdego dnia, a każda osoba, która jest bardzo ambitna i ma skłonności do pracoholizmu to zrozumie 🙂

  • Ja również praktykuję listę „to do”, nawet najdrobniejszych spraw. Czasem dzień mija tak prędko, że to pozwala odczuć, że poszliśmy chociaż kroczek do przodu.

  • Magdalena Krupczak

    U mnie planowanie padło miesiąc temu. 😊 Choć naiwnie, jak większość matek byłam Absolutnie pewna, że przy drugim to ja już wiem jak będę działać. Przerwa w pracy?! Jaka przerwa?? No i mam! Druga córka jest zupełnie inna w obsłudze. (Mówili mi.) Mój misterny plan już nie istnieje…. Wczoraj kładąc się „spać”…zrobiłam listę trzech drobnostek i spróbuję wykroić na to skrawki czasu z dzisiejszego dnia 😃. A tymczasem spróbuję odłożyć małą do łóżeczka tak zeby jej nie obudzić 🤫 Dziewczyny trzymam kciuki za nas😉

  • Ja planuję w bullet journal, choć przyznam, że nie zawsze. Czasami mi się to nie udaje, ale nie oznacza to, że nie planuję w inny sposób (np. na kartkach, które mam na biurku). Moje dziecko dziś ma skończone 7 miesięcy i nadal udaje mi się trochę przy niej zrobić + popracować, ale to zależy od dziecka. Nie mam opiekunki ani nie ogląda bajek całymi dniami. Na pewno to, co zauważyłam i co mi bardzo ułatwiło macierzyństwo to właśnie małe kroki i konkretnie wypisane zadania. Sprawdzają się też przy dużych projektach 🙂

  • Magda

    Nie mam dziecka, a i tak notuję sobie codziennie 3-5 rzeczy do zrobienia. Takich, które już muszę zrobić, aby ich na pewno nie pominąć. Choć i tak zdarzają się mniej produktywne dni albo gdy coś wyskoczy na mieście to nie jestem w stanie ich ogarnąć, jednak warto mieć taką mini rozpiskę. Regularność nie jest moją mocną stroną, dlatego wolę taki sposób organizacji 🙂

  • Sama mam w planach coś takiego zacząć robić, bo jest to bardzo przydatny pomysł na zaplanowanie dnia 🙂