KOBIECA HISTORIA. SIŁA I PIĘKNO. ŹRÓDŁO MOJEJ SIŁY – PIĘKNO UKRYTE W CODZIENNOŚCI.

Co cię motywuje do działania? Skąd bierzesz siłę, aby to wszystko ogarniać? Jakie sekretne sztuczki stosujesz na co dzień, aby chciało ci się tyle robić? Mimo że często o to pytacie nigdy nie pisałam na blogu zbyt wiele o moich najbardziej osobistych motywacjach, o tym skąd czerpię siłę i energię do działania i jak to wszystko wygląda u mnie “od środka”. Teraz nadarzyła się ku temu wspaniała okazja. Zostałam mamą i wiele spraw układam sobie w głowie od nowa, mam dużo czasu na myślenie i spokojną chwilę refleksji. Te przemyślenia zebrałam w jednym miejscu dla siebie, ale też dla was – może dla kogoś staną się inspiracją, może zachęcą do własnych poszukiwań, może pomogą otworzyć jakieś drzwiczki w waszych głowach i serduchach!

KOBIECA HISTORIA. SIŁA I PIĘKNO.

W tym wyjątkowym czasie do podzielenia się z wami historią mojej kobiecej siły zaprosiła mnie marka Dermika w ramach akcji Kobieca Historia. Siła i Piękno. Idea akcji jest prosta i opiera się na wspaniałym przekonaniu, że w każdej z nas, w każdej kobiecie tkwi niezwykła siła, która może stać się źródłem inspiracji dla innych – to coś w co mocno wierzę, dlatego wspieram tę kampanię całym swoim serduchem!

30 kwietnia w ramach akcji wystartował konkurs, w którym każda kobieta może opowiedzieć swoją historię o tym, jak poczuła się silna i piękna – wszystkie informacje i szczegóły dotyczące akcji znajdziecie na stronie http://kobiecahistoria.pl/.  

HISTORIA MOJEJ SIŁY – JEDNA DECYZJA, KTÓRA ZMIENIŁA WSZYSTKO

Łatwo jest przeżyć życie w pośpiechu,bez chwili refleksji i bez pomysłu na siebie, biegnąc ścieżkami, które inni wydeptali przed nami. Znam to – ja też miałam kilkanaście lat, czerwony pasek na świadectwie, zdaną maturę i zaklepane miejsce na wymarzonym kierunku na jednym z najlepszych uniwersytetów.

Myślałam wtedy, że mam też pomysł na siebie. Studia, w międzyczasie praca, jakieś fajne praktyki, dużo wolontariatów, teatr, sztuka i kultura, a kiedyś własne mieszkanie (byle dalej od rodziców!), fajny facet, podróże, piękny ślub i dzieci – koniecznie dwójeczka. Byłam pewna, że to jest scenariusz, na który warto czekać więc czekałam … nie zauważając, że w międzyczasie prawdziwe życie działo się trochę obok mnie.

Musiałam się rozczarować i mocno oparzyć, żeby wreszcie zrozumieć, że życie w mydlanej bańce złożonej z marzeń i wieczne czekanie na “kiedyś” jest kompletnie bez sensu. Życie dzieje się tu i teraz, a czasem żeby zacząć budować coś nowego trzeba zburzyć to co było i po męsku zatrzasnąć za sobą niektóre drzwi.

Miałam 21 lat gdy zostawiłam to co znane i bliskie, zostawiłam niedokończone studia, zostawiłam rodzinną Warszawę, zostawiłam sukcesy i rozczarowania i praktycznie z dnia na dzień wyjechałam. Wtedy myślałam, że robię dobrą minę do złej gry i uciekam od problemów zamiast się z nimi zmierzyć.

Teraz wiem, że ta decyzja dała mi siłę i wiarę w siebie dzięki którym jestem tu, gdzie jestem.

Nie wiem jak ułożyłoby się moje życie gdybym mając te 21 lat postanowiła po raz kolejny biernie czekać na to, aż wszystko samo się poukłada. Wiem za to, że biorąc sprawy w swoje ręce po raz pierwszy poczułam siłę i wiarę w to, że po prostu MOGĘ.

ŹRÓDŁO MOJEJ SIŁY – PIĘKNO UKRYTE W CODZIENNOŚCI

Za kilka tygodni minie 10 lat od mojego wyjazdu. Mieszkając za granicą, sprawdzając się w różnych sytuacjach, poznając nowych ludzi i stawiając czoła różnym wyzwaniom dorosłam i zrozumiałam, że do bycia silną nie potrzebuję marzeń i bujania w obłokach – moja siła ukryta jest w codzienności, w zwykłych chwilach, które potrafią być piękniejsze niż najfajniejsze mydlane bańki marzeń jeśli tylko spojrzymy na nie z odpowiedniej perspektywy.

Moja siła to umiejętność bycia tu i teraz. Nie wybiegam już myślami zbyt daleko do przodu, nie bujam w obłokach, nie wracam do podjętych decyzji i nie zastanawiam się nad tym co by było gdyby… zamiast tego zatapiam się w codzienności i staram się doświadczać ją całą sobą. Nie czekam na fajerwerki i motylki w żołądku, nie czekam na piękne chwile i wyjątkowe wspomnienia, które ktoś mi da – biorę je sobie sama, tworzę je każdego dnia zupełnie od nowa. Celebrowanie codziennych chwil i szukanie w nich piękna daje mi siłę do tego, aby nawet w najtrudniejszych momentach iść przez życie z uśmiechem.

Moja siła to otwarta głowa i serce oraz gotowość na zmiany. Kiedyś bardzo bałam się zmian i na samą myśl o nich czułam się źle. Kiedyś przejmowałam się tym co inni mają do powiedzenia zdecydowanie za bardzo. Kiedyś obawiałam się działać zgodnie z intuicją i wszędzie dookoła szukałam potwierdzenia, że to co robię jest ok. Teraz wiem, że zmiany są dobre, że to dzięki nim idziemy do przodu i możemy się rozwijać. Czasem jest trudno, czasem nauka nowej rzeczywistości boli, ale i tak patrząc na większy obrazek wiem, że warto. Poznawanie siebie na nowo, sprawdzanie się w nowych sytuacjach i poszerzanie własnej strefy komfortu to coś pięknego i cieszę się, że mogę tego tak świadomie doświadczać.

Moja siła to znajomość i akceptacja samej siebie. Wiem co mnie cieszy, co lubię, co sprawia, że odpoczywam, co mnie napędza do działania, a co stresuje i demotywuje. Wiem jak zadbać o swoje potrzeby gdy dzień jest trochę pod górkę i wiem jak wykorzystać nadmiar energii gdy czuję, że mam jej zdecydowanie za dużo. Akceptuję siebie taką jaka jestem – z kilkoma kilogramami na plusie, z oczami w mokrym miejscu, które w połączeniu z dużą wrażliwością sprawiają, że zdarza mi się popłakać tak po prostu, bez większego powodu i z tendencją do panikowania i martwienia się na zapas. Po prostu lubię siebie i dzięki temu jestem dla siebie dobra i wyrozumiała co daje mi dużo siły do zmagania się z codziennymi sprawami.

Moja siła to ogromne zaufanie do tego co mam. Ufam temu, że mój mąż to ktoś znacznie więcej niż tylko mój partner i tata mojego dziecka – to również mój najlepszy przyjaciel z którym mogę konie kraść i po prostu, zwyczajnie cieszyć się życiem. Mój związek i rodzina dają mi spokój, poczucie bezpieczeństwa i ogromne wsparcie. Ufam, że to co robię robię dobrze, że moja praca nie idzie na marne i moja firma jest w stanie zapewnić nam spokojne życie. Nie szukam problemów tam, gdzie ich nie ma i wiem, że maszerowanie przez życie z takim nastawieniem sprawia, że jestem silniejsza i spokojniejsza.

Moja siła to pielęgnowanie w sobie poczucia wdzięczności za to co mam. Mogłabym chcieć więcej, mogłabym zacząć porównywać się do innych, mogłabym żałować okazji, które odpuściłam, albo zazdrościć innym możliwości, podróży czy fajniejszego stylu życia. Mogłabym, ale zamiast tego wybieram cieszenie się tym co mam i pielęgnowanie w sobie poczucia wdzięczności za dobre rzeczy, które mnie spotykają. Nawet w najgorszym dniu uda się znaleźć jakiś pozytyw, punkt zaczepienia, który wywoła uśmiech. Codzienne zapisywanie spraw za które jestem wdzięczna i myślenie o nich przed snem to dla mnie ogromne źródło siły!

W końcu, moja siła to celebrowanie i docenianie piękna, które ukryte jest w codzienności.

Dbam o estetykę tego co robię i jak żyję, staram się wszystkimi zmysłami celebrować piękno, które mam na wyciągnięcie ręki. Nie czekam na fajerwerki i specjalne okazje aby żyć pełnią życia, nie oszczędzam ubrań i przedmiotów, jeśli mam coś co sprawia mi radość staram się aby było to obecne w moim życiu jak najczęściej.

Dbam o porządek w naszym domu – wiadomo, że raz jest lepiej, a raz gorzej, ale ogarnięta przestrzeń zawsze poprawia mi humor. Dorzucam do tego kilka drobiazgów – świeże kwiaty w wazonie, czysta i pachnąca pościel, kawa wypita z najładniejszego kubka, ulubiona piosenka z którą zaczynam dzień czy piękny notes do zapisywania pomysłów. Zadbanie o takie detale nie kosztuje wiele, a sprawia, że codzienność staje się odrobinę bardziej “luksusowa”. Nie udaję, że wiodę jakieś idealne i polukrowane instażycie, staram się jednak dla samej siebie żyć najpiękniej jak potrafię.

Na co dzień pamiętam o sobie – rozpieszczam się, dbam o siebie i swoje samopoczucie. Pamiętam o odpoczynku, wystawiam twarz do słońca, trzymam pod ręką ulubioną czekoladę i zasypiam z książką na kolanach. Te piękne, niepozorne momenty wyrwane z pośpiechu i bieganiny zwykłych dni nie trwają długo, ale potrafią jak nic innego naładować moje baterie na kolejny dzień, są źródłem siły i płynącego ze środka optymizmu.

Codzienne piękno, które daje mi siłę ukryte jest również w innych ludziach, a czas z nimi spędzony zawsze jest wyjątkowy. Otaczam się ludźmi, którzy ciągną mnie do góry – dawno już odcięłam się od energetycznych wampirów i osób, które mniej lub bardziej świadomie podkopywały moją wiarę w siebie. Dzięki temu mam więcej czasu i energii na pielęgnowanie relacji, które są dla mnie źródłem siły, a do życia wnoszą nową wartość, radość i spokój.

10 lat temu odważyłam się postawić pierwszy krok na drodze, która pozwoliła mi zbudować życie oparte na moich własnych zasadach. Moja decyzja pozwoliła mi podróżować, odkryć siebie na nowo, dorosnąć, zakochać się i przede wszystkim uwierzyć we własne możliwości. Mam jeszcze mnóstwo do zrobienia, odkrycia i nauczenia się, przede mną cała masa wyzwań, które niesie ze sobą macierzyństwo i łączenie go z pracą jednak wiem, że mam mnóstwo siły aby zmierzyć się z tym co nowe i nieznane.

Umiejętność czerpania siły z codzienności i doceniania ogromu piękna, które można znaleźć w drobnych, sprawach to mój ogromny życiowy sukces!

Co jest źródłem waszej kobiecej siły? Co sprawia, że nawet mimo zmęczenia i zniechęcenia po prostu chce się wam chcieć, działać i iść do przodu? Jaki moment w życiu sprawił, że poczułyście się naprawdę silne, a określenie “słaba płeć” raz na dobre odeszło do lamusa? Jakie motywacje najlepiej nakręcają was do działania? A może również w waszym życiu zdarzyło się coś, co zapoczątkowało lawinę zmian na plus? Dajcie znać w komentarzach – takie historie są bardzo inspirujące oraz zawsze dają spory zastrzyk pozytywnej energii!

Artykuł powstał we współpracy z marką Dermika w ramach akcji Kobieca Historia. Siła i Piękno. Szczegóły dotyczące akcji znajdziecie tutaj: www.kobiecahistoria.pl na tej stronie możecie również podzielić się swoją historią siły i piękna oraz wziąć udział w konkursie!

Zobacz również

  • Pamiętam jak kończyłam w tym roku krótką, ale dość intensywną psychoterapię. Byłam w gronie 6 osób, najmłodsza. Na koniec nazwali mnie rakieta. Bo od początku miałam w sobie napęd do zmian, nie mogę w to uwierzyć, ale stałam się inspiracją dla ludzi czasem 10 lat starszych ode mnie 😮 Nie umiałam im wytłumaczyć jak ja to robię. Może to coś w stylu” nie? No to patrz”. Ta terapia miała mi pomóc w jednym z 5 celów, odnaleźć swoją kobiecość/ zadbać o bliskość w relacjach – głównie fizyczną – taką z dotykiem. I chyba w sumie na dobrej drodze jest wszystko. W grudniu po raz pierwszy od 3 lat miałam na sobie sukienkę a teraz są w szafie nawet 2 spódniczki ;D Nad przytuleniem dalej trzeba pracować, bo kuleje.
    Dla mnie kobiecość to nie jest chodzenie w dresie – pewnie zbesztają mnie tu co niektórzy, ale dla mnie to nawet ładny, schludny np. ubiór kiedy wychodzi się do sklepu obok, to delikatne gesty, to biżuteria, to bycie – może nieprzesadnie miłym, ale jednak życzliwą kobietą z dużą dawką empatii – nie zapominając w tym o sobie i rytuałach 🙂 A k

    • Susie, to wspaniałe, że postanowiłaś o siebie zawalczyć i coś zmienić, a w procesie tej psychoterapii dostałaś tak pozytywny feedback! jeśli chodzi o zmiany – pomyślę o czymś takim, ja je traktuję jako fazę przejściową od jednego momentu do drugiego i jakoś łatwiej się z nimi zmierzyć 🙂 Znasz może książkę „Kto zabrał mój ser?” – tam było dużo o zmianach 🙂

      • Aj, dziękuję za pozycję, nie czytałam. A tytuł intryguje! 🙂

  • Tak wiele z tego co przeczytałam u Ciebie Kasiu jest takie jak i u mnie. Niektóre rzeczy chyba też przechodzą z wiekiem i doświadczeniem oraz tą refleksją, której tak bardzo brakuje gdy pędzimy.

    • oj to prawda! jak się spojrzy z dystansem to łatwiej sobie wszystko poukładać, zobaczyć w tym jakiś sens 🙂 a w codziennym pędzie to wiadomo, pilne sprawy zajmują miejsce tych ważnych i robi się niezły ambaras!

  • Dzieki za podzielenie się przemyśleniami. Brzmią jak recepta na optymistyczne podejście do świata. Na pewno spróbuję takie myślenie wprowadzić w swój ciasny łebek.Nie czuję się ani piękna, ani silna. Ale niebrzydka i wytrzymała to już coś 😉

    • Kamila, niebrzydka i wytrzymała to świetny początek i dużo można na tym zbudować! trzymam kciuki! 🙂

  • Jejku jejku! Piękna ta historia. Zachwycam się! :))))

  • Irena

    Tekst, który łapie za serce <3 przepełniony pozytywną energią i zawierający niepozorny, a skuteczny przepis na szczęście? Skąd wiem, od kilku lat sama intensywnie pracuję nad sobą, zmianą myślenia i pod wieloma (jak nie wszystkimi) twoimi słowami mogłabym się z czystym sumieniem podpisać.

    • Dziękuję! Taka prawda, że czasem tego szczęścia szukamy nie wiadomo jak daleko, a ono się lubi chować pod nosem 🙂

  • dzięki Aniu! Widać, że nasze historie miejscami są bardzo podobne 🙂 Ja na studia nigdy nie wróciłam i nie żałuję, ale do tej pory zdarza się, że jakaś „życzliwa dusza” w niby niewinnej rozmowie próbuje mi to jakoś wypomnieć 😉

  • Kasiu, będę to powtarzać do znudzenia, ale uwielbiam Twoje teksty! 😀 Są autentyczne, szczere, pełne ciepła i motywacji pomieszanej z inspiracją. A może sekret tkwi w tym, że czasami w Twoich słowach przeglądam się jak w lustrze? 😉

    Moja historia jest prosta. Do zmian musiałam dojrzeć. Mam to szczęście, że spotkałam człowieka, którego nie tylko pokochałam, ale z którym się zaprzyjaźniłam i trwa to już 13 lat. Nie, to nie od niego czerpię siłę, ale to on wspierał mnie w tej drodze ku świadomości. Doszłam do takiego momentu, że po prostu polubiłam swoje życie. I choć lubiłam tę swoją codzienność, drobne rytuały i przyjemności, to miałam poczucie, że wciąż na coś czekam. Dziś jestem też mamą i chyba ta rola pozwoliła mi docenić tu i teraz – te drobne chwile, na które składa się nasze życie. Przestałam czekać na coś, co ma dopiero nadejść. Zaczęłam działać, robić to, co sprawia mi radość i przekształcać to w konkretne projekty, działania.

    Nie czuję się tylko mamą, ale dzięki tej roli poukładałam sobie w głowie. Jestem kobietą, żoną i mamą. Lubię w sobie tę radość, którą czerpię z drobnych chwil. Lubię zapach kawy, niespieszne śniadania we troje, książki i dobry serial. Lubię, gdy pojawia się w mojej głowie pomysł na coś nowego. Lubię siebie i to jest moją siłą. 🙂

  • Pamiętanie o sobie…. to najpiękniejszy prezent jaki możemy dostać 🙂