Planer Pełen Czasu – turkusowy restart!

Jesień to powroty. Powroty z wakacyjnych wyjazdów, powroty do codzienności, do szkoły, do pracy, do rytmu niezakłócanego wyjazdami i podróżami. Dla mnie tegoroczna jesień to moment, w którym trochę bardziej metaforycznie, trochę tak jak kiedyś śpiewała Anita Lipnicka „wracam do siebie samej, do tej którą znam”. Mogłabym o tym pisać i pisać, opowiadać o sprawach łatwiejszych i trochę bardziej skomplikowanych, na dobry początek jednak coś w czym czuję się jak ryba w wodzie, czyli planowanie! Powolutku wracam do planowania, do narzędzi, które się u mnie sprawdzają i do organizowania naszej codzienności tak jak lubię najbardziej! 

JAK BYŁO KIEDYŚ?

Kiedyś miałam dużo czasu na kreatywne szaleństwa w planerze. Co prawda zawsze stawiałam przede wszystkim na funkcjonalność, nigdy nie było u mnie tabelek, z których bym w jakimś stopniu nie korzystała, ale przy okazji bardzo dbałam o formę!

Wiecie, estetyka na najwyższym poziomie, motywujące nagłówki z fajnym cytatem, zgrane kolorki, i wszystkie planerowe strony idealnie dopracowane. Nie odmawiałam sobie kreatywnej zabawy, testowania kolorów, rysowania i ozdabiania, bo tworzenie brush letteringowych nagłówków, rysowanie tabelek i wymyślanie nowych układów sprawiało mi frajdę, relaksowało mnie i było fajnym zajęciem podczas oglądania filmów i seriali.

Kiedyś co miesiąc przygotowywałam sobie tabelki, w których w specjalnie zaprojektowanych, wygodnych dla mnie kalendarzach, zapisywałam plany związane z moją działalnością zawodową i blogową, planowałam tu posty w mediach społecznościowych, firmowe wydatki, nowe projekty. W moim planerze miałam strony związane z rozwojem osobistym, z budowaniem nawyków, z tym co aktualnie mnie kręciło.

→ ZOBACZ JAK WYGLĄDAŁ MÓJ PLANER ROK TEMU!

Co tydzień przygotowywałam rozkładówkę, w której planowałam poszczególne dni. Korzystałam z różnych kolorów, wymyślałam swoje systemy oznaczeń i wpisywałam w planerze najdrobniejsze zadania.

Wtedy to wszystko świetnie się sprawdzało, pomagało mi sprawnie działać i dawało całą masę satysfakcji, ale teraz … teraz mam wymagające dziecko, czasu mniej niż kiedykolwiek wcześniej i zamiast efektownie planować muszę działać bardziej efektywnie!

JAK JEST TERAZ?

W ciągu ostatnich kilku miesięcy w ogóle nie zaglądałam do mojego Planera Pełnego Czasu. Planowanie to była jedna z tych czynności, które kompletnie zniknęły z mojej rzeczywistości. Coś tam robiłam, działałam, pchałam trochę spraw do przodu, ale bez żadnego konkretnego narzędzia, które miałoby mi w tym pomagać. I to jest jak najbardziej ok – przez ostatnie miesiące byłam nastawiona na przetrwanie i wiecie co? Udało się – jestem, żyję, oddycham. I mogę powoli zacząć wracać do siebie. Albo, jak ktoś woli – budować siebie od nowa.

Musiałam sobie ułożyć na nowo codzienność, musiałam trochę lepiej odnaleźć się w byciu mamą i przede wszystkim musiałam pogodzić się z faktem, że nasz Kajtek wymaga poświęcania mu całego mnóstwa uwagi. Musiałam zapomnieć o tym, że w czasie „długich drzemek malucha” (to coś takiego istnieje?) będę pisać bloga, rozkręcać firmę, realizować projekty i jeszcze ozdabiać swój planer. Dopiero teraz to widzę, ale po raz pierwszy w życiu naprawdę musiałam nauczyć się wybierać swoje priorytety. I o ile rok temu priorytetem był dla mnie fajny, estetyczny i inspirujący planer, który pomagał mi w realizacji wielu projektów, teraz musiałam skupić się na działaniu.

Po pół roku wracam do planowania – w Planerze Pełnym Czasu fajne jest to, że mogłabym otworzyć go po prostu na kolejnej stronie i zacząć działać. Nie ma tutaj kolumn, tabelek i dat, które sprawiłyby, że Planer może się „przeterminować”. Nie ma tu jakiegoś systemu, który byłby zbyt skomplikowany albo czasochłonny i nie wpisałby się w mój aktualny styl życia. Nie ma żadnych ograniczeń, nic nie jest narzucone, można w nim planować tak dużo lub tak mało jak się chce. Mogłabym więc wrócić do swojego grafitowego notesu, ale …

… zamiast tego przeskakuję do świeżutkiej, pachnącej nowością i na dodatek limitowanej edycji Planera Pełnego Czasu! W końcu nowy początek to nowy początek!

PLANER PEŁEN CZASU – EDYCJA LIMITOWANA

Turkusowy kolor od początku skradł moje serducho (marzy mi się jeszcze słonecznie żółty!), a jego wesoła, energetyczna okładka świetnie wpisuje się w worqshopowy branding i będzie rozjaśniać szare, jesienne dni! Poza zmianą okładki turkusowy Planer Pełen Czasu to nadal ten sam planer, któremu mocno kibicowałam rok temu podczas jego premiery:

→ DLACZEGO WYBRAŁAM PLANER PEŁEN CZASU?

Turkusowy Planer Pełen Czasu to edycja limitowana – Gang PSC przygotował tylko 1000 sztuk planera w tym świeżym kolorze, więc jeśli chcecie go zgarnąć najlepiej szybko się decydować – planer można zamówić tutaj!

>> ZAMÓW PLANER <<

MÓJ BULLET JOURNAL W PLANERZE PEŁNYM CZASU – PAŹDZIERNIK 2018

Prościej się chyba nie da – tak mogłabym określić moje aktualne podejście do planowania. Zanim przygotowałam swoje strony i rozkładówki na październik przez ostatnie tygodnie uważnie obserwowałam  to w jaki sposób pracuję i jak organizuję swój dzień. Jeśli oczekujecie fajerwerków, to od razu lojalnie uprzedzam, że ich tutaj nie będzie 🙂

Testuję i wprowadzam w życie rozwiązania, które podczas coachingowych spotkań wypracowałyśmy wspólnie z Eweliną. Eksperymentuję i uczę się działać elastycznie. Życiowo, świetnie sprawdzają się u mnie 3 sprawy na dziś, które rozkręciły moje planowanie na macierzyńskim i pozwoliły na nowo wyćwiczyć mięsień wyznaczania i realizowania drobnych zadań. W pracy działam z różnymi listami i z moją ulubioną listą 5/10/15 o której muszę jeszcze kiedyś wam więcej napisać.

Wiele planów robimy teraz wspólnie z Fabem – tutaj korzystamy z worqshopowego plannera (co miesiąc do pobrania we FREEBIES), który wisi u nas na lodówce. Oboje mamy do niego dostęp i wystarczy jeden rzut oka aby wiedzieć co szykuje nam się w nadchodzącym tygodniu.

Wiele z mojego planowania przeniosłam do cyfrowego świata – projekty rozpisuję „w chmurze”, dzięki temu mam do nich łatwy dostęp z telefonu lub komputera gdy chwilkę na pracę uda mi się wyrwać będąc poza domem. To świetnie i bardzo wygodne rozwiązanie, ale jako „papierowa dziewczyna” tęskniłam za planerem w bardziej tradycyjnej formie, tęskniłam za ręcznym pisaniem i przelewaniem myśli na papier.

Dlatego w październiku postanowiłam spróbować wrócić do kilku moich ulubionych bullet journalowych rozwiązań!

TRACKER PRACY

W październiku chciałabym codziennie pracować przez 2 godziny. To jeden z moich Małych Celów na ten miesiąc. Testowaliśmy ten system do tej pory, czasem się udawało, czasem nie – teraz chciałabym skupić się na tym, aby się udało. Szanse są, bo przecież nikt nie mówi, że to muszą być 2 godziny non stop. Osiem razy po 15 minut też da radę 🙂 Żeby z tym celem zostać na bieżąco i jednocześnie móc śledzić czym się zajmowałam przygotowałam sobie stronę z trackerem pracy – zobaczymy jak się sprawdzi!

Obok tej strony wylądowało miejsce na zapisywanie kolejnego zadania, które mam do wykonania w danej kategorii. Bardzo polubiłam się z tym systemem, który pozwala mi od razu wskoczyć w rytm pracy zamiast zastanawiania się co powinnam zrobić gdy znajdę wolne kilka chwil na działanie 🙂

PROSTY HABIT TRACKER

Prosty, czyli nie przeładowany masą spraw i zadań. Prosty, czyli skupiający się na tym, co jest da mnie teraz najważniejsze. W moim zminimalizowanym habit trackerze mam tylko kilka pozycji: witaminy, letrox, świeże powietrze, medytacja, woda. Proste sprawy, które w tej zakręconej rzeczywistości bardzo łatwo w codziennym pośpiechu zgubić.

→ tutaj przeczytasz więcej o habit trackerze

DZIĘKUJĘ ZA…

Może nie jest to strona stricte związana z planowaniem, ale tak bardzo, bardzo, bardzo tęskniłam za tym prostym ćwiczeniem wdzięczności, które towarzyszyło mi od początku mojej przygody z bullet journalem, że musiałam je tutaj dorzucić! Co prawda w ciągu ostatnich miesięcy robiłam je sobie co wieczór w myślach, ale to nie to samo. Skoro wracam do planera obowiązkowo wracam też do strony Dziękuję za…

CODZIENNE LISTY TO-DO

Na razie są to czyste strony, ale docelowo tutaj wylądują zadania z 3 spraw na dziś oraz jakieś dodatkowe sprawy i rzeczy związane z pracą, które chciałabym danego dnia zrealizować. Nie rysuję żadnych tabelek, nie tworzę szablonów, nie przygotowuję nic zawczasu – wracam do podstaw i do planowania z dnia na dzień. Nasza codzienność zmienia się tak dynamicznie, że chwilowo szkoda mi czasu na knucie długoterminowych planów, które w kilka chwil mogą się rozsypać w zderzeniu z rzeczywistością 😉

Planer Pełen Czasu wyposażony jest w spis treści oraz numerowane strony, więc jeśli pomiędzy spisywaniem codziennych list to-do będę chciała dorzucić coś ekstra bez problemu będę mogła to sobie zorganizować.

Taki jest plan na październik. Mało ambitnie? Może. Mał twórczo? Na pewno. Ale mam to w nosie – planowanie ma działać na naszą korzyść. Ma pomagać organizować codzienność i ułatwiać realizowanie zadań, a nie dowalać rzeczy do zrobienia. W mojej obecnej sytuacji to wszystko na co mogę sobie pozwolić i mocno wierzę, że taki powrót do planowania to najlepsze co mogę teraz dla siebie zrobić! Pamiętajcie, że czasem MNIEJ naprawdę znaczy WIĘCEJ.

Jeśli temat bullet journala to dla was coś nowego koniecznie zajrzyjcie do tej zakładki na blogu lub do e-booka „Planuj tak, jak lubisz”, który rok temu stworzyłyśmy wspólnie z Olą – Panią Swojego Czasu!

A wy do jakich sprawdzonych rozwiązań lubicie wracać? Co musi się znaleźć w waszym planerze, bez jakich stron, narzędzi lub rozkładówek nie wyobrażacie sobie życia? Stawiacie na planerowy minimalizm czy lubicie działać „na bogato”? 🙂 Dajcie znać w komentarzach! no i koniecznie napiszcie jak podoba wam się nowiutki, turkusowy Planer Pełen Czasu!

Zobacz również

  • Czekałam na taki wpis. 🙂 I wiesz co? Mimo zmian jakie zaszły w Twoim planowaniu po prostu czuć, że Cię cieszy ten powrót. 🙂
    ***
    U mnie koniecznie muszą być strony związane ze śledzeniem postępów czytania i od niedawna wpisów blogowych, przez co mój właściwy bullet journal dorobił się brata – book journala. 😉 Co zresztą bardzo fajnie pokazuje, jak ten system może ewoluować i dostosowywać się do naszych potrzeb. 🙂

    • Tak, cieszy baaaardzo!!
      Dokładnie, ten system dopasowuje się do aktualnych potrzeb i to jest super! 🙂

  • Dużo radości i nowej energii z tego wpisu! Widać, że krok po kroku zmierzasz do planowania po swojemu i że daje Ci to dużo radości! Ja swój bullet journal prowadzę chyba od kwietnia i najwięcej inspiracji znalazłam właśnie u Ciebie. Lubię te Twoje proste, estetyczne strony, nieprzeładowane kolorami, przyjemne dla oka i bardzo praktyczne. Życzę spełnienia wszystkich październikowych planów! Drugiego takiego października nie będzie 😉 Pozdrawiam ciepło!

  • Ja przez pierwszy miesiąc po urodzeniu dziecka byłam szalenie sfrustrowana, że już nie jestem tak produktywna 😉

    A teraz młody ma już 14 miesięcy i powiem Ci tak… Z czasem jest coraz lepiej! Mogę pracować (szalona ja!) nawet z 5 godzin dziennie! 😀

    Planer psc mnie kusi szalenie, ale najpierw skończę swój zeszyt z moleskine.

  • Cześć,
    Bardzo się cieszę, że Twoje życie układa się w tak fajny sposób.
    Niestety dla mnie planem polecany przez Ciebie jest mało praktyczny. Równie dobrze można kupić zeszyt w sklepie. Przy moim trybie życia lepiej korzystać ze zwykłego kalendarza 🙂
    Pozdrawiam,
    Kasia

  • Turkus jest śliczny, też kupiłam dzisiaj 🙂 Fajnie, że wracasz do swoich spraw 🙂
    Ja też się staram planować przy dziecku i pracować tyle, ile mogę i choć mam ograniczony czas na pisanie, które bardzo lubię, na pewno z tego nie rezygnuję 🙂 Trzeba pozwolić sobie na zmiany i tyle 🙂 A do co planowania – ja nadal lubię „na bogato” z kolorami, stemplami, naklejkami, ale przede wszystkim stawiam na funkcjonalność. Niebawem podzielę się na blogu moimi stronami 🙂

  • Era

    Super Kasia. Ukłon w Twoją stronę. Świetnie przedstawiłaś idee planowania. Jestes fanka bullet journalingu I kreatywnych aktywności a jednak nie próbujesz na siłę w tym trwać bo masz inne priorytety. Wpis pięknie ukazuje jak dostosowujesz planowanie do swoich potrzeb, a nie odwrotnie. I plus za to że potrafisz przyznać, że można nie mieć czasu na prowadzenie bullet journala na bogato mimo iż w polskiej blogosferze jesteś chyba kojarzona przez pryzmat pieknego planera z roznymi rozpiskami I ozdobnikami. Fajna, szczera I autentyczna z Ciebie kobietka. Pozdrawiam

  • Obecnie zaczęłam testować planer od Aliny z Designyourlife.pl, ale już wiem, że Planer Pełen Czasu jest następny w kolejce! Bardzo podoba mi się Twoja strona „dziękuję za” i mam zamiar wprowadzić ją nawet w planerze Aliny, bo uważam, że bardzo często umyka nam to, co wspaniałego dzieje się w naszym życiu. Zapisując codziennie jedną rzecz, za którą jesteśmy wdzięczni nie dosyć, że pomoże w codziennej modlitwie, to na dodatek pozwoli nam zobaczyć ile dobra nas w życiu spotyka i za co powinniśmy dziękować codziennie! Dziękuję bardzo za piękny wpis, zmotywowałaś mnie nim bardzo mocno! Pozdrawiam serdecznie spod kołdry, mimo choroby nabrałam siły do pracy 🙂

  • Udało mi się kupić ten turkusowy, cudowny planer i szczerze mówiąc już nie mogę się doczekać, aż skończy mi się aktualny leuchtturm. Zwłaszcza że razem ze zmianą notesu na planer pełen czasu zamierzam trochę zmienić swoje bujo i wszystkie kolekcje przenieść do osobnego segregatora 😉

  • AD

    Super wpis 🙂 od kilku lat testuję różne plannery – był już m. in. własny zeszyt z bullet journalem, Zaplanuj swój sukces i Lady planer. Lubię estetyczne, gotowe plannery 🙂

    Może doradziłabyś Kasiu (albo inne Komentatorki) jakiś planer/kalendarz, który nie zabijałby swoją WAGĄ? Zawsze szukam najlżejszych, ale ideału nie znalazłam…
    Głupio rezygnować z zabierania ze sobą planera, bo już za dużo dźwiga się ze sobą, ale przyznaję się, że to już wchodzi w nawyk…

  • Super, że wracasz do planowania. Wiadomo są priorytety, ale też organizacja daje poczucie trzymania tego wszystkiego w ryzach 🙂 Powodzenia :*