Worqshop na macierzyńskim – blogowe plany na najbliższe miesiące!

No i stało się! Doturlaliśmy się do kwietnia! Ostatnia prosta, godzina zero coraz bliżej, już niedługo Kajtek będzie z nami. Najwyższa pora, aby w kilku słowach opowiedzieć wam o worqshopowych planach na kolejne tygodnie, o tym co będzie działo się na blogu i czego możecie się tutaj spodziewać – do mojego „macierzyńskiego” przygotowywałam się przez ostatnie kilka miesięcy i powiem wam szczerze, że cieszę się ogromnie, bo teraz, na finiszu, mogę usiąść i ze spokojnym serduchem realizować plan minimum wiedząc, że ważne sprawy mam naprawdę ogarnięte!

WORQSHOP NA MACIERZYŃSKIM

Od kwietnia oficjalnie przechodzę na worqshopowy „urlop macierzyński”. Co to znaczy? Ano w sumie tyle, że daję sobie około 3 miesięcy względnego luzu i przerwy na to, aby:

  • złapać oddech i odpocząć przed porodem,
  • ogarnąć życiowo-domowe sprawy zanim na dobre wpadniemy w noworodkowy chaos,
  • nauczyć się naszej nowej codzienności we trójkę,
  • móc się naprawdę nacieszyć tym wyjątkowym czasem bez zamartwiania się mailami, tekstami i sprawami, które zawsze czają się na liście rzeczy do zrobienia.

Oczywiście ten „macierzyński” ma swoje ograniczenia – pracuję na swoim, prowadzę własną firmę i mam kilka długoterminowych zobowiązań z których nie chcę rezygnować. Nie wykluczam też sytuacji w których mogę zgodzić się zrobić coś nie do końca zaplanowanego, ale w 100% zgodnego z tym co mi obecnie w duszy gra. Wiecie jak to jest „na swoim” – nigdy nie będę w sytuacji dziewczyny pracującej w korpo albo na fajnym etacie, która na dobre może wyłączyć się na kilkanaście miesięcy z życia i być mamą full time. Momentami żałuję, ale przez 99% czasu to ja się z tego … cieszę!

Obserwując moich znajomych widzę, że powrót do pracy po takiej długiej przerwie łatwy nie jest. Kilkanaście miesięcy, w czasie których kompletnie zmieniamy rzeczywistość to na pewno dla wielu kobiet coś pięknego, ja jednak nie wyobrażam sobie na tak długo odcinać się od pracy, którą w końcu nie bez powodu sama dla siebie stworzyłam.

Wiele osób narzeka na rzeczywistość w której żyjemy, ale jeśli chodzi o macierzyński to tak naprawdę dobrze nam w tej Polsce! Wiecie, że możemy cieszyć się jednym z najdłuższych urlopów macierzyńskich na Świecie? Kto może niech korzysta 🙂

Ja wychodzę z założenia, że skoro kobiety w innych krajach radzą sobie z powrotem do pracy po kilku lub kilkunastu tygodniach to pracując z domu, mając pod ręką Faba i rodziców, a przede wszystkim robiąc to, co robić uwielbiam też sobie poradzę. I przy okazji – nie wypadnę z obiegu, nie stracę kontaktu z wami i z … samą sobą.

CZEGO MOŻECIE SPODZIEWAĆ SIĘ NA BLOGU W NAJBLIŻSZYCH MIESIĄCACH? 

Z mojej strony na pewno planu minimum.

W szkicach czeka kilka bejbikowych wpisów związanych z naszą wyprawką, ulubieńcami ostatnich brzuchatych miesięcy, planowaniem w czasie ciąży, dokumentowaniem wspomnień i kilkoma innymi tematami, które wiem, że będą dla was po prostu ciekawe! Poza tym od czasu do czasu na pewno wskoczy tutaj coś lifestylowego, coś pisanego na bieżąco z „pola bitwy”, coś takiego jak weekendowniki albo tu&teraz.

Jeśli chodzi o blogowe mięsko i konkretne, kreatywne, inspirujące treści to spokojnie, wiatr hulał tutaj nie będzie dzięki dziewczynom, które pomagają mi w ramach Akcji Blogowej – o tym jednak za moment! 

Czuję, że częściej będę pojawiać się na Instagramie i Insta Stories – w końcu social media są idealne do szybkiej komunikacji, po to zostały stworzone i tak chciałabym z nich teraz korzystać. Czuję, że sprawdzi się to zwłaszcza na początku – możecie liczyć na więcej zdjęć i krótszych tekstów, może jakieś live’y, może częstsze newslettery.. zobaczymy! Nie planuję zbyt wiele, ale nie planuję również na dłużej się wyłączać – to nie moja bajka!

>> POBIERZ PLANER NA KWIECIEŃ <<

AKCJA BLOGOWA – WPISY GOŚCINNE MOICH CZYTELNICZEK

Druga sprawa, dzięki której na blogu zawsze znajdziecie coś nowego i naprawdę konkretnie inspirującego to Akcja Blogowa i wpisy gościnne, które w jej ramach będą się tutaj pojawiać! Startujemy już w tym tygodniu!

Gdy ogłosiłam akcję zostałam zasypana masą świetnych zgłoszeń, a dobieranie autorek i wspólne dopieszczanie z nimi koncepcji tematów, które pojawią się na blogu to dla mnie naprawdę nowe i ciekawe doświadczenie! Dzięki tej Akcji na worqshop pojawią się teksty poruszające tematy zgodne z misją bloga – czyli takie zachęcające do bardziej kreatywnego i ciekawego życia na co dzień – przedstawione przez ekspertki w swoich dziedzinach! Dla mnie to sytuacja win-win-win!

Ja nie muszę się martwić o nowe posty, wy dostajecie coś nowego, a dziewczyny piszące teksty gościnne mają szansę wykorzystać worqshop aby się pokazać, zarazić swoją pasją i opowiedzieć o tym, w czym są po prostu najlepsze pod słońcem!

W kwietniu poczytacie na blogu o łapaniu wspomnień w formie video, będzie wiosennie i kobieco, będzie kreatywnie oraz naprawdę edukacyjnie!

Cztery (a właściwie to pięć!) świetnych dziewczyn pracuje nad tekstami dla was na najbliższy miesiąc, dalsze treści też czekają już w kolejce  a ja bardzo jestem ciekawa jak odbierzecie różnorodność tematów, które się tutaj w najbliższych tygodniach pojawią. Mam nadzieję, że ten eksperyment z wpisami gościnnymi wypali i będzie dla was niezłym źródłem wiosennych pomysłów, inspiracji i motywacji do działania! 

CZY WORQSHOP ZAMIENI SIĘ W BLOG PARENTINGOWY?

No i na koniec odpowiedź na pytanie, które wraca jak bumerang odkąd podzieliłam się na blogu informacją o tym, że nasza worqshopowa ekipa lada moment się powiększy:

Czy worqshop zmieni się w blog parentingowy?

Odpowiedź jest krótka: NIE! A powodów mam kilka.

Po pierwsze – zostaję mamą po raz pierwszy. A prawda jest taka, że nawet jak zostawałabym nią po raz piąty czy dziesiąty to wierzę, że każde dziecko i sytuacja każdej rodziny jest inna i nie można generalizować, uogólniać i swojego zdania narzucać innym. Amen. Wielu rzeczy nie wiem, wiele rzeczy będę testować na sobie, na bank zaliczę tonę wpadek i w ogóle nie wyobrażam sobie jak mogłabym tworzyć treści skupione dookoła jakichś rodzicielskich porad!

Jasne, chętnie od czasu do czasu podzielę się swoimi doświadczeniami, powiem co się u nas sprawdza, a co niekoniecznie, napiszę coś bardziej od serca, ale to wszystko zadzieje się w raczej formie lifestylowej, wiecie takiej z przymrużeniem oka. Nie wyobrażam sobie pisania parentingowych poradników z podpowiedziami jak żyć w momencie, gdy sama będę się w tym życiu dopiero odnajdywać.

Po drugie – mam nadzieję (i gdyby coś mi odbiło moi bliscy znajomi wiedzą, że zasługuję na kubeł zimnej wody wylanej na głowę!), że macierzyństwo nie przysłoni mi całego świata. Chcę być mamą, która nadal ma swoje pasje, zainteresowania i przestrzeń na rozwój – a co za tym idzie duuuużo fajnych, niekoniecznie „dzieciowych” tematów do poruszenia. Wiadomo, że tak jak wspomniałam wcześniej, pierwsze miesiące spędzimy na uczeniu się siebie nawzajem, a co za tym idzie i ten nasz „lifestyle” się zmieni, ale bez przesady – Kajtek ma super tatę, mamy wspaniałych dziadków piętro niżej i zamierzam korzystać z ich pomocy również po to, aby w tym wszystkim nie zgubić siebie.

Po trzecie – nie wyobrażam sobie budowania bloga w oparciu o dziecko. Wiem, że wiele osób tak robi, mi to jednak nie pasuje i już. Kajtek dołącza do naszej ekipy i na pewno świetnie ją uzupełni, ale nie stanie się bohaterem i tematem numer jeden tego, co tutaj się dzieje.

Worqshop to blog o kreatywnym życiu na co dzień, o tym jak do często zabieganej codzienności przemycamy małe przyjemności, jak można cieszyć się życiem tu i teraz i po prostu uczyć się łapać z niego te najfajniejsze chwile. Na przestrzeni ostatnich kilku lat tematyka bloga zmieniała się razem z naszym życiem – pisałam dużo o dokumentowaniu wspomnień, pisałam o blogowaniu, o planowaniu i realizowaniu projektów, o remoncie i podróżach i szczerze mówiąc, nigdy nie zależało mi na budowaniu pozycji „eksperta” w jakiejś jednej, wybranej dziedzinie czy zaklepywaniu sobie wąskiej niszy.

Nie takie blogowanie mnie kręci – chcę raczej pokazywać, że z dzieckiem czy nie życie po swojemu, z pasją, w sposób jaki jest nam bliski jest możliwe. I już.

Po czwarte – blog stanowi źródło mojego dochodu – nie jedyne, ale na chwilę obecną dość znaczące. Nie ukrywam tego, oznaczam współprace, staram się, aby wpisy sponsorowane, które się tutaj pojawiają wyrabiały 200% normy i zawsze inspirowały, edukowały lub w jakiś inny sposób stanowiły wartość dodaną dla moich czytelników.

No i powiem wprost – nie wyobrażam sobie jakoś zawęzić tematyki tych wpisów do testów pieluszek, recenzji gadżetów czy opisów kosmetyków dla dzieci. Jeśli coś się u nas sprawdzi na pewno dam wam o tym znać – jeśli będę mogła zrobić to w ramach współpracy, to ekstra. W głowie (i na papierze!) mam jednak projekty, które wychodzą daleko poza parentingowe tematy, dlatego tym bardziej nie zamierzam się na własne życzenie zamykać w tak wąziutkim świecie z określonym terminem ważności (hej, dzieci rosną!).

No to chyba tyle! Mam nadzieję, że ten post będzie odpowiedzią na powracające pytania o to „co dalej”, których w ciągu ostatnich tygodni dostałam od was całkiem sporo.

Mam nadzieję, że będziecie tu nadal zaglądać i kontakt nam się nie urwie, że wpisy gościnne przygotowane w ramach Akcji Blogowej staną się świetną inspiracją do bardziej kreatywnego spędzenia wiosny i lata oraz że obecność Kajtka na blogu będzie również dla was czymś nowym i fajnym! Bo ja się już nie mogę doczekać! Zresztą w jednym z kolejnych wpisów opowiem wam o naszych wiosenno-rodzinnych Małych Celach, których realizacją też chciałabym dzielić się na blogu!

Ciekawa jestem jakie są wasze wspomnienia z urlopu macierzyńskiego? Jak go spędziłyście? A może są tu jakieś blogujące lub pracujące na swoim mamy, które ugryzły temat podobnie do mnie i udało im się połączyć jedno z drugim? Dajcie znać jak odnalazłyście się w tej nowej codzienności! 

  • Przygotowałas się, jak mogłaś i będzie po prostu DOBRZE – może inaczej, niż sobie wyobrażasz, bo przeciez ciężko komukolwiek sobie to zwizualizować, zwłaszcza przy macierzyńskim debiucie 🙂 ale grunt to nastawienie.

    Wiem po sobie, bo wszyscy mnie straszyli, że o trenowaniu mogę zapomnieć. I choć było o wiele trudniej niż się spodziewałam, ogarnęłam. Właśnie wtedy zaczęłam też pisać bloga, którego mam do dziś i który zamierzam utrzymywać przy zyciu równiez za te kilka tygodni gdy w domu będzie trójka dzieciaków.

    Czasem im więcej mamy na głowie, tym większy nasz upór 🙂 Znam wiele dziewczyn, które mimo skróconej doby znajdują sposoby, a nie wymówki i Ty na pewno będziesz jedną z tych mam. Mocno kibicuję!!!

    • Brawo Ty 🙂

    • Natalia dzięki!! Ja też właśnie wiem, że często im więcej na głowie tym łatwiej się ogarnąć więc licze na takie turbodoładowanie ;D

  • Wczoraj wrocilam z macierzynskiego i nie poweim ale bylo mi ciezko, bo raz ze swieta, dwa musialam po raz pierwszy zostawic malutka 8 miesieczna coreczke. Ale dalam rade. A Tobie Kasiu zycze szybkiego i niezbyt bolesnego porodu i aby Kajtek okazal sie malutkim spiochem i pozwolil rodzicom odpoczywac.

    • Dziękuję! No i mam nadzieję, że tak będzie, trzymam kciuki aby jak najłatwiej poszło Ci dopasowywanie się do nowej rzeczywistości! 🙂

  • Ja tak jak Ty próbuję łączyć swoje pasje z byciem Mamą. Da się! 🙂

  • Kasia Mikołajczyk

    Ułożyłaś to najlepiej jak potrafiłaś.
    Ja nie mogę się doczekać tej Twojej innowacji w postaci Wiosennej Akcji Blogowej.
    Jesteś dla mnie mega inspiracją, szczególnie, że większość dużych życiowych kroków jeszcze przede mną.
    Trzymam kciuki i odzywaj się do nas w „wolnej” chwili. Buziaki

    • Kasiu dzięki ogromne!
      Ja też czekam z niecierpliwością na kolejne teksty od dziewczyn – te które dostałam do tej pory są rewelacyjne i liczę, że worqshopowym czytelniczkom też się spodobają! 😀

  • Olka

    Jedno słowo: szacuneczek! Pięknie to wszystko ujęłaś, tak aż bije od tego prawda 🙂 Dużo zdrówka! 🙂

  • yoasia

    Kochana! Po pierwsze nie tłumacz się i jeśli Twój blog nagle zmieni się w blog parentingowy, to co z tego? Znaczy, że tak czułaś, tego potrzebowałaś i w tym się odnalazłaś. A jeśli zostanie taki jaki był, to też super!
    Fajnie, że piszesz o tym że nie chcesz zatracić się w macierzyństwie i nadal rozwijać swoje pasje. Ja na urlopie macierzyńskim zaczęłam pomagać mężowi rozkręcać biznes i rozkręciliśmy go tak, że mogłam pozwolić sobie na urlop wychowawczy i nie musiałam wracać na etat. Przy okazji nadal rozwijam swoje pasje, ale niestety w bardzo ograniczonym zakresie. Po pierwsze naprawdę nie ma na to czasu, po drugie jeśli mam do wyboru poświęcić 4h na hobby czy 4h z córką, no to wybieram córkę, a hobby skracam do 2h, ale nie rezygnuję!! Na razie córka ma 13 miesięcy, zobaczymy co dalej 🙂
    Pozytywy macierzyńskiego są również takie, że bardzo dużo spaceruję, a nigdy tego nie robiłam. No i słucham całe mnóstwo podcastów i audiobooków. Także wciąż się kształcę i NIE NUDZĘ!! A nuda przy dziecku jest przerażająca, więc kiedy zaczęłam słuchać to wszystko się zmieniło- mój dzień jest owocny dla mnie i dla dziecka 🙂

    Pozdrawiam i powodzenia!

    • Nie, no nie tłumaczę „się”, ale uważam, że osoby, które poświęcają czas aby tutaj zajrzeć zasługują na odpowiedź na pytanie, które tak często wraca 🙂
      Ja też baaaaardzo liczę na wiosenno-letnie spacery (które uwielbiam!) i właśnie na nadrobienie zaległości w podcastach! 🙂 Wiadomo, że z każdej chwili można wycisnąć tyle, ile się chce wycisnąć 🙂

    • Zazdroszczę, że przy małym dziecku możesz się nudzić 😉 To pokazuje, jak różne są maluchy i mamy. Ja mam trójkę i dla mnie początki po porodzie oznaczały z reguły marzenie o tym, żeby się wyspać, wypić coś ciepłego i mieć choć chwilkę dla siebie. O nudzie nie ma mowy!

      A podcasty też słucham. Ostatnio odkryłam dla siebie „małą wielką firmę”.

    • Ewa Marcinek

      Co fakt to fakt, również spacerowanie było moją pasją od rano do popołudnia z dzieckiem, a potem dziećmi. Przy karmieniu naturalnym 3 maluchów przeczytałam całą kolekcję książek Agaty Christie 🙂 I miałam wtedy czas wieczorami na moją pasję jaką jest haftowanie 🙂 życie zwolniło przy malutkich dzieciach, ale dla mnie było to ok na jakiś czas oczywiście, bo nuda przy dzieciach już mnie do pracy popychała, zresztą przy ciąży drugiej również pracowałam kilka godzin w tygodniu.
      Dzięki dzieciom i przez nie rozwinęłam drugą pasję jaka są zdjęcia. Także i dzieci mogą wzbudzać w nas kreatywność 🙂 Pozdrawiam

  • Baaaaardzo mi się podoba Twoje podejście do tego wszystkiego i wiem, że jak będę mamą to będę czerpać inspirację z Ciebie! 🙂

    • Ania dziękuję i za takie miłe słowa i za „kredyt zaufania”!! 😀 Mam nadzieję, że nie rozczaruję 🙂

  • Cóż, u mnie blogowanie po urodzeniu dziecka poszło w kompletną odstawkę. To był proces, co raz mniej, mniej i mniej. I po kilku miesiącach już nic. Blog nie był jednak moim sposobem na życie, był hobbystycznym zajęciem, nie źródłem zarobku. Miałam więc inne priorytety. Wróciłam do blogowania dopiero po 3 latach, bo po prostu za nim zatęskniłam. Na pewno inaczej podchodzi się do blogowania, jeśli jest znaczącym źródłem utrzymania. Dla mnie wówczas dziecko i praca zawodowa były ważniejsze 🙂 Powodzenia.

    • Lidia, no to tak jak piszesz – dziecko i praca zawodowa 🙂 Tylko u mnie praca zawodowa na chwilę obecną to właśnie przede wszystkim blog + kilka długofalowych współpraca poza nim. Wiem, że tutaj jedno napędza drugie, a jak jednego zabraknie to wprost i brutalnie mówiąc, kasy na koncie zabraknie również 🙂 Więc muszę działać i już 🙂

      • O tak, tak, doskonale to rozumiem, blogowanie ma różne wymiary i bardzo podoba mi się Twoja konsekwencja i plan działania. To jest Twoja firma. Z resztą, odkąd czytam Twojego bloga traktowałam Cię bardziej jako kobietę przedsiębiorcę niż blogerkę w dosłownym tego słowa znaczeniu.

        • Lidia dziękuję!! Takie słowa to mega komplement 😀 No i kopniaczek, aby działać tak jak do tej pory 🙂

  • Aleksandra

    Ja byłam dwukrotnie właśnie taką dziewczyną „na fajnym etacie”. Pierwszy raz 10 lat temu więc szmat czasu, a drugi 5 lat temu. Przy pierwszym pobycie z dzieckiem udało mi się skorzystać aż do 16 mies. życia synka z telepracy po klasycznym macierzyńskim. Ale wobec małej samodzielności męża w opiece nad dzieckiem nie było to efektywne. Przy drugim musiałam wracać do pracy już po 7 miesiącach. Znalazłam dzieciom dobry żłobek i wszyscy żyjemy. Przy każdej chorobie któregokolwiek dziecka uświadamiam sobie, że matka Polska to ja nie jestem i nie będę – to nie dla mnie. Pracuję, bo ktoś musi utrzymać rodzinę, ale też dlatego że to lubię. Wyjść z domu, miec jakieś mniejsze czy większe zdarzenia przez cały dzień, mieć kontakt z kimś innym niż dzieci chociaż lubię też z nimi spędzać czas. Macierzyński to szkoła życia a nie żaden urlop. W związku z dużą różnicą wieku między dziećmi każdy z tych „urlopów” był inny. Moja przyjaciółka marzyła o bliźniakach – po urodzeniu jednej córki na macierzyńskim, zmordowana, mówi : wyleczyłam się z bliźniaków 😀 A inna znajoma mając bliźniaki i kilkuletniego starszego syna dom budowała. I dała radę! Jak nie my to kto Kasiu??

  • Kasia

    Ja już nie mogę się doczekać tych bejbikowych wpisów 🙂 Ja jeszcze na urodziny maluszka muszę poczekać około 2 miesięcy także chętnie przeczytam, co inne przyszłe mamy mają na ten temat do powiedzenia 🙂 Korzystaj z ostatnich dni we dwójkę 🙂

  • Kasiu, taki zaplanowany przez Ciebie model fajnie się sprawdza, od roku testuję na sobie i potwierdzam. 🙂 U nas wszystko bardzo podobnie z tą różnicą, że mieszkamy we Francji. Tutaj standardowo urlopu macierzyńskiego i tak jest bardzo mało, na swoim tylko trochę mniej. Nie żałowałam więc, że omija mnie rok macierzyńskiego, bo nawet na etacie i tak bym go nie miała. 😉 Po 2,5 miesiącach przysługującego mi płatnego urlopu, zaczęłam stopniowo wracać do pracy. Na początku dosłownie kilka godzin w tygodniu, potem coraz więcej. Oboje z meżem pracujemy z domu (udzielamy lekcji francuskiego przez Skype), więc po prostu zmienialiśmy się przy dziecku i nadal tak robimy.

    Dla mnie to najlepsze możliwe rozwiązanie – taka elastyczność i łączenie różnych ról. Myślałam, że trochę dłużej będę wyłącznie opiekować się dzieckiem, ale szybko okazało się, że tęskniłam do pracy, bo bardzo ją lubię. Przy noworodku dodatkowo praca była jak relaks, pozwalała na psychiczny odpoczynek.:) No i tak jak mówisz- częściowo finanse też po prostu zmuszają do tego. Ale i tak uważam, ze to rozwiązanie ma więcej plusów niż minusów.

    Trzymam kciuki za szybki, szczęśliwy poród. Wszystkiego dobrego dla Was na ten piękny i wyjątkowy czas!

  • Ilona Rogowska

    Świetnie się zorganizowałaś i na pewno dzięki temu będziesz mogła bez wyrzutów sumienia cieszyć się tymi pierwszymi chwilami, bez poczucia, że coś nad Tobą wisi. Ja tam nie widzę problemu w tym, że poza kreatywnymi sprawami będziesz pisać też o życiu z dzieckiem. Ja za pierwszym razem w macierzyństwie zanurzyłam się totalnie, z perspektywy czasu wiem, że nie służyło to ani mi ani dziecku i teraz za drugim razem staram się o sobie częściej pamiętać.

  • Kasia Gardian

    Cieszę się już, że nie zastane to tylko postów parentingowych, bardzo dużo jest tego w sieci. Świetne plany Kasiu! Trzymaj burtę;-)! I wszystkiego dobrego z Kajtkiem!

  • Ja zaczęłam pisać bloga właśnie na urlopie macierzyńskim. Jako trochę taką odskocznię/ przestrzeń dla siebie. Teraz mam kryzys blogowy, ponieważ moje inne zainteresowania walczą o mój wolny czas. Zastanawiam się nad przerwą w pisaniu. Może jeszcze gdybym miała więcej czytelników to byłoby inaczej.

  • Paulina

    Kasiu przypomnisz mi na jakiej stronie kupiłaś biurko?;)

  • Ewa Marcinek

    Ja nie bloguję… jeszcze:) Ja miałam prościej i trudniej na macierzyńskim. Zwyczajnie tuz przed urodzeniem pierwszego syna umowa się skończyła i byłam bezrobotna bez prawa do zasiłku dla bezrobotnych… potem miałam jakieś umowy zlecenia i tak w między czasie pojawiła się u nas cała trójeczka 🙂 do pracy na pełen etat wróciłam jak najmłodsza miała 5 miesięcy… (po 4latach przerwy). 1 rok po przerwie nie mogłam się ogarnąć z wszystkim (jestem nauczycielem). W 2 roku było nieco lepiej, ale rzeczywiście przerwa wybiła mnie trochę. Teraz już się wdrożyłam i zorganizowałam. Pozdrawiam

  • Dużo siły na najbliższe dni, śledzę Twoje wpisy i uwielbiam Twojego IG. Co do przerwy – świetna decyzja, jeśli mogłabym podjąć taką samą, chyba bym się nie zastanawiała. No i szacun za zrealizowanie zamierzonych planów przed urlopem!

  • Zapowiada się bardzo ciekawie u Ciebie na blogu, mam nadzieję, że z dzidzią spędzisz miłe chwile i będzie to fajne doświadczenie.