Małe cele na luty

Na początku stycznia podzieliłam się z Wami małymi celami, które postawiłam przed sobą w minionym miesiącu. Post spotkał się z dużym zainteresowaniem Czytelników i wiem, że część z Was też postanowiła ugryźć temat postanowień w ten sposób. Dajcie znać jak Wam poszło? Udało się? Moje podsumowanie stycznia możecie podejrzeć na końcu tego posta, a teraz już bez owijania w bawełnę, dzielę się celami na luty.

DLACZEGO WYBIERAM MAŁE CELE?

Moje małe cele na dany miesiąc tylko z pozoru są niewielkie – tak naprawdę to małe kroczki, które stawiam na drodze do realizacji większych projektów i postanowień. Dzięki metodzie małych celi mogę zostać elastyczna, sprawdzać na bieżąco co u mnie działa, a co nie i na bieżąco dopasowywać rytm pracy, tak aby osiągać jak najlepsze wyniki.

Małe cele sprawiają, że szybko zabieram się do roboty i widzę postęp (lub nie, ale wtedy szybko zapala się czerwone światło i wiem co poprawić), nie czuję się przytłoczona tym co mnie czeka i utwierdzam się w przekonaniu, że jestem przy sterach, mam kontrolę nad tym co robię.)

male_cele_na_luty1

MAŁE CELE W LUTYM

W styczniu ogarniałam podstawy – regularną i systematyczną pracę nad ważnymi projektami, maksymalne wykorzystanie porannej energii i wplecenie aktywności fizycznej do mojej codzienności. Z perspektywy miesiąca widzę, że postanowiłam sobie ciut za dużo, dlatego w lutym – upraszczam! I skupiam się na tym co jest naprawdę dla mnie w tym momencie ważne:

  • wprowadzenie w życie nowego systemu i organizacji pracy w domu,
  • przygotowanie i wypromowanie mojego kursu online,
  • praca z codziennymi checklistami przy powtarzających się zadaniach,
  • codzienne śledzenie pracy nad nawykami,
  • przeczytanie „30 dni do zmian” Edyty Zając,
  • 4 nowe filmy na moim kanale,
  • wysłuchane 4 podcasty,
  • obejrzane 2 webinary/kursy/szkolenia,
  • przebiegnięte 30 km,
  • yoga 4 razy w tygodniu,
  • 3 nowe przepisy z „Jadłonomii”

Wydaje się, że znowu jest tego sporo, ale … tak naprawdę jest sprytnie. Pierwsze 4 punkty tak naprawdę zawierają w sobie kolejne, a te kolejne – to miarodajne konkrety, które pozwolą mi sprawdzać postęp. Tak jak w zeszłym miesiącu, tak i teraz część z powyższych planów pokrywa się z moimi rocznymi celami. Część z nich wynika z potrzeby chwili. Część to elementy znacznie większej układanki. A część (no dobra, zwłaszcza ten o 30 km) to publiczna mobilizacja do zrobienia tego, co sobie odpuściłam, zawalam i sprawia, że mam wyrzuty sumienia.

male_cele_na_luty

PODSUMOWANIE STYCZNIA

Wierzę w moc publicznego mówienia o celach i postanowieniach – może nie jest to dla każdego, ale mi dodaje +100 punktów do mobilizacji. Wiecie, mogę zawalić przed sobą i jakoś to sobie wytłumaczyć, ale świadomość, tego, że mam się publicznie przyznać jak mi poszło z celami na koniec miesiąca to inna bajka. Każdy musi znaleźć sposób, który na niego działa – dla mnie są to podsumowania (i małe nagrody, ale to zobaczycie w filmie!). Podsumowania pozwalają mi spojrzeć na to co i jak robiłam i poprawić niedociągnięcia. To też sposób, aby po raz kolejny udowodnić sobie i Wam, że hej nie da się zrobić wszystkiego i szanse, że coś się sypnie zawsze są spore. Ale – nie powinno nas to zwalniać z próbowania.

male_cele_na_luty2

Tak jak widzicie na załączonym obrazku – nie jest idealnie. Sypnęłam się zwłaszcza w miejscach, które wymagały codziennej pracy – kurs zabolał tu najbardziej, bo mimo że mówiłam sobie, że ma być moim priorytetem, wygrał z innymi ważnymi zadaniami. Tak samo wiem, że muszę popracować nad youtubem – po vlogmas jakoś strasznie ciężko zebrać mi się do nagrywania, a jak już to robię przypominam sobie jak bardzo to lubię. Ramki i grudniownik nie były moimi priorytetami, chociaż chciałabym już je wykreślić żeby nie wisiały mi nad głową…

blog-separator

To teraz pora na Was kochani! Dajcie znać jak idzie Wam praca nad postanowieniami i celami? Jest już jakiś postęp? Działacie? A może skusicie się o wymyślenie małych celów na najbliższe tygodnie? Napiszcie mi o tym w komentarzu!

Zobacz również

  • Masz piękny charakter pisma 🙂

    • nigdy tak na niego nie patrzyłam, a Fab marudzi, że nie może go rozczytać, więc BARDZO dziękuję 🙂

  • Kursu już się nie mogę doczekać!

  • Wydaje się wiele, ale z pewnością jest to wykonalne 🙂 Trzymam kciuki!

  • Moim małym celem na ten miesiąc jest znalezienie czasu na regularne bieganie 🙂

    • a jak często chcesz biegać?

      • Co drugi dzień. Na razie nie są to duże odległości, ale nie chcę przesadzić na początek, bo dawno nie biegałam 🙂

        • no jasne, małymi kroczkami do celu – działam tak samo 🙂 ale fajnie mi się wraca do biegania 🙂

  • Postęp wynosi -100. Nawet nie spisałam celów sobie, nie umiem się z nimi oswoić. Dla mnie to nadal dość abstrakcyjne. Kiedyś się na nich mocno przejechałam, ale cóż… 🙂 Ale serio, idzie źle. Nie napiszę, że „od jutra” zmiana, ale popracować nad tym warto.

  • Super, że podzieliłaś sobie cele na mniejsze partie! To dużo lepsze niż ogromne postanowienia roczne, których z reguły nie realizujemy, bo uważamy, że wciąż jest jeszcze sporo czasu na wykonanie a nim się obejrzymy rok się kończy i ‚nie opłaca się’ już zaczynać. Dlatego popieram i sama mam swoją małą lutową listę postanowień 🙂

    • tak, to uczucie o którym piszesz może być mocno dołujące.. lepiej robić po trochu, ale regularnie niż później obudzić się z ręką w nocniku kolokwialnie mówiąc:)

  • Kurdupel

    Ocho, mi też jeszcze wisi ostatni tydzień grudniownika nad głową. Bardzo chciałabym go już skończyć, ale ciągle „coś” mnie odciąga. Ja też w styczniu postawiłam sobie kilka planów, ale na razie realizuję wszystko po kolei (jakoś idzie!) 🙂 Moje plany na luty to 15 minut yogi codziennie i regularne zmniejszanie godziny o której się kładę. Ostatnio zorientowałam się że skończyłam pracę o 5:20 nad ranem! Stwierdziłam że tak się nie da żyć i powoli skracam sobie te nocne zapędy.

  • Właśnie dziś i jutro biorę się za prześledzenie swoich planów, bo też wychodzi na to, że zakładam i planuję sobie za dużo. Nie skupiam się tak bardzo jak powinnam na tym co założyłam na pierwszy kwartał, bo już próbuję wpleść coś z kolejnych, cele za które chcę zabrać się dopiero w kwietniu, maju czy nawet później. Na pierwsze miesiące założyłam najintensywniejszą pracę nad priorytetami, kwestiami które mogą zmienić moje życie. Dlatego także muszę się trochę ograniczyć, z czym przyznam mam największy problem i to czesto bywał powód moich porażek.

    • ja też mam problem z priorytetami (patrz kurs online ) i przegrywają u mnie często z bieżącymi, pilnymi sprawami, ale staram się nad tym pracować, a regularne zaglądanie i rewidowanie celów bardzo mi w tym pomaga 🙂

  • Zdecydowanie bardziej wolę te małe kroczki, niż postanowienia na cały rok 🙂 I Bardziej działa na mnie publiczne ukazanie moich planów, odczuwam wtedy większą motywację do zmian i kształcenia 🙂

  • Ja sama preferuję małe kroczki w swoim życiu. Plany na cały rok nie są dla mnie. Często gdzie umykają w natłoku spraw a tak bardziej o nich pamiętam. 😉
    Zapraszam do siebie: https://vieliv.wordpress.com

    • Według mnie najlepiej jest jednak gdy te małe kroczki są częścią większych planów. Bo tak, to chociaż wiesz gdzie idziesz, masz jakiś kierunek. Same małe kroczki mogą skończyć się na tym, że będziesz dreptać w kółko 🙂

  • Też zawsze byłam zwolenniczką mówienia na głos swoich celów, bo trzeba się potem przed ludźmi tłumaczyć. No, ale jest podobno druga strona medalu. Z wyjawieniem tego naprawdę ważnego celu warto się wstrzymać, bo często mózg „uznaje”, że jest to już zrobione/wykonane i nasza wewnętrzna motywacja nieco spada. Czasem lepiej zaskoczyć innych, szczególnie kiedy kompletnie się tego po nas nie spodziewają.

    • nie słyszałam o takiej teorii, brzmi logicznie.. każdy musi chyba znaleźć sposób jaki działa u niego najlepiej i po prostu działać 🙂

  • podejmuję z Tobą wyzwanie systematycznej pracy nad sobą, trochę sobie zmodyfikuję listę zadań i też będę się upgradować. Ja właśnie wróciłam do biegania, więc i to na siebie biorę. Bardzo mnie motywujesz, wiesz? jesteś niesamowitą dziewczyną!

    • dziękuję Monika! 🙂 No to jest już nas coraz więcej wracających do biegania, super!

      • juhuuu, wczoraj dopięłam swego i udało mi się 6 km pobiec. Kolejny trening czwartek lub piątek! Trzymam kciuki za nas 🙂

  • Działamy działamy małymi krokami, bo niestety choćby sie czasem chciało to nie da rady wszystkiego ogarnąć na raz;)

  • Świetna książka „Getting Things Done” 🙂