Obawy związane z macierzyństwem – będę mamą i … co dalej?

Jeszcze nie tak dawno z niedowierzaniem zerkałam na dwie magiczne kreski na teście ciążowym, pierwszy raz nieśmiało podglądałam fikającego Bejbika na USG i dzieliłam się z wami na blogu jedną z fajniejszych wiadomości ostatnich miesięcy, a tu proszę – lada moment rozpakowujemy się i będziemy w komplecie! Momentami nie do końca w to wszystko dowierzamy, a jednocześnie oboje z Fabem nie możemy się doczekać, wyobrażamy sobie “jak to będzie” i z wielką radością przygotowujemy się do powitania Kajtka w naszej rodzince.

Z drugiej strony… te ostatnie tygodnie w dwupaku pełne są wątpliwości i obaw, które gdzieś tam mniej lub bardziej świadomie pojawiają się z tyłu głowy. Nie chcę lukrować rzeczywistości, udawać, że wszystko wiem i czuję się w 100% pewna i przygotowana do nowej roli bo … wcale tak nie jest. Wyczuwam przez skórę, że życie z noworodkiem to w końcu nie jest taki super sielankowy kolaż złożony z samych uroczych momentów – nie, nie spodziewam się macierzyńskiego instażycia, mozaiki kolorowych zdjęć, wianka na głowie i kawy z pianką pita na idealnie zaścielonym łóżku. 

OBAWY ZWIĄZANE Z MACIERZYŃSTWEM – CZEGO SIĘ BOJĘ NA KILKA TYGODNI PRZED ZOSTANIEM MAMĄ?

Wiem, że w dzisiejszym świecie pewność siebie to podstawa. Działam w sieci od kilku lat i wiem, że kiepskich momentów i słabszych chwil oraz jakichś wewnętrznych rozterek się w internetach nie pokazuje. Nie rozumiem tylko … dlaczego? Nie chcę dokładać kolejnej cegiełki do świata wirtualnej fikcji i grać chojraka, gdy są takie sprawy, których się po prostu, po ludzku, po babsku się boję! Na przekór modzie na wszystko co perfekcyjne, pewne siebie i idealne opowiem wam dzisiaj o kilku obawach związanych z macierzyństwem, które od jakiegoś czasu noszę z tyłu głowy.

I tak sobie myślę… może taki tekst będzie fajnym punktem wyjścia do rozmowy o „idealnym życiu” kreowanym w sieci? Może pomoże komuś, kto też ma wiele mniejszych i większych obaw związanych z macierzyństwem, ale czuje, że są one kompletnie nie na miejscu? A może po prostu sprawi, że to ja poukładam sobie w głowie pewne sprawy?

Ciekawa jestem jak wy podchodzicie do dzielenia się w sieci tym co ludzkie, pisania nie tylko o pozytywach i fajerwerkach, ale też o przyziemnych sprawach, kłopotach i codziennych potknięciach! Jak zawsze z zainteresowaniem przeczytam wasze komentarze, zdradzę też, że na końcu wpisu czeka konkurs przygotowany wspólnie z LOVI z bardzo fajną, wartościową i przydatną każdej młodej mamie nagrodą!

MOJE 7 OBAW ZWIĄZANYCH Z MACIERZYŃSTWEM

… oraz kilka rozwiązań i pomysłów, które sprawiają, że jeszcze nie osiwiałam i jakoś sobie z nimi radzę!

#1 JAK MÓJ BIZNES TO PRZEŻYJE?

Nie zastanawiam się nad tym “czy”, raczej myślę o tym “jak” mój biznes przeżyje fakt, że nagle przestanie być dla mnie oczkiem w głowie. Przez ostatnie trzy lata bardzo intensywnie pracowałam na to, aby być tu gdzie jestem. Blog, dodatkowe zlecenia, ciekawe współprace i projekty, własne produkty – to wszystko przecież nie zadziało się z dnia na dzień. Kilka tygodni temu moja firma obchodziła drugie urodziny i mimo że z miesiąca na miesiąc jest coraz lepiej za moment czeka mnie przejście na “duży” ZUS oraz nowy etat – czyli bycie mamą.

Zastanawiam się jak to wszystko odbije się na moim blogu i biznesie. Ile czasu zajmie mi powrót do działania pełną parą. I jak ta “pełna para” w nowej codzienności będzie tak naprawdę wyglądać. Oczywiście mam naszkicowane baaaardzo luźne plany na kolejne miesiące oraz ufam temu, co robiłam do tej pory, ale… gdy jesteś głównym “żywicielem rodziny”, pracujesz na swoim i zostajesz po raz pierwszy mamą morze obaw nie powinno nikogo dziwić!

JAK SOBIE Z TYM RADZĘ? 
Dzięki systematycznej pracy dużo rzeczy udało mi się ogarnąć troszkę na zapas. Szkice wpisów czekają gotowe do publikacji. Na pierwsze miesiące macierzyństwa zaprosiłam do wpisów gościnnych na blogu kilka naprawdę fantastycznych, kreatywnych dziewczyn. Mam opracowany plan minimum, który będę starać się wdrażać w życie na tyle, na ile sytuacja pozwoli. A poza tym – odpuszczam i nie biorę na siebie praktycznie nic nowego, tak aby w moim życiu naprawdę zrobić czas i przestrzeń dla naszego Maluszka.

#2 PRZYZWYCZAJENIE SIĘ DO NOWEJ CODZIENNOŚCI

Do tej pory byłam sobie sterem, okrętem i żeglarzem – działałam tak jak chciałam i wtedy kiedy chciałam. To ja decydowałam kiedy jest dobry czas na intensywną pracę, a kiedy na odpoczynek. Praktycznie o każdej porze dnia mogliśmy z Fabem wyskoczyć do sklepu albo popracować w ulubionej kawiarni. Gdy miałam słabszy dzień mogłam odpuścić, aby potem nadrobić. Gdy na horyzoncie pojawiał się nowy projekt lub ciekawa propozycja mogłam zaangażować się w nie całą sobą.

Za kilka tygodni to wszystko przewróci się do góry nogami – a właściwie to zmiany czuję już teraz, bo jednak końcówka ciąży też daje o sobie znać. Boję się trochę jak to będzie, jak znajdę na nowo swój rytm, jak pogodzę się z odpuszczeniem wielu spraw i przyzwyczajeniem się do nowej codzienności, w której niekoniecznie moje priorytety będą na pierwszym miejscu. Nasze życie i praca przeplatają się niemal bez przerwy i będę musiała to wszystko jakoś ze sobą pogodzić!

JAK SOBIE Z TYM RADZĘ? 
Staram się zadbać o wiele „przyziemnych” spraw już teraz. Gdy gotuję obiad albo piekę muffinki robię je z podwójnej porcji i część zamrażam na czarną godzinę, kiedy domowe ciacho będzie spełnieniem najskrytszych marzeń. Od początku angażuję Faba we wszystkie Bejbikowe przygotowania – w końcu on też wiele rzeczy przy dziecku da radę zrobić tak samo dobrze jak ja. Ogarnęłam temat wyprawki, wyremontowaliśmy pokoik dla naszego Maluszka i zajęliśmy się wieloma drobiazgami po to, aby w niedalekiej przyszłości, gdy będzie nas trójka móc skupić się na tu i teraz. Poza tym nastawiam się pozytywnie – pomagają mi w tym ćwiczenia z praktykowania wdzięczności, medytacja i pozytywne afirmacje. Relaks i spokojna głowa to podstawa!

#3 UTRATA NIEZALEŻNOŚCI

Fajnie jest być niezależną – decydować o sobie, robić to co serducho dyktuje i działać tak, aby być swoim numerem jeden. Bardzo długo pracowałam na to, aby wypracować sobie styl życia w którym to wszystko jest możliwe. Aby mieć czas na rozwój, na spotkania z przyjaciółmi, na mniejsze i większe wyjazdy, na wskoczenie na rower i przejechanie kilkudziesięciu kilometrów w jedno popołudnie, bo taką akurat mam ochotę.

Wiem, że gdy nasza rodzina się powiększy to wszystko się na jakiś czas zmieni i numerem jeden będzie Kajtek. I to jest jak najbardziej normalne i OK. Ja się tylko boję, że wpadnę po uszy i zatracę się w byciu mamą tak bardzo, że gdzieś po drodze zgubię siebie.

JAK SOBIE Z TYM RADZĘ?
Staram się nastawiać do przyszłości w 100% pozytywnie. Gdy słyszę podpowiedzi żeby nic nie planować, na nic się nie nastawiać i niczego sobie nie wyobrażać robi mi się zwyczajnie, po ludzku przykro – bo ja akurat w pozytywne myślenie bardzo mocno wierzę. Staram się obracać w towarzystwie dziewczyn, które są mamami i nadal pozostały sobą – podbieram trochę ich energii i entuzjazmu zamiast słuchać straszenia i czarnomyślenia. No i wychodzę z założenia, że ten czas kiedy Kajtek będzie w 100% zależny ode mnie skończy się szybko, to będzie nasza kolejna faza przejściowa i chcę się nią nacieszyć, a nie martwić na zapas!

#4 ZWIĄZEK I BYCIE PARĄ W NOWEJ SYTUACJI

Przez ostatnie 10 lat żyliśmy sobie z Fabem w szczęśliwym duecie. Dotarliśmy się tak, że na serio nie mamy na co narzekać – wiadomo, czasem posprzeczamy się o drobiazgi, czasem pojawi się mniejszy lub większy foch, ale generalnie jest fajnie. O Kajtku myślimy jak o “trzecim elemencie”, który ten obrazek dopełni, czekamy na niego z ogromną niecierpliwością i wiemy, że życie w trójkę to będzie wejście na kolejny poziom, ale … co będzie z nami?

Jak odnajdziemy się w nowej sytuacji, jak poradzimy sobie jako rodzice? Jak to będzie gdy nasze codzienne nawyki i rytuały trzeba będzie układać od nowa, uwzględniając w nich Kajtka? Czy będziemy mieli czas, ochotę, energię i możliwości aby wyskoczyć gdzieś we dwoje – czy w ogóle będziemy chcieli być we dwoje, czy raczej trójka stanie się naszą nową ulubioną liczbą? Czy nie zgubimy w tym wszystkim siebie? Czy miłość na serio mnoży się wtedy, gdy się ją dzieli?

JAK SOBIE Z TYM RADZĘ?
Przede wszystkim skupiamy się w 100% na tu i teraz i chcemy nacieszyć się tym czasem we dwoje tak bardzo jak tylko możemy! Staramy się pracować mniej i być razem więcej. Spacerować, gotować, rozmawiać, odwiedzać ulubione kafejki, oglądać filmy i po prostu BYĆ, dbać o siebie i swoje potrzeby. Poza tym oboje wychodzimy z założenia, że co ma być to będzie i po prostu, tak jak zawsze damy radę. Ostatnia sprawa – nie żyjemy na bezludnej wyspie i zamierzamy korzystać z faktu, że moi rodzice mieszkają piętro niżej i zawsze chętnie pomogą spędzając z Kajtkiem parę chwil!

#5 NOWA PULA “PROBLEMÓW” Z KTÓRYMI TRZEBA SIĘ ZMIERZYĆ

Dorośli ludzie na co dzień muszą radzić sobie z mniej i bardziej upierdliwymi, codziennymi sprawami i problemami. Mam to przećwiczone na wielu płaszczyznach – wieloletnie mieszkanie za granicą, mąż, który do funkcjonowania w Polsce potrzebuje całej masy dokumentów, papierologia związana z prowadzeniem firmy, leczenie się w ramach publicznej służby zdrowia i ogarnianie podobnych spraw jest mi bliskie i całkiem dobrze daję sobie z tym wszystkim radę.

Ale jak to będzie gdy Kajtek nam się rozchoruje? Co spakować do szpitala? Jak ogarnąć gorączkę u niemowlaka? Jak znaleźć dobrego pediatrę? Co zabrać ze sobą na spacer? Jak ubrać, aby nie było ani za zimno, ani za ciepło? Kogo słuchać, kto ma rację, a kto nie? Wiem, że dzień po dniu te problemy same będą się rozwiązywać, a doświadczenia, które zdobędziemy już w trójkę będą najlepszym nauczycielem, ale … na chwilę obecną myślę o tym wszystkim conajmniej jak o wspinaczce na Mont Everest!

JAK SOBIE Z TYM RADZĘ? 
W chwilach paniki powtarzam sobie, że nie my pierwsi i nie ostatni czekamy na Maluszka. Gdy panika sięga zenitu (bo wiele spraw znowu spadnie na mnie z powodu bariery językowej u Faba) przypominam sobie o wszystkich znajomych parach mieszanych, które świetnie sobie radzą. Rozmawiam, rozmawiam i jeszcze raz rozmawiam z osobami, z których zdaniem się liczę – z położną w przychodni, z koleżankami, które swoim podejściem do macierzyństwa rozbijają system, z lekarzami i z innymi moimi „autorytetami”. Nie boję się pytać i wiercić dziury w brzuchu, z tyłu głowy trzymając się myśli, że nasz Maluch i nasze życie i tak wszystko to zweryfikuje po swojemu.

#6 KARMIENIE PIERSIĄ

Temat rzeka – tak, chciałabym karmić piersią. Tak, czytam, uczę się, oglądam, rozmawiam o tym z osobami, które w temacie mają wiedzę i doświadczenie i staram się być na bieżąco. Tak nadal mam mętlik w głowie, bo po raz kolejny okazuje się, że ile autorytetów, tyle dobrych rad (o dobrych radach zresztą napiszę za moment, bo to kolejny gorący temat!). Bardzo chciałabym móc zrobić sobie taki test karmienia „na sucho”, ale wiadomo, natura inaczej to sobie zaplanowała. Gdy już wydaje mi się, że czuję się pewna siebie w tym temacie (na tyle na ile pewna mogę się teraz czuć) wpada ktoś, kto swoimi pomysłami i podpowiedziami rozkłada tę moją pewność siebie na łopatki.

JAK SOBIE Z TYM RADZĘ?
Powtarzam sobie, że nawet jeśli coś pójdzie nie tak i gdzieś się pomylę to nic nie jest czarne albo białe i przy dobrych chęciach, zaangażowaniu i konsekwencji wiele błędów można odkręcić. Wybrałam sobie kilka źródeł wiedzy, którym ufam i których się trzymam i na chwilę obecną staram się ignorować i wyciszać inne – na przykład, bardzo dużo dowiedziałam się z eksperckich artykułów dotyczących naturalnego karmienia (zresztą nie tylko tego!) na stronie lovi.pl i często do tych tekstów i materiałów video wracam. Do szpitala zabieram ze sobą tonę wiary w siebie i jeszcze więcej pozytywnego nastawienia, ale również telefon do konsultantki laktacyjnej i zestaw pomocników na czarną godzinę. Wychodzę z założenia, że „kto ze sobą nosi ten się nie prosi” dlatego w szpitalnej torbie znalazłam miejsce i na elektryczny laktator i na dobrze dobraną butelkę ze smoczkiem. Świadomość, że jestem przygotowana przygotowana naprawdę dodaje mi pewności siebie i pomaga zniwelować lęki i obawy! 

#7 DOBRE RADY NAJBLIŻSZYCH I INTERNETÓW

Najlepsze zostawiam sobie na koniec – możecie się z tego śmiać, ale ja na serio boję się zostania zasypaną nieproszoną lawiną “dobrych rad”. W temacie macierzyństwa na bank nie pozjadałam wszystkich rozumów świata (gdyby tak było ten tekst pewnie nigdy nie wskoczyłby na bloga) i jestem otwarta na propozycje, podpowiedzi i sugestie – ha, bardzo często o nie proszę – ale na serio przerażają mnie osoby, które kompletnie nieproszone swoim podejściem wręcz terroryzują innych.

Nie rozumiem tego straszenia i wbijania szpilek – internetowe terrorystki i wszystkowiedzące matki idealne (albo jeszcze lepiej – nie matki, które wiedzą lepiej niż matki), które swoimi złotymi radami sypią na prawo i lewo to „zjawisko” z którym spotkałam się niedawno, wcześniej żyłam sobie w błogiej nieświadomości ich istnienia. To takie osoby, które swoimi „życzliwymi” uwagami potrafią na serio zepsuć frajdę z przygotowań na powitanie Maluszka, podkopać pewność siebie i wpędzić w konkretne wątpliwości. Boję się trochę tej lawiny szpilek schowanych pod płaszczykiem życzliwości, które pojawią się jak Kai będzie już z nami skoro już teraz jest ich tyle! Jak na razie dostałam wirtualne nagany za latanie samolotem w ciąży (przecież mogę w ten sposób, uwaga uwaga – zabić dziecko!), fatalny dobór wzorów w pokoiku (bo na bank przestymuluję nimi dziecko), okropną wyprawkę (jak można dziecko ubierać w szarości i w ten sposób tłamsić jego osobowość), imię (no bo to ani męskie, ani żeńskie, w ogóle mało polskie i nie chrześcijańskie), smoczek w wyprawce (bo smoczki to zło – wiadomo) i jeszcze trochę innych ciążowo-wyprawkowych przewinień. Ciekawa jestem co będzie dalej, bo czuję, że to dopiero wierzchołek góry lodowej!

JAK SOBIE Z TYM RADZĘ?
Przede wszystkim powtarzam sobie, że każde dziecko, każda sytuacja i każda rodzina są inne, teraz działam zgodnie ze swoją wiedzą, przekonaniami i instynktem, ciągle pamiętając, że czas i życie wszystko zweryfikują. Poza tym skupiam się na pozytywach i na osobach, które są na tyle dojrzałe i ogarnięte, że swoje uwagi potrafią przekazać w konstruktywny, budujący sposób. Całą resztę ignoruję. Nie odpowiadam na zaczepki. Soczyste komentarze i prywatne wiadomości czytam Fabowi i wspólnie obśmiewamy temat. Powtarzam sobie, że może taka wiadomość i wbicie mi szpilki komuś naprawdę poprawiły humor i sprawiły, że ta osoba ma lepszy dzień, może dzięki temu nie wyżyje się na własnym dziecku, mężu czy koleżance. W końcu to Internet, tutaj wszystko wszystkim wolno i żadne formy nie obowiązują, prawda?

Tak sobie myślę, że końcówka ciąży mimo wielu fizycznych niedogodności tak naprawdę jest wspaniałym okresem w życiu. Gdy pomyślę o tym, że za kilka krótkich tygodni Kajtek będzie z nami te wszystkie obawy związane z macierzyństwem przysłania jedna wielka fala radości. Z drugiej strony – stres, lęk i niepewność są czymś w 100% normalnym i naturalnym, gdy nasze życie ma przekręcić się do góry nogami i nie zamierzam udawać, że jest inaczej. Wręcz przeciwnie – wybieram opcję mówienia o tym głośno i ułatwiania sobie życia i przygotowań do powitania Maluszka jak tylko mogę!

KONKURS Z LOVI – WYGRAJ LAKTATOR EXPERT

Wspólnie z LOVI przygotowaliśmy dla was konkurs w którym do wygrania jest super nowoczesny Laktator elektryczny Ekspert – urządzenie, które z pewnością okaże się pomocne każdej młodej mamie.

>> ZADANIE KONKURSOWE << 

Napisz w komentarzu pod tym wpisem jaka była lub jest twoja największa obawa związana z macierzyństwem i jak sobie z nią poradziłaś.
Na początku komentarza dodaj dopisek [KONKURS z LOVI] aby wyraźnie zaznaczyć, że chcesz wziąć udział w konkursie!

Najbardziej ujmujące zgłoszenie nagrodzimy Laktatorem Expert od marki LOVI.
Konkurs trwa od 8 do 15 marca, a ogłoszenie wyników nastąpi 20 marca w tym wpisie na blogu.

>> WYNIKI << 

Nagroda główna w konkursie – Laktator Expert – leci do Katarzyny Krawczyk,(autorki tego komentarza) – gratulacje!

Wspólnie z LOVI postanowiliśmy nagrodzić dodatkowo drobnymi upominkami dwa zgłoszenia – wyróżnienia wędrują do Agnieszki Napiórkowskiej (wyróżniony komentarzoraz do Eweliny Taler (wyróżniony komentarz) 🙂

Dziewczyny, podrzućcie swoje adresy do wysyłki nagród na maila kontakt@worqshop.pl!

Ciąża, przeprowadzka, ślub, nowa praca, nowa szkoła, studia, matura, nowy związek – w życiu każdej z nas mnóstwo jest takich momentów, w których obawy mają prawo się pojawić. Myślę, że zamiast tłamsić je w sobie warto o nich rozmawiać. Ciekawa jestem jakie były (a może nadal są!) wasze największe obawy związane z większymi i mniejszymi zmianami w życiu? Jak sobie z nimi radzicie? Co wam pomaga? Dajcie znać w komentarzach, nie bójmy się być ludźmi z krwi i kości w tym wirtualnym świecie 🙂

*wpis powstał we współpracy z LOVI
*zdjęcia portretowe: Magdalena Mizera

Zobacz również

  • Olg

    Kasiu, bardzo fajny wpis! Rozwalił mnie punkt o dobrych radach, zwłaszcza o samolocie… ja tam Ci trochę zazdroszczę, że ‚urlop’ wypadł Wam w takim momencie-my mieliśmy od dawna zaplanowany akurat w terminie, który wypadł na koniec pierwszego trymestru- co skończyło się nieco spontanicznym i szalonym wypadem samochodowym do Włoch :D. Który ostatecznie okazał się ekstra przygodą i bardzo miło go wspominam!
    Chyba niestety taka dola przyszłych mam z tymi komentarzami- mnie chyba najbardziej denerwują pytania ‚a co z kotami?!’ – a co ma być? Przecież ich nie oddam, to też są członkowie naszej rodziny 😉 a jak nam wyjdzie zapoznawanie zwierzaków z nowym członkiem rodziny to wyjdzie w praniu, nie zamierzam się nastawiać, że będzie źle!
    A jeśli chodzi o [konkurs z lovi] – moją największą obawą jest aktualnie jak to będzie ze mną, z małym i z karmieniem po cc. Całą ciążę nastawiałam się na poród naturalny, a w zeszłym tygodniu się okazało, że niestety będę mieć planowaną cc. Oczywiście w dobie tego, o czym piszesz (idealnych mam z Internetu) trochę musiałam się oswoić z tą myślą, a teraz próbuję się ‚przygotować’ na to, co mnie czeka w związku z tym, zwłaszcza w kontekście karmienia. Pomoc koleżanek, które już są mamami, jest niezastąpiona:). No i w ten sposób w dniu ogłoszenia wyników konkursu powinniśmy już nie być w dwupaku :p.
    Ps. Magda jak zawsze piękne zdjęcia, super pamiątka z tego czasu!
    Wszystkiego dobrego na ostatniej prostej 🙂

  • Abernathy

    hej,
    podpowiesz prosze skad wykroj na poduszke gwiazde? 🙂

  • Na pewno będziecie świetnymi rodzicami a wiele znakow zapytania i wątpliwości zniknie jak tylko Synek pojawi się na świecie. Bo to tak już jest – instynkt daje nam ogromną siłę i poczucie że wiemy co robimy! A dziecko mimo że jest ogromnie wymagające i wywraca nieco życie do góry nogami, to najlepsze co może się przydarzyć 🙂 powodzenia ❤️

    • O widzisz, a ja o tym instynkcie jeszcze nie myślę – a to też przecież wpadnie do mieszanki wybuchowej i na pewno pomoże podjąć dobre decyzje! Dzięki, że o tym wspomniałaś 🙂

  • Miśka

    Kochana Kasiu, pomimo że nie jestem mamą, pomimo że jestem sama i mam za sobą ciężki okres w życiu, który zdołałam przezwyciężyć, czuję się bardzo zmotywowana Twoim wpisem. Zawsze borę sobie do serca Twoje rady i tak samo jest tym razem. Patrząc na wszystko co się dzieje dookoła, mogę śmiało powiedzieć że strach jest rzeczą normalną i nie ma się czego wstydzić w końcu to ludzka rzecz. Ludzie „dobra rada” pojawiają się w każdej dziedzinie życia i najważniejsze jest to, żeby nie dać się nimi stłamsić bo tak naprawdę liczy się to czemu my jesteśmy przychylni. Owszem wysłuchać możemy, pokiwać głową ale w ostateczności do nas zależy czy my z tych rad skorzystamy czy też nie. Dla mnie zastanawiające jest to czy ludzie, którzy tak dają rady na lewo i prawo sami z nich korzystali od początku do końca i czy też byli sympatykami takich lawin pełnych rad spadających na nich, bo w sumie to szczerze w to wątpię. Więc głowa do góry Kasiu, i słuchaj serca i swojego instynktu. Jeśli do tej pory Cię nie zawiódł to znaczy, że jest to Twój najlepszy doradca. Jeśli kiedykolwiek będzie mi dane zostać mamą, chciałabym wziąć na pewno przykład z Ciebie, bo pokazujesz jak pięknie pomimo lęków i przygotowań może wyglądać ten czas oczekiwania i wiem, że nie będę go przechodzić z duszą na ramieniu; no i na pewno chciałabym poznać Twoje „złote rady” a czemu nie, bo co innego jeśli kogoś się o nie pyta a co innego gdy ostajesz je nie proszone 😉

    Pozdrawiam cieplutko, przesyłam dla Ciebie i Faba moc uścisków i ciepłych myśli na te nadchodzące dni. Przed Wami wielki debiut który według mnie okaże się sukcesem, Waszym sukcesem 🙂

    • Miśka, tyle mądrych rzeczy jest w tym co piszesz – dzięki, że podzieliłaś się swoją perspektywą! Bo to wszystko prawda – ciekawe jak te osoby, które tak chętnie doradzają czułyby się z drugiej strony, ciekawe na ile by się takimi radami od kogoś, kogo praktycznie nie znają przejęły… dobry punkt do zastanowienia się!
      Dziękuję ogromnie za Twój komentarz! Ściski!

  • Kamila Głuszek

    Kasia. Ślę Ci dużo pozytywnej energii (którą w sobie i tak masz). Nie ma sensu się zadręczać cudzymi opiniami. Jesteś dzielna, bo musisz się zmierzyć z radami wirtualnymi i rzeczywistymi i mimo to pozostać w zgodzie z sobą. Nie martw się na zapas. Będzie dobrze, bo zawalczysz o to. Jednego dnia pewnie wypijesz kawkę na zasłanej pościeli, drugiego dnia już nie. Taka różnorodność jest inspirująca. Też martwiłam się o firmę, urodziłam dokładni 2 miesiące odkąd weszłam na duży ZUS. I wiesz co? Nie jest tak źle. Moje klientki wracają. My, Twoi obserwatorzy, też z Tobą zostaniemy. Myślę, że i u Ciebie pojawią sie nowe, fajniejsze możliwości, bo kobieta w macierzyństwie rozkwita. Serio!
    P.S. Ja z moim 3 miesięcznym (kolkującym) bobasem spotykam się jeszcze częściej ze znajomymi. I jest na prawde ekstra. W otoczeniu znalazłam tyle pozytywnych mam, że aż serce się raduje! Życzę i Tobie takiego życzliwego otoczenia! 😘

  • Pionierka

    Ja sobie pomyślałam: czy jakakolwiek kotka martwi się, jaką będzie matką? Czy mama zebra zastanawia się, jak wychować zebrzątko? Nie, działają instynktownie! Więc dlaczego ja, samica gatunku ludzkiego miałabym sobie nie poradzić. Uznałam, że wszystko co muszę wiedzieć i umieć tkwi we mnie i uaktywni się w odpowiednim momencie. I tak się stało. Po prostu dałam instynktowi działać, przyjmowałam wszystko spokojnie. Bo w gruncie rzeczy macierzyństwo to najnaturalniejsza rzecz na świecie i zupełnie niepotrzebnie to
    komplikujemy, dając się podpuszczać tym, którzy na komplikowaniu i naszej niepewności chcą po prostu zarobić.

  • Myszka.F

    [KONKURS z LOVI]
    Podobnie jak Ty mam przed sobą ostatnie tygodnie ciąży i przeżywam podobne rozterki. Natomiast głęboko wierzę w to, że pozytywne nastawienie i wiara, że damy radę sprawi, że tak będzie! Pewnie po drodze popełnimy błędy (które są nieuniknione) ale najważniejsze abyśmy osiągnęły moment w którym poczujemy się spełnione jako mamy, kobiety, przyjaciółki, partnerki 🙂

    Czego boję się najbardziej w związku z macierzyństwem?
    W tym momencie samego porodu, tego czy dam radę.
    Natomiast staram się do niego jak najlepiej przygotować (rozmawiając z położnymi i lekarzami, zadając miliony pytań podczas zajęć w szkole rodzenia, czytając książki i zapoznając się z otchłanią internetu). Powtarzam sobie również, że skoro tyle kobiet dało radę to dlaczego ze mną ma być inaczej? No i najważniejsze, wiem że w tym ważnym momencie będę miała u boku kochającego męża. Wierzę, więc że będzie to jeden z piękniejszym momentów naszego wspólnego życia – w końcu powitamy na świecie naszego wymarzonego Synka 🙂

    A potem pewnie przyjdą kolejne rozterki ale taki już urok życia w roli mamy. Najważniejsze żebyśmy były najlepszymi mami (jakimi będziemy potrafiły być) dla naszych dzieciaczków!

  • Joanna Biały

    Ja może bez konkursu, bo moje dziecię ma 6 lat..ale zanim moja córka się urodziła, przez całą ciążę bałam się że coś się stanie, że się nie urodzi..do takiego stopnia, że w ogóle nie myślałam o tym jak będzie później. Jedyne spokojne dni to te, w których odwiedzałam lekarza. Normalnie szaleństwo, hormony to straszna rzecz:) Do tej pory mam podobnie..ba często sprawdzam, czy oddycha jak śpi.. tłumaczę sobie tym, że trzeba dać na luz troszkę, a dobre rady wsadzić gdzieś….bo każde dziecko jest inne..Wiele razy słyszałam, co trzeba robić od „dobrych” doradców..Prawda jest taka, że Zosia zawsze miała problemy ze spaniem i nawet nie wiesz, ile się nasłuchałam, nie pomogły moje tłumaczenia, że ja już wszystkiego próbowałam.Bo zawsze ktoś mi tłumaczył. że na pewno nie i „to” poskutkuje(nawet „uroki” nie działały;)). Tyle, że moje dziecko ma już 6 lat i nadal nie śpi:) Tyle, że teraz się nauczyłam i od razu kogoś spuszczam po nogawce, że to g…prawda, a jak jemu pomaga, to niech działa:) Niczym się nie przejmuj, dzieci są różne, ale co by nie powiedzieć, na pewno się dogadacie, a ten stres i obawy, te nieprzespane noce i całą resztę, wynagrodzi Ci to uczucie ciepła, kiedy przytulisz syna do siebie. Uwierz, nie ma uczucia, do którego da się je porównać:) Pozdrawiam i trzymam kciuki:)

  • nie biorę udziału w konkursie, bo nie potrzebuje laktatora, ale za to przytoczę tu zdanie, które sobie zawsze powtarzam, (a ja miałam masę wątpliwości w związku z dzieckiem, bo urodziłam je bardzo młodo) jestem najlepszą mamą jaką może mieć moje dziecko – ono mnie motywuje w te dni słabsze do bycia lepszą 🙂
    ps. śliczne są te zdjęcia na śniegu

    • Pionierka

      Ja mojej córce mówię: sorry mała, masz matkę z promocji, lepszych już nie było w ofercie 😀

      • Marysia

        Padłam XD Dzięki, za podpowiedź – od dzisiaj tak będę powtarzać mojej 🙂 No mistrzostwo!

  • Kasia Mikołajczyk

    Czytając Twój tekst zaczęłam się zastanawiać nad blogami, do których najczęściej wracam i zdałam sobie sprawę z tego, że ich Autorzy mają co najmniej jedną cechę wspólną. Żaden z nich nie wstydzi się przyznać do tego, że coś mu nie wyszło/ czegoś się boi. Jesteście dla mnie jak dobrzy znajomi, z których sukcesów mogę się cieszyć, a w razie gorszych momentów np. wesprzeć komentarzem.
    Mamą nie jestem, więc się nie wypowiem. Ale wierzę, że poradzisz sobie fantastycznie i w jedyny w swoim rodzaju sposób 🙂
    Moja największa obecnie obawa dotyczy przeprowadzki do własnego mieszkania, która ma się odbyć w okolicach grudnia. Będzie trzeba zrobić remont, podjąć milion decyzji (jakie płytki? wanna czy prysznic? itd. itp.). Niby wiele osób już przez to przechodziło i poradziły sobie, więc ja też powinnam, ale doza niepewności jest. A rzeczy, które pomagają? wpisy remontowe na różnych blogach (m.in. Twoje) oraz najlepsi na świecie Tata i Brat, więc razem sobie (przynajmniej technicznie 😉 ) poradzimy.

  • Paulina Kamińska

    W ciąży najbardziej obawiałam się, że moja córka będzie takim high-need baby jakim byłam ja. Wiec psychicznie nastawiłam się na nieprzespane noce, czytałam dużo książek o potrzebach dzieci, poszłam na kurs chustonoszenia, zaopatrzyłam się w piłkę do fitnessu (do usypiania dziecka), kupiłam poduszkę do karmienia, żeby było wygodniej… No i pozytywnie się zaskoczyłam, bo moja córka żadnym hajnidem nie jest. Obecnie ma 8 m-cy, a ja nadal często zastanawiam się nad niektórymi rzeczami wymienionymi we wpisie (szczególnie jeśli chodzi o ubieranie Małej na spacery :D). Pierwsze wspólne miesiące przyniosły wiele niespodzianek, bo niby czytałam o tym, że niektóre maleństwa bardzo potrzebują ogromnej dawki bliskości i wiszą na piersi całe dnie, ale nie spodziewałam się, że to serio mogą być CAŁE DNIE! Dzięki poduszce do karmienia (bardzo polecam!) mogłam sobie spokojnie siedzieć w fotelu, oglądać filmy, czytać książki, odpowiadać na maile… więc nie odczułam tego jako jakiegoś męczeństwa, uwiazania. Mała nadal lubi być blisko mnie, wiec korzystam z chusty, żeby mieć wolne ręce. (Również bardzo polecam! Tkana najlepsza). A dzięki temu, że śpi z nami przysypia całe noce. Cieszę sie, że napisałaś taki post sprzyjający bardzo mocno rzeczywistości po której stąpamy. Pozdrawiam! PS. LOVI ma cudne wkładki laktacyjne, bardo cienkie i bardzo chłonne! Polecam serdecznie, są warte swojej ceny!

  • Cześć,
    Czyli podsumowując – nie można dać się zwariować. 🙂
    Przesyłam dużo cieplej energii, na pewno się przyda!
    Pozdrawiam,
    Kasia

  • Nie martw się poradzisz sobie w roli bycia mamą. Ja to niestety nie mogę udzielić jakichkolwiek rad, bo nie jestem mamą i nie jesteś jedyna na świecie, która nie wie czego się spodziewać po narodzinach bejbika, ale życzę, że wszystko u ciebie, będzie się układało. Nie przejmuj się takimi osobami, niestety takich ludzi jest mnóstwo i nie warto brać ich uwagi do głowy :). Co do imienia maluszka to jest przepiękne,a może to temu, że mój brat ma na imię Kajetan i bardzo mi się takie imiona podobają :).

  • Mimo że drugi raz zostanę mamą, to też mam pewne obawy. Boję się, jak sobie poradzę z dwójką dzieci. Że ponownie wokół pojawi się mnóstwo osób, ale chętnych jedynie do dawania rad i krytykowania, a nie pomagania. Że starsze dziecko będzie zazdrosne o to młodsze. Ale staram się sobie z tymi obawami radzić. Przecież mam pełne wsparcie mojego męża, na którego mogę zawsze liczyć i który jest najlepszym tatą, jakiego mogłam wybrać dla swoich dzieci. A co najważniejsze – przy pierwszym dziecku znalazłam i wyrobiłam już zgodne z moimi wartościami podejście do wychowywania. I niech mówią, co chcą – ja będę wiedziała, co robić, bo to ja jestem matką właśnie tych konkretnych dzieci i intuicja podpowie mi, co robić, a „dobrym” doradcom mogę przytakiwać albo odpowiadać żartem. Albo wyrzucić z domu 😉 Co do obaw o zazdrość między rodzeństwem, to po prostu to akceptuję. Też byłabym zazdrosna, gdyby mój mąż przyprowadził do domu inną kobietę i kazał mi się z nią dzielić moimi rzeczami. Dlatego wobec mojego dwulatka będę się starała być empatyczna i wyrozumiała. Włączam go w przygotowania do pojawienia się jego siostry, mówię o tym, jakie są małe dzieci, opowiadając o tym, jaki sam był. Ostatnio nawet próbował nakarmić swoją siostrę w moim brzuchu swoją piersią 😉 Także na razie jest pozytywnie nastawiony do pojawienia się siostry, więc biorę to za dobry znak.

    A co do dobrych rad, to miałam nadzieję, że mam je już za sobą, ale to się podobno nigdy nie kończy, nawet gdy ma się kolejne dzieci. Radzę sobie z tym zmianą myślenia. Już nie biorę krytyki i nie do końca dobrych rad do siebie, tylko zastanawiam się, dlaczego ktoś to robi. Może sam kiedyś był w ten sposób traktowany, próbuje leczyć swoje kompleksy, rozczarowania i złe wspomnienia moim kosztem. Czyli to jego problem, a nie mój i nie ma powodu, dla którego miałabym brać takie uwagi do siebie. Szkoda jednak, że niektórzy nie mogą sobie tego po prostu darować.

  • joanna

    [KONKURS z LOVI] Najbardziej się boję i mocno przeżywam, jak z nowym człowiekiem poradzi sobie mój syn jedyny pies kanapowy 😉 Albo się załamie albo będzie to miłość na zawsze. Mimo, że się martwię to mocno wierzę w to drugie. Pozdrawiam 😉

  • Klaudia Zaor

    Ja miałam podobne obawy do Ciebie i wiesz co, jak mały się pojawił przestałam o tym wszystkim myśleć, bo zwyczajnie brakło mi czasu 😀 Najgorsze są pierwsze 2m-ce, później jest z górki. Czasami myślałam, że to jakaś bujda, że to matka wie najlepiej co robić i co dla dziecka jest najlepsze, bo czasem czułam się kompletnie zagubiona. Maluch ma teraz 2 latka i wszystko da się jakoś pogodzić. Walnę mało oryginalnym eufemizmem, ale naprawdę wszystko się ułoży, zobaczysz 😉 Co do rzeczy, których może nie najbardziej się bałam, ale była to rzecz irracjonalna, że nie obudzę się w nocy, jak mały będzie płakał (śpię jak kamień). Okazało się, że wystarczyło, że mały tylko zakwilił, a już byłam na nogach, jakby mnie ktoś zaprogramował. Powodzenia !

    • haha Klaudia, wiesz, że to że zabraknie czasu na zmartwienia jakoś nie wpadło mi do głow? Super pocieszacz 😀
      A z innej beczki – moje koleżanki po czasie wspominają, że pierwsze miesiące są najlepsze 😀 Bo Maluch tylko śpi, je i się wypróżnia i łatwo to ogarnąć 😉 CO osoba to inny punkt widzenia 😀

  • Marysia

    Kasiu, jestem mamą od 10 miesięcy. Obserwuje Cię od dłuższego czasu i ten post całkowicie mnie rozłożył na łopatki. Takiej siły, takiego pozytywnego nastawienia, takiej pewności siebie gratuluję Ci z całego serca. Odnoszę wrażenie, że na te wszystkie cechy bardzo sobie zapracowałaś, że nie wzięły się one „z powietrza”, tylko są efektem Twojej systematyczności i uporu. Jesteś niezwykle inspirującą kobietą. Fantastyczny tekst na nasze wspólne święto. Wszystkiego dobrego dla Ciebie i Maluszka!

    • Marysiu dziękuję – rozryczałam się wczoraj czytając Twój komentarz, dziękuję Ci ogromnie za tyle wiary, wsparcia i ciepłe słowa 🙂

  • Najlepsza rada jaką można dać przyszłej mamie to słuchaj intuicji, wiesz ? 🙂
    Będzie dobrze. Naprawdę.
    Jeśli pokój Kaia (mam nadzieję, że dobrze piszę) i jego wyprawka sprawiają, że się uśmiechasz, a do tego są funkcjonalne to są najlepszą możliwą opcją jaką mogłaś wybrać dla SWOJEGO dziecka.
    Jeśli laktator czy smoczek uchroni Cię od niepotrzebnego bólu, pomoże łatwiej przejść jakieś początki czy po prostu zapewni parę godzin snu w nocy więcej albo możliwość wyjścia na kawę z koleżanką dla zachowania mom-life balance i świeżego umysłu, będzie najlepszą opcją jaką wybrałaś itp.

    Jako ciocia dobra rada polecę Ci tylko rozeznanie się wśród pediatrów – który podchodzi z dystansem a nie przewrażliwieniem, kto bez problemu sam z siebie zleca dodatkowe badania (np. crp czy wymaz ) przed antybiotykiem itp.
    Ja dzięki temu właśnie, że mieliśmy świetnego lekarza z polecenia, mocno utwierdziłam swoją pewność siebie jako mama, uniknęłam masy błędów i do każdego przeziębienia dziewczynek podchodzę z ogromnym dystansem – mamy swoją sprawdzoną apteczkę, na spokojnie wiem, gdzie jest granica kiedy w ogóle należy reagować, wiem żeby do lekarza najpierw zadzwonić a nie ciągnąć dziecko do przychodni pełnej bakterii itp. I domowymi sposobami wyleczyłam niemal w 100 % dzieciom AZS, dzięki czemu możemy jeździć na wakacje zamiast zostawiać z 300 zł miesięcznie w aptece na specjalne balsamy. : )

    • Monika, a masz gdzieś tekst o tym AZS? podrzuciłabym chętnie koleżance sprawdzone rady, bo wiem, że bardzo z tym walczą u synka..

      za pediatrą muszę się rozejrzeć, mam kilka osób na oku i będę po weekendzie badać temat! dobrze, że podpowiadasz na co zwrócić uwagę – dziękuję!

      no i ja też tak myślę, że dla swojego dziecka będę najlepszą mamą ever tak czy siak i nie wygarnie mi w twarz, że ośmieliłam się odciągnąć mleko z jego cyca i zostawić tacie w butli a sama poszłam przewietrzyć głowę 🙂 Bez przesady 😉 ale właśnie takie „terroryzowanie” i pokazywanie spraw czarno-białymi to coś z czym nie spotkałam się wcześniej, a teraz mam to na porządku dziennym i trochę jest to przerażające jak łatwo ludziom w sieci jest te rady wtykać – nie wierzę, że taka osoba podeszłaby do mnie na ulicy i ośmieliła się powiedzieć tyle, co w komentarzu czy prywatnej wiadomości na insta 😉

  • W temacie macierzyństwa glosu nie zabieram, ale chciałam powiedzieć, ze piękne zdjęcia sa w tym wpisie (zwłaszcza te portrety) 💚

    • dzięki Agnieszka! Magda jest mistrzem takich zdjęć, mamy dzięki niej cudną pamiątkę :):)

  • [KONKURS z LOVI] Jestem w 5 miesiącu ciąży. Czego się obawiam? Tego, że gdy dziecko będzie już na świecie, całkowicie zapomnę o wszystkim innym, że zwariuję na jego punkcie i stanę się kimś innym. Wiem, że macierzyństwo mnie zmieni, zmieni moje postrzeganie świata i akceptuję to. Ale nie chcę się któregoś dnia obudzić i uświadomić sobie, że, kurczę, w sumie to siebie nie poznaję, jestem kimś kogo już nie znam i nie rozumiem, kogo chyba już nie chcę znać – gdzie ta normalna ja sprzed ciąży? Nie chcę dać się zwariować, w końcu dziecko to nie koniec świata.

  • Atenianka Grecja

    KONKURS Z LOVI
    U nas sytuacja była trochę trudniejsza, ciąża zagrożona a dodatkowo bliźniacza. U nas nie było obaw o wyprawkę, pokoik czy inne rzeczy nabyte tylko o zdrowie maluszków i każdy dzień ciąży- aby jak najdłużej trwała. Poród odbył się w 6 miesięcu w lipcu 2017. Córeczka jest już z nami w domu, synek niestety jeszcze walczy w szpitalu. Ostanie miesiące zmieniły nas bardzo i życzymy Wam aby dzieciątko- Kai był zdrowym i dużym chłopcem, a reszta sama przyjdzie. Jestem pewna, ze będziecie super rodzicami. Nie martwcie się. To przychodzi samo 😉💖💖💖💖 Pozdrawiam serdecznie i przepiękne zdjęcia https://uploads.disquscdn.com/images/7c29fe8b5fe6dc7dcfc0a56196e176390e9a5f421df6913ca78b84b6530c3f2f.jpg

  • Patrycja

    [KONKURS z LOVI]
    Podobnie jak Ty mam wiele obaw, również tych związanych z dobrymi radami, którymi już teraz jestem zasypywana. Rozumiem Cie doskonale, dla mnie są one często męczące, a nawet stresujące. Jednak najbardziej boję się bezradności, że mimo czytania książek, chodzenia do szkoły rodzenia i na warsztaty – nie będę mogła sobie z czymś poradzić, że nie sprawdzę się jako mama, zawiodę swoje dziecko. Jak sobie radzę ze swoimi obawami? Przede wszystkim staram sie myśleć pozytywnie i wierzę, że intuicja będzie mi podpowiadać co robić, a w kryzysowych sytuacjach po prostu będę prosić o pomoc specjalistów – np położną w szpitalu. I zawsze, gdy nachodzą mnie takie lęki przypominam sobie słowa położnej ze szkoły rodzenia, która powiedziała nam, że dla naszych Maluszków jesteśmy całym światem i najważniejsze czego potrzebują to nasza bliskość i miłość, więc na pewno nie będą oceniać czy wszystko zrobiliśmy w 100% perfekcyjnie. A z czasem będzie lepiej i będziemy zmieniać pieluszki z zamkniętymi oczami 🙂

  • Katarzyna Mosińska

    [KONKURS Z LOVI] Moja największą i jedyną chyba obawą było czy jestem dobrą matką. Niby nic takiego, a mnie to strasznie męczyło. Czy dobrze karmię? Czy dobrze trzymam? Czy dobrze ubieram? To było straszne. Dzięki niesamowitemu wsparciu mojego męża przekonałam sie do tego, że jestem dobra matką, a uśmiech dziecka, albo błogi sen, tylko to potwierdzał. W czasie porodu rodzimy nie tylko dziecko ale przede wszystkim siebie jako matkę i tej nowej roli musimy się nauczyć. To może troche potrwać, u mnie ok 2 miesiące, ale się uda. Powodzenia i na pewno wszystko będzie tak jak tego chcesz. Jeżeli chodzi o karmienie to polecam zabezpieczyc się w nakładki silikonowe, mnie bardzo pomogły, kosztuja grosze a dziecku bardzo ułatwiają w razie czego. Oduczenie od nich wcale nie jest takie straszne.

  • Raquel

    Nie wierz w żadne rady, bo każda matka przeżywa macierzyństwo po swojemu. Jedni twierdzą, że „cudowna kruszynka odmieni świat”, inni, że teraz oj, to się dopiero zacznie… Nie mają racji, bo Ty będziesz to przeżywać kompletnie po swojemu.

    Myślę, że zbyt wiele zaskoczeń Cię nie czeka, bo masz bardzo dużą świadomość pewnych spraw. Ja jej nie miałam, to były czasy wcale nie takie odległe, a trudy macierzyństwa to był temat tabu, głównie się lukrowało, więc spodziewałam się, że będzie wspaniale, że będę się przemieszczać 5 cm nad ziemią… Dlatego zderzenie z rzeczywistością było jak gruchnięcie o ziemię z 20 metrów. Ciebie to na pewno nie spotka.

    Dodatkowo Twój mąż nie pracuje nie etacie, co będzie dla Ciebie OGROMNĄ pomocą. Wiele matek może takiej tylko pomarzyć.

    Piszesz: „myślę o tym “jak” mój biznes przeżyje fakt, że nagle przestanie być dla mnie oczkiem w głowie.” Miałam takie same obawy, myślałam, że gdy urodzi się dziecko, to ten fakt całkowicie mnie odmieni – że tak skoncentruję się na nim, że przestanie mnie interesować to, co lubię, już nie będę chciała np. czytać książek, chodzić po sklepach w poszukiwanych fajnych ubrań, spotykać się ze znajomymi itd. NIC takiego się nie wydarzyło! Nadal chciałam robić to samo, co wcześniej, a może nawet bardziej, bo stało się to mniej dostępne. Myślę, że kobieta po 30-tce jest już na tyle świadomą i ukształtowaną osobą, że nie stanie się nagle kimś innym z powodu urodzenia dziecka.

    PS. Pediatrów zawsze sprawdzaj na portalu znanylekarz lub w jakimś innym miejscu, gdzie są opinie – nigdy się nie zawiodłam na rekomendacjach stamtąd, spotkałam świetnych profesjonalistów. Zanim zaczęłam sprawdzać i szłam losowo – natknęłam się na osoby, które w ogóle pracować w tym zawodzie!

    • Raquel dzięki za ten komentarz! też mam obsesję sprawdzania lekarzy – dzięki temu na przykład prowadzę ciążę w ramach NFZ u świetnego lekarza, który przyjmuje 10 minut spacerkiem od nas. Nawet nie chcę liczyć jakich kosztów przez to sobie oszczędziłam 🙂

      Rzeczywiście, to że Fab jest w domu i będziemy mogli się dzielić opieką nad Maluchem na pewno pomoże – baaaaardzo doceniam taki układ i cieszę się, że poczekaliśmy z powiększaniem rodzinki do momentu, kiedy udało nam się taką sytuację stworzyć 🙂

      Rozmawiałam dzisiaj z mamą, która rodziła nas 30 lat temu i powiedziała, że jak ona w tamtych czasach (na tetrze i ligninie jak to powiedziała) dała radę to teraz z palcem w nosie temat ogarniemy – tego się trzymam 🙂

  • Karolina Prymas

    [konkurs z LOVI]
    Kasiu, tak samo jak Ty przed nami kilka ostatnich tygodni w dwupaku. Wydaje mi się, że jestem jedną wielką „chodzącą obawą”. Na początku boję się porodu-nie bólu, ale tego że może przytrafić się nam coś złego, na co nie będę miała wpływu. Drugi punkt to „przeładowanie informacjami” – z Maleństwem łączy się wiele spraw, o których nie mam pojęcia – sapka, ciemieniuszka, kikut pępowinowy, wysypki itd., jak sobie z tym radzić ? a ile osób tyle opinii😉 I mój gwóźdź programu- karmienie piersią – jestem nastawiona, że chcę karmić Maleńką, ale …. czy będę wiedziała jak? Czy Maleńka będzie chciała ssać? Czy będę miała mleko?
    Jeszcze kilka tygodni przed nami i moja metoda na te wątpliwości są pytania 🙂 Pytam ludzi, którzy są moimi autorytetami.
    Ps. Mocno trzymam kciuki za Ciebie i Kaia❤️

  • Monika P-B

    Czytałam, czytałam , czytałam i z każdym kolejnym punktem utwierdzałam się, że mogłabym się pod tym podpisać. 10 lat temu. 😊 I z tej perspektywy dziś napiszę -trzymaj się tego. Wierz w swoją intuicję. Już teraz mądrze ci podpowiada. W każdym z punktów.
    Zwłaszcza w przypadku nachalnych rad – najważniejsze to słuchać i ufać sobie. ☺
    Gratuluję podejścia do rodzicielstwa, do lukrowanego instażycia i dojrzałości, która pozwala Ci na takie podejście.
    Życzę spokoju ducha i szczęśliwego rozwiązania. Serdecznie pozdrawiam. 😊

    • Dziękuję Monika! To taka ulga poczytać, że te obawy to coś normalnego i wiele z nas ma je w sumie podobne 🙂

      • Monika P-B

        Myślę, że wszystkie przyszłe i świeżo upieczone mamy mają wiele obaw. Również mamy z doświadczeniem wielokrotnie zastanawiają się, czy oby na pewno mają rację, czy się nie mylą w swojej ocenie.
        Strach jest nieodłączną częścią i niestety nigdy już Was nie opuści.
        Na podstawie własnych doświadczeń (również tych dotyczących niechcianych rad) uznałam, że moją najważniejszą i jedyną (gdy nie jestem proszona) udzielaną radą jest: jak najszybciej zaufaj sobie i swojej intuicji.
        W moim przypadku moment, gdy zaufałam sobie, był tym, który dał mi spokój i rozsądek w świecie macierzyństwa.
        Co nie znaczy, że później już nie było pytań i wahania. 🙂

  • Irena Kłopotowska

    [KONKURS z LOVI] Moją największą obawą była myśl, że coś złego sie stanie, że ktoś albo coś odbierze mi szczęście, że to niemożliwe aby się działo naprawdę. Pierwszą ciążę straciłam w 12 tygodniu więc to uczucie w drugiej ciąży tylko narastalo z dnia na dzień. Zabierało mi sporo radości nic a nic nie chciałam kupować z niczwgo się ni cieszyłam. Nic nie planowałam. A co mi pomogło… Znalezienie w internecie grupy dziewczyn z tym samym terminem porodu co ja. Żałuję, że trafilam tam.dopier w 5 miesiacu ciąży ale dało mi to spor znajomosci cennych rad jak również kopa do działania. Skoro wszyscy mieli takie piekne ciuszki pokoiki przygotowane nawet skromnie ale jednak od serca to czemu ja mam nie dać maleństwu odrobinę. Mam budżet mam czas wszystko wygląda coraz lepiej ciążą rozwija sie prawidłowo to czas działać. Pomogło mi to bardzo trochę jak grupa wsparcia ale w pozytywnym słowa tego znaczeniu. Nie było uzależnia się lecz dużo radości wsparcia i przeżywania tych samych bolaczek ciążowych.
    Obecnie 3 ciążą w drodze 2 dziecko i chwilowo nowa obawa jak starszak odbierze przyjście na świat braciszka ma 17 miesięcy sporo rozumie ale nadal wymaga dużo uwagi a za chwilkę pojawi się maleństwo. Jeszcze nie wiem jak sobie poradzę ale wiem, że mam cudownego męża, który mnie zawsze wspiera i cudownego synka który jest wesołym i pomocnym chłopcem. Ustaliliśmy już, że mimo malenstwa starszak musi czuć, że nadal jest ważny i że nadal mam dla siebiw mame i tate. Mysle, iż laktator będzie tu przydatny aby i mama mogła spędzić czas tylko sam na sam ze starszym synkiem 😉

  • Aneta

    Super tekst 🙂 Jestes super przygotowana do szpitala i dalszej drogi ;), ja bym tylko dopakowala spora dawke asertywności 😉 Mnie Panie odwiodly od korzystania z laktatora i skończyło się to slabo :(. Kazde dziecko jest inne, wiec rady innych bywaja średnie np moj syn nie lubil byc na rekach i najbardziej lubil lezec na plasko i sie wyciągać, wszystkie otulacze i tym podobne byly o kant. Nie ma sie co przejmowac innymi, ja w ciezszych chwilach powtarzalam sobie ze wszyscy daja rade to czemu ja mam nie dac 😉 Pozdrawiam i trzymam kciuki za zdrowego synka

    • Aneta, dziękuję! Wiesz, ja też spotkałam się już z poradami typu „wyrzuć smoczki, laktator i butelki bo karmienie zaczyna się w głowie i taki zestaw to strzał w kolano na początek” i mocno wierzę, że u kogoś rzeczywiście tak było i są to rady dawana w dobrzej wierze, ale… wolę być przygotowana i mieć pod ręką narzędzia, które mogą mi pomóc różne sytuacje ogarnąć 🙂 Właśnie o to chyba tutaj chodzi, że nie ma jakiegoś uniwersalnego przepisu na sukces, a dla każdego Maluszka i tak jego mama będzie tą najlepszą 🙂

      • malinowapanna

        Nie chcę sie wtrącać ale laktator faktycznie może być przydatny jednak nie sugerowalabym się na początku ilością sciaganego mleka bo mimo że być może laktator będzie ściągał mało to dziecko może się najadać twoim mlekiem a z dodawaniem smoczka ja bym poczekała bo dziecko bardziej smoczka szarpie i potem mogą ucierpieć twoje piersi przez pogryzienie właśnie tak skończyła się moja przygoda z kamieniem piersią Ale to twoje dziecko więc zrobisz jak uważasz. W karmieniu piersia najlepiej słuchać siebie i swojego dziecka ☺

  • Kiedy byłam w ciąży wyobrażałam sobie siebie jako matkę. I widziałam siebie jak ubrana na biało kołyszę lekko dzidziusia w jego pięknym pokoiku, powiewają białe zasłony, a u nas spokój i sielanka. Trochę wyszło inaczej 😉 Ale nie straszę, głównie w tym zasługa mojej córki, która była bardzo wymagająca 😀 No ale Twój blog to dla mnie takie miejsce kojenia nerwów i ładowania się na pozytywnie po ciężkim dniu. Światło, spokój, powiewają białe firanki. I jak Cię widzę na tych zdjęciach z brzuszkiem to kurde, Ty jesteś tą dziewczyną z moich wizji!! 😀 Ja to widzę 😀 Więc nic się nie martw, jasne, że bycie rodzicem zmienia życie totalnie. Ale tego szczęścia się nie da słowami opisać. Naprawdę. Mówię to ja, wiecznie narzekająca wypalona 😉 Ale Ci zazdroszczę tych wszystkich pierwszych chwil!

    • Kasia, dziękuję! 😀 Wiesz, na zdjęciach, które Magda robiła nam w ramach sesji to tak, ale dzisiaj jestem dziewczyną w wyciągniętych dresiwach i luźnej koszulce, z włosami zwiniętymi w cebulę na czubku głowy, marzącą o lodzie z Lidla 😀 więc wiesz… rzeczywistość zweryfikuje jak to będzie po, ale jakby miało nie być, to tak jak piszesz – Maluch na pewno wiele wynagrodzi 😀

  • Ania Komosa

    Obecnie jestem w trzeciej ciąży. Dlatego, że mam już jednego aniołka moją największą obawą było czy tym razem będzie wszystko w porządku. Bardzo chciałam mieć małą różnice wieku między dziećmi żeby się lepiej dogadywaly tymbardziej, że pierwsza ciąża i poród przebiegły bez komplikacji. I kiedy straciłam drugie dziecko i musiałam czekać pół roku z następna ciąża było mi strasznie przykro, że nie będę mieć dzieci rok po roku. Może to głupie dla kogoś kto patrzy z boku, ale czułam, że czas mi ucieka. Na szczęście tym razem jak narazie dzidziuś jest zdrowy i już zostały nam tylko dwa miesiące. A ja trochę boję się pobytu w szpitalu (nie mam zbyt dobrych wspomnień) i tego że będę musiała zostawić córeczkę.

    • Aniu, jesteś mega dzielna i tym bardziej mocno trzymam kciuki, aby ta końcówka była dla Ciebie jak najlepsza! Ja też boję się pobytu w szpitalu – już gdzieś o tym wspominałam, ale pobytu w szpitalu „po” boję się bardziej niż samego porodu! 🙂

  • Ninka

    [KONKURS z LOVI] Kiedy byłam w ciąży, miałam wiele obaw, moja lista byłaby baaardzo długa 😉 ale na pierwszym miejscu znalazłby się chyba lęk czy ja będę wiedziała czego moje maleństwo potrzebuje, o co mu chodzi… Teraz kiedy syn ma już kilka miesięcy mogę śmiało powiedzieć, że sobie z tą obawą doskonale poradziłam: zaufałam swojej matczynej intuicji. Wiem, że może to taki wyświechtany frazes 😉 ale takie głębokie i prawdziwe zaufanie sobie jako matce działa. Przekonałam się o tym wielokrotnie, począwszy od kąpieli, pielęgnacji, karmienia piersią, sprawy zdrowotne, wybieranie zabawek, sen, rozszerzanie diety, itd. Wiadomo, merytoryczna, poparta aktualnymi badaniami i zdaniem specjalistów wiedza to taka baza, która daje mi możliwość podejmowania dobrych decyzji, pewnie znasz najlepsze blogi np. o karmieniu piersią czy kosmetykach, ale to moje przeczucie, czego potrzebuje ten mały człowiek jest niesamowite, czasami wiadomo potrzebuje poparcia, to wtedy telefon do mojej mamy jest niezastąpiony 😉 „Ktoś obcy być przestaje obcy
    bez kogoś naraz jak bez ręki” lubię ten fragment piosenki „Dla Helenki”, bo dokładnie tak jest 🙂 pozdrawiam serdecznie i powodzenia w tej przygodzie, która się Wam już niebawem zacznie na dobre 🙂

  • Kasia

    [KONKURS Z LOVI ]
    Obecnie zaczynamy 37 tydzień 🙂 ufff w końcu jeśli chodzi o obawy związane z ciąża oj to jest ich cały worek, jest to nasza trzecia ciąża bo niestety dwie straciliśmy:/ Jak to mówią do trzech razy sztuka, początek tej ciąży to była masa obaw, ale nie o to jak Ja sobie poradzę tylko jak tam malutka bezbronna istota się zachowa, czy w końcu pozostanie w brzuszku i zacznie się rozwijać 🙂 od początku wierzyłam że w końcu musi być dobrze, po drodze przeboje jak to w życiu ja całą ciąże byłam na zwolnieniu (mieszkamy w uk,co graniczy z cudem zeby dostać zwolnienie z powodu ciąży ) co łączy się z tym że po jakimś czasie przestałam dostawać pieniążki, a teraz nie otrzymuje macierzyńskiego, ale to jest dłuższa historia, przed Świętami mąż stracił pracę i zaczęły się jakieś czarne serie w naszym życiu, jednak to że maluszek wciaz daje o sobie znać jest taką siłą dzięki której czuje że my kobiety poradzimy sobie ze wszystkim i w każdej sytuacji 🙂 31 stycznia dostaliśmy wypowiedzenie i musieliśmy szybko szukać mieszkania, wbrew pozorom ten kraj nie jest przyjazny jeśli chodzi o takie sprawy jak wynajem mieszkania w ciąży czy z dzieckiem. To był moment kiedy po 11 latach związku i 4 małżeństwa, z dusza podróżnika pierwszy raz w życiu poczułam że marze o własnych 4 kątach 🙂 ale wszystko w swoim czasie, póki co wczoraj mieliśmy odebrać klucze jednak zepsuł nam się samochod 🤦🏻‍♀️Także Moje Kochane Kobietki jesteśmy tak stworzone że poradzimy sobie w każdej sytuacji życiowej, a życie nas wciaz bedzie zaskakiwało:) Po tylu przygodach w ciąży znajomi aż się dziwią że ze stresu jeszcze nie urodziłam, ale ja czerpie siłę od tego małego człowieka który daje o sobie znać, oraz kochającego męża, moje obawy o macierzyństwo zniknęły, choc pewnie nie wiem co mnie czeka hihi ale nie mogę się doczekać ! Mam wrażenie że pojawienie się maluszka sprawia że człowiek nabiera więcej motywacji i sił do działania ! Tego wszystkim życzę, pozdrawiam 🙂

  • EwkaJJ

    [KONKURS z LOVI]
    Ja najbardziej się bałam tego, że moje dziecko urodzi się chore, z jakimiś wadami, że coś mu się stanie. Z racji tego że miałam w ciąży kłopoty z szyjką macicy, okropnie bałam się że poronię, a potem, że urodzę przedwcześnie i syn będzie się borykał z problemami do końca życia. Jak sobie z takimi lękami radziłam w ciąży? Dużo rozmawiałam z moją lekarką która mnie uspokajała. To złota kobieta, która naprawdę kocha to co robi. Mogłam do niej dzwonić, pisać smsy, nigdy mnie nie zignorowała. Pocieszała i uspokajała. Jej poczucie humoru poprawiało mi humor.
    Syn urodził się zdrowy i o czasie, ale okazało się że to nie koniec obaw. Szczerze? Macierzyństwo to jedna wielka obawa o swoje dziecko, już do końca życia 🙂 Codziennie zadawane pytania od tych najzwyklejszych dotyczących koloru kupy, kolejnej krostki na policzku, płaczu niewiadomego pochodzenia, po te bardziej skomplikowane, czy mój syn jest szczęśliwy, czy moje zachowanie spowoduje że wyrośnie na dobrego człowieka, czy nie krzywdzę go w żaden sposób, czy po latach stwierdzi że byłam dobrą matką, czy raczej że jestem powodem jego porażek? I wiele innych. Matka to takie stworzenie, które wszędzie znajdzie powód do martwienia o swoje dziecko 🙂 W końcu to nasze największe skarby i gdybyśmy mogły, to byśmy im nawet gwiazdkę z nieba przyniosły 🙂 Jak sobie radzę z obecnymi obawami? Czytam na ich temat, dowiaduję od specjalistów, a o uśmiech na mojej twarzy nie muszę dbać, robi to mój syn, prezentując bezzębny uśmiech na mój widok <3.
    Powodzenia w nowej roli i oby tych zmartwień było jak najmniej ! 🙂 Co do hejtu i wszystko wiedzących matek na forach – po czasie człowiek uczy się filtrować informacje. Wyłapuje to czego się chciał dowiedzieć a na durne komentarze nie zwraca już uwagi. Po porodzie naprawdę przestajemy się przejmować mało ważnymi rzeczami typu zdanie innych ludzi. Zmieniają się priorytety, a my same stajemy się dużo silniejsze. Także spokojnie sobie Pani da radę z głupotami w internecie. Po prostu będzie Pani na nie lała serdecznie 🙂
    Pozdrawiam!

  • Alina Wilczyńska

    [KONKURS z LOVI]

    Jak zaszłam w ciąże stwierdziłam, że dam radę (w końcu wszystkie to przeszły :)). Jako osoba, która lubi mieć wszystko zaplanowane i posiadać wiedzę na różne tematy zaczęłam czytać, słuchać, rozmawiać i pytać. No i wtedy się zaczęło…

    Ile osób tyle rad 🙂 Jak sobie to wszystko poukładać? Kto ma rację? Kogo
    posłuchać? Kto mówi szczerze, a kto się po prostu „wymądrza”?
    Za kilka tygodni powitam moją Kruszynkę na świecie i to jest moja największa
    obawa.

    Wiem co powiem 🙂 „Cześć Mała” „Kocham Cię” „Cieszę się że jesteś z nami”…
    I co dalej? A jeśli nie będę umiała jej zrozumieć? Jeśli będzie ją coś bolało, a ja nie będę umiała jej pomóc? Jak zapewnić jej bezpieczeństwo i prawidłowy rozwój? STOP!

    Powtarzam sobie i innym zainteresowanym „Nie popadaj w spiralę pytań, na które
    nie znasz jeszcze odpowiedzi. Dopóki moje dziecko nie pojawi się na świecie i go nie zobaczę to nie będę wiedziała jak się zachować. Każda z nas robiła to kiedyś po raz pierwszy”

    Oczywiście nadal budzą mnie w nocy różne myśli, lęki, pytania. Nie przestałam czytać, słuchać, rozmawiać i pytać. Jednakże dzięki pozytywnemu nastawieniu i przeogromnej radości wynikającej z przyjścia na świat mojej Kruszynki umiem się uspokoić i poukładać sobie w głowie to i owo. Wierzę, że miłość będzie moją motywacją, do podejmowania właściwych decyzji. Ważną rolę odgrywa tu również mój ukochany, który bardzo mnie wspiera i wierzy, że wspólnie damy radę <3

    Na te ostatnie tygodnie życzę Ci spokoju, dobrego samopoczucia i pozytywnej energii 🙂 Jakby nie było na pewno będzie DUŻO MIŁOŚCI!

  • Natalia Szwiec

    [KONKURS z LOVI]
    Jestem mamą 4 miesięcznej ReNatki 😍
    Moją największą obawą związaną z macierzyństwem, jest jej WYCHOWANIE! Obecnie mieszamy w Niemczech i nie wyobrażam sobie, jak to będzie w praktyce z dwoma językami, kiedy ona pójdzie do szkoły- Dziecko poliglota. Chciałabym,
    aby mówiła i pisała bardzo dobrze po polsku. Chcę zaszczepić w niej dużo Polskości, wychować w zwyczajach i tradycjach Polskich. Pragnę by znała całą historię tego kraju, by czuła się Polką. Boje się, że odrzuci ojczysty język i wszystko co związane z jej narodowością, gdy pójdzie do szkoły i będzie komunikowała się innym językiem.

    JAK SOBIE Z TYM RADZĘ?
    Kiedy byłam jeszcze w ciąży- kupiłam dla córy wszystkie wiersze J.Brzechwy!!! Od urodzenia mówimy do niej oraz w domu po polsku. Wieczorami oglądamy polską telewizję. Mamy kontakt z dwoma rodzinami (od strony mamy i taty). Dzwonimy do siebie na Skype by i Oni mieli z nią kontakt. Na Święta Wielkanocne będziemy chrzcić ją w Polsce. W jej pokoju zawiśnie metryka i modlitwa do Anioła Stróża- oczywiście w j.polskim. Planuje zakupić zabawki edukacyjne, mówiące i śpiewające w ojczystym języku oraz więcej polskich książeczek i bajek. A przede wszystkim na ile to możliwe- często przyjeżdżać do Polski.

    P.S. Załączam zdjęcie z transparentem powitalnym po wyjściu ze szpitala (Polski dom na obczyźnie) 😊 oraz uchwycony moment czytania wierszy Brzechwy 😊
    https://uploads.disquscdn.com/images/21a714c6c57e85b505127a5d9b19667a15d91a7bf4a307535b30c757c62c4e13.jpg

  • Pięknie o tym piszesz!! 🙂 nie planuję jeszcze dzieci, ale wiem, że wrócę kiedyś do tego postu bo pewnie będę miała tak samo! :))))))

    • Ania, z tego co dziewczyny piszą w komentarzach to takie obawy to mega uniwersalna sprawa i wiele osób się z nimi musi zmierzyć 😉 eh 😀

  • Krystyna Cieslak

    [KONKURS z LOVI]
    Rozmowy o dziecku pojawiły się już przed ślubem, postanowiliśmy zaczekać jeszcze troszkę bo zależało nam aby wszystko było tak jak trzeba, jak to się mówi po kolei. Los tak chciał, że w ciążę zaszłam szybko bo zalewie miesiąc po ślubie. Radości nie było końca, bo bardzo tego chcielismy i było to ukoronowaniem naszej wielkiej miłości, która trwa już 9 lat 🙂 Szczęście nie trwało długo bo pojawiły się komplikacje… od początku pobolewał mnie brzuch więc dostałam leki na podtrzymanie ciąży, następnie pojawiło się krwawienie. Jadąc do szpitala myślałam, że to koniec, ze straciłam moje maleństwo… okazało się że mam krwiaka-sporego, wiekszego od zarodka, ale serduszko nadal biło. Dostałam kolejne leki i nakaz leżenia… Był płacz, wielka rozpacz i smutek. Tej nocy nie zasnełam, gładziłam się po brzuchu i myślałam, myślałam o tym co się dzieję, czemu tak się stało i co się może wydarzyć. Zaczęłam się modlić, jestem osobą wiążącą ale nie do końca praktykujacą ale w tym momencie postanowiłam zaufać Bogu, co ma być to będzie… ze swojej strony postanowiłam zrobić wszystko aby utrzymać tą ciąża, leżałam całymi dniami patrząc się w sufit i myślałam pozytywnie o tym jak bedzie cudowne, że wszystko będzie dobrze bo tylko tyle mogłam wtedy zrobić, reszte pozostawiłam temu u góry, mijały kolejne długie tygodnie a ciąża była nadal zagrożona… od tego czasu mineło pare miesięcy, jestem obecnie w 27tc, w brzuszku mam silnego i zdrowego synka, jest to mój maleńki, waleczny cud! Teraz myślę czy sobie poradze, mam różne myśli na temat macierzyństwa, porodu, karmienia czy opieki, jak każda przyszła mama boje się czy usłyszę płacz, czy będę wiedziała o co chodzi mojemu maluszkowi, jak to będzie… po chwili jednak czuje spokój, myślę o tym, że najważniejsze aby mój maluszek był zdrowy a z resztą damy sobie rade, będzie to coś nowego dla nas obojga, bedziemy uczyć się wszystkiego razem a ja nigdy tak łatwo się nie poddam i zawsze będę walczyć o niego i jego szczęście bo będzie to mój mały-wielki cud ! 🙂

  • Izabela Biskup

    [konkurs z lovi)]
    Jestem właśnie na finiszu i bardzo sie utożsamilam z tym tekstem. Dla mnie najwieksza obawa jest to czy faktycznie ‚tryb matka’ włączy się automatycznie. Skąd bede wiedzieć jak, kiedy karmic przewijac, co znaczy dany płacz mojego dziecka. Skąd bede wiedziala co jest dla niego najlepsze? Jak w tym poczuciu niepewnosci uda mi się obronić przed wplywami msmy i teściowej ktore Pospiesza (w dobrej wierze) z radami rodem że średniowiecza. Skąd będę wiedzieć jak być najlepsza matka dla mojego dziecka?! Mam nadzieję że strach ma tylko wielkie oczy 🙂

  • Kasia Wolak

    [KONKURS z LOVI]
    Ja się po prostu boję.Czy sprostam,czy dam sobie radę,czy nauczymy się siebie nawzajem,czy czy ja się do tego nadaję?Ciąża była dla nas cudowną niespodzianką,nie spodziewaliśmy się,że wydarzy się to tak szybko-niecałe pół roku po ślubie!Nasze życie,już wywrócone do góry nogami,zaliczyło kolejnego fikołka.Czy my jesteśmy na to gotowi?Ale tak sobie myślę,że chyba nie ma idealnego momentu-zawsze jest kolejny pokój do wyremontowania,kraj do zwiedzenia.A tryb rodzicielski pewnie załączy sie automatycznie-naszym zadaniem jest przygotowac się do tego jak najlepiej,jak potrafimy.Życie pisze najlepsze scenariusze-napisze i dla nas.Taki z happy endem 😘

  • Magdamagda

    [KONKURS z LOVI]
    Dzisiaj zaczynamy 36 tydzień i dopiero teraz mam czas na obawy z macierzyństwem.
    Serioo, większej kumulacji problemów w trakcie ciąży chyba nie mogłam mieć:
    – remont domku gospodarczego, do którego na dniach mamy się przeprowadzić, a ja cały czas myślę o tym żeby Michalina nie chciała przyjść szybciej na świat i żebyśmy zdążyli z tą przeprowadzką,
    – na początku kwietnia ruszamy z budową domu, a co za tym idzie..miliony pozwoleń, godziny w kolejkach i te spojrzenia jak na jakąś trendowatą, kiedy pani w okienku widząc cię z brzuszkiem, mówi że możesz podejść bez kolejki 😮
    – rezygnacja z wesela i odwoływanie wszystkiego, no bo przecież budowa jednak ważniejsza i pochłonie wszystkie oszczędności i nasze wydatki zdecydowanie się zmienią, jak pojawi się Miśka
    – jeszcze końcówka studiów i praca magisterska do dokończenia 🙁
    – aaa no i nowa praca, w której przepracowałam 3 miesiące zanim poszłam na zwolnienie i czy nie pożegnają się ze mną jak wrócę……
    Ale do sedna…im bliżej końca tym większa panika się zaczyna..
    Pewnie jak miliony matek myślę, co jeśli będzie ciągle płakać, mimo że będzie najedzone, wyspane, przebrane itd…albo jeśli nie będzie chciało jeść, albo jeśli nie będzie chciało spać, a ja jestem śpiochem i ze zmęczenia zapadnę w sen zimowy a będziemy same w domu..A co z kąpielami, przecież Miśka będzie taka maleńka, a jak niefortunnie mi się wyślizgnie i zrobię jej krzywdę..takich obaw związanych z codziennym życiem z maluszkiem mam już chyba z milion.
    Ale myślę sobie, że przecież nie jestem sama, obok będzie tatuś Miśki…i co najważniejsze moja mama, moja wyrocznia wiedzy i doświadczenia , którego ja nie będę jeszcze posiadała :D, prawdziwa Matka Polka, która wychowała trójkę swoich dzieci, w tym jedno niepełnosprawne i połowę dzieci na wsi ( serio, nie ma na wsi dziecka, które nie znałoby Pani Krysi 😀 ), więc jeśli ona dała radę, to i ja dam (w końcu te same geny, a jak geny i instynkt nie pomogą, to wiem że babcia Krysia zawsze będzie na czas 😛 ) a ja mam nadzieję, że z czasem będę idealną mamą dla swojego dziecka 🙂
    Pozdrawiamy razem z Miśką jeszcze w brzuszku :*

  • Goodka

    [KONKURS z LOVI] Moją największą obawą było to, czy uda mi się karmić piersią. W przeciągu miesiąca urodzę i bardzo bym chciała karmić naturalnie. Staram się nastawiać jak najbardziej pozytywnie i myślę, że dzięki temu dam radę 😊 Wiadomo, że będą trudniejsze momenty, ale trzeba się zaprzeć i dać dziecku to co najlepsze 😊

  • Mira Jurecka

    Ojjjj! Natura Ci wszystko podpowie! Nie bój żaby o nic! Mimo, że jest trudno, ten najgorsiejszy czas mija szybciej niż byś chciała! Naprawdę! Mimo, że w trudnej chwili masz wrażenie, że ona bedzie trwała wiecznie – nie trwa tyle! Mija jak za mrugnięciem powieki. Serio! A potem kiedy Twoje trzyletnie dziecko samo się bawi nie jesteś w stanie uwierzyć, że kiedy to? Jak to? To będzie trudny czas, ale przepiękny! Uwierz w siebie i tego sie trzymaj! To Ty najlepiej wiesz co jest dobre dla Ciebie i Twojego dziecka. A idealni ludzie nie istnieją 😉 Powodzenia! Zdrówka i dużo dużo snu!

  • Aga

    [Konkurs z Lovi] będąc w drugiej ciąży myślałam, że już nic mnie nie zaskoczy. Pewny pewniak- matka POLKA 4 letniego Kacpra nie ma bata wszystko pójdzie po mojej myśli..taaaaaa- właśnie Kacper- jak on sobie z tym poradzi? Nowa sytuacja, nowy człowiek, zupełnie nowy brat. Kompletnie nie wiedziałam jak to ugryźć, tym bardziej że pierworodny właściwie w ogóle tym nowym życiem w rosnącym brzuchu mamy się nie interesował. Pytałam, czytałam, a życie samo napisalo scenariusz rodzeństwa idealnego. Intyicyjnie zaopatrzylismy się w drobny upominek który mały brat przyniósł starszemu wraz z pojawieniem się na świecie 😉 Jednak zupełnie szczerze muszę napisać że siła braterskiej miłości powaliła mnie na kolana, bo są idealni. Duma mnie rozpiera, że mój starszy syn okazał się być tak mądrym małym chłopcem. ❤

  • Joanna Kuc

    zobaczyłam ten wpis pomyślałam sobie spojrzeć nie zaszkodzi ale po zerknięciu zagłębiłam się w ten wpis i dotarłam do końca aż na koniec stwierdziłam że dokładnie te same obawy miałam i ja ! Ba większość znanych mi kobiet w pierwszej ciąży właśnie ma takie same obawy. Moja największa jednak obawa była organizacja jako przyszła mama która wciąż się uczy tzn studiuje a właściwie nie tyle organizacja co po prostu zorganizowanie czasu tak bym mogła w dalszym ciągu kontynuować naukę ale różniez karmić piersia. Jakoś to się udaje choć łatwo nie jest szczególnie ściąganie ręczne pokarmu czasem daje mi w kość ale chcę by synek dostawał co najlepsze więc wszytsko organizuje pod niego by po prostu moje mleko dostawał zawsze wtedy kiedy potrzebuje.

  • [KONKURS z LOVI]
    Mój synek urodził się 17 grudnia. Tak bardzo chciałam karmić piersią. Nie wyobrażałam sobie nawet, ze mogłoby być inaczej. Laktator Lovi Prolactis kupiliśmy jeszcze przed porodem, ale na początku przydał się jedynie do stymulacji. Nie sądziłam, ze będę go jeszcze potrzebować. Pod koniec stycznia zachorowałam na chorobę posurowiczą – efekt alergii na antybiotyk podany mi po porodzie (zbyt wysokie crp). Zanim jednak usłyszałam diagnozę, odwiedziłam trzech dermatologów, ginekologa, pediatrę i alergologa, konsultowałam z położną i cdl. Nikt nie był w stanie powiedzieć, co mi dolega. To było jak pokrzywka – cholernie swędząca, z dużymi, czerwonymi plamami. Choroba postępowała z każdym dniem i zajmowała coraz to nowe partie ciała, liczył się każdy dzień. Ja, załamana, nie umiałam cieszyć się macierzyństwem. Płakałam. Z bezsilności, z niemocy. Dopiero od ponad tygodnia chodzę do dermatologa, u którego pojawił się cień szansy na wyzdrowienie. Niestety nie mogę karmić piersią z powodu przyjmowania dużej dawki sterydów. To jedyne, co zahamowało rozwój choroby, choć jeszcze czasem mocno swędzi. Tymczasem walczę o laktację. Odciągam pokarm, chcę jeszcze dać mojemu synkowi to, co mogę najlepsze. Pytasz o największą obawę. TO jest moja obawa. Czy będę mogła jeszcze karmić piersią… Bardzo tego pragnę.
    /Ilona

  • Natalia Mostowik

    Moim zdaniem nie ma się czego obawiać, bo instynkt macierzyński przychodzi sam zaraz po urodzeniu dziecka. W moim przypadku tak właśnie było. Gdy chodziłam w ciąży miałam wiele obaw, myślałam jak ja sobie poradzę z dzieckiem, jak to jest mieć je 24/7, jak je karmić,jak przewinąć. Mimo iż miałam wiele razy styczność z dziećmi od mojego rodzeństwa,to ta rola, rola Mamy była naprawdę wielkim wyzwaniem dla mnie. Na początku uroniłam kilka łez, myślałam,że sobie nie poradzę.Ale jak już pojawił się na świecie Mój synek wszystkie obawy znikły. Zakochałam się w nim totalnie i w momencie włączył się we mnie instynkt macierzyński, nie wyobrażam sobie,że miało by teraz nie być ten małej perełki. Wiadomo, na początku było ciężko, trzeba się nauczyć siebie nawzajem… wyczuć rytm dziecka, poznać każdy z jego płaczu gdyż w ten sposób ono komunikuje się z Nami. Wiadomo mając już dziecko większość rzeczy schodzi na drugi plan. Nie można już byle kiedy wyskoczyć że znajomymi do knajpy albo wyspać się jak należy. Ale wszystko ma swoje dobre strony,które z czasem będziecie dostrzegać. A co do partnera/męża jeżeli aż pali się do opieki na dzieckiem to daj mu ta możliwość. Nie bądź „Zosią Samosią” która wszystko zrobi sama. Wtedy poczujesz w pewnym sensie ulgę bo będziesz mogła np zdrzemnąć się na godzinkę gdzieś pomiędzy karmieniem albo wyskoczyć do sklepu bez obawy, że facet sobie nie poradzi z dzieckiem.. Mniej obaw więcej wiary w siebie. Na początku może jest ciężko, zwłaszcza gdy człowiek nauczony jest spać w nocy….możesz czuć się rozdrażniona przez kilka dni, ale to minie i przyjdzie taka monotonia, że trzeba wstać. Mimo wszystko uśmiech i spojrzenie takiego maluszka przepełnione miłością wynagradza wszystko. Warto dla takiej istotki zmienić swoje życie. ❤

  • Dorota Kuca

    [Konkurs Lovi]
    Jestem tak jak Ty kilka tygodni przed podnosnie im blizej rozwiazania tym wiecej pojawia mi sie watpliwosci czy oby napewno wiem jak sobie poradze… jednak najwiekszy strach u mnie budzi sam przebieg porodu… wiem, wiem zaraz uslysze ze przeciez nasze mamy, babcie daly rady to czym ja sie w ogole stresuje, a jednak… strach przed czyms nieznanym (to moja pierwsza ciaza) jest chyba czyms naturalnym i tlumacze sobie caly czas, ze natura tak nas kobiety zbudowala, ze ten moment sam przyjdzie trwajac krocej czy dluzej ale nastapi i bede sie smiala po porodzie ze czym to ja sie w ogole przejmowalam jak tu przede mna dopiero zacznie sie lawina innych obaw zwiazanych z zajmowaniem sie malenstwem 😊 ale o tym narazie nie mysle, mam sztab ludzi (maz, dziadkowie), ktorzy z uteutrsknuen czekaja na Nasza kruszynke i napewno nie pozostane sama sobie z problemami jesli tskowe sie pojawia😊 Pozdrawiam serdecznie wszystkie przyszle i juz obecnd mamusie 😊 Jestesmy silne, damy rade 😊 Dorota

  • julkatrance

    [KONKURS z LOVI]
    Moją największą obawą jest mąż.
    Dzieci małych boi się wciąż.
    Ciągle bardzo stresuje się,
    Choć dzidziusia złapać chce.
    Jego strach i mnie przeraża,
    Bo chcę męża w pomoc wdrażać.
    Krzywdy nie chcemy zrobić dzieciątku,
    Naszemu małemu zawiniątku.
    I karmienie, i kąpanie
    Bardzo trudne to latanie,
    Ale wiem że zaradzimy,
    Choć oboje się boimy.
    Mamy Internet i książki,
    Nauczymy nasze rączki.
    Babcie też nam pomagają,
    Dużo doświadczenia mają.
    Mąż więc także się przełamie,
    Jestem przekonana, że bejbik będzie na jego pierwszym planie!

  • agacz

    KONKURS z LOVI
    Też rodzę za kilka tygodni! To moje drugie dziecko, więc powinnam chyba mieć mniej obaw, a mam ich więcej. Martwię się, czy pierwsze nie będzie miało w jakiś sposób gorzej, a potem martwię się, że tak się skupię na tym, żeby pierwsze nie miało gorzej, że zaniedbam drugie… Ale mój największy stres dotyczy właśnie karmienia piersią. Z pierwszym dzieckiem mi się nie udało – później dowiedzieliśmy się, że synek ma wadę serca i po prostu nie był w stanie wystarczająco mocno ssać. Ale zanim to odkryliśmy, szukałam pomocy u doradczyń laktacyjnych i porad w internecie i wszyscy zapewniali, że powinno być w porządku, co więcej, że nie ma możliwości, żeby matka nie była w stanie wykarmić dziecka. Cały ten okres wspominam jako bardzo traumatyczny: wieczne zastoje, ból, strach przed zapaleniem piersi, płaczące, niedojadające dziecko i ogromne poczucie winy, bo skoro wszystko powinno być w porządku, a nie jest, to chyba musi być moja wina? W końcu zdecydowałam się na odciąganie i dokarmianie mlekiem modyfikowanym, ale kiepski laktator nie sprzyjał podtrzymaniu laktacji i po czwartym miesiącu poddaliśmy się zupełnie.
    Nawet teraz, kiedy wiem już o chorobie synka, która prawdopodobnie była przyczyną tych problemów, wzdrygam się na samą myśl. Bardzo się boję co będzie tym razem i tak naprawdę nie mogę się pozbyć myśli, że może to jednak była jakoś moja wina, a jeśli tak, to sytuacja się powtórzy. Tym bardziej, że znowu czeka mnie planowana cesarka, więc początki na pewno będą trudne… To powinna być najbardziej naturalna rzecz na świecie, a generuje tyle stresu! A może to po prostu mamy są stworzone do zamartwiania się o wszystko 😉

  • Angelika

    Jestem w 7 miesiącu pierwszej ciąży. Ostatnio ciągle choruje lub coś mi doskwiera. Skurcze w nogach, zapalenie pęcherza.. Kilka dni temu zauważyłam, że mam powiększony węzeł chłonny. Pierwsza myśl- co znowu?! Najpierw złość, bo wcześniej wszystko było dobrze, potem strach i pełno wątpliwości. Rozżalona patrzyłam na siebie w lustrze myśląc co zrobiłam źle. Zaczęłam wszystko analizować i nie potrafiłam znaleźć dobrych argumentów by sobie wytłumaczyć dlaczego to się dzieje. Totalnie się rozkleilam. Usiadłam na podłodze i wręcz wyłam. Opanowało mnie przerażenie, że skoro teraz sieje panikę, boję się, że coś pójdzie nie tak to co będzie jak Ada już się pojawi na świecie? Czy dam radę się nią opiekować, gdy będę chora, zmęczona… Wtedy do łazienki wszedł mój mąż. Po wysłuchaniu moich żali powiedział po prostu, że nie jestem z tym sama. I powinnam o tym pamiętać. Nawet jeśli jego w danej chwili zabraknie to zawsze mam inne wsparcie. Po za tym przecież zawsze byłam dzielna i zawzięta i dam radę bo on w to wierzy! Przecież nadal jestem tą samą osobą, która do tej pory dawała radę i nadal może! Mówił to z takim przejęciem i wiarą, że ja tez uwierzylam 🙂 Ogarnęłam się i postanowiłam, że jeśli znów popadne w jakiekolwiek wątpliwości to spojrzę na niego i z uśmiechem powtórzę, że damy radę! Nie ja, ale my i każde z osobna:)

  • EwelinaSp

    KONKURS Z LOVI 🙂
    mamą jestem raptem od 7 miesięcy, ale największą moją zmorą był temat karmienia piersią. Niby wiedziałam, że wszystko będzie dobrze, niby byłam przygotowana nawet na najgorsze, ale tak bardzo chciałam karmić naturalnie, że śniło mi się to po nocach 😱 dlatego jeszcze przed porodem uzbroiłam się w laktator LOVI (niestety nie taki superturbo jak ten konkursowy), który uratował wiele dni naszej „mlecznej drogi”. Obaw nie było końca, od tego czy syn się najada przez nawał pokarmu, aż do takiej ilości „mleka”, że aż zalewało dziecko! Rozwiązaniem okazał się spokój (o który momentami było baaaardzo ciężko) i pomocnik w postaci laktatora 😊 dzięki temu karmimy się naturalnie już ponad 7 miesięcy i nic nie wskazuje na to, żeby mój synek miał ochotę z tego rodzaju „przyjemności” rezygnować 🙃🙃
    A co do reszty obaw, myślę że każda młoda mama je ma i raczej nie ma na nie innej rady poza pozytywnym myśleniem i spokojem. Wszystko będzie dokładnie tak jak ma być! Życzę powodzenia na końcówce i skoncentrowania uwagi na cudzie jaki za chwilę nastąpi! Dziecko, jakkolwiek zostanie wydane na świat (bo to o zgrozo też jest temat rzeka wśród „milusińskich”), to najwspanialsza przygoda jaką można przeżyć 🙃 mówię to ja, Mama pierwszego dziecka, lat jeszcze zero 😆 pozdrawiam serdecznie!

  • Alna

    [KONKURS z LOVI] Jestem w ciąży i najczęściej martwię się o zdrowie dziecka. Myśl, która pojawia mi się w głowie codziennie to „oby wszystko było dobrze”.
    Mam dwa główne sposoby radzenia sobie z tymi obawami i tak naprawdę ciągle jeszcze szukam między nimi równowagi.
    Pierwszy to wspomniane we wpisie pozytywne myślenie. Najbardziej wspomaga mnie w tym śmiech… można się pośmiać z czegokolwiek, a od razu łatwiej jest myśleć pozytywnie.
    Drugi sposób to pozwolenie sobie na to martwienie. Czasami nie staram się walczyć z negatywnymi myślami i po prostu daję sobie je przeżyć. Teraz martwię się o dalszy przebieg ciąży i poród… ale tak naprawdę wiem, że strach o dziecko będzie mi towarzyszył przez całe dalsze życie – oby było zdrowe, bezpieczne i szczęśliwe, niezależnie od tego ile będzie miało lat. I muszę zaakceptować, że ten lęk to nieodłączna część macierzyństwa.

  • Agnieszka Napiórkowska

    KONKURS Z LOVI
    Najbardziej bałam się o naturalne karmienie,
    Bo po pierwszym nieudanym razie , byłoby to marzeń spełnienie,
    Zawsze mama moja podziw we mnie budziła , 
    Że czworo dzieci naturalnie wykarmiła,
    I to było dla mnie normalne i pewne całkowicie , 
    Że po porodzie przystawiasz dziecko i ono od razu pojmuje z piersi picie ,
    Los niestety plany moje zniwelował,
    O wszystkim dam zdecydował,
    O tym , że nie rodzilam naturalnym sposobem ,
    Cesarskie cięcie nie było moim wyborem ,
    Że z dzieciątkiem wszystko w porządku, byłam jednak szczęśliwa
    Gdy mleko w piersi się pojawiło ,  przyszła ta sądna godzina ,
    Że będę karmić piersią było to dla mnie coś pewnego ,
    Niestety,  ciężko nam to szło,  więc nic bardziej błędnego,
    Kiedy ssać moja dziecinka zaczęła,
    Choroba dla mamy się rozpoczęła ,
    Silne antybiotyki, piersią karmić mi nie pozwoliły,
    Długo to wszystko trwało i lekarze wręcz mi tego zabroniły,
    Tak więc syn mój nie poznal tej cudownej bliskości,
    Nie poznał smaku naturalnego pokarmu i płynących z tego wspaniałości,
    Przy każdej wizycie gości słyszałam pytania jak do prasy …
    Nie karmisz?  A czemu?  I widziałam ten wzrok do plotek łasy.
    Sama czułam się źle tym faktem , że syna nie wykarmiłam,
    A każda źłe słowo ,  spojrzenie sprawiało ,  że jeszcze gorzej się czułam . 
    Wlasnie urodziłam drugiego syna i nasza mleczna histora trwa tak niewiele,
    504 godziny , zaczęła się w nocy w niedziele,
    Ale już wywołuje u mnie mile wspomnienia ,
    Bliskości i ogromnej miłości,  takiej do zatracenia!
    Pierwszy moment z synem zapamiętam do końca życia,
    Kiedy to położono mi go na brzuchu, a on zaraz szukał mleczka do spożycia😁
    I już się położne śmiały,  że urodziłam mlekoholika małego,
    Non stop na piersi , cały dzień i noc wiszacego!
    I tak nam tez mija ta 505 godzina , mały pije
    A mama zakochana patrzy i jak połyka obserwuje ,
    Nawet jest pewna ,  że czasem widzi usmieszek malutki na jego twarzy ,
    Chce by wyrósł na cudownego i zdrowego człowieka,  o niczym innym nie marzy!
    Także mimo że , narazie ciągiem nie przespała całej godziny,
    Piersi bolą,  ledwo chodzi, to wszystko nieważne,  zrobi wszystko dla tej kruszyny❤
    Duma rozpiera mame, że wyszło im te naturalne karmienie,
    Ze starszakiem nie wyszło ,  szło nam jak kosą o kamienie!
    Młodszy natomiast pije duzo , jakby chciał  za ich dwoje…
    A produkcja trwa pełna para , czasem czuje że pekna te mleczne zwoje!
    Karmiąc piersią , czuje ze z drugiej cieknie mi po brzuchu 🤣
    Więc szybko zmienia, a mały sączy,  w całkowitym bezruchu ,
    Widać tylko blogość na jego malutkiej twarzy ,
    I wydaje mi się ,  że następne karmienie to coś o czym aktualnie marzy 😀
    Więc wiem, że chwila nie minie, nie zdążę wstać z fotela mojego,
    A już ta buźka będzie robić miny i domagać się jedzonka swojego,
    I choć wiem , że wyśpię się gdzieś za 400 dni , tak około , 
    To nieważne będziemy się karmić,  dzień i noc i tak wkoło,
    Dobrze kończę mój nieporadny poemat kochani ,
    Bo wstał mój bobasej i po minie widzę ,  że kolejne karmienie przed nami 👍

    • Agnieszko, gratuluję wyróżnienia w konkursie z LOVI!
      Podrzuć mi proszę na maila swój adres do wysyłki drobnej nagrody-niespodzianki 🙂 Szczegóły znajdziesz w części konkursowej wpisu! 🙂

  • Aurelia

    Oj, te obawy przy końcówce ciąży są zupełnie normalne bo to hormony Cię zalewają! Wiesz ile nocy mnie to dręczyło, najmniejsze wątpliwości wierciły mi dziurę w głowie .. Straszne to było! Ale zdawałam sobie sprawę, że to chwilowe i tak było. 🙂

    Życie we dwoje – to się zmieni, ale nie tak, że już nigdy nie wyjdziecie razem. Nasze Bobo ma już 7 miesięcy i odkąd skończyła 3 miesiące wychodzimy z mężem na randki raz w miesiącu. Powiedziałabym, że zaczynasz wtedy jeszcze bardziej doceniać swoją relację z drugą połówką.

    Karmienie piersią – stoczyłam istną walkę, horror o utrzymanie laktacji, zaraz po pierwszym miesiącu. Nie będę wdawać się w szczegóły, ale było warto! Laktator w torbie to strzał w dziesiątkę – sama myślałam, że nie będzie mi potrzebny, a tymczasem w szpitalu polowałam na jedyny, który mieli na stanie… Trzymam kciuki, żeby się Wam udało! To piękne doświadczenie.

    Nie martw się że czegoś nie wiesz – ja nadal nie zawsze wszystko wiem na jakiś temat, a już rozszerzamy dietę. To Twoje dziecko i będziesz widziała czego potrzebuje. Już Ci kiedyś pisałam, że musicie się siebie nauczyć. 🙂 Krzywdy na pewno Kajtkowi nie zrobisz! 😉

    Jeśli podejdziesz do tego na spokojnie, to poród będziesz wspominać pozytywnie do końca życia, a pierwsze miesiące – z rozczuleniem. 😉

  • Kasiapisar

    [Konkurs Lovi]
    Ja również jestem juz w końcówce swojej pierwszej ciąży. W tym okresie najbardziej boję się tego że zacznę rodzić przed terminem i mojego męża w tym czasie nie będzie w domu. A z racji tego że pracuję jako górnik to za żadne skarby się do niego nie dodzwonie. Bo samą wiedzę teoretyczną na temat porodu mam opanowaną ze szkoły rodzenia to myślę że będzie dobrze. A po porodzie to chyba jak większość. Jak to będzie jak pojawi się nowy członek w naszej rodzinie. Co robić żeby mu krzywdy nie zrobić. I czy mój tryb życia nie przeszkodzi w jak najdłuższym naturalnym karmieniu. Ale widzę po komentarzach że nie jestem sama. Pozdrawiam

  • Gośka Artwicht

    Ja najbardziej obawiam się dwoch rzeczy. Pierwsza jest taka czy z ciąża wszystko bedzie dobrze… mam zalozony pessar, powinnam jiz byc na wizycie kontrolnej niestety kazdy lekarz odmawia mi wizyty. Nawet (ciezko uwierzyc) ale lekarz prowadzacy moja ciaze… Tak jakby wszyscy byli w jakiejs zmowie… wiec czekam. Czekam i dostaje świra…
    Druga obawa jest taka, jak ja sobie poradze z dzieckiem i tak duzym kredytem. Maz zostawil mnie ze wszystkim samą, nawet bie mam co liczyc na alimenty bo od prawie dwoch lat nie pracuje i teraz tez nie rwie sie do pracy. Nawet juz razem nie mieszkamy. Ciezko bedzie mo wychować maluszka… i to jest moja obawa. Czy sie nie poddam, czy nie złapię jakiejs depresji… i jak sobie poradzę… 🙁

  • Ewa Skowrońska

    [Konkurs z LOVI] Kochana Kasiu, trafiłam na Twój blog przypadkiem i to od razu na post dotyczący Twoich obaw. Od razu po jego przeczytaniu poczułam się raźniej.Świadomość że przyszłe mamy mają podobne obawy jak moje dają ogromną pociechę 😊
    Jestem obecnie w 8 miesiącu ciąży i moją największą obawą jest sam poród. Był taki moment kilka tygodni temu że strach przed bólem i

  • Agnieszka Siczek

    [Konkurs z lovi]
    Oczekuje teraz na swoje pierwsze dziecko mam dwie główne obawy. Jedna może wydawać się zabawna dla mam doświadczonych i nietylko…dlatego rzadko się nią dzielę. Jest nią…ubranie dziecka. Autentycznie strasznie się boję jak ubrać taka mała kruszynke i nic jej nie zrobić. Ciągle kupując to nowsze ciuszki zastanawiam się „Ale jak ja tam wsadze główke?” I zalewa mnie zimny pot. Druga zaś obawa dotyczy karmienia piersią i tego że nie poradzę sobie z tym psychicznie bo mam strasznie niski próg bólu i obawiam się że zraze się już w pierwszych chwilach do tego 😣 Jeszcze nie wiem jak sobie z tym poradzić, ale póki co staram się myśleć po prostu optymistycznie bo w końcu będę mama, a każda mama chce i robi dla swojego dziecka jak najlepiej 😊

  • Joanna Rzońca

    Kasiu, jestem mamą trzech córek: każda jest inna i przy każdej zmagam się z nieco innymi problemami. Dobre rady innych czasem się przydają, ale naprawdę – nie ma reguły. Zaufajcie swojej rodzicielskiej intuicji. A tak poza tym, to jesteście kochającymi i odpowiedzialnymi rodzicami już teraz 🙂

  • Ewelina Paprotna

    Konkurs z Lovi. W 100 procentach czuje to samo. Dowiedziałam się że będę mamą 4 grudnia , towarzyszyła mi radość, niedowierzanie, wzruszenie, mieszanka tysiąca skrajnych uczuć. Na każdym etapie ciąży pojawiają się nowe pytania , wątpliwości. Czy dam radę? Czy będę dobrą mamą ? Szukam wsparcia na forum , u przyjaciół , rodziny , dosłownie ws

  • Moim zdaniem to bardzo dobrze, że masz obawy! To znaczy, że jesteś świadoma odpowiedzialności i wagi zmian, jakie zajdą wraz z pojawieniem się maluszka, a jednocześnie myślisz, jak to wszystko poukładać. Bardzo lubię posty o różnych życiowych przemyśleniach – są cenne dla osób, które je czytają, a mają/mieli podobną sytuację, ale też dla autora, bo stanowią taką „terapię” – przelanie emocji na słowa, rozliczenie z niektórymi wydarzeniami. Mi właśnie to pomaga podczas zmian oraz trudnych momentów.
    Nie pozostaje nic innego, jak życzyć wszystkiego najlepszego Tobie, dziecku i mężowi!

    • Salvia dzięki za miłe słowa! To prawda, że pisanie takich tekstów pomaga ułożyć w głowie różne sprawy, a świadomość, że mogą chociaż odrobinkę pomóc innym jeszcze bardziej dodaje im mocy! 🙂

  • Karolina95100

    [KONKURS Z LOVI]
    Widzę, że jednak nie jestem sama z obawami, czy dam radę jako matka. Mamą Lilianki zostanę w kwietniu i obaw o to, czy dam sobie radę jest na prawdę dużo. Nigdy nie miałam styczności z noworodkiem, nigdy żadnemu dziecku nie miałam okazji zmienić pieluszki, czy po prostu trzymać taki mały cud na rękach. Boję się nawet tego, czy biorąc Lili na ręce nie zrobie jej krzywdy, albo czy rozpoznam o co jej chodzi jak płacze 😉 ale ostatnio czytając dużo na temat obaw innych mam czuję się jednak trochę pewniej, bo widzę, że nie tylko ja mam strach w oczach, a jednak inne mamy dały radę to i ja chyba radę dam 😊 trzymam kciuki za Ciebie i proszę o trzymanie kciuków za mnie 😊 pozdrawiam 😊

  • Ewelina taler

    KONKURS Z LOVI
    Karmienie piersią było moja największa obawa, bo pierwsza walkę przegrałam i straciłam szansę na naszą mleczna przygodę 😑a walczyłam jak lwica,  wierzcie mi 👍  a ja nienawidzę przegrywać! Wtedy włacza sie we mnie alert ostrzegawczy! ” ty nie dasz rady? Taka miekka klucha jesteś?”   Co prawda nie karmiłam z przyczyn od niezależnych,  także nie powinnam się obwiniać, ale poczucie winy jest … ( uściślając,  karmiłam synka , ale nie piersią 😄) 
    Teraz nosząc na rękach drugiego synka,  jestem z siebie dumna bo tym razem los nie przekreślił moich planów 👍 a motywuje mnie ten mały chłopczyk,  na którego czekaliśmy strasznie długo,  a który teraz radośnie harcuje u mamy na raczkach😃👶 😄 chce dac synkowi wszystko co najlepsze z siebie i z początku nie będzie prosto …ale kto powiedział że ma być? Czy to, że wywalczylismy coś sobie nie daje z tego większej satysfakcji?? Także mama przygotowując się na walkę z przekornym losem zaopatrzyła się w odpowiednią broń 👍 ➡️kilka osłon na wytwórnię mleka, ale z możliwością szybkiego otwarcia mlekodajni dla szanownego panicza ➡️ koszule nocne z tą samą właściwością , oczywiście większa ilość bo zdaje sobie sprawę ,  że mini lord będzie czasem miał ochotę potraktować mnie resztkami tego cudownego pokarmu , które wypił na zapas 👍 ➡️eliksir na bolacę piersi w postaci niezastąpionej kapusty koloru zielonego, uprzednio idealnie schłodzonej i roztrzaskanej przez szanownego małżonka
    ➡️krem na obolałe brodawki… nie było nam dane za często  ➡️wkładki laktacyjne by nie zdarzyła się wpadka  🤣🤣 ale mama zapomniała o czymś jeszcze … czasem trzeba wyjść z domu 🤔 a ze dziecko musi jeść,  pompuje moją ręczną pompką te mleko… I parę godzin później mając zaledwie pół butelki 🤣 stwierdzam,  że już znechce mi  się wychodzić 🤣 no i w sumie rak nie czuje  😃

    • Ewelina, gratuluję wyróżnienia w konkursie z LOVI!
      Podrzuć mi proszę na maila swój adres do wysyłki drobnej nagrody-niespodzianki 🙂 Szczegóły znajdziesz w części konkursowej wpisu! 🙂

  • imlady

    Konkurs z lovi

    Pierwsza ciaze stracilam. Pamietam to jakby to bylo wczoraj – aplikacja ciazowa, ktora codziennie podsuwala fajne artykuly, rady itp. pogratulowala „hej! Zaczynasz 13tc, ryzyko poronienia jest juz duzo mniejsze”, wiec kupilismy wozek (tak, wiem, swir ze mnie) j na luzie pojechalam na usg prenatalne… serduszko juz nie bilo. Szpital, fatalne warunki, panie, ktore nie mialy chyba zbyt wielkiego pojecia o pomocy psychologicznej. Byl moj maz. Praktycznie non stop przez 4 dni. To jest najwazniejsze, miec na kogo liczyc.
    Druga ciaze dlugo odwlekalam, balam sie. W koncu po kilku miesiacach staran i lekow pojawily sie dwie kreski. Ucieszylam sie, ale z tylu glowy mialam ten poprzedni scenariusz… wszystko bylo ok, lekarz byl zachwycony. Na usg prenatalne jechalam prawie ryczac… ze strachu. Maz byl obok, nawet gdy nie mowil.. to jakby mowil. Chlopak! Idealny! Pracowalam, nie planowalam wyprawki, realizowalam sie zawodowo, podrozowalismy. Kilka tygodni pozniej obudzilam sie we krwi, juz sie z juniorem pozegnalam. Przyjechal moj tata i pognalismy do lekarza, maz wszedl ze mna do gabinetu, nie bylam w stanie powiedziec slowa… wszystko bylo ok. Nie dotarlo do mnie, lekarz powoli powtarzal „przeplywy w normie, serduszko super, wymiary ksiazkowe”, maz powtarzal za nim jak mantre. Do tej pory dziekuje bogu, ze znalazlam tak swietnego specjaliste, ktory jest przy tym ekstra czlowiekiem. To takie wazne…
    Urodzilam w tym samym szpitalu w ktorym kilka lat temu mialam ten koszmarny zabieg. Zeby oswoic leki chodzilismy tam do szkoly rodzenia, poznalismy polozne… dzis mija 6 dzien kiedy junior jest z nami. Mij porod? Jak marzenie. Cudowna polozna, swietni lekarze, maz przyjmujacy na klate moje piesci z bolu oraz… otwarta glowa. Od skurczu do skurczu, byle do poerwszego placzu. Lubie wiedziec, byc przygotowana i swiadoma, to daje mi wieksza pewnosc siebie. Do tego cudowny maz u boku. To najlepsza recepta. Mowie to z tej mojej 6dniowej perspektywy bycia mama, ktora wlasnie karmi naszego CUDaka.

    I tak! Po stokroc tak! Mezowie sa super. Moj kapie i przewija, robi mi herbatki i sniadanka… czuje sie jak krolowa i to dodaje pewnosci w tej nowej roli. Szczegolnie ze niestety tylek jeszcze boli 😉

  • Agata Prochotta

    Kasiu, kiedy się urodziłam zaraz 49 lat temu, byłam maleńka. Szczegóły nie ważne. Kiedy po 4 tygodniach mama wylądowała ze mną w domu, obie z babcią stanęły przed wyzwaniem wykąpania mnie. Babcia miała 44 lata, mama 20. Przygotowano wszystko z zachowaniem najbardziej wyśrubowanych ówczesnych standardów. Skończyło się na tym, że spanikowały i zamówiono położną, która kąpała mnie przez 2 tygodnie. Opowieść o akcji kąpiel była dla mojej mamy i babci traumą. Cierpiały do końca swoich dni. Kiedy urodziłam córkę i jeszcze leżąc w szpitalu dowiedziałam się, że zaraz położna będzie kąpać, zwlokłam się z łózka, żeby się przyjrzeć, bo przecież to kąpanie to najstraszniejsza czynność przy maleństwie! Oczywiście od razu przyjęłam, że nie podołam. No i co zobaczyłam? Położną biorącą dziecko w dłoń i pod kran, polewającą je czymś z butli po 5-litrowym Lenorze! Mógł tam być np. Ludwik! I powiedziałam sobie, że jeśli „obca baba” moje dziecko pod kranem, to ja w wanience i ze wszystkim czym tym bardziej! Oczywiście przyjechała moja mama, akcja pierwsza kąpiel w domu, babcia dopilnowała nagrzania pokoju (farelka w lipcu), przegotowania wody, 100 razy sprawdziła łokciem temperaturę i uciekła na korytarz. W mieszkaniu miał 7 metrów długości. Po jakimś czasie babcia nie wytrzymała i wparowała do pokoju z okrzykiem bojowym „No kiedy wreszcie zaczniesz kąpać?!”. A tu wnusia już wykąpana była na etapie pudrowania. Nikt mi więcej dobrych rad nie śmiał udzielać. Myślę, że macierzyństwo to jest w dużej mierze intuicja; i matki i dziecka. I dla dziecka nauczymy się wszystkiego. Na czele z pokonywaniem własnych obaw i lęków. A może przede wszystkim ich. Pomyślnego rozwiązania.

    • Agata czytając Twój komentarz jakoś tak zrobiło mi się miękko na serduchu – wszyscy mówią, że instynkt i intuicja zaskoczą, zrobią swoje, a Ty podzieliłaś się własnym doświadczeniem, które pokazuje, że NA SERIO tak jest 🙂 Dziękuję!!

  • Kornelia Rudawska

    (KONKURS Z LOVI) Jestem już dojrzałą bo 40-letnią mamą. Nieobce są mi obawy, o których piszesz ale z racji wieku i doświadczenia podchodzę do nich spokojnie i z dystansem. Z perspektywy czasu widzę, ze trzeba zaufać intuicji, instynkt macierzyński często sam nam podpowiada rozwiązania. Mam dwie wspaniałe córeczki w wieku szkolnym. Za około 3 tygodnie na świat przyjdzie wymarzony i długo wyczekiwany synek. Niestety życie bardzo doświadczyło nasza rodzinę. Starsza córka jest dzieckiem autystycznym a w trakcie starań o synka dwa razy mierzyliśmy się z utratą ciąży. Nie było i nadal nie jest łatwo. Moją największą obawą jest prawidłowy rozwój synka ponieważ znajduje się w grupie ryzyka. Ma niepełnosprawną siostrę i jest chłopcem a tych autyzm dotyka kilka razy częściej.
    Moje dzieci kocham nad życie i bez chwili wahania swoje bym za nie oddała. Chcę dla nich wszystkich jak najlepiej. O przyszłość dziewczynek, szczególnie starszej walczymy już od 10 lat, za chwilę dołączy do nich młodszy braciszek. Jemu także chcę zapewnić jak najlepszy start i karmić go piersią. Z różnych względów nie udało mi się to po urodzeniu córek. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej bo wiem, że mój pokarm to najlepsze co mogę mu dać. Serdecznie pozdrawiam i życzę szczęśliwego rozwiązania ☺

  • Anna Maria

    KONKURS z LOVI
    Mam podobne obawy najważniejsza, to czy sobie poradzę z pielęgnacją malucha i ogólnie czy go nie zepsuję podczas wychowywania.
    Sposobem na pielęgnację malucha jest wsparcie męża, który mnie wspiera i w razie czego mi we wszystkim pomoże, bo ma większe doświadczenie ode mnie. Z kolei, żeby nie zepsuć dziecka złym wychowaniem staram się obserwować innych rodziców i wyciągać wnioski z ich postepowania, które bardziej lub mniej mi się podoba.
    Również mam problem z dobrymi radami zaczęły się już teraz gdy przyszło urodzić dziecko. Każdy ma inną teorie na poród i cesarkę, co powoduje u mnie w głowie totalny mętlik. Staram się ogarnąć go dzięki swojej intuicji i konsultacjom z lekarzem i położną. Myślę, że jak to przejdę to nie straszne mi będą inne dobre rady. Poza tym widziałam świetne body niemowlęce z napisem „mama i tata dziękują za dobre rady, ale i tak zrobią po swojemu” więc chyba kupię je córeczce i będę jej wkładać przy najbardziej nadgorliwych gościach.

  • Kasia F-r

    [KONKURS z LOVI]
    Kasiu, podobnie jak u Was, u nas również w kwietniu, wraz z wiosną rodzi się (dosłownie!) nowe życie 🙂
    Wszystkie obawy, o których piszesz dotyczą również mnie (może poza punktem pierwszym, bo pracuję na etacie – ale to z kolei wiąże się z całą masą innych obaw i stresu o dalszy rozwój zawodowy).
    Chcę jednak myśleć pozytywnie i mam nadzieję, że dobry plan i przygotowanie do tych jakże cudownych, ale i emocjonujących zmian potrafią zdziałać cuda. Przygotowania w teorii – poradniki, blogi, szkoła rodzenia (my akurat trafiliśmy na bardzo fajną), staranne kompletowanie wyprawki dla Malutkiej, skrupulatne pakowanie torby do szpitala – to wszystko daje mi niesamowite poczucie bezpieczeństwa i jakoś tak lżej mi z myślą, że przynajmniej teoretycznie jestem przygotowana. Bo w praktyce wiadomo, że życie i rzeczywistość z Maluszkiem na pewno zaskoczy nas milion razy w najmniej spodziewanym momencie, ale po co martwić się na zapas 🙂
    No i głęboko wierzę, że natura jednak wie, co robi i w odpowiednim momencie zadziała instynkt macierzyński i kobieca (ba, matczyna!) intuicja, które sprawią, że będę najlepszą możliwą mamą dla swojej córeczki.
    Moją największa obawa nie jest więc związana z pierwszymi tygodniami czy miesiącami po powiększeniu rodziny. Najbardziej boję się tego, co będzie później. Jak wychować córkę na silną, mądrą, pewną siebie i ciekawą świata małą kobietę? Jak przekazać jej wartości, w które sami z mężem wierzymy i wyznajemy? Jak sprawić, by w tym szalonym świecie smartfonów, mediów społecznościowych, rozmaitych gadżetów i pogoni za sukcesem i dobrami materialnymi rozumiała, co jest naprawdę w życiu ważne i umiała doceniać to, co proste, naturalne, dobre i piękne? Jak dać jej siłę, by umiała dokonywać właściwych wyborów i nie bała się podążać za głosem serca, niezależnie od tego, czy zechce być prawniczką, pielęgniarką, astrofizykiem czy kierowcą autobusu? I by zawsze wiedziała, że może mi zaufać i liczyć na mnie w każdej potrzebie? Ktoś pomyśli, że martwię się na zapas… Ale ja wiem, że czas goni jak szalony i zanim się obejrzę, a z mojej Kruszynki, która jeszcze siedzi w brzuszku wyrośnie mały, rozumny stworek zadający milion pytań i uważnie obserwujący otaczający świat, więc na to też chcę być przygotowana! Jak sobie radzę z tymi obawami? Rozmawiam, słucham i obserwuję doświadczonych rodziców w swoim otoczeniu. Czytam nie tylko o porodzie i karmieniu piersią, ale też o wychowywaniu dziecka w bliskości i zaufaniu, o dawaniu pozytywnego przykładu, o wzmacnianiu relacji z mężem – jestem pewna, że ciepły dom i zgodni, wspierający się rodzice są podstawą w budowaniu własnej wartości i poczucia bezpieczeństwa przez dziecko. No i rozmawiam ze swoją mamą – wiadomo, że ona wychowywała mnie i brata w innych czasach, ale wierzę w jej mądrość, rozwagę i rozsądek i chcę z nich czerpać ile mogę 🙂 A dodatkowe poczucie bezpieczeństwa daje mi fakt, że moja córka będzie miała taką cudowną babcię i jednocześnie ogromnie inspirującą kobietę blisko siebie 🙂
    Kasiu, życzę Ci (i sobie :)) dużo siły, odwagi i pozytywnych myśli na te ostatnie tygodnie ciąży! Wydajesz się niezwykle pozytywną i życzliwą osobą, a ja wierzę, że dobrych ludzi spotykają dobre rzeczy 🙂
    Moc buziaków od Brzuszka dla Brzuszka :*

  • Katarzyna Krawczyk

    [KONKURS z LOVI]
    Kasiu, podobnie jak u Was, u nas również w kwietniu, wraz z wiosną rodzi się (dosłownie!) nowe życie 🙂
    Wszystkie obawy, o których piszesz dotyczą również mnie (może poza punktem pierwszym, bo pracuję na etacie – ale to z kolei wiąże się z całą masą innych obaw i stresu o dalszy rozwój zawodowy).
    Chcę jednak myśleć pozytywnie i mam nadzieję, że dobry plan i przygotowanie do tych jakże cudownych, ale i emocjonujących zmian potrafią zdziałać cuda. Przygotowania w teorii – poradniki, blogi, szkoła rodzenia (my akurat trafiliśmy na bardzo fajną), staranne kompletowanie wyprawki dla Malutkiej, skrupulatne pakowanie torby do szpitala – to wszystko daje mi niesamowite poczucie bezpieczeństwa i jakoś tak lżej mi z myślą, że przynajmniej teoretycznie jestem przygotowana. Bo w praktyce wiadomo, że życie i rzeczywistość z Maluszkiem na pewno zaskoczy nas milion razy w najmniej spodziewanym momencie, ale po co martwić się na zapas 🙂
    No i głęboko wierzę, że natura jednak wie, co robi i w odpowiednim momencie zadziała instynkt macierzyński i kobieca (ba, matczyna!) intuicja, które sprawią, że będę najlepszą możliwą mamą dla swojej córeczki.
    Moją największa obawa nie jest więc związana z pierwszymi tygodniami czy miesiącami po powiększeniu rodziny. Najbardziej boję się tego, co będzie później. Jak wychować córkę na silną, mądrą, pewną siebie i ciekawą świata małą kobietę? Jak przekazać jej wartości, w które sami z mężem wierzymy i wyznajemy? Jak sprawić, by w tym szalonym świecie smartfonów, mediów społecznościowych, rozmaitych gadżetów i pogoni za sukcesem i dobrami materialnymi rozumiała, co jest naprawdę w życiu ważne i umiała doceniać to, co proste, naturalne, dobre i piękne? Jak dać jej siłę, by umiała dokonywać właściwych wyborów i nie bała się podążać za głosem serca, niezależnie od tego, czy zechce być prawniczką, pielęgniarką, astrofizykiem czy kierowcą autobusu? I by zawsze wiedziała, że może mi zaufać i liczyć na mnie w każdej potrzebie? Ktoś pomyśli, że martwię się na zapas… Ale ja wiem, że czas goni jak szalony i zanim się obejrzę, a z mojej Kruszynki, która jeszcze siedzi w brzuszku wyrośnie mały, rozumny stworek zadający milion pytań i uważnie obserwujący otaczający świat, więc na to też chcę być przygotowana! Jak sobie radzę z tymi obawami? Rozmawiam, słucham i obserwuję doświadczonych rodziców w swoim otoczeniu. Czytam nie tylko o porodzie i karmieniu piersią, ale też o wychowywaniu dziecka w bliskości i zaufaniu, o dawaniu pozytywnego przykładu, o wzmacnianiu relacji z mężem – jestem pewna, że ciepły dom i zgodni, wspierający się rodzice są podstawą w budowaniu własnej wartości i poczucia bezpieczeństwa przez dziecko. No i rozmawiam ze swoją mamą – wiadomo, że ona wychowywała mnie i brata w innych czasach, ale wierzę w jej mądrość, rozwagę i rozsądek i chcę z nich czerpać ile mogę 🙂 A dodatkowe poczucie bezpieczeństwa daje mi fakt, że moja córka będzie miała taką cudowną babcię i jednocześnie ogromnie inspirującą kobietę blisko siebie 🙂
    Kasiu, życzę Ci (i sobie :)) dużo siły, odwagi i dobrych myśli na te ostatnie tygodnie ciąży! Wydajesz się niezwykle pozytywną i życzliwą osobą, a ja wierzę, że dobrych ludzi spotykają dobre rzeczy 🙂
    Moc buziaków od Brzuszka dla Brzuszka :*

    • Kasiu, gratuluję wygrania w konkursie z LOVI!
      Podrzuć mi proszę na maila swój adres do wysyłki nagrody:) Szczegóły znajdziesz w części konkursowej wpisu! 🙂

      • Katarzyna Krawczyk

        Ale fajnie, bardzo się cieszę 🙂 I dziękuję Kasiu Tobie i firmie LOVI za możliwość udziału w konkursie i super-przydatną nagrodę 😉

  • Marta

    [KONKURS z LOVI]
    Miałam naprawdę wiele obaw zwiazanych z moim macierzyństwem. Jednak chyba jedną z największych była ta, która pojawiła się podczas drugiej ciąży. Jako jedynaczka, nie umiałam sobie wyobrazić, że można tak wielką miłością obdarzyć więcej niż jedno dziecko. Strasznie się bałam, że skrzywdzę drugiego malucha niedostatateczną ilością uczuć, że wyczerpałam pokłady. O dziwo, po porodzie pokochałam moją drugą córkę kiedy tylko wzięłam ją w ramiona. To nie jest ckliwy tekst. To było naprawdę uderzenie. Za pierwszym razem strach przed nową rolą sprawiał, że miłości się uczyłam. Szybko, ale uczyłam. Za drugim razem rola była mi już znana… Moje obawy rozmyły się ekspresowo. Teraz jestem pewna, że matczyna miłość to jest siła, której nie da się wyczerpać.

  • Ania Skowronek

    Czego sie boje myslac o macierzynstwie… Po 8 latach staran boje sie ze bycie biologiczna mama nigdy nie bedzie mi dane… Boje sie momentu adopcji, rozpraw sadowych, doswiadczen dziecka z okresu kiedy go nie znalam, boje sie bezwzglednosci genetyki. Radze sobie z lękiem, myslac o sile jaka ma w sobie milosc rodzicow. Pozdrawiam.

  • Dagmara Kokoszka

    [KONKURS z Lovi] Kochana Kasiu… Pamiętam, jak pierwszy raz dowiedziałam się, że zostanę mamą (teraz już 7-letniej dziewczynki). Byłam przerażona – miałam 20 lat i kompletny mętlik w głowie. W moim otoczeniu byłam uważana za tą „co wpadła”. Codziennie musiałam mierzyć się z niemiłymi docinkami i komentarzami. Bałam się, że może rzeczywiście nie dam sobie rady… Od 31 tygodnia ciąży, aż do porodu – czyli 37 tc leżałam w szpitalu. Każdego dnia walczyłam o jeszcze chwilkę mojej kruszynki w brzuszku, aby pozwolić jej na lepszy start w życie… Udało się! Naprawdę pokochałam tę moją malutką od pierwszych chwil i wszelkie watpliwości o to, czy będę dobrą mamą – minęły. Wystarczył jeden uśmiech mojej córki, a wszystkie docinki i komentarze przestawały się dla mnie liczyć. Kiedy byłam w ciąży z synem – w tej chwili prawie 4latkiem, miałam znów mieszane uczucia. Młoda matka, samotna, z dwójką dzieci, po ciężkim wypadku i ze złamanym kręgosłupem. Czy to w ogóle ma szansę się udać?! Krytyka płynęła do mnie z każdej możliwej strony… że małolata, nieodpowiedzialna, zniszczyła życie dwójki dzieci… Jednak każda chwila od wypadku do porodu była dla mnie prawdziwym wyzwaniem. Ogromny ból, stres i uziemienie praktycznie przez pół roku dawały się we znaki praktycznie kazdego dnia. Ze względu na moje zdrowie i zagrożenie ciąży – leżałam praktycznie bez ruchu. 6 długich miesięcy. Nie udało się dotrwać do końca – synek urodził się w wyniku traumatycznie ciężkiego porodu w 34 tc. Nie oddychał sam, nie jadł, próbował walczyć z męczącą go bakterią. Codzienna walka o jego życie znów uświadomiła mi, że nie jestem złą matką i nie mogę po raz kolejny słuchać „życzliwych” komentarzy społeczeństwa. Postawiłam wszystko na jedną kartę – dla moich dzieci i ich zdrowia. Dałam radę. Dziś jesteśmy szczęśliwą rodziną i spodziewamy się trzeciego skrzata. To prawdziwa pełnia szczęścia! Przestałam już myślec o tej ciąży jako o czymś „nieodpowiednim” i kompletnie nie słucham komentarzy i opinii. To my mamy byc szczesliwi i tak właśnie zamierzam się czuc 🙂 Trzeba walczyć o dobro i spokój swój i swojej rodziny. Ludzie zawsze będą się wtrącać i oceniać, a to tylko od nas zależy jak te puste słowa potraktujemy… Wszystkiego dobrego Kasiu:) I zdrówka dla całej Waszej trójki! Buziaki.

  • Aleksandra

    Doświadczenia z dziećmi nie mam, więc w tym temacie mogę wam tylko wszystkiego dobrego życzyć i pozytywnego myślenie, choć z tym chyba problemu mieć nie powinnaś.

    Jednak muszę napisać, że ten wpis „wywrócił mi życie do góry nogami” przez 27 lat swojego życia byłam pewna, że chojrak to synonim tchórza. W pierwszej chwili myślałam, że może Tobie zdarzyła się pomyłka, więc dla pewności sprawdziłam… ile ja historii w życiu nie zrozumiałam!

    • Ola 😀 ja też sprawdzałam pisząc tekst, ale dlatego, że mój ciążowy mózg nie był pewien czy to słowo pisze się przez „h” czy „ch” 😀

  • Efcia

    [KONKURS z LOVI] Hej. Z przyjemnością czytam takie nieoderwane od rzeczywistości informacje na temat macierzyństwa i obaw z tym związanych. Dziękuję, Kasiu za ten artykuł! Jestem na początku drugiego trymestru i kocham Kropkę całym sercem ale moim największym stresem jest to, czy się polubimy. Jestem z tych, którzy od dzieci w rodzinie i u znajomych do tej pory trzymali się na dystans, twierdziłam, że nie umiem z nimi znaleźć wspólnego języka itd. Natomiast w momencie kiedy Kropka przyjdzie na świat będziemy musiały nauczyć się siebie nawzajem, polubić i zaprzyjaźnić. I tu jest ten stres – czy to się uda…

  • Julia

    [KONKURS z LOVI]
    Moją największą obawą związaną z macierzyństwem jest to czy będę mogła karmić swoje dziecko piersią. Bardzo bym tego chciała ale wiem że ze względu na zaburzenia hormonalne w moim organizmie może to być niemożliwe. I chyba ogólnie zawsze najbardziej boję się rzeczy, na które nie mam wpływu albo pozornie nie mam wpływu. Jak sobie z tym radzę? Szykuję się na walkę :). Nie daję sobie wmówić że nic się nie da zrobić i trzeba się po prostu z tym pogodzić. Karmienie naturalne jest czymś czego bardzo pragnę i wiem że będzie wymagało ode mnie większej determinacji i konsekwencji niż od innych mam. Przygotowuję się do tego przede wszystkim psychicznie, przygotowuję mojego męża żeby wiedział jak mi pomóc i mnie wesprzeć kiedy będzie trudno. Rozmawiam z mamami, które miały podobny problem i udało im się pokonać trudności i czerpię z ich doświadczenia. I choć gdy pierwszy raz o tym usłyszałam to się zalamalam ze jak to nie będę karmić mojego dziecka, teraz odsuwam od siebie te lęki jak najdalej i nie skupiam się na tym czego nie jestem w stanie zmienić w swoim organizmie. Staram się zniwelować konsekwencje choroby i zawalczyć tyle ile będę w stanie i to na czym mi zależy.
    Pozdrawiam ciepło!

  • Karolina

    [Konkurs z Lovi]
    Moją największą obawą związaną z macierzyństwem jest… popadnięcie w marazm i stanie się „ciepłą kluchą”. 🙂 Prowadzimy raczej aktywny tryb życia (praca, bieganie, spotkania z przyjaciółmi, a przede wszystkim podróże – dłuższe wyprawy latem, krótsze citybreaki w ciągu roku), ale wiem, że to wszystko nie dzieje się samo i potrzeba bardzo niewiele (wystarczy jeden niezaplanowany dzień…), aby popaść w totalne lenistwo i spędzić pół dnia w piżamie przed laptopem. 🙂 Potrzebuję narzuconych z zewnątrz (praca, treningi) ram czasowych, aby dobrze się zorganizować. Oczywiście chciałabym być uśmiechniętą super-mamą, która będzie prowadzić aktywny tryb życia z dzieckiem w chuście na brzuchu, ale obawiam się, że przyjście na świat Mikołajka postawi moją codzienność na głowie i wcale nie tak łatwo będzie się zmobilizować do różnych „pozadomowych” aktywności (albo że będę wolała po prostu odespać ;)). Przeraża mnie wizja zmęczonej mamy, krzątającej się wyłącznie między zabawkami a gotowaniem obiadu. 🙁
    Jak sobie z tym radzę? Przede wszystkim staram się już teraz ujarzmić nową rzeczywistość, szukając w moim mieście miejsc, w których można spędzać aktywnie czas z maluchem oraz planując naszą pierwszą podróż z kilkumiesięcznym synkiem. 🙂 Bardzo pomocne jest też czytanie (niepodlukrowanych!) blogów rodziców, którzy pomimo narodzin dzieci nie utracili wcześniejszej energii do pozarodzicielskiego życia i starają się włączać w nie maluchy.

  • Katarzyna Krawczyk

    [KONKURS z LOVI]
    Kasiu, podobnie jak u Was, u nas również w kwietniu, wraz z wiosną rodzi się (dosłownie!) nowe życie 🙂
    Wszystkie obawy, o których piszesz dotyczą również mnie (może poza punktem pierwszym, bo pracuję na etacie – ale to z kolei wiąże się z całą masą innych obaw i stresu o dalszy rozwój zawodowy).
    Chcę jednak myśleć pozytywnie i mam nadzieję, że dobry plan i przygotowanie do tych jakże cudownych, ale i emocjonujących zmian potrafią zdziałać cuda. Przygotowania w teorii – poradniki, blogi, szkoła rodzenia (my akurat trafiliśmy na bardzo fajną), staranne kompletowanie wyprawki dla Malutkiej, skrupulatne pakowanie torby do szpitala – to wszystko daje mi niesamowite poczucie bezpieczeństwa i jakoś tak lżej mi z myślą, że przynajmniej teoretycznie jestem przygotowana. Bo w praktyce wiadomo, że życie i rzeczywistość z Maluszkiem na pewno zaskoczy nas milion razy w najmniej spodziewanym momencie, ale po co martwić się na zapas 🙂
    No i głęboko wierzę, że natura jednak wie, co robi i w odpowiednim momencie zadziała instynkt macierzyński i kobieca (ba, matczyna!) intuicja, które sprawią, że będę najlepszą możliwą mamą dla swojej córeczki.
    Moją największa obawa nie jest więc związana z pierwszymi tygodniami czy miesiącami po powiększeniu rodziny. Najbardziej boję się tego, co będzie później. Jak wychować córkę na silną, mądrą, pewną siebie i ciekawą świata małą kobietę? Jak przekazać jej wartości, w które sami z mężem wierzymy i wyznajemy? Jak sprawić, by w tym szalonym świecie smartfonów, mediów społecznościowych, rozmaitych gadżetów i pogoni za sukcesem i dobrami materialnymi rozumiała, co jest naprawdę w życiu ważne i umiała doceniać to, co proste, naturalne, dobre i piękne? Jak dać jej siłę, by umiała dokonywać właściwych wyborów i nie bała się podążać za głosem serca, niezależnie od tego, czy zechce być prawniczką, pielęgniarką, astrofizykiem czy kierowcą autobusu? I by zawsze wiedziała, że może mi zaufać i liczyć na mnie w każdej potrzebie? Ktoś pomyśli, że martwię się na zapas… Ale ja wiem, że czas goni jak szalony i zanim się obejrzę, a z mojej Kruszynki, która jeszcze siedzi w brzuszku wyrośnie mały, rozumny stworek zadający milion pytań i uważnie obserwujący otaczający świat, więc na to też chcę być przygotowana! Jak sobie radzę z tymi obawami? Rozmawiam, słucham i obserwuję doświadczonych rodziców w swoim otoczeniu. Czytam nie tylko o porodzie i karmieniu piersią, ale też o wychowywaniu dziecka w bliskości i zaufaniu, o dawaniu pozytywnego przykładu, o wzmacnianiu relacji z mężem – jestem pewna, że ciepły dom i zgodni, wspierający się rodzice są podstawą w budowaniu własnej wartości i poczucia bezpieczeństwa przez dziecko. No i rozmawiam ze swoją mamą – wiadomo, że ona wychowywała mnie i brata w innych czasach, ale wierzę w jej mądrość, rozwagę i rozsądek i chcę z nich czerpać ile mogę 🙂 A dodatkowe poczucie bezpieczeństwa daje mi fakt, że moja córka będzie miała taką cudowną babcię i jednocześnie ogromnie inspirującą kobietę blisko siebie 🙂
    Kasiu, życzę Ci (i sobie :)) dużo siły, odwagi i pozytywnych myśli na te ostatnie tygodnie ciąży! Wydajesz się niezwykle pozytywną i życzliwą osobą, a ja wierzę, że dobrych ludzi spotykają dobre rzeczy 🙂
    Moc buziaków od Brzuszka dla Brzuszka :*
    PS. Już trzeci raz próbuję dodać komentarz i za każdym razem się nie publikuje… Mam nadzieję, że teraz się uda! 🙂

  • Ewa Marcinek

    Również zgadzam się w 100% z Twoim wpisem. Jestem mamą od 7 lat. Mam 3 dzieci (7,5,3).Najstarszy ma na imię Kajtek :)))
    Super, że pakujesz do szpitala mnóstwo „pozytywnego myślenia” – będzie bezcenne(!) Faktem jest, że nie da się w pełni przygotować do roli jaka za kilka tygodni przejmiesz. Natomiast patrząc wstecz wiem, że wsparcie męża, pomoc rodziców, pozytywne podejście i DOBRA ORGANIZACJA to jedyne sposoby by macierzyństwo było pełne pozytywnych wspomnień i aby Cię nie przerosło. Bez wsparcia mojego męża nie stałabym się tak „fajną mamą” jak sądzę, że moje dzieci uważają że teraz jestem. Obiady które dostarczała mi teściowa kiedy próbowałam ogarnąć się na początku z maluszkiem… takie niby nic – obiad – a jednak był gotowy i nie musiałam o nim myśleć. Pozytywne podejście nigdy nie było moją najmocniejsza stroną szczególnie gdy byłam bardzo zmęczona, ale w takich chwilach nieoceniony był mąż który mówił: „połóż się, ja się nim zajmę…” – nigdy mu tego nie zapomnę! No i dobra organizacja jest NIEZASTAPIONA. Dla mnie osobiście to podstawa. Mając 3 malutkich dzieci w domu gwarantuję Ci, że WIEM O CZY MÓWIĘ! Ale pamiętam jak w domu pojawił się nasz Kajtuś, przez pierwsze 2 tygodnie był chaos do potęgi. A ja w chaosie żyć nie potrafię i było bardzo źle. Uznałam, że tak się nie da. Musiałam COŚ zrobić żeby nie zwariować. Po tych 2tyg poprosiliśmy o pomoc konsultantke laktacyjną. Od tego momentu zaczęło się wszystko dobrze układać. Przyznam się, że mój Kajtek pierwsze miesiące życia był karmiony piersią (choć nie bez trudności na początku) według harmonogramu. Dzięki temu on wiedział, a raczej czuł (jak to noworodek) co kiedy się dzieje i czuł się bezpiecznie a ja miałam wszystko poukładane dzięki czemu też czułam się dobrze.
    Na koniec powiem Ci tak: wsłuchaj się w siebie. Jeżeli MAMA jest szczęśliwa i spokojna to maleństwo TEŻ i ta dewiza niech Ci przyświeca przez cały WSPANIAŁY okres macierzyństwa.

  • Ewa Limanówka

    [KONKURS z LOVI]
    Kasiu też będę mamą po raz pierwszy niedługo❤ Chociaż ta ciaża jest taka upragniona i wyczekana nie mogę sie pozbyć strachu przed tym ze coś złego moze sie przytrafic mojemu dziecku. Poroniłam pierwszą ciąże bardzo wczesnie i kosztowało mnie dużo zdrowia pogodzenie sie z tym i przygotowanie do kolejnej ciąży. Potrzebowałam sporo czasu i chociaż cieszę sie przeogromnie i mam wielkie wsparcie ze strony męża ciągle z tyłu głowy mam myśl że coś złego może sie wydarzyć. Poród już za trzy miesiące. Boje się że ten strach będzie mnie paralizowal rownież gdy Maluszek będzie z nami. Czuję że będą chwilę bezsilności kiedy nie będę wiedziała co Mu jest i jak mu ulżyć w płaczu i bedziemy płakać obydwoje – ja i malutki Jan. Jedyna nadzieja w mężu że w takich chwilach ogarnie i swoją żonę i syna 🙂

    PS: Życzę Ci spokojnej końcówki ciąży. Niech moc bedzie z Nami Matkami.

  • KONKURS z LOVI

    Jako przyszła Mama
    Zostałam z brzuszkiem sama
    Obaw było bardzo dużo, wiele
    Daleko byli nawet Przyjaciele
    Przerażała mnie najbardziej samotność i brak sił
    Czy ogarnę wszystko, gdy Dzieć będzie śnił?
    Jak to zorganizować by dobrze było
    Aby niczego nie brakło, gdy będzie zimno?
    W styczniu śnieg może drogi zasypać
    Co będzie, gdy ktoś o „szczegóły” będzie pytać?
    Jak bez Tatusia wszystko zorganizować
    Gdy on tak daleko będzie pracować?
    Czy będę umiała zająć się Kruszynką?
    Czy dobrze przewinę moja Dziecinkę?
    Czy z kąpielą pierwsza sobie poradzę?
    Czy na pierwszy spacer wyjść się odważę?
    I czy nie braknie samozaparcia
    Kiedy nie będzie nikogo do łez otarcia?
    Czy spełnię się dobrze w roli Matki?
    Czy puszczę mimo uszu sąsiadek gatki?
    Były osoby, co pewność mą podkopały
    I poczułam się jak okruch mały
    I gdy już byłam na strachu granicy
    Dostałam wsparcia tyle, że sama nie zliczę
    Lekarz prowadzący Michał- ciężarnych marzenie
    Wspierał, pocieszał, okazywał zrozumienie
    Położna Ania oddechy liczyła
    W krytycznym momencie znieczulenie załatwiła
    I Przyjaciele do nas przyjechali
    Ci co nie mogli przez telefon sił dodawali
    I Tatusiowi się wszystko wypaliło
    Miesiąc serce Jego przy nas było
    Wszyscy pomogli i sił dodali
    Wiarę słabej Matki podbudowali
    Dobrych porad nie szczędzili
    Życzliwością mnie rozczulili
    W poradniki zainwestowali
    Ze specjalistami skonsultowali
    Udało się wszystko: przewijanie, spacer, do serca tulenie
    I wiem już teraz, że macierzyństwo to mych marzeń spełnienie

  • W pierwszej ciąży obawiałam się wszystkiego – nigdy wcześniej nie miałam w rękach niemowlaka, więc kompletnie nie wiedziałam, czego się spodziewać. W sumie najbardziej bałam się, że nie będę umiała dziecka pokochać – w końcu przez to, że nie wiedziałam jak się zachować przy dzieciach, cała moja rodzina zakładała, że dzieci nie lubię. Ta obawa mijała z każdym dniem po porodzie – bo to nie było tak, że zalała mnie fala miłości. Tak, był zachwyt, gdy zobaczyłam te wielkie, czarne oczy, ale jednak szybko gdzieś zniknął pod ciężarem nowych obowiązków, „życzliwych” rad i problemów zdrowotnych, których się nie spodziewaliśmy. Jednak ta miłość do Pierwszego jakoś powoli rosła.
    Ciągle jest we mnie obawa, że czegoś nie dopilnuję, mam wyrzuty sumienia, że nie pojawiliśmy się wcześniej u fizjoterapeuty, mogliśmy sobie oszczędzić wielu miesięcy zaropiałych oczu, gdybyśmy bardziej naciskali na lekarzy, by dali skierowanie na zabieg, że może od dawna powinniśmy regularnie chodzić do logopedy. Ale wiem, że ostatecznie najważniejsze jest to, żebym miała do Pierwszego cierpliwość (i czasem umiała zamknąć się w pokoju i uspokoić, zamiast patrzeć na niego ze złością).

    Teraz, na 6 tygodni przed drugim porodem, boję się o to, jak sobie poradzimy z organizacją – już przy jednym dziecku jest trudno, a co będzie z dwójką? Boję się też, jak Pierwszy zareaguje na Drugiego – czy pojawienie się rodzeństwa wzmocni bunt dwulatka, czy nie zrobi młodszemu krzywdy w swoich napadach wściekłości? Boję się też, że Drugi będzie miał te same dolegliwości co Pierwszy i będzie równie (albo bardziej) wymagający, przez co nie będziemy mieć czasu dla Pierwszego. Na szczęście teraz już wiem, czego się spodziewać, jakich cudów się nie spodziewać, kogo słuchać (wymagajace.pl, hafija), kogo nie słuchać (Tracy Hogg) i liczę, że psychicznie będę silniejsza.

    Przepraszam, że się rozpisałam 😉

  • paulikk06

    [KONKURS Z LOVI] Droga Kasiu !!! Jestem Matką Brzuchatką w 32 tygodniu ciąży. To moje drugie Maleństwo – córeczka w tym roku kończy 7 lat i szczerze moge powiedziec ze pierwsza ciaza to byla pestka mimo tego ze mialam 23 lata, bylam trzy miesiace po slubie na piatym roku studiów, na dwóch kierunkach i o swiecie a tym bardziej ciazy i macierzyństwie nie wiedzialam kompletnie NIC !!!teraz z perspektywy czasu wiem ze tamto NIC to naprawde NIC w porownaniu z tym przez co przeszlam tym razem. Po 6 latach zdecydowalismy sie na dzidziusia. Dzieki Bogu bardzo szybko się udalo, dwie kreseczki na tescie ogromna radosc, ale tez niepokoj i przerazenie i kiedy juz powoli sie uspokajalam i docieralo do mnie ze bede miala kolejne dziecko w 6 tygodniu krwotok i szpital. Nigdy w zyciu nie przezylam czegos takiego a kiedy Pani Dr powiedziala ze „natura sama zdecyduje” i jesli sie uda to bedzie cud myslalam ze oszaleje z rozpaczy. Nigdy w zyciu nie sadzilam ze mozna tak kochac mala kropeczke na monitorze z bijacym serduszkiem, ze mozna do niej mowic „badz dzielny malutki”i „na pewno dasz rade ” i ze przez tydzien mozna wpatrywac sie w szpitalny sufit modlac sie zeby wszystko bylo dobrze. Byl dzielny !!!! Dal rade !!! Nie poddal sie !!!! i teraz wiem ze moje baby blues’y, obolale piersi, burza hormonow, zwisajacy brzuch i kompletny brak czasu to naprawde bardzo bardzo malutkie rzeczy ktore mina z czasem> Najwazniejsze sa te (juz niedlugo) trzy istotki w moim zyciu na ktore spojrze rano po obudzeniu i bede najszczesliwsza zmeczona, obolala, niewyspana zona i mama na swiecie !!!!:)

  • Joanna Okoniewska

    KONKURS Z LOVI

    Równo 5 tygodni temu, dokładnie 08.02 zakochałam się po raz trzeci, zostałam mamą drugi raz.
    Ale odpoczatku..
    W 2014 roku, we wtorek 04.11 o 7 z minutami wyleciałam jak torpeda z naszej łazienki jeszcze wtedy w pokoju w hotelu asystenckim (taki akademik dla pracowników uczelni)
    zalana łzami obudziłam męża trzymając pozytywny test w ręku i lamentując ‚jak my sobie poradzimy w tych 9 m2’. Moj Maz wypowiedział tylko jedyne słuszne w tym momencie zdanie po czym przytulił mocno i pocałował. Wiedziałam, ze będzie dobrze- no nie może być przecież inaczej! Od dziecka marzyłam o pierwszej córce. Sukienki, falbanki i wszechobecny róż. Pierwsze zderzenie z rzeczywistością nastąpiło 10.02.2015 – 100% syn… Syn? Jak? Miała być córka, nie będę umiała pokochać syna tak jak córki o której zawsze marzyłam. Ignacy przyszedł na świat w noc swiętojańską 24.06 byliśmy szczęśliwi <3
    .. i to by było na tyle. Depresja poporodowa spowodowana wieloma czynnikami wyłączyła mnie ze świadomego macierzyństwa na miesiąc. Codziennie wylewałam łzy wmawiając sobie, ze koniec z marzeniami, dalekimi podróżami i przesypianem nocy. Ze od teraz jest nas troje a ten mały człowiek potrzebuje nas tak bardzo a ja nie wiem czy się sprawdzę w roli mamy. Znów mąż okazał się moim Supermanem <3
    W zeszłym roku, 10 czerwca „znów to samo” dwie kreski. Tym razem nie było płaczu ale uśmiech pomieszany z zakłopotaniem – bo jak to? Wkładka hormonalna miała działać jeszcze 1,5 roku a tu psikus. Później niepewność i strach o swoje zdrowie a nawet życie bo przecież ginekolog powiedział, ze to na pewno ciąża źle umiejscowiona bo na wkładce nie ma ciąż żywych, donoszonych i będziemy obserwować żeby nie doszło do usunięcia jajnika a poza tym strach – co jesli to będzie kolejny chłopiec? Przecież mam już jednego i drugiego nie chce…
    ale ja od początku czułam, czulam ze to maleństwo jest i będzie żyło i ze będzie to moja wymarzona córka ❤️
    Udało się, ciąża umiejscowiona prawidłowo, przeżyła mimo wyciągania wkładki a co za tym idzie mechanicznego uszkodzenia tkanek w środku i w końcu 01.09 lekarz potwierdził moje przeczucia – jest córa. Mimo tej wielkiej radości znów dopadły mnie wątpliwości- co teraz z Ignasiem? Przestane go kochać? Jak podzielę tą miłość na dwoje żeby oboje dostali po równo?! Przecież moj synuś jest taki malutki, on ma zostać starszym bratem?
    Dziś po równo 5 tygodniach od przyjścia na świat Zoi mam w głowie jedną mysl – ależ ja byłam głupiutka. Miłość się mnoży a nie dzieli! a Ignacy, moj mały synuś mimo swojego temperamentu jest najcudowniejszym starszym bratem na świecie. Nagle po przyjściu ze szpitala zrobił się taki dorosły, taki mądry i tak urósł – i to wszystko w 3 dni 🙂
    Więź miedzy nimi jest nie do opisania a ja spełniam się jako mama i syna i córki. Problem mamy tylko jeden- brak dobrego laktatora, który pozwolił by mi wyjść na wizytę do lekarza bez małej przyklejki Zoi 😉

  • Katarzyna

    [KONKURS z LOVI] Kochana Katarzynko, moja imienniczko, mam nadzieje, że nie zrobię wtopy tak się witając z Tobą przy pierwszym wpisie. U mnie w pierwszej ciąży z każdym etapem ciąży pojawiały się nowe obawy. Czytając Twój wpis utwierdziłam się w przekonaniu, że nie jestem sama. Przez każdy z twoich punktów przeszła i wiele innych mniejszych i większych, a mogłabym o nich książkę napisać. Przez zdrowie dziecka (na każde badanie chodziłam tak zestresowana, że aż się moja doktorka śmiała) rodzaj porodu (panicznie boje się wszelkiego rodzaju zabiegów), aż po karmienie ( strasznie chciałam kp, choć u nas panuje moda na mm. Znajome się śmiały ze mnie, bo każda z nich od razu karmiła mm no tak im było wygodniej.) U mnie problemy z kp pojawiły się po miesiącu. Z dnia na dzień straciłam mleko i trzy dni walczyłam o powrót mleka a miesiąc, ze złami w oczach, o powrót do wyłącznego karmienia piersią, ściągałam pokarm metodą 7/5/3 co trzy godziny codziennie przez miesiąc ręcznym laktatorem, bo na inny nie będzie mnie stać. Ale udało się i karmiłam do 10 miesiąca (synowi chyba nie smakuje mleko przez burze hormonów, bo nie chce pić nawet jak mu ściągnę) czyli do czasu walentynek kiedy mój mąż stwierdził,(bez konsultacji ze mną), że czas na drugiego bobasa, i niestety mu się udało… Niestety bo jestem przerażona druga ciąża po cc po 10 miesiącach to za szybko. Mam tyle obaw, że mi głowa pęka. I co ja zrobię jak powtórzą się problemy z laktacją? Przecież przy dwójce małych dzieci nie będę mieć czasu! Teraz z niecierpliwością czekam na wizytę u lekarza, bo 2 kreski już widziałam. Bardzo bym chciała, żeby wszystko było w porządku. A Tobie kochana życzę wszystkiego dobrego, by wszystkie obawy okazały się niepotrzebne! Zdaj się na intuicje matki! Na pewno dasz sobie świetnie rade! Pozdrawiamy Katarzyna z mężem i Szymonem i jedną małą istotką!

  • Magdalena Kwiatek

    [KONKURS z LOVI] Mam prawie 3 letnią córkę ale planujemy powiększenie rodziny. Największa obawa przed pierwszą ciążą dotyczyła tego jaką będę matką i czy sobie dam rady. Z perspektywy czasu widzę, że ta obawa była..przesadzona.Bo jeśli dajesz z siebie wszystko, jeśli kochasz całym sercem to na pewno dasz rady – a na pewno nikt nie będzie w tym lepszy od Ciebie bo to ty jesteś mamą i to Ty nosiłaś maleństwo pod sercem i znasz jego potrzeby.
    Za drugim razem moje obawy są bardziej przyziemne. Już wiem jak wyglądał poród, trud początków karmienia piersią, pierwszy rok nieprzespanych nocy. I to czego się najbardziej obawiam..to nawał pokarmu po porodzie! I tak poród był ciężki (rodziłam naturalnie, bez znieczulenia, przez 15 godzin) ale to co sprawiło że byłam bezsilna to właśnie późniejszy długo utrzymujący się nawał w piersiach. Tak bardzo nie chcę tego przeżywać ponownie! I może właśnie laktator elektryczny będzie tym co mi pomoże? Ręczny u mnie nie dał efektów, ani gorące prysznice, opukiwanie, czy przystawianie dziecka. To był najgorszy tydzień w życiu – ten ból i kamienie w piersiach. Z resztą wiem że sobię poradzę:)

  • Joacianna

    Obecnie jestem w drugiej ciąży. Jestem w trakcie pisania i tworzenia pracy licencjackiej, mój mąż mieszka za granicą. Poza pierwszymi 10 miesiącami życia 1 córki, kiedy miałam urlop dziekański, mieszkamy osobno i radzę sobie z pomocą mamy. Najbardziej boję się tego, że z planów wyjdą nici, coś się posypie przy pracy, albo co gorsza będą jakieś problemy w ciąży i nie będę mogła wylecieć do męża w lipcu, tak jak to planujemy obecnie. Jeżeli tak się nie stanie, to z wylotem będę musiała czekać aż do porodu, A właściwie momentu po nim, kiedy uznam, że mogę bezpiecznie lecieć z dzieckiem.
    Drugą rzeczą której się boję jest to, że teściowa z nami zamieszka 😉
    PS.: Na końcu #2PRZYZWYCZAJENIE SIĘ DO NOWEJ CODZIENNOŚCI przeczytałam „Seks i spokojna głowa to podstawa” pomyślałam- odważnie. Potem przeczytałam ostatnie zdanie drugi raz i tam jest napisane coś zupełnie innego 😀

  • Ania Budyta

    [KONKURS z LOVI]

    Cześć Kasiu. Właśnie rozpoczynam 7-my miesiąc pierwszej ciąży, która była nie powiem niespodzianką. W związku z tym nie mam za dużej wiedzy na temat macierzyństwa.

    Moje obawy zaczęły się gdy zaczęłam szukać ciekawej lektóry na temat macierzyństwa, pierwsze co rzuciło mi się w oczy to opis ksiązek gdzie zauważyłam jedno wielkie narzekanie i straszenie zaczynając od hemoroidów, nieprzespanych nocy, rozstrojonych hormonów, braku czasu dla siebie czy piciu codziennie zimnej kawy. Zaczęłąm się zastanawiać o co chodzi, czy naprawdę będzie aż tak źle. Jakim cudem ludzie mają siedmioro dzieci, funkcjonują normalanie i są szcześliwi?

    Co zrobiłam? Nie przeczytałam ani jednej z tych książek. Na interesujące mnie tematy znalazłam odpowiedzi na różnych blogach. Kobiety rodzą dzieci od tysięcy lat i wszystko jest dobrze. Nie chce być mądrzejsza od natury 🙂
    Jeżeli spotkają mnie nieciekawe dolegliwości to będą trwały zaledwie moment, to będzie stytuacja przejściowa.

    Czekam na nadchodzące zmiany z niecierpliwością i nie mogę się doczekać małej Amelki z którą będę musiała się poznać i nauczyć razem funkcjonować w tym zwariowanym świecie.

    Dużo uśmiechu i pozytywnej energii życzę wszystkim młodym mamuśką 🙂

  • Ma Ko (Mariee)

    KONKURS z LOVI
    Kiedy 4 lata temu zostałam mamą po raz pierwszy, z ręką na sercu mogę napisać i powiedzieć – bałam się swojego dziecka! Bałam się chwili kiedy miałam zostać z Zuzą sama w domu, czy aby na pewno dobrze ja przebiorę? Czy nie jest jej za ciepło albo za zimno? Czy nie jest głodna? Czy daję jej wystarczająco bliskości? Jak wziąć ją na ręce, kiedy te drżą a ja po prostu boję się, że będę trzymać swój skarb w nieodpowiedni sposób? Zewsząd atakowały „dobre rady” mówiące o sposobie karmienia, przebierania czy nawet trzymania dziecka. Rady te w cale takie dobre nie były, a wpędzały mnie tyko w kompleksy i jeszcze głębszy dół. Nie miałam możliwości by wypracować coś samej, tylko ciągle słuchałam pouczeń.

    Dodatkowym problemem był babyblues, czułam się beznadziejnie, zaniedbana, nieszczęśliwa i choć wydaje się to śmieszne, niekochana, nieporadna i niemająca pojęcia jak zająć się własnym dzieckiem.

    W głowie kłębiły się myśli, miałam wrażenie, że głowę wypełnioną mam watą. I jak to… przecież chciałam być mamą, a czemu teraz wszystko widzę w ciemnych kolorach, a te banalne rzeczy zdają się mnie przerastać i rosnąć, aż po same niebo.
    Porozmawiałam ze swoją mamą, rozmowa ta była lekarstwem dla mojej duszy i ciała.
    Weszłam do łazienki, zrobiłam makijaż, uczesałam włosy, a swoją córeczkę po raz pierwszy w życiu wzięłam bez kocyka i przytuliłam, całując w czoło. Ona otworzyła oczy, a ja przepadłam! Poczułam ciepło które wypełnia moje wnętrze i błogi spokój.

    Dopiero w tedy zrozumiałam, że kocham ją do granic możliwości, a moje obawy to pyłek.. przy tym czy zdołam ją wychować na dobrego i empatycznego człowieka. I to jest moje główne zadanie, którego nie zdołam wypełnić jeśli będę bała się swojej córeczki.

    Z dnia na dzień zmieniłam swoje nastawienie.

    Dwa tygodnie temu po raz drugi zostałam mamą, od samego początku słuchałam tylko swojego instynktu i tego co podpowiada. Obyło się bez babybluesa, czuję się szczęśliwa i spełniona. Za niechciane rady podziękowałam już na samym początku. Jedynie czego brakuje do pełni szczęścia… to możliwości wyjścia z domu, by zostawić maleńką pod opieką taty z butelką pełną mojego mleka. Dlatego biorę udział w Twoim konkursie, trzymając za siebie mocno kciuki i dzieląc się swoimi obawami, które już pokonałam… dzięki mojej mamie i wewnętrznej kobiecej sile, którą ma w sobie każda z nas.

    A każdej młodej mamie mogę poradzić, by nie bała się mówić o swoich uczuciach, odczuciach i emocjach, nie stawiała się z góry na przegranej pozycji, ale walczyła o swoje szczęście, piękne macierzyństwo i o siebie samą!

  • Kasia

    [Konkurs z Lovi]

    Jedną z moich największych obaw było i poniekąd wciąż jest to, jak pojawienie się dziecka wpłynie na relacje w naszym małżeństwie. Nie chodzi nawet o takie kwestie jak to, czy będziemy mieli czas i siły na romantyczność, albo że zamiast spontaniczności trzeba będzie wprowadzić sporo organizacji i podszkolić się z logistyki. Lękam się raczej, że przy tak dużej zmianie w życiu trudno będzie nam znaleźć porozumienie w wielu ciężkich sytuacjach, bo nie dość, że czeka nas wiele nowych wyzwań i decyzji, dotyczących czy to zdrowia i pielęgnacji maleństwa, czy innych bieżących spraw, to jeszcze pojawią się nowe emocje, stresy i zmęczenie. Już na etapie ciąży widzę, że czasem trudno nam spokojnie rozmawiać o tym, jak będziemy układać nasze sprawy w przyszłości i podejmować zgodne decyzje, a szalejące hormony wcale w tym nie pomagają.

    Jak sobie z tym poradzić? Ponieważ w natłoku obowiązków trudno nam było wygospodarować odpowiednią ilość czasu na spokojną rozmowę, a do tego nerwowe charaktery coraz częściej dawały o sobie znać, postanowiłam napisać do mojego męża list. Bardzo otwarcie i szczerze podzieliłam się z nim tym, czego się boję, co mnie martwi, czego bym chciała i o co go proszę. Okazuje się, że często dużo łatwiej umiemy nazwać i przekazać swoje uczucia właśnie w taki sposób, a druga osoba jest też w stanie lepiej je odebrać i zrozumieć, gdy nic nie zakłóca przekazu – nikt sobie nie przerywa, nie doszukuje się dodatkowych treści,nie odczytuje błędnie gestów czy tonu głosu.

    Bardzo polecam taką formę dialogu – jest nie tylko skuteczna, gdy mamy do przekazania coś skomplikowanego, ale też urocza i romantyczna w dobie e-maili i smsów, a do tego może być później miłą pamiątką :-).

    PS: Bardzo podoba mi się to, co napisałaś o szukaniu pozytywnych aspektów w kwestii „dobrych rad” i drobnych złośliwości – do zapamiętania i zastosowania, dziękuję!

  • [KONKURS z LOVI] Ciąża to dziwny okres w życiu kobiety. Z jednej strony pełen radości, z drugiej strony pełny obaw i strachu. W ciąży, nie wiele myślałam o tym „bo będzie dalej”. Byłam pewna, że sobie świetnie poradzimy, bo nasz Franek był bardzo wyczekanym dzieckiem. Namiętnie wczytywaliśmy się w poradniki, chodziliśmy na szkołę rodzenia, a przede wszystkim ufaliśmy swojej intuicji. Skupiłam się wtedy bardziej na „tu i teraz” i rozmawiałam z brzuchem znanym tylko nam alfabetem morsa o tym, czy u mnie dobrze, czy jestem dla niego dobra, czy nie za często się złoszczę.
    Największa oba związana z moim macierzyństwem pojawiła się w mojej głowie wraz z przyjściem na świat mojego syna. Szybko zorientowałam się, że dopadło mnie „pieluszkowe zapalenie mózgu” i choć czuje, że brakuje mi chwili dla siebie, to nie jestem w stanie jej zorganizować. Bałam się, że szybko stanę się sfrustrowaną mamą, a wiem, że od tego jest tylko krok do nieszczęśliwego dziecka.

    Jak sobie poradziłam? Szczerze mówiąc, nie poradziłam sobie. Ale mam silną grupę wsparcia, która pomogła mi wyjść z tego marazmu. Dziś potrafię wyjść na kawę z przyjaciółką, po to by za chwilę wrócić do domu i cieszyć się w pełni moimi 6kg szczęścia i bezzębnym uśmiechem mojego syna.

    Kasiu, cudowny wpis! Bije z niego niesamowite ciepło. Jestem pewna, że będziesz cudowną mamą, czułą na potrzeby swojego dziecka, nie zapominając przy tym o sobie 🙂
    Jak to było? „Wszystko jest stanem przejściowym”? Ciesz się każdą chwilą. Swoim „tu i teraz” z brzuszkiem i tym „tu i teraz” już za moment, z Kajtkiem na świecie. Zresztą komu jak komu, ale Tobie nie muszę tego mówić!

  • Karina

    [KONKURS Z LOVI]
    Droga Kasiu czytałam Twój tekst i zastanawiałam się czy rozmawiałyśmy już kiedykolwiek, że opisałaś prawie wszystkie moje obawy w zostaniu mamą 😉
    Obecnie jestem w pierwszej wyczekiwanej ciąży (27tc) i czasem przechodzę ze skrajności w skrajność… Czasem odczuwam tak wielka euforię, że moim szczęściem mogłabym obdzielić pół Polski 😛 a z drugiej strony czasem popadam w tak skrajny strach przed tym, że nie wiem czy jestem poprostu gotowa… Najbardziej obawiam się tego, że moje dziecko będzie płakało a ja nie będę umiała mu pomóc… Pomimo, że tak bardzo na nie czekam, ze nie mogę doczekać się jak już będziemy razem, pomimo że już chce dla niego jak najlepiej to boję się, że najzwyczajniej w świecie będę odczuwała niemoc i zostanie mi tylko siedzenie, tulenie mojego maleństwa i płakanie razem z nim… Wiem, że w ciąży powinnam widzieć świat tylko przez różowe okulary- ‚róż i już’ hasłem przewodnim każdego dnia 😊 natomiast jesteśmy tylko ludźmi i myślę, że strach nie jest nam obcy… Szczególnie jeśli chodzi o coś, a właściwie o kogoś kto stanie się juz zachwile naszym całym światem ❤
    Jak sobie z tym radzę? – narazie zbieram materiały, przeglądam internet, czytam fora… I wiem, że muszę zacząć od sprawdzenia czy moje maleństwo nie jest głodne, nie ma mokro… Tutaj zaopatrzyłam się już w pampersy, nawilżające chusteczki i kosmetyki do pielęgnacji maleństwa. W kwestii głodu maluszka mam zamiar karmić piersią i Nie ukrywamam, że do mojej wyprawki idealnie przydałby się ten funkcyjny laktator.
    Dodatkowo zaopatrze się w herbatki anytkolkowe i termoforek, który będzie miał pomóc wrazie kolek…
    Wiem już też, że dziecko najzwyczajniej w świecie może się nudzić i z tego powodu też może płakać… I tutaj notuje sobie parę pomysłów… Ale ich narazie nie zdradzę bo nie wiem jakie będzie moje dziecko i co będzie przykuwało jego uwage…
    Proszę 3maj za mnie kciuki, żebym jak najmniej miała momentów w których będę tak bezradna, że nie będę umiała oprócz pomoc mojemu maleństwu, to nie będę umiała powstrzymać też łez z tej całej niemocy!
    A ja życzę dla Ciebie i Twojego maleństwa naprawdę samych szczęśliwych dni 🌷

  • Katarzyna Krawczyk

    [KONKURS z LOVI]
    Kasiu, podobnie jak u Was, u nas również w kwietniu, wraz z wiosną rodzi się (dosłownie!) nowe życie 🙂
    Wszystkie obawy, o których piszesz dotyczą również mnie (może poza punktem pierwszym, bo pracuję na etacie).
    Chcę jednak myśleć pozytywnie i mam nadzieję, że dobry plan i przygotowanie do tych jakże cudownych, ale i emocjonujących zmian potrafią zdziałać cuda. Przygotowania w teorii – poradniki, blogi, szkoła rodzenia (my akurat trafiliśmy na bardzo fajną), staranne kompletowanie wyprawki dla Malutkiej, skrupulatne pakowanie torby do szpitala – to wszystko daje mi niesamowite poczucie bezpieczeństwa i jakoś tak lżej mi z myślą, że przynajmniej teoretycznie jestem przygotowana. Bo w praktyce wiadomo, że życie i rzeczywistość z Maluszkiem na pewno zaskoczy nas milion razy w najmniej spodziewanym momencie, ale po co martwić się na zapas 🙂
    No i głęboko wierzę, że natura jednak wie, co robi i w odpowiednim momencie zadziała instynkt macierzyński i kobieca (ba, matczyna!) intuicja, które sprawią, że będę najlepszą możliwą mamą dla swojej córeczki.
    Moją największa obawa nie jest więc związana z pierwszymi tygodniami czy miesiącami po powiększeniu rodziny. Najbardziej boję się tego, co będzie później. Jak wychować córkę na silną, mądrą, pewną siebie i ciekawą świata małą kobietę? Jak przekazać jej wartości, w które sami z mężem wierzymy i wyznajemy? Jak sprawić, by w tym szalonym świecie smartfonów, mediów społecznościowych, rozmaitych gadżetów i pogoni za sukcesem i dobrami materialnymi rozumiała, co jest naprawdę w życiu ważne i umiała doceniać to, co proste, naturalne, dobre i piękne? Jak dać jej siłę, by umiała dokonywać właściwych wyborów i nie bała się podążać za głosem serca, niezależnie od tego, czy zechce być prawniczką, pielęgniarką, astrofizykiem czy kierowcą autobusu? I by zawsze wiedziała, że może mi zaufać i liczyć na mnie w każdej potrzebie? Ktoś pomyśli, że martwię się na zapas… Ale ja wiem, że czas goni jak szalony i zanim się obejrzę, a z mojej Kruszynki, która jeszcze siedzi w brzuszku wyrośnie mały, rozumny stworek zadający milion pytań i uważnie obserwujący otaczający świat, więc na to też chcę być przygotowana! Jak sobie radzę z tymi obawami? Rozmawiam, słucham i obserwuję doświadczonych rodziców w swoim otoczeniu. Czytam nie tylko o porodzie i karmieniu piersią, ale też o wychowywaniu dziecka w bliskości i zaufaniu, o dawaniu pozytywnego przykładu, o wzmacnianiu relacji z mężem – jestem pewna, że ciepły dom i zgodni, wspierający się rodzice są podstawą w budowaniu własnej wartości i poczucia bezpieczeństwa przez dziecko. No i rozmawiam ze swoją mamą – wiadomo, że ona wychowywała mnie i brata w innych czasach, ale wierzę w jej mądrość, rozwagę i rozsądek i chcę z nich czerpać ile mogę 🙂 A dodatkowe poczucie bezpieczeństwa daje mi fakt, że moja córka będzie miała taką cudowną babcię i jednocześnie ogromnie inspirującą kobietę blisko siebie 🙂
    Kasiu, życzę Ci (i sobie :)) dużo siły, odwagi i pozytywnych myśli na te ostatnie tygodnie ciąży! Wydajesz się niezwykle pozytywną i życzliwą osobą, a ja wierzę, że dobrych ludzi spotykają dobre rzeczy 🙂
    Moc buziaków od Brzuszka dla Brzuszka :*

  • Tamara

    Za kilka dni zostanę mamą. To mój drugi raz 😊
    Zarówno uroki jak i trudy macierzyństwa są mi już dobrze znane. Jednak nadal jestem pełna obaw.

    Takich, które czuje pewnie większości kobiet spodziewających się maleństwa. Czy będzie zdrowe, jak przebiegnie poród, czy będę karmić, jak
    sobie poradzimy, tym razem z dwójką dzieci, skąd wezmę siły, jak wpłyną na mnie
    nieprzespane noce…

    Z doświadczenia wiem, że wszystko
    jest do przejścia. Radość z narodzin zdrowego maleństwa, wsparcie męża, rodziny
    oraz wiara we własną intuicję i umiejętności dają siłę. A tulenie w ramionach
    swego maluszka, obserwacja jak się rozwija, to największe szczęście i miłość
    nie do opisania, nie do zrozumienia, dopóki się tego nie przeżyje.

    Są też takie obawy, którymi nam kobietom trudno jest się dzielić.

    To kwestia niezależności i poczucia wolności, które bardzo
    sobie cenię. Jestem kobietą, która spełnia się zawodowo, mam wiele pasji, uwielbiam
    spotkania z ludźmi. Mój pierwszy syn, teraz już 7 letni, był bardzo
    towarzyskim. Bezproblemowym niemowlakiem, z którym mogliśmy przebywać wśród
    ludzi, podróżować i prowadzić bardzo aktywny tryb życia. Pomimo, że karmiłam go
    piersią dość długo, mogłam go zostawić pod wspaniała opieką jego taty lub
    dziadków i realizować swoje pasje, wracając stęskniona i chętna, żeby oddać
    swój czas tylko jemu.

    Przede mną czas tych samych wyzwań, trudów i radości oraz ta myśl: czy i tym razem uda mi się być zarówno szczęśliwą mamą jak i spełnioną
    kobietą 😉 Czego Wam Drogie Panie, jak i sobie życzę!

  • [konkurs z lovi]
    W macierzyństwo po raz pierwszy wchodziłam z duża doza optymizmu i nie miałam większych niepokojów. Bardzo chciałam karmić piersią, być blisko i cieszyć się tym co los przyniesie. Udało się. Teraz jednak gdy czeka mnie drugi poród moja największa obawa jest czy ja dam radę? Jestem typoą jedynaczką i moja wiedza o rodzeństwie opiera się tylko na anegdotach. Czy zdołam sprawiedliwie wychować dziewczyny? Czy będę umiała im obydwu dać dobry przykład? Czy dam radę zaprzęgnąć spory i czy starczy mi na to cierpliwości? O miłość się nie martwię, wiem że na pewno przyjdzie i jestem bardzo ciekawa tego uczucia. Tylko żebym dała radę z cała reszta!

    Poza tym piękny post Kasiu! Meeega wartościowy i bardzo chetnie wróciłam do niego kilka razy aby go na spokojnie przeanalizować 🙂

  • Gosik

    (KONKURS Z LOVI) Potrójne zderzenie z rzeczywistością….z przymrużeniem oka 😉
    Zderzenie numer 1.
    Akcja toczy się 10 lat wcześniej.
    Oto ja niewysoka 18 nastolatka na dodatek wychowana na wsi. I te niedowierzenie:, Kto? Ja? W ciąży? Nie!!! Setki pytań, setki uczuć, setki wahań. Zawsze chciałam być młodą mamą, ale nie do końca aż tak młodą. Los jednak zdecydował za mnie a raczej za nas… no właśnie ON. Czuły, kochający, zawsze obok, gotowy rzucić mi do stóp cały świat. Wiedziałam, że razem pokonamy każdą przeszkodę, co do tego nie miałam najmniejszej wątpliwości. Może, dlatego ciąża w tak młodym wieku nie była dla mnie żadną tragedią, czy końcem świata jak to niektórzy twierdzą…kilka głębokich wdechów i już wiedziałam, że rosnąca we mnie fasolka jest największym darem…tylko ludzie no właśnie ludzie. Co to kogo interesowało, że byliśmy ze sobą ponad 2 lata, że byłam pełnoletnia skoro wyglądałam na 14 lat. Oj taaak ludzie zawsze wiedzą lepiej. Więc tak oto ja zostałam wepchnięta na ludzkie języki niczym ofiara w paszcze lwa. Ja zawsze taka spokojna, delikatna, elokwentna musiałam zmierzyć się ze stadami moherowych beretów sterczącymi grupami pod kościołem, wejściem do sklepu czy oblegającymi klatki schodowe. Swoją drogą w autobusie to nie ustoją ani minuty, ale pod blokiem potrafią stać godzinami tworząc coś na kształt kółka różańcowego. O uniknięciu ich nie było mowy, musiałam znaleźć inną taktykę postanowiłam, więc najzwyczajniej w świecie ich ignorować ot taki mój sposób na całą krytykę świata 🙂

    Zderzenie numer 2.
    Akcja toczy się 7lat wcześniej.
    Nasza kochana trójeczka: ja, mąż i nasza mała księżniczka. Taka malutka idealna, słodka i cudowna dziewczynka. Moje oczko w głowie, wymarzona, wychuchana właśnie poszła do przedszkola a mamusia chciała zacząć szukać pracy i nagle…..nieee. Jak to? Znów? TERAZ? Niemożliwe, przecież tak uważaliśmy. Ale kolejny test ciążowy nie dawał żadnych złudzeń, mocne dwie krechy. Pierwsze uczucie to chyba niedowierzenie, takie szczere głębokie niedowierzenie. Później zalała mnie fala przedziwnych uczuć przede wszystkim obawa, że nie pokocham tak mocno jak córci. Przecież żadne dziecko nie mogło się z nią równać, była idealna, po prostu idealna. Sama siebie w głębi przeklinałam za te myśli, że jak to miałabym nie kochać drugiego dziecka. Ale przed sobą nie da się uciec, bo nie chodziło o to czy pokocham, bo to nie podlegało żadnej dyskusji już kochałam… Pytanie brzmiało czy pokocham tak mocno…ta obawa towarzyszyła mi przez całą ciąże.
    7 miesięcy później
    No i na świecie pojawił się on…51centymetrów długości i 3050gram wagi i nagle wszystkie moje obawy pękły niczym bańka mydlana…moje serce chyba podwoiło wielkość. Kochałam tak mocno, tak bezgranicznie każdy centymetr, każdy gram.
    Niektóre obawy po prostu rozwiązują się same, a raczej znikają w otchłań.

    Zderzenie numer 3
    Teraźniejszość.

    Ach mój wielki, okrągły brzusiu: właśnie kończymy 8 miesiąc. Jeszcze tylko troszkę, jeszcze tylko kilka chwil. Ostatnie święta osobno, później już wszystkie spędzimy razem. Czekaliśmy na ciebie tyle czasu. Tyle starań, 30 nieudanych cykli. Ty tego nie wiesz, ale czekamy na ciebie dłużej niż ty na nas. Czeka na ciebie braciszek i siostrzyczka, mama i tatuś, dziadziuś, babcia i tyle, tyle kuzynów i kuzynek. Wszyscy, którzy tak bardzo nam kibicowali…tak bardzo wspierali. Szykujemy ubranka, łóżeczko, wózeczek…wszystko ma być idealne i gotowe na twoje narodziny. Jedyna obawa to jak pogodzić ze sobą czas dla tak dużej rodziny. Dużo osób nam odradzało kolejnego maleństwa, wiesz? Mówili masz już dwójkę, na no ci kolejne. Nie potrafili zrozumieć, że to jeszcze nie to, że zawsze chcieliśmy trójkę. Naszym największym wyzwaniem jest przygotowanie rodzeństwa na twoje przyjście, wiadomo, trzy pociechy to już wyzwanie, ale staramy się, naprawdę się staramy. Rozmawiamy z nimi dużo, robimy wspólne zakupy, pozwalamy im wybierać dla ciebie ubranka i zabawki. Bo to nie jest tak że im więcej dzieci tym mniej miłości dla każdego. Jest zupełnie odwrotnie, bo miłość się mnoży a nie dzieli…Jeszcze tylko miesiąc kochanie.

  • [Konkurs z Lovi] Właśnie czekam na przyjście na świat swojego pierwszego maleństwa i od samego początku jestem pełna zarówno radości jak i obaw. O to czy będę dobrą mamą, czy wszystko będę potrafiła zrobić, czy będę mogła długo karmić piersią i wiele innych. Chyba nigdy w pełni nie da się zlikwidować tych rozterek, ale kochając dzidziusia już teraz wiem, ze miłości rodziców nigdy mu nie zabraknie. Dużo tez czytam i rozmawiam z koleżankami, które zostały już mama i wiem, można sobie poradzić ze wszystkimi trudnościami, a uśmiech maleństwa wynagrodzi wszystko 🙂

  • Gosik

    A mój komentarz konkursowy uciekł. Nie wiem czemu. Napisałam meila. Proszę o kontakt

    • Katarzyna Krawczyk

      Mój komentarz też zniknął, mimo że dodawalam kilka razy 🙁
      Kasiu, a podpowiesz skąd jest ten przewijak w gwiazdki? Właśnie takiego szukam dla swojej Małej 😉

      • dziewczyny komentarze już są 🙂 spokojnie 🙂
        A przewijak to taki sztywny na łóżeczko z allegro i prześcieradełko na niego też z allegro 🙂 Colorstories ma podobny wzór chyba 🙂

        • Katarzyna Krawczyk

          Ach, nie wpadłam na to, że to może być prześcieradelko 😉 Dziękuję za odpowiedź i przy okazji przepraszam za spam konkursowy bo kilka komentarzy ode mnie poleciało 🙂

  • Powodzenia – ja zdecydowanie nie byłam tak poukładana jak ty przed pierwszą ciążą 🙂 Najważniejsze to uwierzyć we własne siły i mieć odpowiednie wsparcie, wtedy wszystko jest o wiele łatwiejsze. Na szczęście moje dzieciaki już są trochę odchowane, już nie muszę się stresować co i jak i dlaczego u niemowląt, a to takie stresogenne! Pozdrawiam i życzę zdrowia maluszkowi i mamie 🙂

  • mapill

    Kasiu, intuicja….a wiem,że masz świetną, kieruj się nią. Jako mama dwójki potwierdzam,że tak 🙂 kocham moje motyle na zabój, ale wieczorami jestem bardzo zmęczona 🙂 i tak, kiedy śpią kocham naj naj. Dodam tylko jeszcze jedno: dziecko to sprawdzian dla związku, jak ten mój chłop przetrwał nasze pierwsze trzy m-ce :)))??? Hormony, mój strach, brak dziadków, cioć. Przetrwał, a raczej brał aktywny udział i wspierał mnie. Masowal, karmił, calowal i uczył się nas a ja uczyłam się być mamą i żoną we trójkę,teraz we czwórkę. Ps. Korzystaj z babci,dziadka, przyjaciół….i śpij jak się da. A z rad bierz to co najlepsze :))) mi pomóc okazały inne mamy. Xxxx ściskam, tulę iii całym sercem jestem z Wami. Magdalena-mama dwójki zdrowych i bardzo aktywnych maluchów 5 i 2.5 xxxx