PIERWSZE KROKI NA MLECZNEJ DRODZE Z KAJTKIEM!

Od momentu, w którym przyzwyczaiłam się do myśli, że ja NA SERIO jestem w ciąży i za kilka miesięcy NA SERIO będę mamą w mojej głowie tkwiło nastawienie, że co jak co, ale karmić to ja NA PEWNO będę piersią. Nie wyobrażałam sobie że mogłoby być inaczej! Z takim nastawieniem w głowie kompletowałam naszą wyprawkę, z takim nastawieniem spędziłam ciążę i jechałam na porodówkę – przecież nie może się nie udać!  Czy rzeczywistość i pierwszy miesiąc z Kajtkiem na pokładzie to zweryfikowały?

Wiadomo, że raz jest lepiej, raz gorzej, budujemy naszą codzienność od nowa, uczymy się siebie i naprawdę baaaardzo daleko mi do lukrowania początków macierzyństwa. Nauczyłam się już, że gdy tylko wydaje mi się, że wiem co i jak kolejny dzień potrafi te przekonania mocno zweryfikować i zaczynamy praktycznie od zera. Powtarzam tę lekcję do znudzenia 😉

Jest jednak taka jedna sprawa, która jak na razie wychodzi nam super. Nie chcę zapeszać, wiem, że to dopiero początek naszych przygód na mlecznej drodze, wiem, że dużo jeszcze może się wydarzyć, ale strasznie się cieszę, że po pierwszym wspólnym miesiącu mogę ze spokojnym serduchem podpisać się pod hasłem promującym kampanię LOVI #karmienietonieproblem!

DLACZEGO POSTAWIŁAM NA KARMIENIE PIERSIĄ?

Powodów miałam kilka – każdy z nich był dla mnie ważny, każdy działał jak najlepszy motywator w gorszych momentach i o każdym starałam się pamiętać, gdy coś szło nie tak.

Wiedziałam, że mleko mamy jest dla takiego malucha najlepsze. Nie interesowałam się tematem jakoś wcześniej, ale w czasie ciąży wystarczyła lektura kilku artykułów, aby utwierdzić się w tym przekonaniu i wbić je sobie mocno do głowy.

Karmienie piersią to też niezła oszczędność czasu i pieniędzy. Mleko mamy to przecież pokarm, który powstaje sam, za który nie musimy dodatkowo płacić, nie trzeba tu testować mieszanek, wyparzać butelek, przygotowywać wrzątku i robić całej masy czynności, które towarzyszą karmieniu mlekiem modyfikowanym.

Karmienie piersią wydawało mi się też niesamowicie wygodne! Pokarm dla maluszka jest zawsze pod ręką, w odpowiedniej temperaturze, gotowy do podania bez zbędnego sprzętu i gadżetów. O ile łatwiej musi być w takiej sytuacji podróżować czy nawet wyskoczyć z domu na dłuższy spacer!

Większość moich bliskich koleżanek, które już są mamami karmi swoje dzieci piersią, miałam więc w swoim otoczeniu wiele przykładów, że po prostu da się! Byłam przekonana, że karmienie piersią to coś tak bardzo ludzkiego i naturalnego, że zaskoczy i u nas!

INSTYNKT CI PODPOWIE MÓWILI…

11 kwietnia 2018 roku, godzina 2.25, punktualnie co do dnia na świecie pojawił się nasz Kajtek! Gdy emocje po porodzie troszeczkę opadły, pożegnaliśmy się z Fabem i cudnym personelem z porodówki i zostaliśmy z Kajtkiem sami. No i się zaczęło.

Był środek nocy, ciemny pokój w którym ktoś już spał, kilka toreb dookoła, ja i noworodek, który pojawił się na świecie bez konkretnej instrukcji obsługi. Cała wiedza, którą wbijałam sobie do głowy w ciąży nagle wyparowała, a ja nie miałam pojęcia co ze sobą zrobić. Leżałam na łóżku, chrupałam biszkopty, Kajtek spał smacznie obok w szpitalnym wózeczku, a ja modliłam się aby obudził się jak najpóźniej bo na serio nie miałam pojęcia co z nim zrobić, jak go podnieść, położyć obok siebie i oczywiście jak takiego małego człowieka NAKARMIĆ! 

Gdy dzieliłam się z wami moimi obawami dotyczącymi macierzyństwa wiele osób pisało o tym, aby się nie martwić bo instynkt na bank zadziała. I ja w to mocno wierzyłam, ale rzeczywistość spłatała mi niezłego psikusa.

Bo wiecie, może to coś o czym głośno się nie mówi, ale u mnie żaden instynkt się nie włączył. Nie zalała mnie fala wielkiej miłości, nie popłynęły łzy, nie odblokowały się jakieś nowe umiejętności, nie pojawiła się naturalna intuicja, która podpowiadałaby co i jak robić. I miałam z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia. Jasne, byłam ciekawa naszego Bejbika. Byłam szczęśliwa, że jest już z nami. Patrzyłam sobie na niego, obserwowałam, byłam dumna i czułam się za niego bardzo odpowiedzialna, ale… to właściwie tyle.

Gdy po kilku godzinach Kajtek zaczął się budzić poczłapałam do dyżurki położnych i z łzami w oczach powiedziałam, że nie mam pojęcia co teraz robić. Wracając do pokoju czułam się jak najgorszy człowiek na ziemi. Czekając na położną i patrząc na spokojnie leżącego synka, którego bałam się wyciągnąć z łóżeczka łykałam łzy i wbijałam sobie do głowy, że rozczarowuję go już na samym początku, bo przecież ja POWINNAM wiedzieć co i jak przy nim robić. Bo instynkt, bo intuicja, bo hormony, bo biologia, bo nagle z tym ostatnim skurczem, z którym Kajtek pojawił się na świecie POWINNAM stać się mamą. Cudne, instaróżowe i w ogóle super idealne początki macierzyństwa, prawda?

PIERWSZE WYBOJE NA NASZEJ MLECZNEJ DRODZE

Mimo tego że nie wiedziałam JAK się za to zabrać wiedziałam że bardzo CHCĘ karmić piersią. Zafiksowałam się na tej myśli, ale co z tego skoro nie wiedziałam jak się za to zabrać?

Potrzebowałam pomocy, kogoś kto pokaże mi w praktyce to, co znałam w teorii z wcześniej wyczytanych mądrych artykułach i poradnikach. Na szczęście szpital w którym rodziłam stawiał raczej na wsparcie w karmieniu niż wciskanie butelek z mieszanką. Położne pokazały mi jak przystawiać synka do piersi. W naszym szpitalu obecna była doradczyni laktacyjna, która odpowiednio szybko skorygowała to, co robiłam nie tak i pokazała jak sprawić, aby karmienie było dla nas obojga wygodniejsze i skuteczniejsze. Nie rozwiązało to wszystkich problemów, ale było znośnie, dawaliśmy radę.

Wspominałam już kiedyś, że pobytu w szpitalu bałam się bardziej niż samego porodu – okazało się, że miałam rację. Nastawiłam się na standardowe 48 godzin i bezproblemowy wypis do domu, okazało się jednak, że nasz pobyt w szpitalu musi się nieco przedłużyć. Kajtek zrobił się żółty jak kurczak – jego żółtaczka była na tyle silna aby zatrzymać nas na obserwacji w szpitalu, nie kwalifikowała się jednak jeszcze do fototerapii. Zalecenie było jedno – karmić, karmić i jeszcze raz karmić. No więc karmiliśmy się do bólu – dosłownie i w przenośni.

Karmienie noworodka z żółtaczką to niezła jazda bez trzymanki. Nie miałam pojęcia, że takie maluchy są dużo bardziej śpiące, że ciężko je obudzić, a przy piersi odpływają po paru minutach ssania.

Starałam się jak mogłam, a i tak na każdym wieczornym obchodzie słyszałam, że nie jest gorzej, ale też nie na tyle dobrze, aby wyjść do domu – cały czas byliśmy na granicy, za niska bilirubina na naświetlania, za wysoka na bezpieczny wypis ze szpitala. 

Nie tak wyobrażałam sobie początki karmienia- miałam się skupić na budowaniu więzi z maluszkiem, na poprawnej “technice”, a nie na tym, aby nie wariować w szpitalu i nie usypiać razem z niepokojąco żółtym, przelewającym się przez ręce, wybudzanym co kilka godzin noworodkiem.

Byłam wykończona. Szpitalne noce dały mi w kość. Tęsknota za domem i wsparciem Faba dała mi w kość. Brak własnego miejsca, intymności i spokoju dał mi w kość. Kajtek, który po kilku dniach poobgryzał mnie dość dokładnie dał mi w kość. Zmęczenie, wyczerpanie i zdezorientowanie dały mi w kość. Wolne chwile pomiędzy kolejnymi karmieniami spędzone w towarzystwie złotych rad wujka google dały mi w kość. Na szczęście z perspektywy czasu te wyboiste początki karmienia piersią dały mi coś jeszcze.

 

#KARMIENIETONIEPROBLEM … JEŚLI WIESZ JAK SOBIE POMÓC

Te kilka trudnych dni w szpitalu dało mi ogromny zastrzyk pewności siebie i wiary w to, że karmienie naprawdę zaczyna się w głowie. Bo ja bardzo chciałam karmić i wiedziałam, że zmuszając Kajtka do jedzenia robię to co dla niego najlepsze. Gdy w środku nocy pojawiały się propozycje podania mu butelki z uporem maniaka powtarzałam, że zamiast tego chcę, aby ktoś jeszcze raz pokazał mi jak przystawić go do piersi, obudzić i zmotywować do jedzenia. Gdy nie dawałam sobie rady wędrowałam do położnych i „prosiłam się” o pomoc do znudzenia. I tak co noc. 

Po 5 dniach wyszliśmy do domu – żółtaczka spadała, waga rosła, obyło się bez lamp i naświetlań, a ja mimo że zmęczona fizycznie i wykończona psychicznie czułam, że teraz będzie już z górki. 

Te kilka dni w szpitalu uświadomiły mi, że proszenie o pomoc to żaden wstyd.

Zrozumiałam, że za swoim interesem trzeba chodzić, przypominać się i mimo zmęczenia walczyć o to, co ważne.

Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam po powrocie do domu było zaproszenie do nas Certyfikowanego Doradcy Laktacyjnego. Bardzo chciałam aby w spokoju, w domowych warunkach, na mojej własnej kanapie doświadczona osoba jeszcze raz przećwiczyła ze mną różne pozycje, pokazała co robię dobrze, a co powinnam poprawić, podpowiedziała jak i kiedy korzystać z laktatora i odpowiedziała na wszystkie, najgłupsze nawet pytania. Powiem wam, że to spotkanie było dla nas najlepszą inwestycją, która codziennie zwraca się z nawiązką!

W szpitalu usłyszałam od jednej z położnych, że jak bardzo naturalną czynnością karmienie by nie było to coś czego oboje z Maluszkiem musimy się po prostu nauczyć. Potrzeba tu czasu i cierpliwości, ale również szybkiego i skutecznego wsparcia. 

Z perspektywy moich doświadczeń nie mogłabym się z tym nie zgodzić! Szpital, w którym na świat przyszedł nasz Kajtek jest wyjątkowym miejscem – mimo ogromnej ilości pacjentek personel pomagał i wspierał na tyle na ile tylko pozwalał czas. Nie wyobrażam sobie naszych początków gdzie indziej. Nie wyobrażam sobie pobytu w miejscu w którym zabrakłoby empatii, cierpliwości i wyrozumiałości dla takiej początkującej beksomamy jaką byłam (khemkh nadal jestem!) w tych pierwszych dniach po porodzie.

Pamiętajcie, że każda z nas zasługuje na wsparcie i życzliwe słowo – jeśli nie dostaniemy tego w szpitalu lub najbliższym otoczeniu, musimy same o to zawalczyć, albo skorzystać z pomocy, która czasem jest naprawdę na wyciągnięcie ręki!

W ramach kampanii #KarmienieToNieProblem takie wsparcie oferuje świeżo upieczonym mamom LOVI.

Korzystając ze strony #KarmienieToNieProblem możecie umówić się na bezpłatną konsultację laktacyjną w jednym z 11 miast w całej Polsce.

Dla mnie możliwość porozmawiania z CDL była najlepszym wsparciem na początku karmienia piersią, wiem, że jeśli będę czuła się w tym temacie niepewnie lub najdą mnie jakieś wątpliwości bez chwili wahania umówię się na takie spotkanie po raz kolejny. Jeśli tylko czujecie, że taka konsultacja jest wam potrzebna lub znacie kogoś komu mogłaby się przydać, śmiało korzystacie z pomocy oferowanej przez LOVI!

Na stronie kampanii znajdziecie również wiele ciekawych artykułów dotyczących karmienia piersią, możecie sprawdzić swoją wiedzę rozwiązując quiz, a ja mam dla was konkurs, w którym tym razem do wygrania są dwa laktatory elektryczne LOVI Expert!

KONKURS Z LOVI – WYGRAJ LAKTATOR LOVI EXPERT

Zadanie jest proste: W komentarzu (oznaczonym hasłem [KONKURS z LOVI]) pod tym postem napisz jakie wsparcie było dla Ciebie najcenniejsze lub jakie wsparcie chciałabyś uzyskać podczas karmienia piersią.

Na konkursowe komentarze czekam do 18 maja, a dwa najciekawsze zostaną nagrodzone laktatorem elektrycznym LOVI EXPERT ufundowanym przez LOVI.
Wyniki konkursu i zwycięskie komentarze pojawią się w tym poście 25 maja.

Bardzo lubię te nasze mleczne chwile spędzone wspólnie z Kajtkiem, a odkąd jesteśmy w domu zaczęłam naprawdę się nimi cieszyć. To czas tylko dla nas, bardzo wyjątkowy i wyczekiwany.

Mimo zmęczenia staram się chłonąć na maksa każdy moment, bo wiem, że to wszystko minie zanim się obejrzę. Wiem, że jeszcze wiele mlecznych przebojów przed nami, wiem, że mogą pojawić się problemy, ale nauczyłam się już, że w takich sytuacjach trzeba prosić o pomoc, szukać wsparcia, korzystać z doświadczenia i wiedzy innych. Jeśli coś jest dla was ważne walczcie o to do … zwycięstwa!

No i koniecznie napiszcie w komentarzach jak wyglądały wasze początki na mlecznej drodze – podpowiedzcie jakie wsparcie było dla was najbardziej cenne, albo o jakim wsparciu marzycie!  

* wpis powstał we współpracy z LOVI w ramach akcji społecznej #KarmienieToNieProblem

Zobacz również

  • Dominika

    [KONKURS z LOVI] Najcenniejszym wsparciem podczas mojego karmienia (które nadal trwa, a córka skończyła w styczniu dwa lata!), była dla mnie merytoryczna wiedza, którą zaczęłam zdobywać nawet jeszcze przed ciążą:) Przeczytałam mnóstwo artykułów rzetelnie odnoszących się do tematu karmienia (przede wszystkim nieoceniona Hafija, ale też Mataja i inne blogi), zainwestowałam w polecane książki (tu bardzo polecam „Po prostu piersią”) i nastawiłam się psychicznie na to, że kiedy pomoc będzie potrzebna, to będę po nią sięgać. Dzięki temu wiedziałam jakiego zachowania spodziewać się po noworodku (moja córka nie była z tych odsypiających trudy porodu, pierwszą dobę w zasadzie przejadła, a nie przespała;)), jakiego w czasie skoków rozwojowych, jak rozsądnie podejść do tematu rozszerzania diety, czy niezbyt właściwych porad pediatry i położnej w przychodni;) Ale równie cennym wsparciem w karmieniu była dla mnie sama córka, która świetnie radziła sobie w zasadzie od samego początku:) W tym momencie nasze karmienie jest już tylko symboliczne – jedno lub dwa dziennie, noce są od kilku miesięcy przesypiane<3, za to za kilka miesięcy ma przyjść na świat jej brat i przygoda zacznie się na nowo:)

  • Paulina Szramke

    KONKURS Z LOVI. Jestem mamą prawie dwuletniego Maurycego. Jak to mamie bez doświadczenia wszystko wydawalo sie trudne, nieosiaglalne i wrecz niemozliwe. Karmienie też. W szpitalu maly dostal juz mm, nikt mi nie pokazal co i jak, w domu, od najbliższych niestety, slyszalam, ze maly placze bo głodny, mam slabe mleko i po cc nie da sie katmin. W 4 tygodniu zycia Maurycego trafilismy do szpitala z powodu bakterii w moczu i tam dopiero kochane panie pielęgniarki zrewolucjonizowaly i naprostowaly moje myślenie. Kazaly karmic, leżeć i karmić. Ile tylko maly chce nie sprzatac. Nie prasowac, nie gotowac, tylko dac sobie czas na wyregulowanie popytu i podaży. Udalo sie, Maurycego karmilam 10 miesiecy! 30 kwietnia urodzila sie moja córeczka – Matylda. Madrzejsza o doświadczenie i ogrom wiedzy zdobytej glownie na blogu hafija.pl nie pozwolilam podac butelki. Od razu wiedziałam, ze moje ciało da radę i jest absolutnie gotowe by karmić. Dodatkowo tym razem na oddziale pracowala Certyfikowana Doradczyni Laktacyjna, ktora pogratulowawszy mi wiedzy i podejscia, podrzucila jeszcze kilka fajnych stron i wskazówek. Matylda rośnie jak na drożdżach, ja jestem spokojna i szczęśliwa. Tak powinno byc zawsze! Matki należy edukowac i przede wszystkim wspierać. Nie ma nic cudowniejszego niz noworodek przy piersi. Karmmy sie! 😊

  • Monia M.

    [KONKURS Z LOVI] Największym i wprost nieocenionym wsparciem od samego początku naszej trudnej drogi mlecznej był mój mąż. Zawsze gotowy i chętny do pomocy, czuły i pocieszający. Będąc w ciąży bardzo nastawiłam się na karmienie piersią, dużo o tym czytałam, poznawałam technikę i pozycje do karmienia. Wydawało mi się, że dużo wiem na ten temat. Całkiem możliwe, że tak było, jednak moja wiedza była dość chaotyczna i przede wszystkim była tylko teorią. Gdy przyszło co do czego, tzn. gdy maluszek pojawił się już na świecie okazało się, że wcale nie jest to takie proste. Maluszek miał problemy ze złapaniem brodawki, a ja nie potrafiłam odpowiednio przystawić go do piersi. Dodatkowo każdej próbie nakarmienia maluszka towarzyszył ogromny ból brodawek. I to właśnie było najgorsze. Słodko śpiący maluszek i te jego maleńkie usteczka, a gdy tylko był głody potrafił tak szeroko otworzyć buzie i tak głośnio krzyczeć, a każda próba przystawienia go do piersi oznaczała ogromny ból brodawek. Na szczęście w tym wszystkim był mój mąż. To właśnie on dodawał mi siły i odwagi, żeby ciągle próbować i nie poddawać się. To on czule mówił do maluszka i głaskał go, aby troszkę uspokoił się przed kolejną próbą przystawienia go do piersi. To on podpowiadał mi jakie są inne pozycje do karmienia, podawał poduszki żeby mi i maluszkowi było wygodnie. To on nieustannie wierzył we mnie i nigdy nie oskarżał mnie, że nie potrafię nakarmić dziecka. To on przygotowywał mi herbatki laktacyjne oraz okłady na piersi, aby przygotować je do karmienia i złagodzić ból. To on biegał do apteki po osłonki na piersi. To on… i tak mogłabym wymieniać jak wiele razem z naszym maluszkiem zawdzięczamy mu.

  • Joanna Cięciel

    Konkurs z Lovi

    Dwa lata temu mama zostałam
    Co tu dużo kryć mocno się stresowałam
    Kilkanascie poradnikow dla mam przeczytałam
    Ale dzięki nim mądrzejsza się nie stałam
    Wreszcie wzięłam w ramiona córeczkę
    Czekałam na ten dzień na moja gwiazdeczkę
    Radości łzy mieszały sie z rozczarowaniem
    Z tym że czasami na nic nasze planowanie
    Malitka piersi nie chciała i wybredna była
    Mocno płakała i sie złościła
    Ja bezradnie ją przystawiałam
    poranione bolące sutki podając zęby zaciskałam
    Już byłam gotowa po kilku dniach sie poddac
    I modyfikowane mleko dla spokoju podać
    Lecz wtedy siostra mnie odwiedziła
    I moją mleczną drogę jasno nakreśliła
    Wzięła moje dziecię i delikatnie dostawała
    W drugą rękę delikatnie piers mą pochwyciła
    Pokazała w jaki sposób podać aby mała ssała
    I wiecie co? Dobrze ze przyjechała.
    Maluszek zasnął w koncu najedzony
    A mamusi pokarm byl w końcu odciągniony.
    Jeszcze pozniej długo ze mną rozmawiała
    I o metodzie prób i błędów mnie informowała
    Że nie zawsze jest łatwo także nakreśliła
    Ale w pomocy siostrzanej zawsze drzemie siła
    Powiedziała Że sobie poradzę i że super że mnie mama
    Chociaż taka rozczochrana i taka niewyspana.
    Doceniła moje starania i je pochwaliła
    Wielkim wsparciem była i wszystkiego nauczyła.
    Nigdy przenigdy sie nie narzucała
    Ale w razie potrzeby bliziuteńko stała.

    Nasza mleczna prYgodap trwała 9 miesięcy
    Dałam najlepszą cząstkę siebie mojej córeńce.
    Teraz po trzech latach na Igorka czekamy
    I jedno wiem- jakkolwiek będzie nigdy aie nie poddamy.

  • Natalia i jej Babcia

    [KONKURS z LOVI] Zacznę od początku…. Po pierwszej ciąży moje karmienie piersią trwało 3 miesiące, w drugiej wszyscy byli pewni, ze Emila tez kp nie będę. Tym bardziej, ze u mnie w rodzinie, tylko jedna babcia jedno dziecko kp. Śmiali się ze mnie, że mam się nie ekscytować bo brak pokarmu mam w genach… na pewno będzie go mało i będzie mało treściwy… Ogólnie totalny brak wsparcia z ich strony, ale na szczęście mój mąż nadrabiał za nich ze zdwojoną siłą. Jako jedyny podtrzymywał mnie na duchu i wierzył, że nam się uda. Podrzucał mi czasopisma, adresy blogów o kp i wiedziałam że kibicuje mi z całych sił. Ale to nie jego wsparciem chciałam się pochwalić :-D. Urodził się Emil i wszystko szlo genialnie, synek ładnie przybierał, położna była zadowolona ze na samym cycku itd. Któregoś dnia pojechaliśmy w odwiedziny do moich dziadków i jak zaczełam karmić małego to moja babcia zaczęła płakać, mówiła o tym , że zawsze bardzo chciała karmić swoje dzieci (czworo) ale ze względu na płaskie brodawki – już na porodówce dostawała szklana butelkę po wódce, gumowy smoczek i nawet nie miała próbować, bo i tak się nie uda wykarmić… Pierwsze dziecko urodziła 50 lat temu i jak karmie u nich Emila to zawsze siada koło nas i patrzy, głaszcze mojego synka po glowie i mówi o tym ze mleczko mamusi najlepsze. Własnie jej wsparcie było dla mnie kluczowe. Może wiele osób pomyśli że to błahe ale jest w ogromnym błędzie. Dzięki babci czułam, że moja misja z karmieniem piersią jest ważna. Robiłam to nie tylko dla siebie, dziecka ale też dla niej. Czułam dzięki niej naprawdę emocjonalną więź z Emilem. Dawała mi poczucie spokoju. Dziękuję jej za to, że nie „dawała mi mądrych rad bo przecież jest starsza i wie lepiej” tylko była osobą, która uspokajała mojego wewnętrznego ducha a jej spojrzenie i wypełnione serce radością przepełniało pokój miłością czego skutkiem było zakończenie „mądrości” ze strony rodziny. I to dla niej chciałabym wygrać ten konkurs, bo nie miała ona swojej drogi mlecznej wiec może dostać pamiątkę z mojej ?

  • Iwoona B.

    [KONKURS z LOVI] Karmię 13 mcy. Czasem myślę sobie, że jestem nie do końca normalna, skoro po tym wszystkim, co przeszłam, nadal karmię. Zaczęło się już w szpitalu. Krzyk ,,przystawiać! przystawiać!” dźwięczał mi w uszach, a ja nie wiedziałam jak to zrobić. Leżałam po cięciu, położna ścisnęła mnie za sutki, stwierdziła, że ,,jest mleko” i poszła. Po powrocie do domu zaczęło się na maxa. Ból nie do zniesienia. Diagnoza? Za krótkie wędzidełko. Do podcięcia po pół roku (tak zdecydował lekarz). Przetrwaliśmy. Ja przetrwałam. Po 3 mcach, kiedy przestało boleć, synek odrzucił kapturki, przez które karmiłam od początku i od nowa uczył się ssać. Ból jak na początku. Przetrwałam. Po 5 mcu przyplątała się grzybica. Ten ból był nieporównywalny z żadnym poprzednim. Przetrwałam. Po 7 mcu podcięcie wędzidełka. Synek raz jeszcze musiał nauczyć się ssać, a ja raz jeszcze zmierzyć się z bólem. Przetrwałam i to. A w tych ciężkich chwilach zawsze była przy mnie moja Mama, która płakała razem ze mną, śmiała się razem ze mną, a która, mimo że sama karmiła butelką, nawet raz nie wspomniała, że mogłabym też przejść na butlę. Trwała przy mnie, po cichu, w tle, robiąc obiad, sprzątając, wychodząc z psem. Była moim dobrym duchem, dzięki niej mogłam się skupić tylko na karmieniu. Tylko tyle i aż tyle. Zdjęła ze mnie ciężar domowych obowiązków i po prostu była przy mnie. Najcudowniejsze moje wsparcie. <3

    • Bardzo późno podcięte wędzidełko! I bardzo długo kazali Wam czekać 🙁 można je podciąć już w pierwszych dobach życia, co zaoszczędziloby wiele bólu i stresu obu stronom…

      My mieliśmy podcięte w 2,5 miesiącu i to już było bardzo późno, ale niestety diagnozę mieliśmy dopiero po 2 miesiącu (i wprowadzeniu butli, do tej pory nie udało się wrócić w 100% na pierś).

      Ostatnio czytałam na mataji albo hafiji o tym jak wielkim problemem w Polsce jest tak banalny zabieg. Straszne :/ albo nikt się nie podejmie, albo każą czekaćdo nie wiadomo którego miesiąca, albo mówią że to nie problem i żeby sobie radzić, albo nie ma nikogo kto by je zdiagnozował 😨

  • Aleksandra.Na

    [KONKURS z LOVI]
    Jutro mija 6 tygodni od kiedy zostałam mamą małej Weroniki. Mniej więcej od połowy ciąży zaczytywałam się w forach internetowych, czasopismach dla przyszłych mam oraz książkach o ciąży i macierzyństwie, by jak najlepiej przygotować się na przyjście na świat naszej Córeczki. O ile wiedza teoretyczna jest bardzo ważna i bez niej nie byłabym świadoma wielu rzeczy, o tyle uważam, że największym wsparciem dla mnie od momentu narodzin Córki jest dla mnie mój kochany Mąż. To On przywitał wraz ze mną na świecie nasz mały wielki Skarb, to On codziennie powtarza mi, że najważniejsze, bym była szczęśliwa i nie przejmowała się niczym innym prócz zapewnienia naszej Córce wszystkiego, czego potrzebuje. A obydwoje wiemy, że oprócz potrzeb podstawowych potrzebuje Ona bliskości i poczucia bezpieczeństwa, a wszystko to daje karmienie piersią. Niby takie proste, a jednak bywają momenty, że jednak trudne. Trudne, kiedy przez fakt spędzenia wielu godzin na karmieniu nie zdążyłam ugotować obiadu. Trudne, kiedy muszę kolejny raz odłożyć posprzątanie mieszkania. Trudne, kiedy przez zmęczenie i ból nachodzą wątpliwości czy aby jest sens tak się poświęcać. Mój Mąż sprawia, że wszystkie te rozterki tracą znaczenie, a ja ze spokojną głową i pozytywnym nastawieniem mogę kolejny dzień zaliczyć do udanych, kiedy to dzięki karmieniu piersią wiem, że zapewniam naszemu Dziecku najlepsze, co może otrzymać na starcie swojego życia :-). Dziękuję Ci Kochanie, to jest nasz wspólny sukces!

  • Basia

    [KONKURS z LOVI] A cóż może być trudnego w karmieniu piersią? Przystawia się dziecko i już. Tak powatarzały mi koleżanki, które karmiły długo i przekonywały mnie, że to nic trudnego. Wierzyłam, że i mi się uda. Jednak wątpliwości pojawiły się zaraz po tym, jak wróciłam z dzieckiem do domu ze szpitala. Mały nie chciał ssać, sprawiał wrażenie, jakby się nie najadał. Zależało mi na naturalnym karmieniu, więc udałam się do doradcy laktacyjnego. I tam dowiedziałam się, że mam po prostu przystawiać dziecko do piersi jak najczęściej. Byłam tym już naprawdę zmęczona, chciałam odpuścić. Na szczęście podczas wizyty był obecny mój mąż. Po powrocie do domu wziął sprawy w swoje ręce.

    Michał wiedział, że jestem nieprzytomna ze zmęczenia. Zrobił mi ciepłą kąpiel, przygotował coś do jedzenia. Zadzwonił do pracy i przedłużył sobie urlop. Potem kazał mi położyć się do łóżka, ułożył przy mnie maleństwo. – Karm go ile tylko się da – powiedział – I śpij kiedy on śpi . Chciałam zaprotestować, przecież nie mogę tak leżeć bez przerwy. W mieszkaniu był niewyobrażalny bałagan, lodówka świeciła pustkami, rzeczy dziecka nie były jeszcze odpowiednio poukładane – Karm i wypoczywaj, ja resztę biorę na siebie – uspokajał mnie mąż. I wziął. W ciągu najbliższych dni on sprzątał, robił zakupy, gotował, przewijał dziecko. Miałam tylko dochodzić do siebie po porodzie i karmić.

    Mogłam sobie tylko wyobrazić, jak bardzo jest on zmęczony. Tak samo jak ja nie spał w nocy, a w ciągu dnia zajmował się mną i dzieckiem. Nie miał ani chwili wolnego, ale też ani razu nie zdarzyło mu się narzekanie. – Dał mi komfort, bez którego chyba nie miałabym siły, by dać radę karmić piersią, Po jakimś czasie laktacja się ustabilizowała, ja poczułam się lepiej. Zaczęłam wstawać z łóżka, nabierałam sił. Bez Michała to by się nigdy nie udało. Dzięki niemu wierzę w słowa niedawno składanej przysięgi- Na dobre i na złe.. Dziękuję Ci

  • Karolina95100

    [KONKURS Z LOVI]
    mamą Lilianki jestem od 2 tygodni. Ja również od początku ciąży byłam nastawiona na karmienie piersią, bo najzdrowsze, najwygodniejsze no i myślałam że po porodzie tak będzie…no, ale los chciał inaczej….
    Lilianke urodziłam o 00:45 i dostałam krwotoku, więc mała kangurowal mój mąż. Potem po przewiezienie na sale gdy mój stan się poprawił dostałam mała i cieszyłam się że śpi, że nie chce cyca, bo ja nie miałam pokarmu…Potem niestety nadszedł czas karmienia a ja nadal nie miałam pokarmu, mała próbowała ssać i nie mogła bo ja mam płaskie sutki😕😕 położna tylko przychodziła, lapala na cycka i mówiła puste ma Pani te cycki…mała płakała, ja też i wiedziałam, że jest ze mną coraz gorzej…mała trzeba było dokarmiac, położne tylko krzywo się patrzyły i nie było od nich żadnego wsparcia…
    Wsparcie miałam od męża, on był ze mną cały czas i mówił że to nie moja wina, że pokarm na pewno się pojawi, gdyby nie on to pewnie bym dostała depresji…
    Najgorsze były noce gdy mąż musiał opuścić szpital…ja zostawalam z mała sama, ona płakała a ja nie wiedziałam co robić. Gdy mała płakała z 15 minut wtedy przychodziła położna i tylko komentowala „co nadal nie ma Pani pokarmu?” Zawierała mała na chwilę, dala butle

  • TataMatt

    [KONKURS z LOVI] Nie jestem mamą lecz dumnym tatą i opowiem Wam historię, w której dawałem siebie tyle ile potrafiłem i wiedziałem, że Karolinie w ten sposób pomogę najbardziej- choć ona jeszcze nie była sama tego świadoma.
    Karolina też bardzo chciała karmić piersią. I wiedziała jak się za to zabrać. Jednak pewność siebie odnośnie tego co robi odebrali jej najbliżsi. Bardzo liczyła na to, że mama i jej siostra (matka trójki dzieci) pomogą jej, gdy sama zostanie mamą. Niestety, nie dość, że tak się nie stało to w dodatku najważniejsze w jej życiu kobiety całkowicie odebrały jej pewność siebie. Chciała trzymać się zasad, które przekazała jej położna: nie dopajać dziecka, przystawiać do piersi na żądanie, nie podawać smoczka. „Daj mu wody, nie męcz go”, „Ja moim dzieciom i wodę, i herbatkę dawałam”, „Nie masz racji”, „Nie karm go częściej niż co trzy godziny”, „Źle robisz” – takie uwagi słyszała nieustannie i od mamy i od siostry. Była zaskoczona, wiedziała przecież, że zalecenia położnej są zgodne z najnowszą wiedzą medyczną. Najgorsze jednak nie były wątpliwe rady mamy i siostry a regularne powtarzanie jej, że robi źle, że nie jest dobrą matką. Była zbyt zmęczona i słaba, by protestować. Siłę znalazłem ja – dla NIEJ.
    Pewnego razu po prostu nie wytrzymałem i postawiłem sprawę na ostrzu noża. Zapowiedziałem, że jeśli usłyszę jeszcze jedną krytyczną uwagę wobec Karoliny to nie wpuszczę ich do domu. Stanowczo powiedziałem, że zajmujemy się dzieckiem według własnych zasad i proszę o uszanowanie tego. O dziwo to podziałało. Krytyczne, przykre dla Karoliny uwagi ustały. Jej mama i siostra więcej nie wtrąciły się do tego, jak ona zajmuje się dzieckiem. A ja trzymałem rękę na pulsie i stale dopytywałem czy wszystko jest w porządku, czy nie słucha już, że jest złą matką. Po całej historii usłyszałem od niej: -Może to brzmi banalnie, ale ja byłam wtedy osłabiona, bardzo przemęczona, nie miałam siły na spory z mamą i siostrą. Pewnie bym im uległa, gdyby nie Ty… Z perspektywy czasu wiem, że miałam rację, karmię dziecko już od roku, ani mojej mamie, ani siostrze to się nie udało. Wiem też, że bez Ciebie nie dałabym rady.
    A ja polecam się wsparciem na przyszłość , gdy nadejdzie piękny czas drugiego dziecka a po drodze mniejsze bądź większe „wyboje”

  • Sylwia N.

    Miałam problemy z karmieniem , mam spory biust i córeczka nie chciała łapać piersi… był płacz z obu stron, aż w końcu kupiłam laktator i pompowałam 6 miesięcy co 2,5 godziny dzień i w nocy. Moim wsparciem aby karmić swoim mlekiem moją córeczkę był właśnie laktator i dlatego napisałam dla niego ODĘ ! 🙂
    Oda do Laktatora

    Laktator cierpliwy jest

    nie zazdrości obfitości biustu

    nie unosi się pychą lecz mlekiem

    bezwstydnie obłapia Twe piersi

    nie chce nic w zamian

    nie gniewa się za Twe humory

    nie wypomni Ci spóźnienia

    wszystko znosi, wierzy w Ciebie

    wszystkie Twe furie przetrzyma

    w pracy nigdy nie ustaje

    mleko Twe dziecku bez żalu oddaje

    poczucie wolności gwarantuje

    dyskretnie swą robotę wykonuje

    pomruczy Ci do uszka

    gdy go tulisz do serduszka

    A Ty mój Bobasku nie słuchaj tych oklasków

    bo choć laktator wypasiony, Ty jesteś niezastąpiony,

    lecz matce on potrzebny gdy spijać z piersi nie chcesz,

    lub matka Twa musi oddalić się na chwilę w dal i dać swe mleko Ci.

    Teraz czekam na drugie maleństwo w moim brzuszku… i przeczuwam że historia zatoczy koło ale wsparcie nadejdzie i będzie wesoło 🙂

  • ewusia190

    [KONKURS z LOVI] Na swojego Skarba jeszcze czekam aż pojawi się na świecie, do wspólnego spotkania został nam niecały miesiąc. Wybrałam szpital w którym chciałabym rodzić, mam nadzieję że uda mi się do niego dostać, wybierając szpital jednym z najważniejszych kryteriów było właśnie wsparcie jakie można uzyskać od położnych oraz obecność doradczyni laktacyjnej, którą miałam okazję poznać podczas zajęć w szkole rodzenia. Oczywiście od samego początku nastawiam się na karmienie piersią i nie wyobrażam sobie, aby mogło być inaczej. Wiedzę teoretyczną mam opanowaną, naczytałam się różnych artykułów, naoglądałam wszelkich filmików z poradami jak prawidłowo kp, a jak będzie w praktyce…wszystko się okaże. Jednak od początku ciąży cały czas pojawia się „coś”. „Coś” co spowodowało, że psychicznie już czasami ciężko sobie poradzić i nasuwa się pytanie co jeszcze mnie spotka? Zaczęło się od pierwszych wyników w ciąży, które pozytywnie wskazywały na toksoplazmozę (co z tego ze wszystko robiłam książkowo, aby się przed nią ustrzec jak wiedziałam że staramy się z mężem o maluszka), następne wyniki – nadczynność tarczycy i Hashimoto. Największe wsparcie uzyskałam wówczas od swojej lekarki rodzinnej, która potrafiła mnie wysłuchać, zinterpretować wyniki badań, doradzić co mam dalej robić i przede wszystkim uspokoić mnie, ponieważ po wizytach w poradni ch.zakaźnych czułam się jakby pani dr miała pretensje do mnie że mam tokso w ciąży. Oczywiście to wszystko wpłynęło na bardzo dużą ilość łez i stresu. Kolejny ogromny stres, to amniopunkcja i jej wynik. Strach, aby mojemu Maleństwu nic się nie stało i wynik tokso był ujemy. Udało się! Wszystkie dni do kontrolnego usg po amniopunkcji przeleżałam z rękoma na brzuchu sprawdzając czy maluszek się rusza. Kiedy myślałam, że już wszystko jest w porządku okazało się że pojawiła się jeszcze małopłytkowość, więc to „coś” mi nie odpuszcza. Mogę mieć tylko nadzieję, że po porodzie kiedy już z Maluszkiem będziemy razem wszystko będzie już dobrze. Nie nastawiam się na pobyt 48h, ponieważ wiem że mojego Skarba czekają dodatkowe badania. Dlatego też bardzo bym chciała i marzę o tym, aby uzyskać wsparcie w szpitalu od położnych, pomoc w tych prostych (jak wielu uważa) czynnościach. Będzie to dla mnie całkowicie nowa sytuacja, nowa rzeczywistość. Strach żeby po prostu nie skrzywdzić swojego Maluszka, nie zrobić nic źle. Mętlik w głowie jak go prawidłowo podnieść, ubrać, zmienić pieluszkę, jak przystawić do piersi, jak mieć pewność że na pewno jest najedzony. A co jeśli będzie płakał…chyba sama się rozpłaczę, bo tak teraz reaguję przy jakichkolwiek błahych rzeczach. Mam ogromną nadzieję, że to „coś” mi już odpuści i nie będę miała problemu z pokarmem, że będę mogła karmić, że teraz już będzie już dobrze i razem z Maleństwem przebrniemy przez wszystko. Wiem, że szpital który wybrałam posiada także panią psycholog na oddziale, z której pomocy skorzystam jeśli tylko będę odczuwała taką potrzebę, ponieważ nie chcę aby mój stres, przenosił się na moje dziecko lub spowodował brak pokarmu. Mam nadzieję, że niedługo będę mogła przynajmniej powiedzieć, że #karmienie to nie problem

  • Sylwia Cichoń

    [Konkurs z LOVI] – Moje początki karmienia przy pierwszym dziecku były bardzo trudne i czułam się na początku tej drogi mlecznej jak w „czarnej dziurze”. Już podczas ciąży martwiłam się czy będę miała pokarm, choć nie miałam pojęcia jako pierworódka jak to się dzieje, kiedy, co, jak i wiele innych pytań. Czasem coś poczytałam, ale to była tylko teoria, którą ciężko było sobie wyobrazić. Niestety nie udało mi się urodzić naturalnie…Po kilku dniach podawania kroplówki z oxytocyny, bolesnych skurczy (na darmo 🙁 i płaczu nie udało się i zapadła decyzja o cesarskim cięciu. To mnie tym bardziej rozbiło w sensie, że skoro do samego porodu nie miałam pokarmu to tym bardziej po cc go nie będzie ( w moim przekonaniu). No i ten stres trzymał mnie do samego końca. Po operacji, położna przyniosła mi synka, położyła obok piersi i poszła. Nie wiedziałam jak się za to karmienie zabrać, ból, opuchlizna, zmęczenie i najgorsze…niewiedza czy ja w ogóle mam pokarm. Synuś ssał pierś, a ja nadal nie wiedziałam czy mam pokarm. Jak się potem okazało, był, ale bardzo malutko, musiał być dokarmiany, budził się z płaczem. Ja z tego stresu nawet nie wiedziałam co mam robić. Nie miałam laktatora przy sobie, bo nawet nie pomyślałam, żeby się w niego zaopatrzyć. Po powrocie do domu dopadło mnie mnóstwo „dołków” i wątpliwości. Synek wciąż się nie najadał, a ja miałam tylko czerwone, poobgryzane piersi, aż sine, już mało co bym zrezygnowała z karmienia piersią, ale tak się stało, że akurat w tym czasie odwiedziła mnie moja dobra znajoma, która spadła mi z nieba, naprawdę. Mąż mnie wspierał, położna doradzała, mama też próbowała i nic, ten ból , płacz i przygnębienie kierowały mnie do zaprzestania karmienia. Ona podeszła do tego w ten sposób, że opowiedziała mi swoją historię, która otworzyła mi oczy by się nie poddawać pomimo trudności. Sama urodziła wcześniaka w 34 tygodniu. Kilka tygodni spędziła przy nim w szpitalu, zmęczona, przygnębiona, martwiąca się o jego los. Nie miała na początku pokarmu, a gdy już się pojawiał z upływem tygodni to malutko. Gdy wyszli ze szpitala próbowała nadal karmić, ale po dwóch tygodniach „męczarni” doczekała się tylko ropnia piersi…To ją załamało podwójnie, nie dość, że nie podarowała pokarmu dziecku, to jeszcze ją dopadło. Jak mi opowiadała to nie umiałam uwierzyć…tyle bólu i cierpienia fizycznego z powodu tego ropnia, ale opowiadała mi że gorszy był ból psychiczny, że niebyło jej dane podarować dziecku najpiekniejszego daru – własnego pokarmu…i to jeszcze wcześniaczkowi…To mnie doprowadziło do łez, ale jednocześnie tak bardzo zmotywowało, że nie poddałam się i próbowałam nadal karmić, choćby niewiem co. Ona mnie zapewniała, że powinnam podczas karmienia zrobić te rzeczy, których ona nie zrobiła i być może tym właśnie sprowadziła na siebie ten ropień, ale tak do końca to nie wiadomo. Ale poradziła mi kilka sposobów, które jak twierdziła: uchronią mnie przed tym, ale i wspomogą karmienie, a nawet napływ mleka. Po pierwsze zadbać o piersi, czyli poradziła mi częste przemywanie piersi przegotowaną wodą, używanie specjalnych maści z witaminami na poranione i opuchnięte brodawki, używanie kapturków do karmienia (nawet nie miałam wtedy pojęcia, że takie są) no i oczywiście żebym kupiła sobie specjalny, wygodny biustonosz do karmienia (również nie miałam takiego). Co do samego karmienia, to poradziła mi w jaki sposób odpowiednio przystawiać dziecko do piersi tak by złapało całą otoczkę brodawki i pokazała mi kilka pozycji do karmienia (czego położna u mnie na porodówce nie zrobiła…). Mówiła że po tych wszystkich przejściach zdobyła naprawdę wiele informacji na temat karmienia i dbania o piersi, więc wyobraźcie sobie jak bezcenna była wtedy dla mnie jej pomoc. Oczywiście poradziła mi kontakt z konsultantką laktacyjną w razie kolejnych pytań i piła duuużo wody, ok 2 l na pewno. Teoria, teorią, ale trzeba było ją wdrożyć…Bałam się strasznie, ten ból i zmęczenie mnie blokowały…Ale miłość i motywacja zwyciężyły, sposoby poskutkowały i po kilku tygodniach opuchlizna i obrzęk ustąpiły, ja nauczyłam się całej tej drogi karmienia, wybrałam dogodną dla siebie technikę na poduszce i karmienie zaczęło mi sprawiać przyjemność, piłam dużo wody i mniej się stresowałam, mąż pomagał, wysypiałam się na ile mogłam i w końcu nauczyłam się czuć momenty napływu pokarmu. W późniejszych miesiącach miałam jeszcze kilka kryzysów laktacyjnych ale napój Felmatiker pomagał i laktacja się ustabilizowała. Karmiłam synka 2 lata :):) A ta znajoma została jedną z moich najlepszych przyjaciółek. Nie mogę wyobrazić sobie, że tak mi pomogła. Podarowała mi pomimo bólu psychicznego, swoje ciężkie doświadczenie,żeby mi pomóc. To akt wielkiej dobroci. Nigdy jej tego nie zapomnę. Teraz jestem w 6 miesiącu ciąży i już inaczej do tego podchodzę, mniej się stresuję, posiadam już własny bagaż wiedzy i doświadczenia. Wiem jedno: Nie poddam się i poradzę sobie, nie zrezygnuję na pewno. Karmienie piersią przyniosło „nam” mnóstwo korzyści. Pozdrawiam. Sylwia Cichoń

  • romka

    [KONKURS z LOVI]
    Historia, którą chcę opowiedzieć, jest może przydługa ale musi taka być, jeśli ma oddać to, co czuję. Mam jednak nadzieję, że nie będzie nudna…
    Jestem mamą 7 letniego cudownego chłopca. Kiedy się urodził, moja wiedza na temat karmienia piersią była znikoma. Kiedy Syn po trudnym porodzie trafił na obserwację, a położna zaproponowała dokarmienie Go butlą „bo Pani jeszcze nie ma mleka,a dziecko duże więc głodne” zgodziłam się bez wahania myśląc, że robię dobrze. Nie miałam świadomości, że każda butla zamiast piersi w tych pierwszych dniach oddala mnie od karmienia piersią. Był to więc początek końca i już nie udało mi się odstawić mleka modyfikowanego mimo prób. Kiedy po 4 miesiącach odstawiłam Syna całkowicie od piersi, bo mleka było tyle co kot napłakał, miałam okropne wyrzuty sumienia i czułam, że zawiodłam jako matka.
    Kiedy Syn miał 3 lata rozpoczęliśmy starania o rodzeństwo dla Niego. Niestety spotkały nas 4 poronienia… 4 lata walki i wnikliwej diagnostyki zakończonej wyrokiem lekarza „Pani już nigdy nie zostanie matką…”. To, co czuje kobieta w takiej sytuacji wie tylko ten, kogo to spotkało. Nie chcę jednak pisać o uczuciach jakie wtedy mi towarzyszyły, o trudniej drodze jaką z mężem przeszliśmy żebym podniosła się po takim upadku. Skupię się na tym, co dobrego wniosło to do mojego życia. Tak – takie tragedie mogą przynieść też coś dobrego! Przyszedł bowiem czas, kiedy zamiast rozpaczać za tym, czego nie mogę mieć doceniłam to, co mam. Mój Syn jest cudem, a my największymi szczęściarzami na świecie, bo los nam Go dał wbrew wszelkim zasadom medycznym. Zaczęłam każdego dnia czerpać z macierzyństwa pełnymi garściami. Zwykłe, codzienne rzeczy urosły nagle do rangi święta – wypad z Synem na lody czy wycieczkę, wieczorne czytanie, każda wspólnie spędzona chwila… Wszystkimi zmysłami umiem dziś przeżywać to, co innym może wydawać się zwykłą codziennością. A pewnego listopadowego dnia okazało się, że jestem w ciąży! Dziś mija już 29 tydzień, czekamy na Córkę a Syn na Siostrę. Więc kiedy ktoś mówi, że cudów nie ma, odpowiadam – owszem, są. Kiedy ktoś mówi, że nic dwa razy się nie zdarza – mówię „nieprawda!”.
    I na koniec tej przydługiej historii chcę odpowiedzieć na pytanie o jakim wsparciu w karmieniu piersią marzę, kiedy Córka już pojawi się na świecie. Będę miała wtedy dwa równie ważne cele. Pierwszy to taki, żeby tym razem odnieść sukces i dać Córce to, co najlepsze. Karmienie piersią to nie tylko najzdrowszy posiłek dla niemowlaka, ale też droga do stworzenia wyjątkowej więzi między mamą a dzieckiem. Pragnę wycisnąć z macierzyństwa wszystko co piękne, do ostatniej kropli, a karmienie piersią jest tego nieodłącznym elementem. Tak długo przecież na to czekałam… Drugi mój cel jest taki, żeby nawet po porodzie mieć czas tylko dla Syna, żeby móc pielęgnować naszą relację. Syn czeka na Siostrę z niecierpliwością, jak my wszyscy. Wiadomo jednak, że noworodek w domu to prawdziwa rewolucja, zmieni się rytm dnia, przybędzie obowiązków, a my, rodzice, będziemy mieli nie lada wyzwanie – pokazać Mu, że teraz mamy dwa najcenniejsze skarby, że obydwoje są dla na najważniejsi, wyjątkowi i że potrafimy poświęcić czas i uwagę obojgu. Pragnę karmić piersią, ale nie wyobrażam sobie, żeby miałoby to być kosztem mojego Syna… Nie chcę, żeby w kółko słyszał, że mama teraz nie może poświęcić Mu uwagi, bo karmi… Sama nie doświadczyłam tego, kiedy Syn był mały, ale wiem, jak wiele czasu pochłania karmienie piersią. Jeśli chcę karmić Córkę i jednocześnie mieć czas dla Syna, potrzebuję wsparcia męża (a mogę być pewna, że będę je miała)… i laktatora 🙂 . Tata będzie mógł zaopatrzony w zapasy mleczka z radością zaopiekować się Córcią a mama w tym czasie będzie mogła spędzić wyjątkowe chwile z Synem. Macierzyństwo to cud, a ja dzięki swoim doświadczeniom potrafię cieszyć się nawet najmniejszymi rzeczami. Marzę, że uda nam się zorganizować wszystko tak, że zaznam tego, co niesie ze sobą karmienie piersią jednocześnie zachowując możliwość spędzania wyjątkowych chwil tyko z Synem. A mąż będzie szczęśliwy, że nawet jak mamy nie ma w domu, może dać Córce to, co najlepsze.

  • Ewelina Olszewska

    Dla mnie karmienie piersią to wielkie wyzwanie. Będąc w ciąży zaplanowałam sobie, że będę karmiła piersią jak najdłużej. Nie mogłam się doczekać tego momentu. Chciałam być prawdziwą ,,Matką Polką”. Jednak problemy zaczęły się już od samego początku- na sali porodowej synek nie chciał jeść, udało się dopiero za kolejnym podejściem. Następnie całą dobę spał i nie chciał ssać piersi. Prosiłam o pomoc personel szpitala-jednak moje prośby zostały zbagatelizowane- dodam, że to moje pierwsze dziecko:) Synek nie mógł złapać piersi, denerwował się, miałam wklęsłe brodawki. Przystawianie go do piersi – był to horror dla mnie i dla niego. Jadł z piersi tylko 2 tygodnie, ale był bardzo marudny, słabo przybierał na wadze. Położna zadecydowała, abym odciągała pokarm i dokarmiała butelką- i był to błąd mojego życia. Od tamtej pory syn całkowicie odrzucił pierś. Próbowałam wspólnie z położną wiele sposobów- nakładki też nie pomogły. Jedynym wyjściem było odciąganie mleka laktatorem i podawanie z butelki. I tak Karmię Piersią Inaczej już 5 miesięcy. Jest to dla mnie wielkie wyzwanie- każdą wolną chwilę spędzam an laktatorze, również w nocy wstaję co 3 godziny. Na szczęście mleka miałam zawsze sporo, także kryzysy omijały mnie. Walczę każdego dnia o każdą kroplę mleka-bo chcę karmić synka jak najdłużej.

    Jednak bardzo brakuje mi bliskości z dzieckiem przy piersi, czuję niedosyt-tak bardzo chciałam karmić piersią!!! Mimo wielu chwil zwątpienia nie poddaję się, bo wiem, że moje mleko jest najcenniejsze dla mojego dziecka. Laktator to mój przyjaciel 24 godziny na dobę, mam go zawsze przy sobie:) Jednak przykre jest to, że mimo tego, że wszędzie mówi się o karmieniu piersią jako najlepszą alternatywą w szpitalu nie otrzymałam żadnej pomocy w tym kierunku. Położne proponowały mi mieszankę dla synka. Odmówiłam i walczyłam sama- z mamami z sali, które karmiły piersią. Zabrakło wsparcia położnych na oddziale, które traktowały nas -pacjentki hurtowo i nie miały czasu dla nas.

    Kocham mojego synka najbardziej na świecie i każdego dnia daję mu to co mam najcenniejsze-moje mleko, a on odwdzięcza mi się pięknym uśmiechem od samego rana!!! Karmienie piersią inaczej to też karmienie piersią, także nie czuję się absolutnie gorsza od innych mam!:)

    • Olga | Ohmycraft.pl

      Ewelina, jesteś moją bohaterką. Trzymam za Was kciuki.

    • Ewelina Olszewska

      Dziękuję:)mój cel był miesiąc karmienia piersią inaczej, ale tak mnie wciągnęło życie z laktatorem, że chcę karmić jak najdłużej:)synek wynagradza mi to każdego dnia:)

  • Jako położna codziennie spotykam się z takimi beksomamami 🙂 Jakiś czas temu napisałam o początkach karmienia na blogu, dobrze wiedzieć, że to jest spójne z doświadczeniami młodych mam, takich jak ty – dzięki 🙂 Gratuluję determinacji, niestety wiele kobiet bardzo szybko się poddaje i tylko czekają, żeby w końcu dać butelkę.
    Mogę zapytać w jakim szpitalu rodziłaś? Obeszłam wszystkie warszawskie porodówki i domyślam się, o który chodzi, ale ciekawość mnie zżera 😀

    • Ps: Poza tym myślę, że w internecie za mało jest prawdy o karmieniu. Twoj post jest bardzo prawdziwy i nie koloryzuje rzeczywistości i to bardzo dobrze, bo masz szeroką publikę. Być może dzięki temu jakaś kobieta nie załamie się przy pierwszych trudnościach, bo przypomni sobie, że początki są trudne.

  • Ewelina Paprotna

    (KONKURS Z LOVI)
    Moje początki na mlecznej drodze zbliżają się z każdym dniem , wiem że teraz już czas szybko popłynie i mam nadzieję że upragniony pokarm z piersi również… Termin porodu na 23 lipiec , wiadomo jednak że może to być wcześniej lub później . Moim wymarzonym wsparciem jest mój narzeczony , który już teraz uspokaja mnie za każdym razem , gdy ogarnia mnie panika. Wiem że on przy mnie będzie i mam ogromną nadzieję że wszystko będzie dobrze . Świadomość tego, że moja mleczna droga może okazać się kręta i wyboista jednak mnie niepokoi … Mam cukrzycę typu mody , wiele czytałam na ten temat iż osoby z tą przypadłością mogą mieć problem z pokarmem … Mam jednak ogromną nadzieję że udowodnię że można . To nasze pierwsze maleństwo więc nie mam porównania, niewiem jak to jest i co mnie czeka . Wsparcie emocjonalne mam w narzeczonym , to właśnie jemu płaczę w rękaw prawie każdego dnia, tylko on potrafi mnie uspokoić . W praktyce jednak wsparcie mam w szkole rodzenia , gdzie uczę się wszystkiego od zera , a położna prowadząca wykłady to prawdziwy anioł. Szpital już wybrany jednak wiadomo życie lubi płatać figle i gdzie urodzę może okazać się niespodzianką. Cukry narazie pod kontrolą i nie przyjmuję insuliny , sama dieta wystarcza … natomiast do porodu jeszcze ponad 2 miesiące i wszystko może się zmienić . Wtedy rodzić będę musiała w szpitalu odległym o 70 km w Bydgoszczy. Mam nadzieję, że niezależnie do jakiego szpitala trafię personel będzie wyrozumiały, a obiegowe opinie na temat porodu w niektórych szpitalach są po prostu kłamstwem. (Chciałabym żeby tak było). Jedno jest pewne nie poddam się i będę walczyć żeby moja córka była karmiona piersią. Mimo ciągłego czytania na ten temat i rozmów z każdym dniem mam kryzys… Wierzę że moja mama będzie nade mną czuwać z góry . Mam wsparcie daje mi to emocjonalną siłę a reszta mam nadzieję się jakoś ułoży i zderzenie z rzeczywistością nie będzie bolesne o tym marzę . I pozdrawiam was Dziewczyny z całego serca , a jeśli ta droga już za wami i pokonałyście przeszkody z całego serca Gratuluję, jeśli przed wami Trzymam kciuki i Proszę trzymajcie również za mnie i moją córeczkę 😊

  • Agata Kotynia

    KONKURS Z LOVI
    We wrześniu zostanę po raz pierwszy mamą i będą to bliźnięta! Obecnie robię wszystko żeby jak najlepiej przygotować się do tej roli. Przede wszystkim staram się jak najwięcej czytać i dowiadywać bo uważam, że wiedza to podstawa. I dlatego będę robiła wszystko co w mojej mocy, żeby moje maluszki od początku karmić piersią. Nie wyobrażam sobie by w tych chwilach nie korzystać z wsparcia laktatora. Wydaje mi się, że urządzenie LOVI Expert byłoby niezbędne żeby maksymalnie ułatwić mi moją mleczną drogę.

  • Kasiu, jak dobrze, że piszesz o Waszej drodze mlecznej z taką szczerością i naturalnoscią, po ludzku i bez lukru. Sądzę, że Twój tekst może pomóc wielu zagubionym mamom. 😊

    Ja jestem mamą dwuletniej dziewczynki i… wciąż się karmimy. Karmienie piersią przyszło nam zupełnie bezproblemowo, choć oczywiście były bolesne początki. Przez ten czas miałam wiele chwil zwątpienia, niekiedy czułam się związana, obawiałam się jak to będzie po powrocie do pracy i podczas pobytu mojego dziecka w żłobku. I znów po prostu dostosowałyśmy się do sytuacji.
    Po roku wiele osób wokół czuło się w obowiązku pouczyć mnie, że już czas skończyć kp. Odczuwałam taką presję, że sama zaczęłam wyszukiwać powody do odstawienia. Jednak gdzieś w głębi nie chciałam tego. Ta szczerość pozwoliła mi zmierzyć się z nieprzychylnymi komentarzami.
    Dziś obie wiemy, że powoli zbliżamy się do końca, ale chcemy rozegrać to na własnych zasadach. Odstawiamy się w swoim czasie. 😉 A Wam życzę długiej, pięknej i zdrowej drogi mlecznej. Cycuś czasami jest lekarstwem na całe zło. 😁

  • Olga | Ohmycraft.pl

    Kasiu, jak dobrze, że poruszasz taki ważny temat.
    U mnie było podobnie jak u Ciebie. Baaaardzo chciałam karmić, ale…
    urodziłam o 18.30 i od razu zabrano mi Synka, bo w ostatnim usg wyszły problemy z serduszkiem. Dodatkowo po 12h porodu był niedotleniony. Wrócił do mnie ok. 23 i spał chyba do 1 lub 2. Ja przez ten czas patrzyłam na Niego, bo bałam się, że sie obudzi i nie bedę Go słyszeć. Kiedy w końcu się obudził, nieporadnie wzięłam go do siebie. Coś tam ciumkał i wydawoło mi się, że ssie pierś. Następnego dnia odwiedzili mnie moi rodzice (moja mama jest pielęgniarką). Mama zauważyła, że Mati jest jakiś mało przytomny, ale personel szpitala nic sobie z tego nie robił. Następnego dnia wieczorem poszłam z płaczem do położnej, bo miałam wrażenie, że Mati już w ogóle nie otwiera oczu. Po badaniu krwi okazało się, że miał baaardzo poważną zółtaczkę i cukier 27 (przy 25 wpada się w śpiączkę). Od razu został władowany do inkubatora. Okazało się, że te moje malutkie 2,5 kg nie miało tyle siły, by wyssać mleko i praktycznie go głodziłam. Przez następne kilka dni kontynuowaliśmy naświetlania, a przez 1,5 tygodnia musiałam co 3h ściągać mleko i karmić Malucha butelką. W między czasie przystawiałam Go do piersi by załapał o co chodzi.
    Mati w sierpniu skonczy dwa lata, przez pół roku karmiałam Go wyłącznie piersią (już po miesiącu pożegnaliśmy butelkę i nigdy więcej nie chciał niej pić), po 1,5 roku skończyłam karmić w dzień, a od dwóch nocy udaje nam się uspokoić Małego także w nocy bez cyca.
    To była trudna, ale cudowna droga. Po tych dwóch nocach jakoś tak mi dziwnie. Ale mam nadzieję, że za rok lub dwa przyjdzie mi ją powtórzyć – tym razem bez zbędnych przygód.

  • Betti0705

    Kasiu, a dla mnie karmienie to niestety JEST problem. Zostałam mamą kilka dni po Tobie, 19.04.. Tego dnia powitałam na świecie mój maleńki, wymarzony cud, Antosia. Podobnie jak Ty, wszystkiego się bałam. I dokładnie tak jak dla Ciebie – pewnikiem było dla mnie, że będę karmić piersią. Ale schody zaczęły się bardzo szybko… Nerwy maluszka przy piersi i spadająca waga… Brak nawału mimo kolejnych dni… i koniecznym stało się dolarmianie synka MM. On stał się spokojniejszy po mieszance, a ja załamana. Zewsząd słyszałam, że jest glodny, że się nie najada. Serce mi pękało, czułam się oktopną matką. Nie mogę eykarmić własnego synka… Po wyjściu do domu skorzystaliśmu z porady doradcy laktacujnej..Dostalam od niej ogromne wsparcie i wciąż jestesmy w kontakcie telefonicznym..Walczę o laltacjękazdego dnia, ale nie wiem, czy tę walkę wygram. Hormony niestety nie są równym przeciwnikiem. Mam jednak nadzieję, że bez względu na ostateczny wynik twj batalii – mój synek będzie najszczęśliwszym bobasem świata. No, może na rowni z Twoim slodkim Kajtusiem 🙂 Pozdrawiam :-*

  • Betti0705

    (KONKURS Z LOVI)
    Kasiu, a dla mnie karmienie to niestety JEST problem. Zostałam mamą kilka dni po Tobie, 19.04.. Tego dnia powitałam na świecie mój maleńki, wymarzony cud, Antosia. Podobnie jak Ty, wszystkiego się bałam. I dokładnie tak jak dla Ciebie – pewnikiem było dla mnie, że będę karmić piersią. Ale schody zaczęły się bardzo szybko… Nerwy maluszka przy piersi i spadająca waga… Brak nawału mimo kolejnych dni… i koniecznym stało się dolarmianie synka MM. On stał się spokojniejszy po mieszance, a ja załamana. Zewsząd słyszałam, że jest glodny, że się nie najada. Serce mi pękało, czułam się oktopną matką. Nie mogę eykarmić własnego synka… Po wyjściu do domu skorzystaliśmu z porady doradcy laktacujnej..Dostalam od niej ogromne wsparcie i wciąż jestesmy w kontakcie telefonicznym..Walczę o laltacjękazdego dnia, ale nie wiem, czy tę walkę wygram. Hormony niestety nie są równym przeciwnikiem. Mam jednak nadzieję, że bez względu na ostateczny wynik twj batalii – mój synek będzie najszczęśliwszym bobasem świata. No, może na rowni z Twoim slodkim Kajtusiem 🙂 Pozdrawiam :-*

  • Pionierka

    Nasze początki wyglądały tak: bladym świtem na świecie pojawiło się maleństwo, jak przez mgłę pamiętam, że niechętnie oddałam córkę partnerowi, szybki prysznic (w wannie na porodówce) i przedreptałam na salę poporodową. Tam położna przystawiła mi córkę do piersi, mały ssak wiedział co robić i już. Nie mogłabym sobie wymarzyć lepszych początków. Od tej chwili minął prawie rok. Przez ten czas przeżyłam ze trzy zastoje i tyle, reszta bezproblemowo. Na tyle bezproblemowo, że Pionierzątko nie zna smoczka i butelki. Myślę, że nasza droga mleczna będzie jeszcze długa.

  • Paulina Dzimira

    KONKURS Z LOVI
    Najcenniejszym wsparciem na naszej bardzo wyboistej mlecznej drodze były dwie osoby – mój partner i położna środowiskowa. Mimo wszystkich przeszkód, długotrwałego bólu i bezsilności jedno się nie zmieniło – karmię i będę karmić, bo to czysta miłość, a taka powinna wiele znieść.
    Niełatwo było od poczatku. Na sali porodowej nie pozwolono nam by nasze instynky pokierowaly pierwszym karmieniem i położna zwyczajnie wcisnęła pierś do buzi Zuzanki.
    Kolejną przeszkodą był krwotok, który spowodował że bylam zbyt oslabiona by spędzić pierwszą noc z Malenstwem więc byla karmiona mm. Postanowiłam, że druga noc jest dla nas i nikt i nic tego nie zmieni! 🙂
    Tej nocy chyba 100 razy z łzami oczach stałam już przy drzwiach sali by oddac dziecko położonym. Zuzia zaczynała płakać jak tylko odkladalam ja do łóżeczka i spokojna byla tylko przy piersi. Cały czas miałam ochotę zabrać ją do swojego łóżka, ale w glowie ciągle słyszałam słowa by pod żadnym pozorem tego nie robić. O 5 rano zapłakana i z na maksa poranionymi brodawkami położyłam sie do łóżka z Zuzią, która od razu zasneła.
    Następnego dnia do domu i w głowie „teraz bedzie z górki”. Nic bardziej mylnego. Pierwsze 3 tygodnie spędziłam na kanapie – Zuzia czesto płakała, a ja kompletnie nie wiedzialam co oprócz przystawiania do piersi mogę robić.
    Gdy minął juz nawał mleczny, z którym poradziłyśmy sobie dzieki wszystkim radom ze szkoly rodzenia zaczął się ból piersi, który był zwiastunem prawdziwej męki. Nasza cudowna położna najpierw poleciła mi zmiane pozycji karmienia by Zuzia dokladnie ściągała pokarm z całej piersi. Nie pomogło. Po kilku dniach ból był nie do zniesienia i sięgał do pleców. Czułam jakby moje piersi płynęły.

  • Wiktoria Borusińska

    Hmm, początki… 3 dni chodzenia po szpitalych schodach, bo mojej dzidzi ani się śniło opuścić swoje królestwo. Ale wiedziała co robi, imprezowa dziewczyna. Urodziła się w andrzejki, pol godziny przed północą. Ale juz wtedy wiedziałam że bez mojego chłopaka się nie obejdzie. Gdyby nie było go obok, nie urodzilabym i juz. Tygodniowy pobyt w szpitalu przeżyłam tylko dzięki niemu, przekazywał mi niezwykłą energię i wsparcie. Co do karmienia – dla mnie to było zbyt oczywiste, żebym mogła się zastanowiac czy karmić czy nie. Małopomocni byli ludzie wkoło którzy wmawiali mi że nie będę mieć pokarmu przez małe piersi. Po prawie pół roku dalej są w szoku że można karmić bez względu na rozmiar biustu 🙂 a ja codziennie jestem w szoku jak mi się udało być tu gdzie jestem. Po porodzie przynieśli mi mój mały cud, powiedzieli żebym nakarmila i wyszli. A ja siedziałam na łóżku nie wiedząc jak podnieść to małe zawiniątko. I od razu czułam że coś jest nie tak, że po prostu nie umiem. Pierwsza noc to prawdziwa jazda bez trzymanki. Dzieci płaczą, ale żeby bez przerwy przez 2 godziny? Zapłakana razem z krzyczącym noworodkiem udałam sie na pierwszy spacer… Do pielegniarki. A ta jak gdyby nigdy nic bierze dziecko i daje mu butelkę a mi każe wrócić na sale. Nie wiem czy to szok, zmęczenie, hormony, ale nie zareagowalam. Potem mi wmowiono że nie umiem, nie mam pokarmu i koniec. Mleko modyfikowane. Brzmiało jak wyrok. I tak pierwsze 2 dni były przeplakane. I tu pojawia sie mój anioł, a raczej rycerz. Który przyprowadza młodą pielegniarke, z którą walczyłam całą dobę. Z ich pomocą udało się! I będę im dziękować do końca życia mimo że przez cały miesiąc płakałam przy karmieniu. Bynajmniej nie ze wzruszenia a z okropnego bólu. I tu mój rycerz objezdzil cale miasto żeby mi pomóc.
    I tak walczymy o każdą kropelkę. Razem z dzidzią. Wsparcie drugiej osoby jezt nieocenione. Wiem że bez partnera bym nie dała rady. Jest moją iskierką nadziei kiedy inne gasną. I ta pani pielęgniarka dzięki której uwierzyłam, że się da.
    Karmienie piersią to wielka wygoda ale pomoc jest potrzebna nawet najwiekszej superwomen która każda matka bez wątpienia jest. Tu oprócz męża, który chętnie zostałby z córką, przydalaby sie butla mleka, mleka matki. Chyba że ma sie laktatoroodporne piersi i zaden z 3 przetestowanych nie zdaje egzaminu. Także siedzimy w domu i żyjemy sobie w krainie mlekiem płynącej.
    Ale dla nas to nie problem, bo przecież karmienie piersią to prawdziwy prezent dla maluszka, niesamowita bliskość a ostatnie co można o nim powiedzieć to to ze jest problemem. Nie ma takiej przeszkody której nie można pokonać.

  • Kasiu, gratuluję, że sobie poradziłaś – bo karmienie piersią mimo że podobno intuicyjne, to tak naprawdę jest moim zdaniem bardzo trudne, musi się go nauczyć zarówno mama, jak i dziecko i wymaga dużo pracy. Początki karmienia mojego pierwszego dziecka również były trudne. On nie umiał złapać piersi, dla mnie bardzo trudne było przystawienie go do piersi, szczególnie że byłam po cesarskim cięciu. Ale daliśmy radę. Pomogła mi moja motywacja, znalezione na blogu Hafiji i w książce o karmieniu piersią informacje oraz… mąż. Tak, bo największą pomocą w karmieniu piersią może być właśnie ten, który nie ma piersi, ale zależy mu na karmieniu równie mocno jak mamie. On kładł w środku nocy obok mnie dziecko, on robił przy nim wszystko inne prócz karmienia, żebym miała na nie siły, on mył laktator, którym próbowałam rozkręcić laktację, on wierzył, że damy z synem radę, wspierał dobrym słowem i sam szukał i chłonął wiedzę o karmieniu, żeby mi pomóc. Przy karmieniu drugiego dziecka, które przyszło na świat prawie 1,5 miesiąca temu, również on mi pomógł. Próbowałam rodzić naturalnie ale znów się nie udało. Skończyło się cesarskim cięciem więc znów miałam trochę pod górkę. Ale miałam już doświadczenie -tym razem ono mi najbardziej pomogło, a poza tym okazało się, że córka od początku wiedziała, jak jeść 🙂 Mąż znów zadbał o nasze karmienie piersią. Wykupił jednoosobową salę żebyśmy miały bardziej komfortowe warunki do nawiązywania więzi i karmienia. Gdy położna uznała że mam odpoczywać i później pomoże mi z przystawieniem dziecka do piersi, poprosiłam męża żeby mi podał córkę więc to on zaczął naszą drogę mleczną 🙂 A później wspierał mnie podobnie jak przy pierwszym dziecku.

  • Znam tą bezradność na początku. I pamiętam jak sama powiedziałam że nie mam pojęcia co zrobić, poza ogólnym „nakarmić”. Miałam ogromną motywację w sobie, w tym, że chcę karmić naturalnie. I udało się! Za nami dobre 9 miesięcy 😊
    Tego i Tobie życzę.

  • Ewelina Gamon

    KONKURS Z LOVI
    Karmienie piersią – tak naturalna rzecz jak oddychanie, a jednak często tak wiele kobiet na swojej (i dziecka oczywiście) mlecznej drodze napotyka wiele przeszkód. Często przeszkody te nie tyle są widoczne, co powstają w głowie i my kobiety same je sobie tworzymy. Albo co gorsza tworzą je za nas inni. I w takim obliczu karmienia piersią potrzebne jest wsparcie kogos bliskiego, bądź kogoś doświadczonego.
    Gdy zaszłam w pierwszą ciążę nawet nie zastanawiałam się nad karmieniem piersią, bo była to dla mnie rzecz oczywista. Po urodzeniu synka, położna przywiozła mi go, zostawiła i poszła. Wzięłam dziecko w ramiona, utuliłam, pocałowałam w ten cudowny, przesłodki policzek, wyjęłam pierś i zaczęło się. Tak instynktownie, zwyczajnie, tak jakbym robiła to cały czas, tak jakbym już miała jakiś kontakt z karmieniem piersią. Nasza wspaniała mleczna droga ruszyła na szczęście bez większych problemów. Problemy zaczęły się w domu, gdy moje dziecko płakało, a z każdej strony otrzymywałam komentarze, że moje dziecko jest głodne. Na szczęście miałam wsparcie męża, który w tych chwilach był moją ostoją, spokojem. Wspierał mnie w tych trudnych chwilach, wspierał dobrym słowem, że przecież nie ma nic lepszego dla naszego syna niż moje mleko, bo przecież taką miłość mu przekazuję, że płacz na pewno nie jest spowodowany głodem. Myślę, że najlepszym wsparciem dla każdej kobiety będzie jej mąż/partner, bo przecież nie ma dla niej bliższej osoby w tym czasie. To wasze wspólne dziecko i kto jak nie wy macie je lepiej zrozumieć. Może i mężczyzna ma nikłe pojęcie o laktacji, ale to on powinien wspierać kobietę w każdej sytuacji. Oczywiście jeśli problemy są związane z samym podejściem do karmienia piersią i tych rodzących się w głowie. Jeśli problem jest natury fizycznej, wynikającej z budowy anatomicznej piersi to tu już samo wsparcie słowne może nie wystarczyć. Warto w takim momencie zasięgnąć porady doświadczonego doradcy laktacyjnego, który pokaże jak poradzić sobie z problemem. Dla mnie ważne byłoby też wsparcie ze strony doświadczonej przyjaciółki. Trzeba tylko chcieć dać sobie pomóc. Bo przecież tak naprawdę #karmienietonieproblem warto tylko uwierzyć w swoją super moc i cieszyć się tym pięknym czasem jakim jest karmienie miłością ❤ Teraz karmię piersią już drugie dziecko i na.szczęście jestem już bardziej doświadczona w tych sprawach, żaden problem nie wystąpił, ale mimo wszystko czasem mam słabszy dzień, dopadają mnie chwile słabości, ale wtedy znowu ze wsparciem przychodzi mój nieoceniony mąż. Ja sama też z chęcią dzielę się moją wiedzą i doświadczeniem z koleżankami, które po raz pierwszy zostają mama, bo wiem jak bardzo wsparcie w tych chwilach zwątpienia jest potrzebne. Życzę zatem każdej przyszłej i świeżo upieczonej mamusi dużo samozaparcia, wiary w siebie i wiele wsparcia od najbliższych, żeby te chwile karmienia piersią nie były udręką, a wspaniale spędzonym czasem.

  • Julia

    [KONKURS z LOVI]
    Największe wsparcie to wsparcie od mojego Partnera który powtarzał mi do znudzenia, że bez względu na wszystko będę najlepsza Mamą na świecie! Bo ja najbardziej bałam się, że jeśli nie wyjdzie mi z karmieniem piersią to będę gorszg mamą od tych którym się udało. Jak wyzbylam się strachu, to poszło! W szpitalu przez te dwie noce po porodzie wspierały mnie polozne- na moje „dajmy jej butelkę, na pewno się nie nadajdła” mówiły żebym spróbowała jeszcze raz, żebym usiadła u nich w fotelu i na spokojnie jeszcze raz. Były poranione sutki, byly przepłakane przeze mnie noce, że Mała się nie najada, że na pewno robię coś źle, ale głupia duma nie pozwoliła mi poprosić później o pomoc CDL (tego żałuję, oszczędziło by Nam dużo nerwów) ale póki co minął nam trzeci miesiąc, a córa pięknie przybiera i rośnie w siłę! I nie zamieniłabym tego czasu na nic innego ❤️

  • Kam Magdalena

    Laktator jest moim przyjacielem w dzień i w nocy, jakkolwiek to brzmi 😉 Ponad miesiąc temu urodziłam córeczkę i tak samo jak ty zakładałam, że będę karmić piersią i nie brałam innej opcji pod uwagę. Słyszałam, że to nie jest takie łatwe i czasami są duże problemy, ale myślałam że pozytywne nastawienie wystarczy. Niestety moja córcia okazała się głodomorkiem i mimo, że coś tam pokarmu było jej nie wystarczało i już w drugą noc w szpitalu dała popis swoich umiejętności głosowych. Utrudnieniem było też to, że mam duże piersi i również dużą brodawkę, która ledwo mieściła się w malutkiej buzi. Zaczęło się dokarmianie, bo dziecko krzyczało i nie chciało cyca 😥. Ja chciałam, żeby miała jak najwięcej mojego mleka, więc laktator w dzień i w nocy. Oczywiście wzywa y doradca laktacyjny, różne nakładki, pozycje karmienia i nic 🙄 Kiedy już straciłam nadzieję, bo próby przystawiania nie przynosiły efektu, po miesiącu moja córka złapała i zaczęła jeść z piersi 😀😀😀 Płakałam z radości przy każdym karmieniu. Jeszcze nie do końca się najada, więc laktator potrzebny i czasami muszę trochę dokarmić, ale jestem przeszczesliwa i pełna nadziei. Także trzeba walczyć i ciągle próbować😉 Pozdrawiam i trzymam kciuki za wszystkie mamy 😚

  • Agnieszka Szymańska

    [KONKURS z LOVI]
    Już niedługo zostanę mamą po raz pierwszy. O karmieniu piersią myślę równie często jak o porodzie czy pierwszych chwilach z Maluszkiem. Wiem, że moje wyobrażenia mogą zdecydowanie odbiegać od tego co czeka mnie w rzeczywistości, ale nastawienie jest równie ważną kwestią, prawda? Jedno jest pewne, na pewno w tych pierwszych chwilach będę potrzebowała wsparcia. Pierwszym miejscem była szkoła rodzenia, gdzie temat karmienia piersią został przedstawiony w sposób rzetelny, bez pomijania trudnych kwestii, które każda mama może na początku mlecznej drogi doświadczyć. Ale to tylko teoria. Gdy już urodzi się nasza wymarzona córka oczekuję wsparcia w karmieniu już od pierwszych chwil, zanim jeszcze pojawią się ewentualne problemy. Chciałabym podczas pobytu w szpitalu trafić na fachową pomoc, rady, pokazanie dokładnie co i jak mam robić. Bez ignorowania, oceniania czy szukania łatwych rozwiązań w postaci dokarmiania mlekiem sztucznym. Ale tu równie ważna jest nasza postawa, żeby nie bać się prosić o pomoc! Nie tylko w szpitalu, ale też w domu, męża, mamę, siostrę… Nie nakarmią za mnie Maleństwa, ale równie ważne jest dobre słowo, zapewnienie że świetnie sobie radzę, wyręczenie w domowych obowiązkach gdy dziecko będzie „wisiało” na piersi, po prostu obecność. Wsparciem może okazać się nawet laktator elektryczny, dzięki któremu będę mogła czasem odciągnąć pokarm, odpocząć i zrelaksować się, podczas gdy tatuś przejmie karmienie budując bliskość z córką. A jeśli napotkamy jakieś problemy z którymi nie będziemy sobie radzić, bez wahania poprosimy o pomoc doradcy laktacyjnego, osoby doświadczonej i wyszkolonej w tym temacie. Z takim wsparciem nie może się nie udać ! Jestem dobrej myśli 🙂

  • Natasza Graniczka

    [KONKURS z LOVI]
    Nasze początki również były trudne. Moja dziewczynka przyszła na świat 4 tygodnie przed terminem i to poniekąd sprawiło, że tych początkowych problemów z karmieniem miałyśmy nieco więcej, a przy okazji przekonałam się, że cała teoria, z którą zapoznałam się w czasie ciaży, nie zawsze znajduje odzwierciedlenie w praktyce. Córka urodziła się w jednym z większych monachijskich szpitali, w którym przykłada się dużą wagę do karmienia piersią – z tego powodu wybrałam ten szpital na ten ważny dzień. Z drugiej strony żółtaczka i ogólne osłabienie sprawiły, że mała nie miała siły na ssanie i pozostał nam tylko laktator i dokarmianie butelką. Presja wywierana w szpitalu doprowadziła u mnie do wielu przepłakanych godzin – z każdej strony słyszałam, że muszę karmić piersią, ale mało kto z personelu chciał nam poświęcić kilka minut więcej, nawet oddziałowi doradcy laktacyjni. Dopiero po wyjściu ze szpitala sytuacja się poprawiła, gdy mała nabrała sił, a ja miałam więcej wsparcia w domowym zaciszu – z jednej strony wsparcie partnera, a z drugiej wsparcie położnej, która dodawała mi wiary w siebie, pokazała różne niekonwencjonalne pozycje karmienia i dała wiele wskazówek: jak oduczyć dziecko od ssania butelki, tak, żeby znowu akceptował pierś, jakie pozycje są dla dziecka najkorzystniejsze, inne sposoby dokarmianie dziecka niż tylko butelką oraz wiele innych przydatnych porad. Dzięki położnej, a także wsparciu partnera, bardzo szybko mogłam odstawić laktator (używany w 1 tygodniu co dwie godziny!), teraz jest potrzebny, gdy mama chce się wyrwać na sport, a dzidzia zostaje z tatą 🙂

  • Ania Komosa

    KONKURS Z LOVI
    Dla mnie największym wsparciem w karmieniu był mój mąż. Szczególnie w pierwszych tygodniach ponieważ też mieliśmy maluszka z żółtaczką na dodatek wcześniaka. Wstawał ze mną w nocy, szykował kanapki i towarzyszył żebym nie zasnęła. Cały czas mnie motywowal i wspierał nawet gdy lekarze już kazali dokarmiać z powodu za niskiej wagi. Byliśmy też u CDL, a potem zapisywalismy wszystkie dane dotyczące karmienia. Dzięki naszym staraniom i uporowi waga w końcu ruszyła i potem karmilam córkę 13 miesięcy aż do następnej ciąży. Teraz już dwa tygodnie z nami jest synek i dzięki doświadczeniu jest nam o wiele łatwiej 😉

  • Jak zajdę kiedyś w ciążę i urodzę dziecko to na pewno zobaczę jak to jest mieć dziecko. Ale niestety nie jest to łatwe zadanie i początki na pewno będą ciężkie, ale dla malca warto walczyć i starać się doskonalić 🙂

  • Ania

    Cześć! Jestem mamą od 10 miesięcy i moje początki z karmieniem też nie były różowe i ogólnie to temat rzeka. Spróbuję streścić najważniejsze wg mnie punkty. Mnie też żaden instynkt się nie załączył po narodzinach. W sumie to chyba miałam nawet niezłego baby blues’a. W szkole rodzenia na okrągło słyszałam, że karmienie piersią nie boli, a jak boli to źle się przystawia dziecko. No więc zdarza się, że karmienie piersią boli jak cholera, nawet przy dobrym przystawianiu, gdy ktoś ma bardzo wrażliwe sutki i są one wklęsłe. Jakkolwiek dziwnie to brzmi – to się zdarza, ale tak jak Ty wmówiłam sobie, że dam radę karmić piersią. I dałam radę! Nadal karmię. Ale przez 4 miesiące bolało. Spotykałam się z konsultantkami, i tu wszystkim przyszłym mamą radzę brać głównie panie z międzynarodowym certyfikatem – z mojego doświadczenia wynika, że one naprawdę znały się na rzeczy. Niestety w moim przypadku, musiało potrwać oswajanie się piersi. Najważniejsze, że przetrwałam. Zawsze mogłam liczyć na wsparcie męża, który wspierał mnie jak tylko mógł. Kolejnym tematem przy karmieniu piersią są zastoje w piersiach i inne dziwne rzeczy, które przypominają o tym, że piersi też czują (wręcz krzyczą – jesteśmy tu!) Wszystkie przyszłe mamy zalecam zapoznać się z literaturą, ale nie wpadajcie w panikę – wszystko idzie przeżyć, a czasami idzie zapobiec najgorszemu (okłady z kapusty naprawdę działają). Laktator dobra rzecz, bo wbrew ogólnej opinii, że butelka jest fee – warto aby dziecko umiało z niej pić. Przy rozszerzaniu diety naprawdę może ułatwić życie. Warto pamiętać, że w pewnym momencie niemowlakowi trudniej się tego nauczyć. Tak więc, własne mleko + laktator + butelka + wolny wieczór/ popołudnie itp 🙂 To chyba tyle. Życzę wszystkim zdrowia, dla mam i dzieci, bezproblemowego karmienia piersią i przespanych nocy 🙂 na to ostatnie niestety wciąż czekam 🙂 Pozdrawiam

  • Mila

    KONKURS z LOVI
    trochę z wyrzutem sumienia muszę przyznać, że przed porodem temat karmienia piersią potraktowałam po macoszemu. Natura przeciez zadziala i nic bardziej mylnego. Wszystko poszło niezgodnie z planem, ale całe szczęście szczęśliwie. Nieplanowane cesarskie cięcie, brak przystawienia Maluszka, inkubator, żółtaczka i naświetlanie. Nie byłam na to przygotowana. Najgorzej wspominam certyfikowanego doradcę laktacyjnego – jej „wsparcie” to pasmo moich nieszczęść. Jeszcze dziś czuje ogromny żal i zły cisną się do oczu – tak samo jak prawie 5 miesięcy temu. Zaczęła się nieoceniona walka z laktatorem. Do dziś jestem pewna, że w nocy laktator wypowiadał moje imię; ) mleczko było i ogromna radość była. Nie do końca się udało, ale cały czas było pod górkę. Z każdej strony namawianie na butelkę i moja złość. Wsparciem był prezent od męża na mikołajki – ksiazka o karmieniu piersią, której nawet przed porodem nie otworzyłam… Wsparciem były profesjonalne blogi. Wsparciem był Maluszek, który dzielnie walczył o mleczko z piersi mimo ogromy przeciwności. Parciem byk laktator elektryczny – bez niego pewnie z karmienia piersią nic by nie było – to zdobycz techniki na miarę żarówki;) Wsparcia nie miałam niestety w szpitalu. Złe rady ciążą na moim karmieniu do dzis. Ehhh aż mi ciężko na sercu. To chyba była najważniejsza walka mojego zycia:)

  • KONKURS Z LOVI
    Moim wsparciem laktacyjnym była mama. Z większością problemów sobie radziłam, korzystając z wiedzy ze szkoły rodzenia (mieliśmy zajęcia z CDL) i pomocy męża, ale to mama była moim lakto-coachem 😉 Nie zliczę, ile razy do niej dzwoniłam i się żaliłam: że za szybko, że za często, że płacze i to na pewno dlatego, że mleko się skończyło. Dzięki jej wsparciu miałam super początki karmienia, a niedawno minęły 2 lata naszej „mlecznej drogi”.

    Moja siostra rodzi we wrześniu swojego pierworodnego i będzie mieć oprócz mamy laktowsparcie we mnie 🙂

  • Nati Ishigaki

    [KONKURS z LOVI]
    U nas najbardziej pomogl maz – ktory mimo ze super pomocny, w najgorszych chwilach mowil, ze jesli chce to moge sie przeniesc na butelke. To mi dawalo takiego kopa, ze wykarmilam 20 miesiecy.
    A jeszcze jedna rzecz to karmienie w pozycji naturalnej, na ktore sie natknelam po 2-och tygodniach karmienia 2kg kruszynki, zakrwawionych sutkach i super zmeczeniu. Kladziesz maluszka na brzuchu i on juz sam wszystko robi… zawsze troche pomagalam jej ale skonczyl sie bol, mozna sie zdrzemnac (jesli sie nie boisz) i z drugim maluszkiem (urodzonym 2 miesiace temu) nie mialam juz zadnych problemow!!!

  • Ania Witczak

    Konkurs z Lovi

    Życie pisze różne scenariusze, a moje okazało się bardzo kreatywnym pisarzem. Najpierw, w skutek wypadku, obdarzyło mnie tylko jedną piersią zdatną do karmienia, a następnie dodało jeszcze dramatyzmu akcji i urodziłam wcześniaka w 6tym miesiącu ciąży. Mimo to patrzę na naszą mleczną drogę z optymizmem. Na razie jest trochę pod górkę i trochę wyboista, ale trzymam kciuki, żeby ta nasza droga była długa aż po horyzont.
    Mój poród to była istna lawina. Lawina problemów. Tak mnie przysypalo, ze świata nie widziałam, a jak tu walczyć o mleko? Na szczęście, tam gdzie sytuacja wydaje sie bez wyjścia, do akcji wkraczają inni bohaterowie. Tylko trzeba pozwolić sobie pomóc. Podstawowym wsparciem jest oczywiście mąż. Każda, nawet drobna, pomoc – jak umycie laktatora, czy podanie maluszka w nocy, to ogromne wsparcie. Poza tym kapryśny los aktualnie osadził akcję mojego życia w wioseczce, położonej niedaleko małej miejscowości w której prężnie działa założony przez jedną mamę „klub mam”. Panie wyszly z zalozenia, że jak mamy nie pomogą sobie same wzajemnie, to nikt im nie pomoże. Zatem spotykają się raz w miesiącu, wymieniają doświadczeniami, prowadzą lokalne akcje typu „karmienie piersią jest super” i wspierają każdą młodą mamę, która się pojawi. Ich pomoc jest dla mnie nieoceniona, bo daje poczucie pewności i spokój niezbędny do zachowania dobrej laktacji. A im wiecej dobroci dajemy od siebie, tym więcej do nas wraca. Oprócz tego, w tej samej miejscowości, jest niewielki szpital, w którym pracuje doradca laktacyjny. Pani jest kompetentna i bardzo walczy o mamy chcące karmić. Udało jej się nawet u burmistrza wywalczyć fundusze na bezpłatną poradnię dla mam.
    Dzięki temu mogła przyjechać do mnie, o wszystkim poinstruowac, podpowiedzieć w zakresie stosowania słodu jęczmiennego, sprawdzić przybieranie maluszka i rozwiać czarne chmury, które zbierały się nad moją głową na myśl o trudach karmienia.
    Na tym fundamencie pomalutku buduję naszą mleczną drogę. Z laktatora korzystam bardzo często.
    Elektryczny laktator przekroczył nasz możliwości budżetowe, wiec korzystam z recznego, pożyczonego od bratowej. Wkrótce będę miała biceps jak Pudzian 😉 Będzie pasowało jak ulał do asymetrycznych piersi, które są nieuniknione gdy karmic można tylko jedną piersią 😉 Dobrze ze moj mąż niezmordowanie powtarza mi, że dla niego i tak jestem piekna 😉 Choc tak naprawde te moje male sliczne oczka, ktore smieja sie do mnie co ranek są już wystarczającą nagrodą. Mam nadzieje ze sil mi starczy. Trzymajcie kciuki 😉

  • O tak, proszenie o pomoc to nie wstyd!
    Urodziłam 26 lutego. Mieliśmy okropne trudności z karmieniem. Przyczyną było za krótkie wędzidełko. Mikołaj nie był w stanie dobrze złapać piersi i – co za tym idzie – efektywnie ssać.
    Tu się kłania brak logiki w działaniach naszej służby zdrowia. Przy za krótkim wędzidełku należy wykonać banalny zabieg jego podcięcia. Trwa to może 15, 20 sekund. Nie wykonuje się tego zabiegu na oddziałach szpitalnych, a daje się skierowanie do poradni przykładowo laryngologiczna. Jednocześnie, często gęsto nie można takich dzieci wypisać że szpitala, bo – nie mogąc efektywnie ssać i przyjmować pokarmu – nie przybierają na wadze.
    Wykonaliśmy ten zabieg i nauczyliśmy się dobrze przystawiać, dzięki wizytom CDL. Karmimy się do tej pory i mam nadzieję na długą drogę mleczną 🙂

  • Małgorzata Ćwiertnia

    Konkurs z LOVI
    Chciałam karmić piersią, bo dlaczego już nasamym początku mam odbierać synkowi to, co mu się należy? Już w pierwszych 3 dniach naszego wspólnego życia miałam 3 różne sytuacje dzięki którym się zawzięłam. Pierwsza to położna w szpitalu – typowa babcia wszystkich noworodków. Pokazała, uspokoiła, cierpliwie przychodziła i sprawdzała co u nas. Gdy jej zmiana się skończyła a my mieliśmy już wychodzić inna osoba z personelu szpitalnego stwierdziła że ja go NIE WYKARMIE bo nie mam czym. Jak nie mam? Przecież karmiłam! A On nie płacze z głodu tylko dlatego że obca baba go zabiera na badanie! Mimo, że sytuacja przykra, a mi łzy do oczu napłynęły plus był taki, że Pani zapytała czy chcę karmić i przyniosła środek do pobudzenia laktacji, który miałam wypić w domu. Nie wypiłam. Moja położna przyjechała, powiedziałam jej o wszystkim, zbadała i powiedziała najwspanialsze słowa: nie bierz tego na razie bo sobie krzywdę zrobisz. Masz pokarm i to dużo jak na 3 dzień.

  • Gosia Ebertowska

    [KONKURS Z LOVI]
    Największą motywacją do
    karmienia naturalnego jest dla mnie uśmiech na twarzy mojej córki i to
    niesamowite uczucie jak rzuca się na jedzenie – mocno wtulając się w mamę.
    Miriam od urodzenia uwielbia spędzać czas przy piersi. Za każdym razem, gdy już
    się najada zasypia zrelaksowana z uśmiechem na twarzy. Czasem, gdy karmię małą rozmawiając
    z mężem, Miriam przerywa karmienie wymownie patrząc się na niego dając znać „Tato,
    przeszkadzasz mi w chwili delektacji!”. Przerywanie jedzenia i wymowne przekręcanie
    główki w jego stronę trwa aż do czasu, gdy rozmowy milkną i może spokojnie się
    relaksować wtulona w mamusię. Miri, gdy zauważyła, że śmieszy mnie jak bawi się
    łapiąc i puszczając pierś, zaczęła robić to, gdy widzi, że jestem zmęczona i
    smutna. Jak widzi, że ja się śmieje ona robi to samo. Niesamowity jest uśmiech
    takiego maluszka. Jak mogę nie walczyć o pokarm wiedząc ile radości, miłości i czułości
    dostaje moja córka podczas karmienia? Mimo zmęczenia, niewyspania, niekiedy
    braku wiary we własne możliwości – walczę dla niej!

  • Gosia Ebertowska

    [KONKURS Z LOVI]
    Największym wsparciem a zarazem motywacją do
    karmienia naturalnego jest dla mnie moja córka. To dla niej mam silę do
    mlecznej walki! To niesamowite uczucie jak rzuca się na jedzenie – mocno
    wtulając się w mamę. Miriam od urodzenia uwielbia spędzać czas przy
    piersi. Za każdym razem, gdy już się najada zasypia zrelaksowana z
    uśmiechem na twarzy. Czasem, gdy karmię małą rozmawiając z mężem, Miriam
    przerywa karmienie wymownie patrząc się na niego dając znać „Tato,
    przeszkadzasz mi w chwili delektacji!”. Przerywanie jedzenia i wymowne
    przekręcanie główki w jego stronę trwa aż do czasu, gdy rozmowy milkną i
    może spokojnie relaksować się wtulona w mamusię. Miri, gdy zauważyła,
    że śmieszy mnie jak bawi się łapiąc i puszczając pierś, zaczęła robić
    to, gdy widzi, że jestem zmęczona i smutna, gdy potrzebuję wsparcia bo
    nie mam siły. Jak widzi, że ja się śmieje ona robi to samo. Niesamowity
    jest uśmiech takiego maluszka. To ona jest moim wsparciem i motywacją.
    Jak mogę nie walczyć o pokarm wiedząc ile radości, miłości i czułości
    dostaje moja córka podczas karmienia? Mimo zmęczenia, niewyspania,
    niekiedy braku wiary we własne możliwości – Miriam dodaje mi siły!

  • Anna Gołuch

    (KONKURS Z LOVI)
    Witam Kasiu , Witam Wszystkich 😊
    Dla mnie najcenienieszym wsparciem od początku jest mój mąż, to on dosłownie i w przenośni podnosi mnie po każdym upadku i ociera łzy. Nasza mleczna droga zaczęła się 4 miesiące temu , nasza córeczka Zuzia pojawiła się na świecie dokładnie o 2.15 w nocy . Cała ciążę z uporem stwierdziłam że karmić będę piersią, jak by mogło być inaczej 😏 cała rodzina jednak mnie zniechęcała , że trzeba trzymać dietę , że nie będę miała pokarmu , że jeśli będzie to mała ilość i będzie on niewartościowy …. slyszałam to całą ciążę …. Z powodu cukrzycy całą ciążę byłam na diecie i dlatego uwagi bliskich bolały podwójnie, jak cios w samo serce . . Oni twierdzili że Ja po prostu nie nadaję się do karmienia piersią i jestem skazana na mleko modyfikowane …. noce przepłakane , we śnie koszmary, że będę złą i niewartościową matką 😢 oczywiście te komentarze nie miały końca i dotyczyły również opieką nad małą… Zapisałam się do szkoły rodzenia i tam szukałam wsparcia oraz pomocy żeby nie popełniać błędów . Gdy Zuzia pojawiła się na świecie-zderzenie z rzeczywistością okazało się bolesne,bardzo bolesne …😣 mała nie mogła złapać brodawki , była głodna i strasznie płakała- a mnie bolało serce i płakałam razem z nią. . . Na szczęście tak jak Ty Kasiu trafiłam na cudowną położną, która powiedziała że wszystko się ułoży, potrzeba czasu. Pomogła mi przestawić małą i szło nam z każdym karmieniem coraz lepiej . Po 3 dniach w szpitalu mąż zabrał nas do domu . Byłam zmęczona a do domu odrazu zjechała się rodzina i się zaczęło.. źle podnosisz, źle karmisz, dosłownie wszystko źle … płakałam dniami i nocami a mała razem ze mną . W 5 dobie po porodzie miałam wrażenie że pokarm zanika … mała krzyczała a ja nie wiedziałam co robić . Mój cudowny mąż umówił doradcę laktacyjnego do naszego domu 😍 Pani poświęciła nam sporo swojego czasu, wszystko wyjaśniła i pokazała . Powiedziała żeby się nie martwić bo laktacja na pewno się ruszy, a stres szkodzi nam wszystkim. Mąż jasno wyjaśnił rodzinie , że ich komentarze tylko pogarszają sytuację. I wszystko zaczęło się układać, byłam zmęczona ale na prawdę dumna 😊 po miesiącu karmienia dostał się ropień piersi i powróciły łzy i obawa że to już koniec naszej mlecznej drogi – że to ślepa uliczka … Udało się jednak i karmimy do dziś . 😊 był ból i łzy to trudna droga , ale Wiem że można i że wszystkie przeszkody można pokonać 😊 Nasza Zuzia rośnie jak na drożdżach a rodzina już się nie odzywa bo wspólnie udowodniliśmy, że nie mieli racji . „Karmienie to nie problem ” to na prawdę święta prawda 😊 Dziękujemy Kasiu za tego bloga , bo obserwując go podnosiłam się z emocjonalnej ruiny za każdym razem . Dziękuję marce Lovi , gdyż skorzystam z porady doradcy laktacyjnego w najbliższym mieście na pewno. Dziękuję wszystkim za okazane wsparcie i wyrozumiałość oraz życzę udanej i obfitej mlecznej przygody . 😙

  • Monika Mrozek

    [Konkurs Lovi]
    Moje początki Karmienia były drogą przez mękę… Moja córeczka urodziła dwa się dwa tygodnie wcześniej z powodu mojego stanu przedrzucawkowego. Po 8 godzinach, które upłynęły od cesarskiego cięcia zostałam sam na sam ze śpiąca 2.5 kg kruszyna. Ja wróg cesarskiego cięcie, przez całą ciąże nastawiona na poród naturalny, edukujaca się w tym kierunku, ani razu nie pomyślałam, że może zajść taka konieczność i przydało by się coś tam wiedzieć. Np to że dzieci po CC nie mają wcale ochoty na pierś, że kilkanaście godzin bez karmienia to dla nich norma. Rostrzesiona i zaniepokojona tym że maleństwo moje wciąż śpi 14 godzin po porodzie wezwałam położna by pomogła mi przystawic małą do piersi. Usłyszałam – Pani chce karmić z takimi płaskim brodawkami?! Mała rzeczywiście nawet nie chwyciła piersi. Ze łzami w oczach sięgnęłam po laktator, który w przeblysku geniuszu wpakowałam do torby, zaczęłam pompowac. Rano usłyszałam że dziecko spada na wadze, że robi się żółte, że podać mieszankę. A ja uparcie odciagalam i podawała budząc moja kruszyne. W końcu odwiedził mnie doradca laktacyjny – wspaniała kobieta która opowiedziała o oslonkach na piersi które

  • Sylwia Skrzypek

    KONKURS z LOVI
    Podczas pierwszej ciąży starałam się przygotować jak najlepiej do roli mamy. W teorii wiedziałam wszystko o karmieniu piersią i wszystkich problemach, które się pojawić mogą i jak sobie z nimi radzić. Całe szczęście wszystko zaczęło się super. Nie wiem gdzie szukała bym wsparcia gdyż w mojej miejscowości i okolicach nie ma (bynajmniej 3 lata temu nie było) poradni laktacyjnej. Jedyna pomoc jakiej potrzebowałam na oddziale to nauka jak zabrać pierś mojej córce która już się najadła i zasypiając zaciskała szczęki, powodując okropny ból. W domu problemem, moim małym dramatem okazał się nawał pokarmu. Moim największym wsparciem był wtedy mój wspaniały mąż. Bez niego nie dała bym rady w chwilach największych wieczornych i nocnych kryzysów. Wspierał swoją obecnością, cierpliwością, spokojem, czułym słowem i pomocną dłonią wypełniając, a przede wszystkim pamiętając o wszystkich zaleceniach naszej położnej środowiskowej. Ta kobieta była dla mnie (nas) wielkim wsparciem w tych trudnych chwilach. Teraz oczekuje drugiego dziecka i liczę, że wszystko potoczy się dobrze i mój wspaniały mąż znów będzie dla mnie największym wsparciem tak jak za pierwszym razem.

  • Anna Gajowiak

    [KONKURS Z LOVI]
    Gdy byłam w ciąży czytałam wszystko o macierzyństwie, jednak nigdzie nie było mowy o tym jak karmienie potrafi być trudne i bolesne. Moja kochana córeczka na świat przyszła w marcu, jest już z nami prawie dwa miesiące. Po porodzie okazało się, że nie ma dla mnie miejsca na żadnej sali i kilka godzin spędziłam na porodówce. Pierwsze karmienie z tego zamieszania wypadło mi z głowy. Wieczorem udało mi się wynieść z porodówki i się zaczęło. Julka nie potrafiła ssać z mojej piersi, miliony myśli przepływało przez moją głowę, a to że sutek za mały, albo może nie mam mleka i tak w kółko. Prosiłam, płakałam, wszędzie szukałam pomocy, jednak położne stwierdziły, że już wszystkie próbowały mi pomóc. Drugiej nocy zabrali moją córeczkę na dokarmienie, a ja już prawie się poddałam. Zjadła łapczywie modyfikowane mleko, co dla mnie było ogromnym ciosem, bo uważałam, że głodziłam własne dziecko. I po prostu w pewnym momencie, patrząc na moją śpiącą córeczkę stwierdziłam „hej, dlaczego się poddajesz? Przecież to Twój mały cud, nie możesz się tak łatwo poddać, miałaś jej dać wszystko co najlepsze” i to był ten moment, że choćby nie wiem, co będę karmić piersią. Właśnie dlatego uważam, że największym dla mnie wsparciem była moja własna córeczka, bo już wszyscy przestali we mnie wierzyć i w to, że będę karmić, to ona się nie poddawała i ciągle chciała ssać, a ja tak bardzo chciałam jej to dać, że po ciężkich chwilach się udało. To co najgorsze mamy już za sobą, jednak ciągle się uczymy i wcale nie jest tak pięknie, co kilka dni mam nawały i piersi mi z bólu odpadają, ale jak zaczynam karmić Julię to wiem, że mimo bólu będę karmić ją jak najdłużej i że z czasem będzie tylko lepiej.

  • Katarzyna Tomasik

    [KONKURS z LOVI] Jako, ze nie karmilam długo, to najwiekszym wsparciem jakie mogłabym dostac, byloby wytłumaczeniem mi, ze dziecko jest przy piersi prawie całą dobe, bo potrzebuje bliskosci. A nie dlatego, ze jest glodne. Mysle, ze gdybym wtedy to wiedziala, to nasza droga potoczylaby sie inaczej. W koncu nie czulaby sie winna, ze dziecko ciagle jest nienajedzone. Teraz juz wiem, zaparlam sie i na pewno bede karmić i dawac drugiemu dziecku to poczucie bliskości.

  • Magdalena mama piątki dzieci

    Konkurs z Lovi.
    Zostałam mama poraz 5😍 13.04.2018. Mam cztery Córki i najmłodszego synka. Z pierwsza córka byłam niedoswiadczona zrezygnowałam z karmienia piersią po miesiącu. Druga karmilam 2,5roku. Trzecia córkę karmilam 2miesiace z tym że pokarm sam zanik czwarta karmilam 4 miesiące pokarm również sam zanik. Teraz mam nadzieję karmić jak najdłużej bo to bardzo ważne dla mnie ta bliskość dziecka z matką ♥️ oczywiste że przy tak licznej rodzinie nie zawsze mogę być przy małym i tu laktator pomógł by mi w odciaganiu pokarmu żeby zawsze wrazie mojego wyjazdu ktoś podał synkowi to co najlepsze czyli mleko Mamy❤️ bardzo bym była szczęśliwa mając w domu taki Laktator. Nie bała bym się że nie zdążę wrócić do domu na czas karmienia 😉

  • Karolina Obłój

    [KONKURS z LOVI]
    Juz podczas ciazy wiedzialam, ze bede karmic piersia, nie bralam pod uwage nawet innej opcji. Myslalam tylko o tym, ze bede karmic i koniec i moze tez to moje myslenie sprawilo, ze nasze karmienie to rzeczywiscie nie byl zaden problem. Od poczatku mleka bylo tyle, ze polozne siemęża smialy, ze moge wykarmic caly oddzial noworodkow w szpitalu. Moj synek kilka sekund po urodzeniu juz wisial przy piersi zadowolony. Karmienie to byl, jest i bedzie nasz ulubiony rytual. Karmienie piersia to dla nas nie tylko samo karmienie mlekiem ale tez karmienie miloscia. Nic tak nie uspakaja Igorcia jak wtulenie sie w mame i zasypianie przy piersi. Niestety w moim otoczeniu z kazdej strony slyszalam, po co karmisz piersia, przeciez sa juz butelki i mleko to nienie sredniowiecze. To znowu, ze karmienie jest obrzydliwe bo mleko kapie, wszytko sie klei i smierdzi. I najwiekszy hit: To jak ty karmisz piersia to przeciez caly czas jestes na diecie, zeby dziecko kolek nie mialo! Rece opadaja. Moj synek ma niecale 3 miesiace a nawet wczoraj uslyszalam od bliskiej osoby to co Ty niepowazna jestes tak dlugo karmisz piersia, to sie robi tydzien, dwa gora. Moze to tez mnie zmotywowalo, zeby pokazac im wszystkim, ze bede karmic, bede utrzymywac ta bliskosc z dzieckiem jak najdluzej! Dla mnie #karmienietonieproblem i nie rozumiem jak dla kogos moze to byc problemem. Ta slepota sprawila, ze teraz coraz czesciej mowie o karmieniu piersia, o tym, ze kiedy karmie jem wszystko i, ze karmie wszedzie itakie sie tego nie wstydze! Mysle, ze ogromnego powera daja ludzie wlasnie tacy jak wy, wiem, ze nie jestem sama wysmiewana, ze wyciagam cyca przy ludziach, inni tez to robia isię to calkowicie normalna rzecz. Pisze ten komentarz karmiac synka i naprawde KARMIENIE TO NIE PROBLEM! 🙂

  • Alina Wilczyńska

    Twojego bloga zaczęłam czytać, kiedy na początku ciąży szukałam inspiracji do stworzenia Bullet Journal (bez którego nie wyobrażam sobie teraz życia :D). Zapisałam sobie stronę w ulubionych i myślałam, że raz na jakiś czas tutaj zajrzę. Jednak zaczęłam czytać kolejne publikowane wpisy (z każdej kategorii)… i przepadłam 🙂 czytam każdy post, oglądam każdą relację na Instagramie, inspiruję się i zachwycam kreatywnością, estetyką zdjęć… i brakuje mi słów, aby opisać jak bardzo uwielbiam spędzać „u Ciebie” czas 🙂
    W każdym wpisie znajduję coś dla siebie. Bardzo cenię szczerość tekstu o początkach macierzyństwa i o karmieniu piersią tym bardziej, że ja mam to jeszcze przed sobą. Moja Kruszynka powinna się pojawić w tym tygodniu na świecie, choć na razie chyba jej się nie śpieszy 🙂
    Trzymam kciuki, aby kolejne wyzwania związane z macierzyństwem dały Ci dużo pewności siebie i były motywacją do działania! Pozdrawiam serdecznie!

  • Zuza Senkara

    [KONKURS Z LOVI]
    Moja przygoda, a raczej zapewne droga górzysta z karmieniem piersią zacznie się za kilkanaście dni z przyjściem na świat naszej, pierwszej córeczki Basieńki.
    Czy się boję? Oczywiście! Wiem, że początki tej drogi będą wyboiste. Wiem, że nieobejdzie się pewnie bez łez. Ale się nie poddam! Będę chciała walczyć. Póki sił starczy. A czego bym oczekiwała? Jakiej pomocy? Najnormalszejszego i ludzkiego wsparcia. Pomocy i rady kogoś doświadczonego. Czasem kopniaka motywacyjnego, a czasem zwykłego przytulenia i powiedzenia, że dam rady! Że mimo małych porażek jestem najlepszą mamą jaką ma Basia! Ważne jest, aby rady, wsparcie i pomoc była zgodna z aktualną wiedzą.. bo ile wśród mam i przyszłych mamusiek krąży jeszcze zaściankowych i przedawnionych tez i poglądów. A laktator (choć nie raz słyszę, że zbędny gadżet) wiem, że może pomóc w uniknięciu przedwczesnego zakończenia tej wędrówki!

  • Beata Spychała

    [KONKURS Z LOVI]
    Jestem w 22 tygodniu ciąży i ze wszystkich stron otaczają mnie osoby powtarzające jak ważne jest karmienie piersią. Jakiś czas temu było to dla mnie po prostu oczywiste, że
    każda mama przywita swoje Maleństwo na świecie i niebawem nakarmi je własnym pokarmem. Obserwując znajomych korzystających z laktatora Lovi Expert i będąc na bieżąco jak wygląda życie we trójkę z Maleństwem narodzonym poprzez cesarskie cięcie, zaczęłam mieć wątpliwości czy będę w stanie samodzielnie wykarmić naszego Skarba. Jestem świadoma, że wsparcie kochającego męża pozwoli mi zachować spokój psychiczny na nowym etapie naszego życia. Jednak czuję, że równie potrzebnym wsparciem okaże
    sie dla mnie dostępna tehnologia.

  • Krysia Jaworska

    (Konkurs z Lovi)
    Witam Kasiu i już na wstępie gratuluję Ci sukcesu na mlecznej drodze , która prosta nie była , ale udowodniłaś że można 😊 Witam Wszystkich użytkowników bloga 😊 Moja mleczna droga zaczęła się z dniem 1 maja – O 2.15 syn Antek postanowił pojawić się na świecie 😊 Wydawało mi się że jestem idealnie przygotowana , mimo że to pierwsze maleństwo nie bałam się. Uwierzyłam że natura wie co robić, niestety pomyliłam się i bardzo mnie to bolało. Pierwsze 2 dni pokarm w ogóle się nie pojawiał, a położna stwierdziła że pozostaje tylko mleko modyfikowane i butelka … 😢 Antoś płakał , ja razem z nim . Czułam się kompletnie bez wartości. Każda próba przystawiania kończyła się porażką. . Byłam zmęczona , obolała i zła … Nie mogłam patrzeć na butelkę i puszkę z mlekiem … Jednak uwierzyłam że w szpitalu wiedzą lepiej i tak po prostu trzeba . Dzień później mąż zabrał nas do domu , nie chciałam się poddać i przystawiałam małego jak często mogłam . Szukając rozwiązania w Internecie. Zgodnie z wskazówkami umówiłam się z doradcą laktacyjnym, Pani wszystko spokojnie wytłumaczyła i pokazała. Co najważniejsze powiedziała że nic nie jest stracone a pokarm na pewno się pojawi . Trzeba tylko odpowiednio się odżywiać, nie stresować i jak najczęściej przystawiać dziecko do piersi . Tak też zrobiłam i po 2 dniach cud 😍 Pokarm się pojawił , jednak ilość do dziś wydaje mi się niewystarczająca… Na pewno będę walczyć i w końcu Nam również się uda . Największe wsparcie dla mnie to mój mąż , on również szuka informacji i rozwiązań a gdy przychodzi kryzys pociesza mnie i zawsze wysłucha . Jesteśmy rodziną i wierzę że pokonamy każdą przeszkodę .

  • Sy7ka

    [KONKURS z LOVI]
    Najcenniejszym wsparciem jakie tylko kiedykolwiek mogłam dostać to wsparcie mojego męża, który z zachwytem w oczach powiedział ostatnio „jestem z Ciebie dumny, że tak dzielnie walczysz, że chcesz tego co najlepsze dla naszej córki”. Te słowa dały mi ogromnego kopa motywacyjnego, kopa pobudzającego mnie do jeszcze większej walki o każdą kroplę mleczka. Nie mogę napisać, że u Nas karmienie to nie problem, ponieważ mam wrażenie, że Nasza droga mleczna ma ciagle pod górkę… Początki były rewelacyjne – córeczka pięknie ssała, ładnie przybierała na wadze, mleczka było dużo. Aż nadszedł ten zły okres… okres, w którym córka przestała jeść, każda próba przystawienia do piersi kończyła się wielką awanturą. Jak po godzinnej walce udało się, że zassała pierś to jadła tylko minutę, dwie. Trwało to bardzo długo, córka przestała przybierać na wadzę, starałam się odciągać laktatorem by laktacja była ciagle „zaawansowana”, ale przy starszaku w domu było ciężko robić to co trzy godziny. Córeczka wreszcie wróciła na dobre tory, ale tylko na chwilę, by teraz znów przestać jeść. Sama upomina się raz, góra dwa na dobę 😢 Ja zestresowana bo martwię się o nią, badania ma niby w normie, ale płakać mi się chce z myślą, że niedługo nasza wspólna droga może dobiec końca zwłaszcza, że malutka ma dopiero niecałe 4miesiące… ale póki co walczę, dzielnie odciągam pokarm, którego robi się coraz mniej, licząc na to, że w końcu coś zaskoczy i będzie jak dawniej, nie pragnę niczego innego jak widoku jej pięknych, wdzięcznych oczu, patrzących na mnie podczas karmienia. Bo nie ma nic cudowniejszego ❤️

  • Patrycja iwanicka

    [KONKURS Z LOVI]
    4 lata temu….guz piersi, operacja i informacja jaką otrzymałam: jeżeli wszystko pójdzie dobrze to muszę się liczyć z problemami przy ewentualnym karmieniu piersią. Myślałam wtedy tylko o tym,że po prostu chce żyć. 1.5 roku później urodziło się moje największe szczęście. Synek Marcel. Niestety musiałam mieć cc z powodu pośladkowego ułożenia. Z laktacją był koszmar. Co chwilę przychodziły położne i cisnęłymi piersi mówiąc, że „mleko ma mi w końcu lecieć bo dziecko głodne”. Wiedziałam o tym doskonale bo synek ciągle płakał, byłam zestresowana, przerażona. Lekarz podjał decyzje,że trzeba synka dokarmiać mm, ponieważ nie przybiera na wadze. Co chwile ktoś do mnie przychodził sprawdzał czy pokarm już jest. Kazano mi pobudzać laktację, ale jak? Co jeszcze mam zrobić? Modliłam się żeby tylko synek przybrał na wadze, chciałam jak najszybciej wrócić do domu. Nareszcie wróciliśmy, problemy z laktacją ciągle były, ale mój mąż okazał się wspaniały. Powtarzał mi,że mam się nie martwić,że będzie dobrze. Wiedzieliśmy oboje,że mleko mamy jest bardzo cenne, wartościowe i zdrowe. Mąż co chwilę biegał do apteki po herbatki pobudzające laktację, czytał w internecie co można zrobić. Oczywiście wstawał w nocy i przynosił mi do łóżka synka bym mogła go nakarmić, później go nosił i czekał aż mu się odbije. Wszystko po to żebym była wyspana…..bo zmęczenie też źle wpływa na laktację 😉 ale efektów ciągle nie było, synek nie tył i lekarz powiedział żeby przerzucić się na mm. Pomyślałam dobrze, będę podawała mleko, ale z karmienia piersią nie zrezygnuje. I ciągle przystawiałam synka do piersi, walczyłam o każdą krople. Przez jakieś pierwsze 3 miesiące Marcel spędził większość czasu na moich rękach. Mąż widział wszystkie te starania i chciał pomóc, któregoś dnia się obudziłam a jego nie było w domu. Byłam bardzo zaskoczona, ale po chwili pojawił się w drzwiach z kilkoma torbami. Były w nich warzywa, owoce(które jadłam na codzień). Mąż stwierdził,że może jeżeli będę jadła ich więcej to większa ilość witamin wspomoże laktację. Zdziwił mnie jednak innym zakupem….biustonosz 😉 stwierdził,że moje „są stare,niewygodne i blokują kanaliki mleczne”. A najlepsze jest to,że one były nowe-typowo do karmienia piersią. Podziękowałam mężowi, jego gest mnie bardzo wzruszył. A po chwili dostałam jeszcze jeden pakunek .Tort-oczywiście na osłodę. Najlepszy był jednak napis na nim: „mleczarnia bierze się do roboty i mijają Twe kłopoty”. Nie spodziewałam się czegoś takiego po moim mężu, byłam bardzo zaskoczona, szczęśliwa. Pomoc mojego męża była bezcenna, zaangażował się w 100%. Nie będę czarowała,że nagle zamieniłam się w „mleczarnie” ale ciągle próbowałam. Przystawiałam synka bardzo często do piersi. I trwało to 1.5 roku. Cieszę się z każdej kropli jaką mu podarowałam, z każdej chwili gdy patrzyłam w jego oczka tuląc go w ramionach. Podczas karmienia piersią nawiązujemy z dzieckiem szczególną więź-miłość. Teraz w czerwcu po raz drugi zostanę mamą. Niestety również czeka mnie cc i strasznie się boje kolejnych problemów z laktacją. A najgorsze jest to,że tym razem nie mogę liczyć na pomoc męża….

  • Anna Foltyn-Restel

    Jestem mamą rocznego synka Milana i karmię dalej z wielką przyjemnością. Milan to mój drugi syneczek. Z pierwszym mieliśmy ogromne trudności ponieważ żaden nie pokazał i nie pomógł i na dodatek miałam tyle pokarmu że nie wiedziałam co mam robić, ale to było 15 lat temu i karmiłam niecałe 4 miesiące. Teraz miałam wspaniałą położną którą mi pomogła od piewszych chwil naszego Milana i się udało, nawet wiedziałam jak ściągać pokarm i mrozic bo było tego bardzo dużo a nasz mały był straszny spioszek …..na szczęście wszystko się szybko uregulowało Ale bez pomocy się nie odbyło. Warto prosić o pomoc i to nie jest żaden wstyd więc przyszłe mamy bez żadnego strachu albo wyrzutu sumienia proście o pomoc bo warto.

  • Joanna Kuc

    [KONKURS z LOVI ]
    najcenniejszym wsparciem dla mnie była moja mama jak i mąż którzy dopingowali mnie aby karmić oraz nie pozwalali się poddać przy kryzysach. mój początek drogi mlecznej był dość prosty przynajmniej na początku dziecko ssalo jedynie ciężko było mi go przystawic nie chciał otwierać ładnie buźki ale tego się nauczyłam dzieki wsparciu poloznej w szpitalu za co jestem wdzięczna. różniez ta sama położna stwierdziła że mleka mam dla dwóch takich więc martwić się nie musiałam aż do momentu aż przyszedł nawał a brodawki były poranione zaczęła się hiperlaktacja i problemy z zastojami, piersi jak kamienie i ściąganie ręczne do uczucia ulgi dałam rade i przyzwyczaiłam się do takich kryzysów na dzień dzisiejszy dalej się karmimy a za niedługo mamy nadzieję że w tandemie się uda karmić.

  • Katarzyna Krawczyk

    Kasiu, ja bez konkursu, bo laktator Lovi zdobylam po ostatnim konkursie u Ciebie, ale czuję że muszę się odezwać 🙂 Twój wpis jest tak szczery i prawdziwy, że aż się wzruszyłam, zwłaszcza, że odnalazłam (znowu!) tyle podobieństw do swoich własnych doświadczeń! Moja córeczka pojawiła się na świecie równo dwa tygodnie po Kajtku. Nasze początki mlecznej drogi były super, bo mały mlekołak pięknie zaczął ssać już na sali porodowej. Ale dalej już nie było tak różowo… Mała sporo spadła na wadze, też musieliśmy zostać dłużej w szpitalu ze względu na podwyższoną bilirubine, a przez zmęczenie i chwilę nieuwagi przy przystawianiu cała jestem pogryziona. Walczymy więc z poranioną brodawką, a teraz też z zapaleniem piersi, ale zaciskam zęby i karmię mimo bólu, bo uwielbiam te nasze mleczne chwile i cudowną więź, która się między nami tworzy. Jeśli nie będzie poprawy to na pewno skorzystam z pomocy CDL, bo nie wyobrażam sobie zrezygnować z karmienia, zwłaszcza, że mleczko tak małemu glodomorowi smakuje i rośnie jak na drożdżach 🙂
    A laktator Lovi jest super, bardzo się przydaje w trudnych początkach mlecznej drogi, polecam wszystkim mamom! 🙂
    Pozdrawiam cieplutko!
    PS. Beksomama to totalnie ja! 😀
    PPS. Napisanie tego komentarza zajęło mi 5 karmień 🙂

  • Edyta7

    [KONKURS Z LOVI]
    #KarmienieToNieProblem

    Długo wyczekiwana ciąża, starania przez kilka lat w końcu dały swój OWOC! Pojawiły się dwie kreski ! Dziewięć miesięcy szczęścia, radości i tego oczekiwania na maleństwo, tej nadziei i wyobrażania sobie, jaką to wspaniałą MAMĄ będę! Od razu wiedziałam, że chcę karmić piersią, że nie zwiodą ani nie zniechęcą mnie gadania koleżanek że piersi obwisną, że będzie bolało, że mleko z proszki jest równie dobre ! Ja ? Ja czułam wewnętrzną chęć, miłość i potrzebę karmienia piersią, które dla mnie było karmieniem miłością .

    I tak po trudach, wyrzeczeniach, po ciężkich chwilach i trudnym porodzie, wzięłam w ramiona swojego synka ! Wszystko co złe od razu przestało mieć znaczenie, od razu poczułam się lepiej, poczułam się spełniona. Kamień spadł mi z serca . Czułam, że w końcu spełniły się moje marzenia! Czułam, że mogę przenosić góry, że nie straszny mi poporodowy ból, że jestem supermenem, bo dostałam MOC bycia Mamą !

    I właśnie ! Los mi dokopał ! Myślałam, że wszystko będzie pięknie, ładnie, wręcz bajkowo, tak jak sobie zaplanowałam ! Ale nie ! Przecież ja zawsze muszę mieć po górkę! Synek nie chciał mojej piersi, pokarmu początkowo nie było, piersi bolały, dostałam zapalenia ! Wszyscy mówili bym dała sobie spokój, bo „bez sensu” walczyć o coś czego nie ma, a co i tak jest nieistotne !

    Ale ! Ale ja zebrałam w sobie resztki sił, resztki chęci i ze wsparciem męża przyrzekłam sobie, że mi się uda, że chcę, że warto ! I ? Wraz z pomocą eksperta próbowałam coś robić w tym kierunku. Masowałam , pielęgnowałam, dużo piłam, dobrze się odżywiałam, imałam się każdej „iskierki” nadziei że mi się uda ! Bo tej batalii pamiętam jak dziś ten jeden, szczególny dzień . Przystawiłam synka do piersi a on? A on zaczął „ssać”. Ogromna radość, szczęście napłynęło mi do serca, a w oczach pojawły się łzy. Właśnie maż stanął w drzwiach ! Jego uśmiech od ucha do ucha mówił wszystko ! Podszedł, przytulił mnie i powiedział ” a widzisz, warto było się starać ! Nie warto było słuchać innych”. Dziś ? Wiem jedno! Nie żałuję! I choć muszę mierzyć się z bólem piersi, podrażnieniami to nie zrezygnuję z tego ! Bo … bo mam dla kogo się starać ! Bo widząc wpatrzony podczas karmienia we mnie wzrok synka, czuję się jak w siódmym niebie !

    Czuję, że moje kłopoty i smutki odchodzą, że problemy przestają mieć znaczenie, że spełniam się jako Mama ! Proszę Was kobiety ! Nie dajcie sobie wmówić że nie warto ! Bo warto ! To uczucie gdy pierwszy raz maluszek przyssał się do piersi ? Bezcenne ! I ominęłoby mnie to, gdybym zwątpiła, gdybym się poddała ! Dziś ? Pragnęłabym pomocy elektronocznego laktatora, który pomógłby mi zwiększyć ilość pokarmu, złagodzić ból i dać poczucie spokoju, bezpieczeństwa . Bo … bo bycie MAMĄ i karmienie piersią to najlepszy zawód na świecie ! Który rozwija, który daje więcej niż kariera, niż skarby świata ! Jest bezcenne i pełne pasji, pełne zaangażowania i szczęścia. Zaskakuje każdego dnia, dając nam niespodzianki, w postaci nowych czynności wykonywanych przez dziecko. Pozdrawiam, marząca o pomocy laktatora Lovi, Mama Edyta

  • Patrycja iwanicka

    [KONKURS Z LOVI]
    4 lata temu …. guz piersi, operacja i informacja operacyjna: jakby wszystko pójdzie dobrze do muszę się liczyć z problemami przy podobnym karmieniu piersią. Myślałam tylko o tym, że po prostu chce żyć. 1.5 roku później urodziło się moje moje szczęście. Synek Marcel. Niestety musiałam mieć cc z powodu pośladkowego ułożenia. Z laktacją był koszmar. Co chwilę przychodziły płynących i cisnęłymi piersi mówiąc, że „mleko ma małą w końcu lecieć bo dziecko głodne”. Wiedziałam o tym doskonale bo synek ciągle płakał, byłam zestresowana, przerażona. Lekarz podjał decyzje, że trzeba synka dokarmiać mm, ponieważ nie przybiera na wadze. Co chwile ktoś do mnie już sprawdził czy jedzenie już jest. Kazano mi pobudzać laktację, ale jak? Co jeszcze mam zrobić? Modliłam się żeby tylko synek przybrał na wadze, chciałam jak wrócić do domu. Nare wróciliśmy, problemy z laktacją były były, ale mój mąż okazał się wspaniały. Powtarzał mi, że mam się nie martwić, że będzie dobrze. Wiedzieliśmy oboje, że mleko mamy bardzo cenne, wartościowe i zdrowe. Mąż co chwilę biegał do apteki po herbatki pobudzającej laktację, czytał w sieci co można zrobić. Możesz wstawić w nocy i przynosił mi do łóżka synka bym mógł iść na nakarmić, później iść nosił i czekał aż mu się odbije. Wszystko po to żebym była wyspana ….. bo zimne, ale mała litość na laktację;) ale na parę rzeczy świeżą, ale nie do końca tęsknię za tobą. Pomyślałam dobrze, będę podawał mleko, ale z karmienia piersią nie zrezygnuje. I ciągle przystawiałam synka do piersi, walczyłam o każdą okazję. Przez jakieś pierwsze 3 miesiące Marcel spędził całą czas na moich rękach. Mąż widział wszystkie te gwiazdy i chciał pomóc, któregoś dnia się obudziłam w domu. Byłam bardzo zaskoczona, ale po chwili pojawił się w samochodzie z kilkoma torbami. Były w nich, owoce (które jadłam na kodzień). Mąż stały, że może nawet będę jadł więcej na tę ilość więcej niż witamin wspomoże laktację. Zdziwił mnie jednak los zakupów … biustonosz;) stwierdził, że moje „są stare, niewygodne i blokują kanaliki mleczne”. Najlepsze jest to, że jeden już nowe-typowo czy karmienia piersią. Podziękowałam mężowi, jego gest mnie bardzo wzruszył. Po chwili dostałam jeszcze jeden pakunek .Tort-oczywiście na osłodę. Najlepszy wynik jednak napis na nim: „mleczarnia się się roboty i mijają Twe kłopoty”. Nie spodziewałam się czegoś takiego po moim mężu, byłam bardzo zona, szczęśliwa. Moja waga, bez pomocy, w 100%. Nie będę czarowała, że ​​nagle zamieniłam się w „mleczarnie” ale wciąż decyzja. Przystawiałam synka bardzo często do piersi. I trwało do 1.5 roku. Cieszę się, że z każdej chwili patrzyłam na siebie w jej oczach. Podczas karmienia piersią nawiązuje kontakt z dzieckiem. Teraz w czerwcu po raz drugi zostanę mamą. Niestety także czas pracy z laktacją. A najgorsze jest to, że tym razem nie mogę liczyć na pomoc … Niestety także czas pracy z laktacją. A najgorsze jest to, że tym razem nie mogę liczyć na pomoc … Niestety także czas pracy z laktacją. A najgorsze jest to, że tym razem nie mogę liczyć na pomoc …

  • Danuta Stelmaszczyk

    [KONKURS z LOVI]
    Kiedy urodziłam synka, ważna była każda chwilka
    pokochałam go od pierwszego wejrzenia
    chciałam mu podarować wszystko i spełnić jego marzenia
    Wiedziałam jak ważne jest naturalne karmienie, teraz w drugiej ciąży
    mam postanowienie, aby karmić dłużej moją córeczkę, by dać jej od siebie wszystko co najlepsze.
    Pamiętam, że przy synku mąż był mi największym wsparciem w karmieniu
    potrafił rozwiać wszelkie wątpliwości w oka mgnieniu.
    Zachęcał mnie do częstego przystawienia, parzył herbatki na laktację, doceniał wszystkie starania.
    A gdy czasami odciągałam mleczko laktatorem, podawała synkowi w nocną porę
    bym mogła wstać wypoczęta do synka
    i by radośnie nam rosła kruszynka:)
    Kiedy z laktacją problemy miałam, właśnie od męża wsparcie dostałam- on dopingował mnie w walce o mleczko
    Wiem, że tak samo będzie z córeczką:)
    Powtarzał: Twoje mleko ma przeciwciała, żadna mieszanka ich nie będzie miała
    A kiedy synek ssał we mnie wtulony mówił: popatrz jaki jest zadowolony,jak zdrowo rośnie, pięknie przybiera, jak spokojnie sobie na ciebie spoziera!
    Chętnie podawał mi synka i w dzień i w nocy, nigdy mi nie odmówił pomocy.
    Nie pytał czy obiad przygotowany, gdy synek chciał spędzić dzień przy piersi mamy.
    To on często robił obiad czy śniadanie.
    Wiedział, że karmienie to poświecenie i wyzwanie.
    I nie zawsze z łatwością przychodzi każdej mamie.
    Wiem,że tym razem również mogę liczyć na jego wsparcie,
    w chwilach zwątpienia na łez otarcie.
    Na szczery doping i przytulenie, a przede wszystkim- na zrozumienie.
    Wiem, że doceni moje starania, już mi pomaga w przygotowaniach.
    Z radością wyprawkę kompletujemy i naszej córci oczekujemy!
    Może tym razem przygoda z karmieniem będzie o wiele dłużej trwać?
    Tak bym jej kiedyś mogła powiedzieć: dałam Ci wszystko, co mogłam dać.

  • Marzena Griner

    [KONKURS z LOVI]
    Mój pierwszy syn urodził się po tym jak w 28. tygodniu odeszły mi wody… jeszcze 4 tygodnie walczyliśmy zanim pojawił się na świecie… wiedziałam że moje mleko jest dla niego czymś więcej niż pokarmem… cudownym lekarstwem… mimo wsparcia z wielu stron i mozolnej pracy nad laktacją udało mi się karmić tylko 4 miesiące… za dwa tygodnie przywitamy naszego drugiego synka… na szczęście tym razem w terminie i skorzystam z każdego wsparcia by karmić jak najdłużej… czytam różne blogi – takie jak ten, dający wiarę, że mimo iż często nie jest łatwo to trzeba wierzyć do końca, skorzystam z pomocy poradni laktacyjnej i certyfikowanego doradcy laktacyjnego i oczywiście rad mojej cudownej mamy, która zawsze mnie we wszystkim wspiera!

  • TenTaTo

    Konkurs z Lovi
    Będzie troche nieskladnie, bo kiepski pisarz ze mnie. Postanowiłem sie dopisac, bo u nas w szpitalu bylo zupelnie inaczej niz u Pani. Kiedy maly sie urodzil, zona bardzo chciala karmic piersia. Ale po porodzie byla strasznie wykonczona, bo maly mial ponad 4500, a zona rodzila naturalnie. Mimo to, pierwszą noc przystawiala. Ale maly wciaz chcial do piersi- calą noc i kolejny dzien. Drugiej nocy zaczela sie podłamywac. Zapytala poloznych co robic, bo maly wciaz glodny, a one przyniosly… mleko modyfikowane. Zona zadzwonila do mnie z placzem. Chcialbym tu powiedziec, ze okazalem sie najwiekszym wsparciem… ale nie jest to do konca prawda. Niezbyt mialem pojecie jak to powinno wygladac, wiec powiedzialem zonie, ze skoro nie ma mleka, to trzeba dac sztuczne i tyle. W sumie bylem zaskoczony, ze z karmieniem moze byc jakikolwiek problem. Tyle sie kobiet widzi w parku, czy miescie, jak siadaja na lawce, przystawiaja dziecko… i juz. Nikt nie mowil, ze moze byc inaczej. Ale tez, prawde mowiac, zadne z nas o tym nie myslalo przed porodem. I tak zona dala to sztuczne, ale maly je od razu ulał spowrotem. Wiec sie zawziela i przystawiala cala kolejną noc. Laktacyjna wpadla rano na chwile, tylko po to zeby stwierdzic „no dawanie dziecku sztucznego w drugiej dobie to duzy blad” i odhaczyc ze w ogole byla. I tyle. Troche sie zirytowałem. A potem zone wypisali. I zostalisny sami z tą naszą niewiedzą. Żona zaczynala sie coraz bardziej martwic, bo wprawdzie maly nie placze, ale caly czas chce byc przy piersi i nie wiadomo wlasciwie czy sie najada, wiec zadzwonilem po doradce laktacyjnego… i tu był kolejny błąd. Pani miła, ale kazała ważyć dziecko co dzień, potem cos tam policzyla i wyszlo jej ze maly nie przybiera jak powinien i koniecznie dokarmiac trzeba. Zonie to nie pasowalo wcale, bo chciala koniecznie swoim mlekiem karmic, zreszta balismy sie ze maly zwroci sztuczne, jak w szpitalu. Na szczęście przyjaciolka zony, ktora sama ma juz odkarmione maluchy, wpadla i gdy opowiedzielismy o tym nieprzybieraniu, okazalo sie ze jej maluchy tez nie przybieraly pierwszy miesiac, a potem bylo ok. Wiec postanowilismy nie panikowac i poki maly nie bedzie plakal z glodu, zona po prostu bedzie karmic piersia. Na wszelki wypadek (dla spokoju ducha) kupilem kilka saszetek modyfikowanego i wrzucilem do szafy. To bylo trzy miesiace temu. I nadal tam leża, nietkniete. A maly jak wisial na piersi, tak nadal wisi (az mu zazdroszcze…). Ale na szczescie juz troche mniej niz w pierwszym miesiącu, bo mimo, ze staralem sie odciążyc troche zone, to i tak wygladala jak cień. A teraz zaczyna się usmiechac i widze, ze to karmienie sprawia jej coraz wieksza radosc. Az czasem załuje ze nie dowiem sie jak to jest 😉 ale zawsze moge pokarmic z butelki, jak zona sciagnie 😉

  • Katarzyna Łebkowska

    [KONKURS z LOVI]
    Od początku ciąży wiedziałam, że chce karmić piersią. Wiedziałam również, że moje piersi nie są najlepszym na to materiałem, ze względu na małe brodawki. Kiedy na świecie pojawił się Krzyś usilnie starałam się zrealizować postanowienie z ciąży. Dzięki personelowi szpitala udawało nam się to, przy wykorzystaniu nakładek. Jednak w kolejnych dniach nasze karmienie nieywyglądało najlepiej, co zaskutkowało bólem i krwawieniem brodawek. Wtedy zrezygnowałam. Zaczęłam odciągać pokarm i dawać go Maluszkowi w butelce. Wytrzymałam tak cztery tygodnie. Wstawanie w nocy raz do dziecka a raz do piersi, aby je odciągnąć, było koszmarem. Do tego Mały jadł bardzo lapczywie, co skutkowało problemami z odbiciem i dużymi wzdęciami. Wiedziałam, że albo teraz przejdę z powrotem na pierś
    albo zrezygnuję, poddam się i przejdę na mleko modyfikowane. Zauważyłam, że laktator zdołał wyciągnąć moje brodawki na tyle, aby spróbować znowu KP. Przez kilka dni usilnie starałam się przustawić Krzysia do piersi. On się denerwował, plakał, a ja razem z nim. Oduczyć sześciotygodniowe dziecko butelki to jednak nie lada wyczyn. Postanowiłam więc poprosić o pomoc doradcę laktacyjnego. Ponieważ mieszkam w małej miejscowości nie miałam dużego wyboru. Pani wysłuchała mojego problemu i obiecała, że oddzwoni w ciągu 30 minut, aby się umówić na spotkanie. Minęła doba, ona milczała, dzwoniłam do niej czterokrotnie, bez skutku. Załamana zadzwoniłam do siostry. I teraz żałuję, że nie zrobiłam tego od razu. Siostra, matka trójki dzieci z czwartym w drodze, przyjechała do mnie i cały dzień poświęciła na to, aby mnie instruować dawać rady i wskazówki, a kiedy się denerwowałam, że nie wychodzi brała Maluszka na ręce i mówiła „Mamusia się teraz troszkę uspokoi, a ja Ciebie utulę”. Dzięki temu mogłam zacząć od początku, na spokojnie. Dzięki mojej siostrze karmię już trzeci dzień, a butelka poszła w od stawkę. Wiem, że za nic w świecie nie popełnię błędu z butelką. W końcu wstaję w nocy z przyjemnością, a nie z obowiązku. Nie mogłam trafić na lepszego doradcę.

  • Oh jej, to prawda – ten tekst o instykcie i naturalności to stek bzdur. Instynktownie ok, JJ sama się ślicznie przystawiła tuż po porodzie, ale dalej już nie było tak fajnie – darła sie pół roku o wszystko a my tylko stawaliśmy na rzęsach aby jej pomóc… nic nie było instynktowne a z powodu wujka googla podejrzewaliśmy u niej moc najgorszych chorób i schorzeń. Teraz z drugim, mamy większe doświadczenie i umiemy bardziej odpuścić, i może jest naturalniej i instynktowniej, ale tylko dlatego, że mam doświadczenie. Jednak i tak gdy M wpada w ryk, a P pyta co jej może być, jedyne co umiem powiedzieć to „nie wiem” 🙂 Jedyne gdy drze się na jedzenie to umiem to jakoś rozróżnić 🙂

  • Katarzyna

    [KONKURS z LOVI]
    Bardzo mi smutno, ze nie udało ci ominąć stresowych sytuacji, ale dałaś rade i to najważniejsze.Jesteś bardzo dzielna! I jak pięknie razem wyglądacie! Trzymak kciuki, by wasza droga mleczna była jak najdłuższa i oczywiście bez przeszkód!

    U nas też nie było kolorowo, ale daliśmy rade. Syna karmiłam do 10 miesiąca z piersi choć na początku nie obeszło się bez laktatora. Godziny spędzone z ręcznym laktatorem, bark snu, cierpnące ręce i głodne płaczące dziecko na rękach męża i steres wcale nie pomagały. Ale było warto! U nas było o tyle lepiej/gorzej (?) (bo sama nie wiem), że problem z mlekiem zaczął się dopiero w 6 tygodniu i trwał do 3 miesiąca( pod koniec chyba tylko w mojej głowie), i choć niestety w otoczeniu nie znalazłam wsparcia to zbawieniem okazało się forum Lovi, dzięki wsparciu można powiedzieć obcych osób i upartości osła wygrałam walkę! Jednak, że życie płata różne historie i zaszłam szybko w drugą ciążę ( o zgrozo, dalej mi się wydaje, że mnie przy tym nie było) to mój syn jako dżentelmen, zrezygnował z cycusia i parę kropelek, które uciągnę starym laktatorem wypija z kubeczka. I teraz przed cc marze o zdobyciu wsparcia od Experta, który zamiast stresu da mi chwile wytchnienia i spokojnego ducha bo podobno od laktatora expert nie ma lepszego zbawienia przy kłopotach na początkach mlecznej drogi.

  • Magdamagda

    [KONKURS Z LOVI]
    Od kiedy zaczęłam myśleć o macierzyństwie byłam pewna, że będę karmić piersią. Przecież to takie oczywiste, naturalne i co najważniejsze najzdrowsze dla dziecka. Chciałam zapewnić mojej kruszynce optymalny początek życia, a na pytanie „karmisz?”, z dumą odpowiadać „tak, karmię!” Podobno 95 % wszystkich matek jest w stanie karmić dziecko piersią, więc i ja chciałam wykorzystać tę szansę.
    Byłam przekonana, że nie może być w tym nic trudnego, do momentu zderzenia się z rzeczywistością.
    Po porodzie zostałam uśpiona w celu usunięcia łożyska. Ten cenny czas, podczas którego dziecko powinno być po raz pierwszy przystawione do piersi nie był nam dany. Po wybudzeniu nie było nawet możliwości, żebym wstała z łóżka, problem z ciśnieniem i z tętnem, zawroty głowy. Położna zabrała małą na noc żebym mogła wypocząć…i tutaj zaczął się nasz dramat. Michalina została nakarmiona butelką, z której jak wiadomo mleko leci łatwiej niż podczas ssania piersi. Kiedy mi ją oddali nie mogłam się doczekać przystawienia małej. Brak stosownej wiedzy sprawił momentalnie, że te chwile karmienia, które miały być tak piękne zamieniły się w koszmar. Po jednym dniu nie byłam w stanie nawet dotknąć piersi. Biust mam dość obfity, pokarmu nie brakowało, położna stwierdziła, że z takim arsenałem mogłabym wykarmić pół szpitala, a ja zalewałam się łzami bo nie byłam w stanie nakarmić własnego dziecka. Już sama zaczęłam prosić o dokarmienie małej, choć wiedziałam że to tylko pogorszy sytuację..”cycek to cycek”- usłyszałam od położnej, więc zacisnęłam zęby i starałam się, żeby Michalina zjadła choć trochę. Widok matki leżącej obok, która z uśmiechem na twarzy karmiła swoje maleństwo dołował jeszcze bardziej. Po całej nocy męczarni, nad ranem do sali weszła Pani Basia, anioł nie kobieta, nasze wybawienie. Przyszła z pomocą w najlepszym momencie – zrezygnowana miałam już sama iść po butelkę. Pani Basia, położna na wagę złota, pokazała najlepszą pozycję do karmienia przy dużym biuście, przyniosła kompresy na piersi, zaproponowała używanie kapturków, które okazały się najlepszym wyjściem. Dzisiaj mija tydzień, tydzień karmienia piersią, które w końcu zaczyna cieszyć. Nie jest jeszcze idealnie ale wiem, że będzie. Będziemy walczyć dalej, mimo że Miśka czasem jeszcze podgryza, ale cierpliwości i silnej woli nam nie brakuje 🙂
    Pozdrawiam wszystkie mamy- Magda, mama tygodniowej Michaliny 🙂

  • Sylwia Mielczarek

    Konkurs z lovi

    Jestem mamą 4letniej Tosi. Jeszcze w trakcie ciąży mowilam że karmic bede góra pół roku, jednak przy próbie podania 4 rodzaju mleka modyfikowanego i ciągłych wymiotow po nich zmieniłam zdanie. Karmiłam córkę 2lata 8 miesięcy😀 dzięki wsparciu i motywacji męża i mojej mamy ktora sama karmiła mnie 2lata,dałam radę będąc smoczkiem i uspokajaczem w jednym, a moja córka rzadko kiedy miala katar i inne infekcje. Obecnie jestem w drugiej ciąży i nie wyobrażam sobie nie karmic swojego synka. Mam nadzieję że będę mogła mu dawać wszystko co najlepsze jak najdłużej.

  • Patrycja iwanicka

    Konkurs z Lovi

    4 lata temu …. guz piersi, operacja i informacja : jeśli wszystko pójdzie dobrze muszę liczyć się z problemami przy ewentualnym karmieniu piersią. Myślałam tylko o tym, że po prostu chce żyć. 1.5 roku później urodziło się moje największe szczęście. Synek Marcel. Niestety musiałam mieć cc z powodu pośladkowego ułożenia. Z laktacją był koszmar. Co chwilę przychodziły położne i cisnęły mi piersi mówiąc, że „mleko ma w końcu lecieć bo dziecko głodne”. Wiedziałam o tym doskonale bo synek ciągle płakał, byłam zestresowana, przerażona. Lekarz podjał decyzje, że trzeba synka dokarmiać mm, ponieważ nie przybiera na wadze. Co chwile ktoś do mnie przychodził i sprawdzał czy mleko już jest. Kazano mi pobudzać laktację, ale jak? Co jeszcze mam zrobić? Modliłam się żeby tylko synek przybrał na wadze, chciałam jak najszybciej wrócić do domu. Nareszcie wróciliśmy, problemy z laktacją nadal były, ale mój mąż okazał się wspaniały. Powtarzał mi, że mam się nie martwić, że będzie dobrze. Wiedzieliśmy oboje, że mleko mamy jest bardzo cenne, wartościowe i zdrowe. Mąż co chwilę biegał po apteki po herbatki pobudzającej laktację, czytał w sieci co można zrobić. Mąż wstawał w nocy i przynosił mi do łóżka synka bym mogła go nakarmić, później go nosił i czekał aż mu się odbije. Wszystko po to żebym była wyspana ….. bo zmęczenie też ma wpływ na laktację;) ale Marcelek nadal nie przybierał na wadze. Lekarz nakazał karmienie mm. Pomyślałam dobrze, będę podawał mleko, ale z karmienia piersią nie zrezygnuje. Przez jakieś pierwsze 3 miesiące Marcel spędzał większość czasu na moich rękach. Mąż widział jak mi zależy i też się nie poddawał. Chciał pomóc, któregoś dnia się obudziłam a jego nie było w domu. Byłam bardzo zaskoczona, ale po chwili pojawił się z kilkoma torbami. Były w nich, owoce i warzywa (które jadłam na codzień). Mąż stwierdził,że większą ilość witamin wspomoże laktację. Zdziwił mnie jednak inny zakup… biustonosz;) stwierdził, że moje „są stare, niewygodne i blokują kanaliki mleczne”. Najlepsze jest to, że miałam nowe-typowo do karmienia piersią. Podziękowałam mężowi, jego gest bardzo mnie wzruszył. Po chwili dostałam jeszcze jeden pakunek. Tort-oczywiście na osłodę. A na nim napis: „mleczarnia bierze się do roboty i mijają Twe kłopoty „. Nie spodziewałam się czegoś takiego po moim mężu, byłam bardzo zaskoczona i szczęśliwa. Nie będę czarowała, że ​​nagle zamieniłam się w „mleczarnie” ale wciąż walczyłam. Przystawiałam synka bardzo często do piersi. I trwało to 1,5 roku. Cieszę się, że z każdej kropli mleka jaką podarowałam synkowi. Z każdej chwili karmienia, trzymając synka w ramionach patrzyłam w jego oczy. Podczas karmienia piersią nawiązuje się wyjątkowy kontakt z dzieckiem. Teraz w czerwcu po raz drugi zostanę mamą. Niestety także będzie cc. A najgorsze jest to, że tym razem nie mogę liczyć na pomoc męża…

  • Izabela Borusińska

    [Konkurs z Lovi]
    Najcenniejsze wsparcie podczas karmienia otrzymałam ze strony męża iiii….laktatora;)
    Pierwsza ciąża, pierwsze dziecko, pierwsze przygotowywanie…Miało to wyglądać pięknie i jak w bajce. Oczytana i przygotowana perfekcyjnie w temacie karmienia piersią nie mogłam doczekać się dnia kiedy to nastąpi. Cóż…po nieoczekiwanym cc pokarmu brak…Wsparcia ze strony położnych brak…Chęci synka na złapanie brodawki brak…Ja w tym wszystkim prawie sama i załamana. Jednak był przy mnie mąż! Tak kochane mąż był przy mnie dzień i noc dając mi to niesamowite wsparcie, którego tak potrzebowałam. Chodził dzielnie do położnych, nawet załatwił wizytę koleżanki, która była doradczynią laktacyjną. Poczułam wtedy, że może się to jeszcze wszytko udać, choć wiedziałam, że dużo pracy przed nami. Synuś był bardzo niecierpliwy, nerwowy i wiele niby sprawdzonych sposobów zawiodło. Powoli małymi kroczkami udało się…synek zaczął łapać brodawkę i jeść. Lecz musiałam długo ściągać pokarm, żeby go nakarmić choć troszkę, by zaspokoić jego pierwszy głód i móc próbować przystawiać. To właśnie mąż kupił mi laktator. Był to właśnie laktator firmy LOVI. NA pytanie skąd wiedział jaki jest najlepszy, odpowiedział, że czytał na forach i nawet zapisał się na grupę dla mam karmiących. Czy nie uważacie, że takie wsparcie to było coś cudownego? Przez te wszystkie miesiące mąż w nocy wstawał razem ze mną do małego, by mi pomóc. Nawet by czasem tylko posiedzieć przy mnie. On wiedział, że to dla mnie znaczy dużo. Nie byłam zostawiona sama sobie. A przede wszystkim on zaczął wierzyć za nas dwoje, że wszystko się uda!
    Po wielu miesiącach z tym moim przyjacielem Lovi oddałam go drugiej potrzebującej mamie. Myślę, że służy jej dzielnie. Jednak jak to los czasem płata figla okazało się, że sama będę mamą po raz drugi. Teraz uzbrojona od razu w takie wsparcie jak ten laktator z konkursu, wiem, że nie straszne będą mi żadne obawy i kłopoty mogące się pojawić na mojej drodze. A myślę, że potem dalej pójdzie on znowu w świat służyć kolejnym. I nie będę musiała wreszcie prosić się w szpitalu o jaką kolwiek pomoc!
    Karmienie to naprawdę nie problem mając wpsarcie w postaci kogoś bliskiego i odpowiedniego pomocnika-asystenta;)

    Kochany mężu dziękuję za wsparcie!
    To wielkiego medalu jest warte!
    Za Twoją pomoc nieocenioną i obecność
    Troskę, zaangażowanie i waleczność

    Bo na początku pomimo zwątpienia
    Mojej wiedzy i nieumiejętności zawiedzenia
    Dawałeś nadzieję i wierzyłeś we mnie!
    Nie znalazłam się na dnie!

    Znalazłeś dla mnie pomoc skuteczną!
    By pomóc mi rozpocząć drogę mleczną!
    Laktator Lovi zakupiłeś świetny!
    Mój asystent konieczny!

  • Hania

    [KARMIENIE Z LOVI ]

    Mleczna droga kojarzy mi się z czymś błogim, spokojnym. W moim przypadku nie było ani błogo ani spokojnie. Od samego początku los kładł mam kłody pod nogi, ale walczyliśmy. Do dziś się zastanawiam skąd wzięła się ta determinacja, walka o każdą kroplę mleka. Gdy pojawiły się problemy ze wsparciem było różnie. Personel medyczny niby pomagał, ale bez przekonania. Buteleczki z mm rozdawane na dobry sen… przystawianie do piersi było dla mnie lekko przerażające. Nie wiem jak to opisać, ale było w tym coś na siłę. Myślałam, że tak ma być, przecież oni mają doświadczenie, ale w głębi serca czułam, że to nie to. Gdy zapłakana przystawiałam Malucha do piersi z pomocą przyszła siostra współlokatorki. Zaproponowała pomoc, gdyż karmiłam swoje dzieci ponad 2 lata. Po raz pierwszy ktoś uświadomił mi od czego zacząć – uspokoić się, usiąść w wygodnej pozycji, ulozyc Maluszka – na spokojnie. Do dziś pamiętam jak ciepło na sercu mi się zrobiło. Wtedy uświadomiłam sobie o co w tym wszystkim chodzi. Nie o sam pokarm, choć to skarb. Zrozumiałam co to znaczy karmienie miłością. Niby proste, naturalne , oczywiste a jednak gdzieś w szale biegania i proszenia o pomoc coś mi umknęło. Czasem potrzebna jest dobra dusza na naszej mlecznej drodze. Doświadczona koleżanka, która powie, że będzie dobrze.

  • Ania Niem

    [KONKURS z LOVI]
    Znacie haj oksytocynowy? To uczucie, gdy po pierwszych kilkunastu sekundach karmienia odchodzi wszelka złość i sfrustrowanie, a w zamian tego spływa na was blogi spokój i liczy się tylko obecna chwila, Ty i Twoje dziecko?

    Tak działa od początku na mnie mój Mąż. Lepiej niż oksytocyna, lepiej niz hydroksyzyna 😉 Od pierwszych karmień (do których był przygotowany co najmniej tak dobrze jak ja) uspokajał mnie i wspierał, dzięki czemu ja byłam wyluzowana i wierzę, że to było kluczem do sukcesu w karmieniu w naszym przypadku.
    W dodatku mój Mąż uznaje karmienie za tak naturalną rzecz, że nie straszne nam żadne warunki, co pozwala mi karmić np. z takimi widokami (a wiecie, jak to dopiero uspokaja?) https://uploads.disquscdn.com/images/a09791af29851780b60d72846741844113b02952a2707034d7cd6a41bd1b11c4.jpg (Tatry, Wielka Polana Małołącka)

  • Anna Kolanowska

    Konkurs z Lovi

    Karmienie dopiero przede mną, bo maluszek pojawi się na świecie dopiero w październiku.

    O jakim wsparciu marzę? Wiem, że może być różnie, każda z bliskich mi kobiet, moich przyjaciółek, swoją przygodę z karmieniem rozpoczynała różnie – było i mocno pod górkę przez 2 miesiące, ale też w miarę łagodnie, za to z szybką utratą pokarmu… Nie wiem jak będzie ze mną, ale wiem, że chcę karmić piersią. Nie będzie przy mnie Mamy i jej na pewno nieocenionych sprawdzonych przez lata sposobów, bo niestety tak się potoczył los. Dlatego możliwość wsparcia przez Certyfikowane Doradcę Laktacyjnego daje mi poczucie większego komfortu i spokoju. Nie miem jakie przygody mnie spotkają, ale świadomość, że niezależnie od ich rodzaju mam do pomocy doradcę, który będzie wiedział jak pomóc, jest bardzo cenna!
    Uściski dla wszystkich Mam!

  • Patrycja iwanicka

    Konkurs z lovi
    4 lata temu….guz piersi, operacja i informacja jaką otrzymałam: jeżeli wszystko pójdzie dobrze to muszę się liczyć z problemami przy ewentualnym karmieniu piersią. Myślałam wtedy tylko o tym,że po prostu chce żyć. 1.5 roku później urodziło się moje największe szczęście. Synek Marcel. Niestety musiałam mieć cc z powodu pośladkowego ułożenia. Z laktacją był koszmar. Co chwilę przychodziły położne i cisnęłymi piersi mówiąc, że „mleko ma mi w końcu lecieć bo dziecko głodne”. Wiedziałam o tym doskonale bo synek ciągle płakał, byłam zestresowana, przerażona. Lekarz podjał decyzje,że trzeba synka dokarmiać mm, ponieważ nie przybiera na wadze. Co chwile ktoś do mnie przychodził sprawdzał czy pokarm już jest. Kazano mi pobudzać laktację, ale jak? Co jeszcze mam zrobić? Modliłam się żeby tylko synek przybrał na wadze, chciałam jak najszybciej wrócić do domu. Nareszcie wróciliśmy, problemy z laktacją ciągle były, ale mój mąż okazał się wspaniały. Powtarzał mi,że mam się nie martwić,że będzie dobrze. Wiedzieliśmy oboje,że mleko mamy jest bardzo cenne, wartościowe i zdrowe. Mąż co chwilę biegał do apteki po herbatki pobudzające laktację, czytał w internecie co można zrobić. Oczywiście wstawał w nocy i przynosił mi do łóżka synka bym mogła go nakarmić, później go nosił i czekał aż mu się odbije. Wszystko po to żebym była wyspana…..bo zmęczenie też źle wpływa na laktację 😉 ale efektów ciągle nie było, synek nie tył i lekarz powiedział żeby przerzucić się na mm. Pomyślałam dobrze, będę podawała mleko, ale z karmienia piersią nie zrezygnuje. I ciągle przystawiałam synka do piersi, walczyłam o każdą krople. Przez jakieś pierwsze 3 miesiące Marcel spędził większość czasu na moich rękach. Mąż widział wszystkie te starania i chciał pomóc, któregoś dnia się obudziłam a jego nie było w domu. Byłam bardzo zaskoczona, ale po chwili pojawił się w drzwiach z kilkoma torbami. Były w nich warzywa, owoce(które jadłam na codzień). Mąż stwierdził,że może jeżeli będę jadła ich więcej to większa ilość witamin wspomoże laktację. Zdziwił mnie jednak innym zakupem….biustonosz 😉 stwierdził,że moje „są stare,niewygodne i blokują kanaliki mleczne”. A najlepsze jest to,że one były nowe-typowo do karmienia piersią. Podziękowałam mężowi, jego gest mnie bardzo wzruszył. A po chwili dostałam jeszcze jeden pakunek .Tort-oczywiście na osłodę. Najlepszy był jednak napis na nim: „mleczarnia bierze się do roboty i mijają Twe kłopoty”. Nie spodziewałam się czegoś takiego po moim mężu, byłam bardzo zaskoczona, szczęśliwa. Pomoc mojego męża była bezcenna, zaangażował się w 100%. Nie będę czarowała,że nagle zamieniłam się w „mleczarnie” ale ciągle próbowałam. Przystawiałam synka bardzo często do piersi. I trwało to 1.5 roku. Cieszę się z każdej kropli jaką mu podarowałam, z każdej chwili gdy patrzyłam w jego oczka tuląc go w ramionach. Podczas karmienia piersią nawiązujemy z dzieckiem szczególną więź-miłość. Teraz w czerwcu po raz drugi zostanę mamą. Niestety również czeka mnie cc i strasznie się boje kolejnych problemów z laktacją. A najgorsze jest to,że tym razem nie mogę liczyć na pomoc męża….

  • Patrycja iwanicka

    4 lata temu….guz piersi, operacja i informacja jaką otrzymałam: jeżeli wszystko pójdzie dobrze to muszę się liczyć z problemami przy ewentualnym karmieniu piersią. Myślałam wtedy tylko o tym,że po prostu chce żyć. 1.5 roku później urodziło się moje największe szczęście. Synek Marcel. Niestety musiałam mieć cc z powodu pośladkowego ułożenia. Z laktacją był koszmar. Co chwilę przychodziły położne i cisnęłymi piersi mówiąc, że „mleko ma mi w końcu lecieć bo dziecko głodne”. Wiedziałam o tym doskonale bo synek ciągle płakał, byłam zestresowana, przerażona. Lekarz podjał decyzje,że trzeba synka dokarmiać mm, ponieważ nie przybiera na wadze. Co chwile ktoś do mnie przychodził sprawdzał czy pokarm już jest. Kazano mi pobudzać laktację, ale jak? Co jeszcze mam zrobić? Modliłam się żeby tylko synek przybrał na wadze, chciałam jak najszybciej wrócić do domu. Nareszcie wróciliśmy, problemy z laktacją ciągle były, ale mój mąż okazał się wspaniały. Powtarzał mi,że mam się nie martwić,że będzie dobrze. Wiedzieliśmy oboje,że mleko mamy jest bardzo cenne, wartościowe i zdrowe. Mąż co chwilę biegał do apteki po herbatki pobudzające laktację, czytał w internecie co można zrobić. Oczywiście wstawał w nocy i przynosił mi do łóżka synka bym mogła go nakarmić, później go nosił i czekał aż mu się odbije. Wszystko po to żebym była wyspana…..bo zmęczenie też źle wpływa na laktację 😉 ale efektów ciągle nie było, synek nie tył i lekarz powiedział żeby przerzucić się na mm. Pomyślałam dobrze, będę podawała mleko, ale z karmienia piersią nie zrezygnuje. I ciągle przystawiałam synka do piersi, walczyłam o każdą krople. Przez jakieś pierwsze 3 miesiące Marcel spędził większość czasu na moich rękach. Mąż widział wszystkie te starania i chciał pomóc, któregoś dnia się obudziłam a jego nie było w domu. Byłam bardzo zaskoczona, ale po chwili pojawił się w drzwiach z kilkoma torbami. Były w nich warzywa, owoce(które jadłam na codzień). Mąż stwierdził,że może jeżeli będę jadła ich więcej to większa ilość witamin wspomoże laktację. Zdziwił mnie jednak innym zakupem….biustonosz 😉 stwierdził,że moje „są stare,niewygodne i blokują kanaliki mleczne”. A najlepsze jest to,że one były nowe-typowo do karmienia piersią. Podziękowałam mężowi, jego gest mnie bardzo wzruszył. A po chwili dostałam jeszcze jeden pakunek .Tort-oczywiście na osłodę. Najlepszy był jednak napis na nim: „mleczarnia bierze się do roboty i mijają Twe kłopoty”. Nie spodziewałam się czegoś takiego po moim mężu, byłam bardzo zaskoczona, szczęśliwa. Pomoc mojego męża była bezcenna, zaangażował się w 100%. Nie będę czarowała,że nagle zamieniłam się w „mleczarnie” ale ciągle próbowałam. Przystawiałam synka bardzo często do piersi. I trwało to 1.5 roku. Cieszę się z każdej kropli jaką mu podarowałam, z każdej chwili gdy patrzyłam w jego oczka tuląc go w ramionach. Podczas karmienia piersią nawiązujemy z dzieckiem szczególną więź-miłość. Teraz w czerwcu po raz drugi zostanę mamą. Niestety również czeka mnie cc i strasznie się boje kolejnych problemów z laktacją. A najgorsze jest to,że tym razem nie mogę liczyć na pomoc męża….

  • Natalia

    Konkurs z Lovi

    Kiedy byłam w ciąży z pierwszą córeczką zapisałam się do szkoły rodzenia. Myślałam, że tam zostaną objawione mi wszystkie tajniki porodu i macierzyństwa. Na zajęciach dowiedział się wiele, nikt jednak nie wspomniał nigdy, że po porodzie mogą pojawić się problemy z karmieniem piersią. Dlatego kiedy okazało się, że karmienie Hani sprawia mi trudności i nie jest to taka prosta sprawa jak sobie wyobrażałam przeżyłam ogromy szok i rozczarowanie. Rozczarowana byłam przed wszystkim moją własna osobą bo czułam, że coś ze mną matka jest nie tak. Pielęgniarki w szpitalu jednocześnie wywierały presję, aby karmić jak najwięcej, a jednocześnie ciągle proponowały sztuczną mieszankę, a ja czułam się strasznie skołowana całą tą sytuacją. Rodzina też nie poprawiała sytuacji, kiedy słyszałam komentarze ” że współczesnym mamom nie chce się karmić dziecka piersią i idą na łatwiznę wybierając mleko w proszku” Osobiści bardzo chciałam karmić naturalnie, ale poziom mojej frustracji z każdym dniem tylko pogarszał sprawę. Pokarmu z dnia na dzień miałam coraz mniej, a rozkręcanie laktacji było dla mnie jakimś abstrakcyjnym pojęciem. Teraz już wiem, że w moim przypadku głównym problemem małej ilości pokarmu był stres- ten związany z porodem i presją otoczenia, a także wysokimi oczekiwaniami jakie sobie stawiałam. P z karmieniem rozpoczął się „w głowie”. Aktualnie jestem w drugiej ciąży i wiem, że teraz do tematu karmienia podejdę z większym luzem. Przygotuję się lepiej do szpitala, tak aby zapewnić sobie komfortowe warunki karmienia- rogal, miękka poduszka pod pupę i laktator- ostatnio nie zabrałam żadnej z tych rzeczy i bardzo tego żałuję- kilkugodzinne karmienie na twardym krześle z obolałymi częściami intymnymi i piersiami to mały koszmar. W domu również zadbam, żeby czas karmienia był dla mnie i dla maleństwa czasem szczególnej bliskości i wyciszenia ( dobry serial, muzyka, audiobook) myślę, że u mnie sprawdza się idealnie. Moim zdaniem w tych ciężkich chwilach walki z karmieniem zabrakło mi osoby, która wsparłaby mnie psychicznie i wyjaśniła, że najważniejszą sprawą w karmieniu jest wrzucenie na luz i spokój. Chyba tak najszybciej pozbyłabym się blokady, która miałam w głowie 🙂

  • to wi

    [KONKURS z LOVI]

    Wsparcie podczas karmienia piersią jest bardzo ważne.
    Mleczna przygoda bez przeszków i komplikacji to marzenie mojej żony…
    Jednak… los nie chciał jej sprzyjać i dokopał jej na całej linii !
    Tuż po porodzie, jeszcze w szpitalu dostała zapalenia piersi, wysoka gorączka, dreszcze, niesamowity ból piersi… Nie mogłem patrzeć jak cierpi, jak płacze, jaka jest smutna. Ale ! Ona nie była smutna z powodu bólu, cierpiała jej dusza i umysł… Jej wielkim marzeniem było karmić piersią od samego początku . Do oczu napływały mi łzy, gdy tuliłem ją w ramiona a ona aż dąsała się z płaczu, nie mogąc powstrzymać rozgoryczenia. Patrząc na niemowlaka, uśmiechała się przez łzy i jeszcze bardziej cierpiała. Akurat przyszłem do szpitala, ona jeszcze nie zauważyła mnie w drzwiach i myślałem że poryczę się jak bóbr gdy usłyszałem jak mówi do synka ” przepraszam ! Malutki Skarbie mamusia naprawdę chciała Ci dać cycucia, chciała Cię karmić, a nie mogę…. ” , musiałem wyjść nim mnie zauważyła. Na korytarzu płakałem , nie zzważając na wzrok pielęgnaarek i chodzących po korytarzu osób. Gdy już się „otrząsnąłem”wróciłem do żony, mocno ją przytuliłem i dałem całusa. A to było zaledwie wczoraj ! Powiedziałem jej „nie martw się! Ja ci pomogę w walce o twoje marzenia w karmieniu piersią”. Na tym urwałem ! W myśli miałem Twój konkurs, który już wcześniej widziałem ! Pomyślałem że muszę się tu udzielić, muszę jakoś pomóc żonie…Ona się załamie gdy po skończonej kuracji mleka nie będzie bądź będzie miała z tym wielki kłopot. Wsparcie dla niej jest bardzo ważne.
    Udzieliła jej go też moja mama, a jej teściowa (a do tej pory się nie znosiły, o wszystko siebie czepiały). Żona? Odzyskała trochę siły, gdy dzisiejszego poranka przywiozłem teściową, która jej powiedziała (słyszałem zza drzwi) „nie martw się kochana ! Dasz radę. Ja w Ciebie wierzę! Dzielnie zniosłaś ciążę i choć Ci tego nie mówiłam, bardzo Cię kocham ! I wiedz że zawsze Ci pomogę” . Gdy weszłem obie płakały a ja? czułem radość w sercu że w końcu się pogodziły, że w końcu nie będą dla siebie „wilkiem”.

    Dziś? Mam jedno marzenie ! Wygrać u Ciebie ten wspaniały laktator LOVI by był dodatkowym wsparciem dla żony nie tylko podczas walki o karmienie piersią ale i ulga przy obecnym zapaleniu piersi . Mocno wierzę, że jako tata nie zostanę od razu odrzucony i weźmiesz mnie pod uwagę. Jedyne o czym marzę to mieć szczęśliwą żonę która czuje się spełnioną matką (a nie będzie sie tak czuła, gdy jej mleczna droga zakończy się nim się jeszcze rozpoczęła). Uciekam do żony, całuski ! Pozdrawiam , wwiissnia@gmail.com

  • Martyna Marcisz

    [KONKURS Z LOVI] Termin przyjścia na świat mojej córeczki już bardzo blisko. Swoją drogą to dziwne uczucie wiedząc, że będąc tam w brzuszku już bliżej mnie fizycznie być nie może, a jednocześnie jeszcze jest na tyle „daleko nieosiągalna”, aby móc ją wziąć w ramiona i przytulić :).
    Wchodząc na szlak mamusiowania również nie wyobrażam sobie, że mogłabym karmić bobaska inaczej niż swoją cieplutką piersią ;). Przeszkolona idę z nastawieniem, że prawidłowe karmienie nie boli, a wręcz nie powinno boleć. Wiem, że początki nie zawsze mogą takie być (gratuluję wszystkim mlecznym szczęściarom, którym się udalo!), dlatego liczę, że będą przy nas panie położne, które mi w tym czasie pomogą cennymi wskazówkami a nie wmuszą swojej niewiadomej mieszanki mleczniej z butelki, bo np. „masz nie takie piersi jak powinny być” w ich mniemaniu. Myślę, że czasem trzeba po prostu pomóc naturze :), dlatego cudownym pomocnikiem-wybawicielem byłby również profesjonalny laktator. Jednym z powodów jest też to, że jestem alergiczką-astmatyczką. Sezon pylenia traw i drzew ruszył pełną parą, a w razie znacznego pogorszenia stanu zdrowia po prorodzie będę musiała przyjmować leki, przez które nie zawsze można karmić piersią. Do tego czasu mogłabym z laktatorem zrobić mleczne zapasy, aby jeszcze dać z siebie co najlepsze dla swojego maleństwa :). Mam nadzieję, że mąż-a-przyszły-tatuś przejdzie tą drogę z nami a nie obok nas..
    Pozdrawiam 🙂
    Martyna

  • Dorotka Głuszek

    Dorota Głuszek

  • Dorota Urbanowicz

    [KONKURS z LOVI]
    Najcenniejszym wsparciem podczas karmienia jest dla mnie po prostu spokój i wiara, że się uda, że wiem co robię. Brak nerwowego dopytywania „ile zjadła?”, ” najadła się?”. Brak ciągłego sugerowania, że jeśli córka płacze to dlatego, że jest głodna. Ja jednak bardzo wierzę w intuicję, a wsłuchać się w nią można tylko w spokojnym otoczeniu. Początki naszego karmienia były trudne ze względu na brak spokoju właśnie. Teraz jest o wiele lepiej, bo dzięki otoczeniu, które przestało nerwowo dopytywać mogę skupić się ns tym co najważniejsze.

  • Magdalena Arkuszyńska

    [KONKURS z LOVI]
    W styczniu zakończyłam moją pierwszą w życiu, początkowo trudną, wyboistą a później już tylko cudowną i dość długą (prawie 23 miesiące) mleczną drogę. Za dzień, za dwa a może za kilka rozpocznę drugą. Mam już trochę doświadczenia i wiedzy, którą czerpałam od najlepszych przez cały okres karmienia. Mam nadzieje, że i tym razem nam się uda ale mimo wszystko czuję lekki strach.
    Uważam, że w większości przypadków chcieć to móc, choć oczywiście wystarczy, że dziecko urodzi się za wcześnie i pojawiają się problemy. Świetnie, że jest coraz więcej wsparcia CDL i takich akcji jak LOVI, to bardzo pomocna sprawa.
    Jednak dla mnie osobiście największym problemem jest brak empatii w otoczeniu. Tak łatwo kogoś skrzywdzić zwykłym komentarzem o nie takich brodawkach albo „propozycją dokarmiania dziecka mm” bez oczywistych wskazań. Energii nie dodają również komentarze typu „najwyżej przestaniesz karmić”.
    Za pierwszym razem największym wsparciem była moja starsza Siostra. To ona powtarzała mi, że będzie dobrze. Wspierała, kiedy odczuwałam ból mówiąc, że karmienie to nie jest łatwa sprawa i na początku tak się zdarza a niestety przez ten początek dużo dziewczyn rezygnuje. Ja nieustannie miałam wątpliwości czy „dobrze karmię” i czy „mam wystarczającą ilość pokarmu” a od siostry słyszałam zawsze, że jestem jedynym żywicielem mojego, dobrze rozwijającego się i przybierającego na wadze dziecka, więc wszystko jest OK.
    Nie potrzebuję, żeby każdy bił mi brawo w związku z tym, że karmię. Sam fakt, że mi się udało był dla mnie wystarczającą nagrodą. Czymś niezapomnianym i wyjątkowym.
    Kiedy za kilka dni zacznę karmić po raz drugi, chciałabym w ramach wsparcia usłyszeć słowa otuchy a nie powątpiewania w moją moc. Wiem, że rozkręcenie laktacji wymaga przede wszystkim spokoju i bliskości matki i dziecka a nie nachalnych propozycji podawania mleka modyfikowanego. Na wizycie kontrolnej czy szczepiennej, chciałabym, żeby pediatra widząc prawidłowy przyrost nie kręcił nosem, tylko powiedział „rób/karm dziewczynko/kobieto/matko tak dalej”.
    A jak pojawi się jakiś większy kryzys typu zastój/ zapalenie czy niedobór pokarmu to liczę na wsparcie mojego męża, który na dzień, dwa lub tyle ile będzie trzeba, przejmie wszystkie inne moje obowiązki a mi pozwoli skoncentrować się tylko i wyłącznie na karmieniu. Wiem, że to nie będzie dla niego łatwe ale myślę, że jest to inwestycja, która zaprocentuję.

  • Mariola Kalemba

    [KONKURS Z LOVI]

    Historia ta niczym komedia romantyczna  , przebieg wzbudza emocje,  lecz piękne jest zakończenie,
    Mieć dzieci to od dziecka było bohaterki ogromnym marzeniem,
    Niczym w filmie, męża na wakacjach poznała ,
    I choć było to 7 dni , po uszy się zakochała i już wiedziała,
    Że staną na ślubnym kobiercu w niedługim czasie …
    Troszkę się przeliczyła,  bo 9 lat było jeszcze w zapasie🤣
    Po ślubie od razu o dziecku zdecydowali , bo myśleli , że starania będą trwać miesiącami,
    Jakie było zdziwienie i radość,  gdy po miesiącu 2 kreski mieli już przed oczami ,
    9 miesięcy jak jeden dzień przeleciało,
    Podczas porodu coś strasznego się stało,
    I nie urodziła naturalnie jak od poczatku marzyła,
    Przez cesarskie cięcie przyszła na świat ich dziecina ,
    Czuła się okropnie , choć to nie była jej wina,
    W tej małej istocie po uszy zakochana,
    Chciała to nakarmić pierwszy raz , lecz nie umiala to przystawic sama ,
    Zawołała więc położna,  która do zrozumienia jej dała, 
    Że musi się postarać,  ona ma duzo pracy ,bo ona nie leży tu sama,
    Tak więc nie miała żadnej pomocy, 
    Mąż próbował coś działał ,  robił co w jego mocy ,
    Ale maluch miał odruch ssania zaburzony ,
    Położne chętnie dokarmiały to butelka,  także nie był wyglodziny,
    Jak dziś o tym myśli,  czuje ogromnie wzburzenie, 
    Że nie dostała pomocy , a chciała karmić , to było jej pragnienie,
    W dodatku w domu była z tym sama ,
    bo żadnej pomocy kobiecej tutaj nie miała….
    Coś zaczęło się dziać…
    Nie umiała się śmiać…
    Dzieciątkiem nacieszyć….
    Łzy płynęły same do oczu …
    Mąż pomagam i nie odstępował jej kroku …
    Bal się bo działo się coś niedobrego,
    Położna i lekarz,  mwawiali,  że nie umie wykarmic syna swego, 
    Że idzie na łatwiznę ,  bo butelka go karmiła,
    A ona czuła ,  że nadzieję już zgasiła…
    Sytuacja się po trzech miesiącach unormowała,
    Lecz już karmić nie próbowała ,  sił na to nie miała.
    Co się kochani po czasie okazało  ?
    Że dopadł ja baby blues straszny i jakby tego było mało…
    Nikt nie pomagał prócz męża jej kochanego ,
    Nikt nie zauważył jej humoru ciągle dołującego .
    Dwa lata pozniej , znów kreski na teście dwie zobaczyli!
    I 9 miesięcy później znów na porodowce byli ,
    I znów sytuacja podobna , urodzić nie umiała ,
    Choć bardzo mocno próbowała…
    Lecz jakie było jej zaskoczenie ,
    Gdy godzinę po cc przynieśli jej dziecko na karmienie !
    Położna cudowna , do rany przyłozyc !
    Przychodziła co chwilę,  małego koło niej położyć!
    I do piersi przystawiac pomagać!
    I chętna mamie młodej doradzac!
    Jak dziś pamięta,  jak położna mówiła!:
    „Kochana , tu trzeba czasu ,  tu nieważna jest siła!
    Lecz cierpliwość i dziecka zrozumienie! ”
    No i spełniła mamy tej marzenie,
    Dziś mija 2 miesięce karmienia naszego,
    I nie znam uczucia piękniejszego !
    Tego potrzebowałam do pomocy!
    Kobiety o złotym sercu i magiczne mocy ❤
    I czasem jeszcze siedzę troszke zatroskana,
    Że wśród aniołków jest moja własna mama,
    Wiem , że od niej miałabym najwięcej pomocy, 
    Bo ona zawsze robiła wszystko co w jej mocy,
    By było dobre i bym miała szczęśliwe życie,
    Mocno ja kocham i tęsknię skrycie,
    I takie przypuszczenie z mężem mamy,
    Że ta cudowna położna to sprawka mojej kochanej mamy❤

  • Olga Fijałkowska

    [KONKURS z LOVI]
    Moja droga z karmieniem piersią nie należała do łatwych. Mimo iż bardzo tego chciałam po 4 dniach pojawił się pierwszy kryzys kiedy mała przez 5 godzin była przy cycusiach i wciąż płakała… Wtedy właśnie w naszym życiu pojawiło się mleko modyfikowane. Czułam się przegrana. Myśl o tym ze nie potrafie wykarmic wlasnego dziecka byla dla mnie ogromnym utrapieniem. Ale byl i jest nadal On… Tata Zuzia. To on jest dla mnie najcenniejszym wsparciem. Robił wszystko abym sie nie poddawala. Byl blisko. Pocieszal, przytulal, pomagal sciagac mleczko laktatorem recznym. Karmilismy sie przez jakis czas w sposob mieszany.. Ale od pewnego czasu zrezygnowalismy z mleka modyfikowanego, a ja w koncu czuje sie mama. Uwielbiam ta cudowna wiez. Przystawiam mala tak czesto jak tego potrzebuje. Czasami rowniez sciagamy mleczko kiedy jest taka potrzeba. We wszystkim pomaga mi moj cudowny maz bez ktorego nie dalabym rady tym bardziej ze moje miesnie nie sa tak silne z racji choroby. Zyzia ma najwspanialszego Tate a ja partnera. I to dzieki niemu karmienie piersia stalo sie przyjemnoscia.

  • Marta K.

    [KONKURS z LOVI] Najcenniejszym wsparciem podczas karmienia piersią jest dla mnie mąż. Mąż, jego spokój, wsparcie, zrozumienie i wyrozumiałość. To on całą ciążę powtarzał, że będę karmić piersią, że będę miała mleko, że zadba o mnie i moją dietę. Po porodzie to on podawał mi córkę, on przygotowuje mi śniadanie (codziennie! już od 1,5 miesiąca), on zachęca mnie do próbowania nowych pozycji karmienia oraz nowych dodatków takich jak np. poduszka. Wsparcie męża jest najcenniejszą i najwspanialszą rzeczą jaka mnie spotyka przy karmieniu piersią 🙂 Oczywiście nie licząc córki 😀

  • Marta

    [KONKURS Z LOVI]
    Moja pierwsza ciąża. Pierwszy poród. Pierwsze karmienie po porodzie. Pierwsze przystawianie małej do piersi przed nami. Chciałabym od położnych uzyskać pierwsze drogowskazy, ciepłe słowo i słowo otuchy. Każde rady będą cenne. W domu z mężem będziemy dawać maleństwu najcenniejszy dar jaki może tylko od nas otrzymac – pokarm mamy. Marzy nam się Laktator Lovi Expert by podtrzymać laktację i odciągnąć pokarm na zapas, by małą mógł czasem zająć się sam tata. Bylby on dla nas nieocenionym wsparciem na początku naszej mlecznej przygody. Przy dalszych problemach pomocną dłoń mogą nam podać doradczynie laktacyjne.

  • Paulina Wachowiec

    [KONKURS Z LOVI]

    Początki mojej mlecznej drogi nie były łatwe. Córkę urodziłam
    półtora roku temu i chociaż poród okazał się dla mnie dobrym i wyzwalającym przeżyciem (wcześniej przez 8 miesięcy leżałam w zagrożonej ciąży i tylko czekałam na moment aby uwolnić się od czterech ścian i łóżka), to karmienie piersią, a raczej brak wsparcia personelu medycznego w tym zakresie, przyczynił się do (na szczęście) krótkotrwałej traumy. Córka od samego początku pięknie ssała z piersi, ale jak na złość produkcja pokarmu w szpitalu nie chciała ruszyć. I chociaż codziennie po kilka razy upewniałam się u położnych czy wszystko jest w porządku, czy nie należałoby jednak córki chociaż częściowo dokarmić mm, to za każdym razem słyszałam, że nie mam się czym martwić, a waga córki spadała o czym oczywiście mnie nie informowano. Efekt zaniedbań położnych był taki, że przez trzy dni prawie wcale nie spałam (snu może uzbierałoby się ze 3 godziny), dziecko wciąż płakało z głodu, a produkcja mleka, mimo, że córka wisiała na mojej piersi, nie chciała ruszyć, bo byłam zmęczona i zestresowana do granic możliwości. W końcu po mojej stanowczej prośbie dostałam mm do dokarmienia małej, ale było to co najmniej o dobę za późno, ponieważ waga córki przekroczyła dopuszczalny próg 10% spadku początkowej masy ciała (córka miała 13%) i postanowiono zostawić ją na obserwacji na kolejną dobę, a mnie wypisano ze szpitala. Naprawdę nikt nie jest w stanie zrozumieć jak się czuję matka pozostawiająca swoje dziecko samo w szpitalu o ile sam tego nie przeżył. Byłam załamana, czułam się złą matką, że nie potrafiłam zapewnić mojemu dziecku zaspokojenia podstawowej potrzeby głodu. Jeszcze miesiąc po porodzie potrafiłam budzić się z okrzykiem w nocy gdzie jest córka, czy aby na pewno nikt mi jej nie zabrał. W domu mąż zmusił mnie żebym w końcu położyła się spać, ale budziłam się co 2 godziny, żeby pobudzać piersi laktatorem. I w
    tym miejscu mogę powiedzieć, że moim najcenniejszym wsparciem w karmieniu był właśnie mój mąż i jednocześnie mój najlepszy przyjaciel. To on trzymał mi laktator przy piersi kiedy nie miałam na nic siły i uspokajał, że wszystko
    będzie dobrze, rozmasowywał mi kark żebym się wreszcie rozluźniła. To on także, kiedy po miesiącu karmienia, miałam nawał pokarmu i zapalenie prawej piersi, z gorączką tak wysoką, że nie mogłam wstać przynosił mi córkę, picie, rozbite liście kapusty z lodówki i rozmasowywał zastoje, co w rezultacie zakończyło mój kiepski stan. To on na każdym kroku mi powtarzał, że to co robię dla naszego dziecka jest ważne, a mój pokarm bezcenny, bo najlepiej dopasowany do potrzeb córki i że żadna mieszanka go nie zastąpi. Za każdym razem jak wspominam ten czas mam łzy wzruszenia i wdzięczności za to, że nie pozwolił mi się poddać. Córkę wypuszczono następnego dnia rano i a produkcja pokarmu wyregulowała się w ciągu pierwszego tygodnia. Na pewno sprzyjającymi czynnikami był spokój i wsparcie, które czułam nie tylko od męża, ale i od jego siostry, która miała wcześniej ze swoją pociechą również trudne początki karmienia, ale dzieliła się ze mną swoją wiedzą i odpowiadała na każde nawet z pozoru głupie pytania. Na koniec chciałabym odpowiedzieć na drugą część Twojego pytania- marzyłoby mi się, żeby w polskich szpitalach pomoc laktacyjna w końcu zaczęła funkcjonować, żeby kobiety nie czuły się spychane na margines i zbywane przez położne, bo tego właśnie zabrakło w moim przypadku i stało się źródłem tak złych doświadczeń.
    Córkę karmiłam 16 miesięcy, do trzeciego miesiąca kolejnej ciąży. Organizm sam zdecydował, że nie da rady z wyżywieniem dwóch istotek i pokarm mi praktycznie zanikł. Żal był duży, ale córka była już na to gotowa i przeszła cały proces spokojnie. A teraz czekam na kolejną córkę i liczę po cichu, że może uda się wygrać laktator, bo ten poprzedni był pożyczony i niestety musiałam go oddać. Pozdrawiam serdecznie wszystkie karmiące mamy 😊 Odwalamy kawał dobrej roboty!

  • Kasia Dziedzic

    [KONKURS z LOVI] Najcenniejszym wsparciem podczas karmienia piersią jest dla mnie Moja Rodzina. Kilka dni temu mój 3 letni syn otrzymał skierowanie do szpitala. Byłam przy nim w tym ciężkim dla nas czasie cały czas, natomiast mąż ze względu na pracę musiał pozostać w miejscu zamieszkania. Franio ma pół roczną siostrę Lilkę. Oj mały głodomorek z niej. Powoli rozszerzamy dietę, ale mleczko z cycusia to jej ulubione jedzonko. Podczas pobytu w szpitalu synka mała Lilka była pod opieką Taty oraz Babci. Musiała być dokarmiana mlekiem modyfikowanym, czego bardzo nie chciałam. Niestety nie mieliśmy na ta chwilę innej możliwości. Tak bardzo się bałam, że przez tą sytuacje na którą nie miałam wpływu zatracę laktację. Aby córcia mogła być przystawiona do piersi byli zaangażowani mąż, szwagierki, teściowa. Byli dzielni i jestem im bardzo wdzięczna. Mój mąż po pracy przywoził córkę codziennie ponad 40 km z miejsca zamieszkania do miejscowości w której mój synek przebywał w szpitalu do mieszkania szwagierki, abym mogła ja spokojnie nakarmić piersią i się poprzytulać. Mąż wiedział jakie to dla mnie ważne i jak od dnia narodzin córeczki codziennie walczyłam z każdym dniem o laktację. Nie było to łatwe, ponieważ Lilka urodziła się przez cesarskie cięcie i nie miałam od razu wystarczającej ilości pokarmu. Kiedy Lili miła 2 miesiące miałam zapalenie piersi. Mimo wszystko się nie poddałam i kiedy tylko była potrzeba przystawiałam ją do piersi. Synka udało mi się karmić piersią przez prawie dwa lata. Dokonam wszystkiego co możliwe, aby córeczka również jak najdłużej była karmiona moim mlekiem. Kochane Mamy, #karmienie to nie problem! Chcemy dla naszych maluszków wszystkiego co najlepsze i trzymam za Nas kciuki, abyśmy mogły karmić piersią Nasze pociechy jak najdłużej 🙂 Mama Kasia.

  • Anna Nieścierewska

    Dzień dobry;) We wrześniu zostanę mamą naszego Synka, którego już bardzo bardzo kochamy z mężem;) Staram się jak najlepiej przygotować do nowej roli, którą przypadnie mi niebawem pełnić;) Staram się jak najwięcej czytać i chodzę do szkoły rodzenia na regularne spotkania z położnymi, aby wiedzieć jak najwięcej. Też jestem ukierunkowana na karmienie piersią, bo podobnie jak Ty uważam, że jest to najlepsza rzecz jaką mogę dać dla Synka. Po przeczytaniu Twojego artykułu trochę bardziej nabrałam wiary w to, że karmienie piersią może się udać mimo różnych trudności trzeba tylko mocno chcieć. Bardzo liczę, że wszystko u nas przebiegnie bardziej „gładko”, choć życie zweryfikuje rzeczywistość;) Ciesze się, że teraz tyle się mówi o karmieniu naturalnym i podkreśla jego istotę. Bardzo cieszę się, że będę miała możliwość skorzystania z porad doradcy laktacyjnego i liczę na pomoc w szpitalu, gdyż też jestem płaczką i troszkę panikarą, zwłaszcza jeśli chodzi o nasze Maleńkie Szcześćie którego już nie możemy się doczekać;)

  • Aarko13

    [KONKURS Z LOVI]
    Kto by pomyślał o wsparciu dla taty,
    Przecież to mama zasługuje na piękne kwiaty,
    Wszak to ona w pocie czoła długo rodziła,
    Dzięki czemu uroki karmienia dziecka odkryła !

    Dzielna ma kochana ! Nic nie powstrzymało,
    Nawet to maleństwo co od środka rozrywało,
    Bo dość, że ona sama się stresowała,
    To jeszcze mnie, na duchu podnosić musiała…

    To dla mnie ciężkie były miesiące czekania,
    A później chwile grozy, dokarmiania,
    Bałem się tak bardzo, czy ból to sprawia ?
    Lecz pojawiła się kobieta co wszystkich wybawia.

    Mojej żonie brakło argumentów do przekonania,
    Że dziecko wymaga piersią dokarmiania,
    Lecz w mojej głowie coś się uroiło,
    Że przyjąć do świadomości tego nie pozwoliło.

    Byłem jak takie duże dziecko,przerażone,
    Chciałem odciążyć choć na chwile moją żonę,
    A wyszło tak, że bardziej ja stresowałam,
    A sam wsparcia od niej w chwilach wymagałem.

    Najcenniejszym wsparciem jakim żona mnie obdarzyła,
    To słowami w których wszytko powoli wyjaśniła,
    Czasem wystarczy kilka słów dla wsparcia,
    Oraz dla łez płynących że strachu otwarcia.

    Ważna jest obecność, ja przy niej byłem,
    Lecz w tych trudnych chwilach to ja odkryłem,
    Co znaczy być wspieramy i za to jej dziękuję,
    Teraz wszytko się zmieni, to ona mnie potrzebuje !

    Już za niespełna miesiąc się nam pojawi,
    Mały Kacperek co radość wielką sprawi,
    Teraz tata przygotowany, wsparcie oferuje,
    Bo moja żona na słowa i obecność zasługuje !

    Nie tylko kobiety wsparcia w ciąży potrzebują,
    Mężczyźni także w głębi serca wszak czują,
    Strach tak wielki, że rozum nam obejmuje,
    Dlatego każdy bez wyjątku wsparcia potrzebuje !

    Przeżycie to już za mną, a teraz czeka nowe,
    Wszystkie wspomnienia do odtworzenia gotowe,
    Trzymajcie kciuki bo TATA do akcji wkracza,
    Niewiedza wszystko z miłością wybacza !

  • anka32a

    [KONKURS Z LOVI]

    Jestem kobietą, która rzadko wypowiada się pod jakimikolwiek wpisami na
    blogach czy też formach – jestem typem biernego czytelnika, jednak teraz
    postanowiłam, wypowiedzieć się jak karmienie i wsparcie w jego trakcie wygląda z mojego punktu
    widzenia…

    Kilka tygodni temu zostałam szczęśliwą mamą bliźniaków, które do dziś
    wyciskają ze mnie siódme poty podczas karmienia. Jeszcze w trakcie
    porodu byłam nastawiona na wyłączne karmienie piersią, bowiem wiedziałam
    ile dobrego moje mleczko wniesie w życie moich bobasów i jak wpłynie
    ono na ich prawidłowy rozwój. Wydawało mi się, że jestem odpowiednio
    przygotowana, przecież przeczytałam mnóstwo poradników i książek! Jednak
    tuż po porodzie rzeczywistość okazała się brutalna – nie dość, że
    doskwierał mi ogromny ból poporodowy to jeszcze mleko w piersiach nie
    napływało, miałam go może kilka kropelek ;( Pierwsze co zrobiłam to
    oczywiście poprosiłam położne o pomoc, jednak nie otrzymałam jej, a
    jedyne co usłyszałam to szydercze „niech Pani przystawia dzień i noc,
    kiedyś mleko się pojawi” ;( O pomocy doradcy laktacyjnego mogłam tylko
    pomarzyć, już nie wspomnę o wścibskich ciotkach, które natarczywie
    sugerowały bym koniecznie podała chłopcom mleko modyfikowane, no bo
    przecież ciągle są nienajedzeni, a ja wyrządzam im krzywdę…Wsparcie
    otrzymałam dopiero od swojej starszej siostry, która rok temu przeżyłam
    dokładnie to samo! To ona zmotywowała mnie, bym się nie poddawała, i
    jeśli nie zajdzie tak potrzeba, bym z dokarmianiem wstrzymała się póki
    sama nie uznam, że to odpowiednia pora. Robiła mi herbatki na pobudzenie
    laktacji, a kiedy piersi od karmienia po dwóch dniach bolały mnie
    niemiłosiernie kazała zacisnąć zęby, smarować sutki maścią na popękane
    brodawki i w żadnym przypadku nie poddawać się. W tym czasie
    opowiedziała mi swoją historię, o tym, że pokarm u niej pojawił się
    dopiero po kilku dniach, że pobudzała piersi ręcznym laktatorem, i w
    każdej wolnej chwili relaksowała się, bowiem stres w pewnym stopniu
    odpowiada za blokowanie produkcji pokarmu, no i bym piła dużo wody
    niegazowanej. Wzięłam sobie jej wszystkie rady do serca, a jej historia
    sprawiła, że jakoś tak lżej mi się na sercu zrobiło (nigdy wcześniej mi o tym nie mówiła!), że właściwie każda
    kobieta po porodzie boryka się z niewystarczająco ilością pokarmu, że
    początki bywają trudne. Dziś mogę z dumą powiedzieć, że karmię już
    przeszło trzy tygodnie, i chociaż zdecydowałam o podawaniu chłopcom
    mieszanki mleka modyfikowanego raz dziennie to staram się i walczę o to,
    by mleczka w moich piersiach było więcej, bym z dokarmiania
    zrezygnowała całkowicie. W mojej drodze do osiągnięcia celu, i
    spełnienia marzenia o długiej drodze mlecznej w życiu Filipa i Piotrusia
    pomógłby mi niezawodny laktator LOVI EXPERT, który wsparłby mnie i
    również dałby mi jako matce chwilę dla siebie – w końcu odciągnięte
    mleczko laktatorem mógłby podać dzieciom tatuś, a ja w tym czasie
    mogłabym w spokoju wziąć relaksującą kąpiel czy też poplotkować z
    przyjaciółkami przez telefon. Z laktatorem LOVI EXPERT śmiało mogłabym
    wykrzyczeć: – „Karmienie to nie problem!” z wielkim uśmiechem na twarzy
    swoim, męża i dwóch małych łakomczuchów:)
    Pozdrawiam, nigdy nie poddająca się mama Ania 🙂

  • Sylwusia26

    [KONKURS Z LOVI]
    O rety ! Rety ! Za mną są przeżycia,
    Przez całe życie nie będą do ukrycia,
    Bez wsparcia jednak się nie obyło,
    Zbyt wiele czynników się przyczyniło.

    Młoda ze mnie kobitka ! Bo 23 lata,
    A moja córeczka w lipcu skończy dwa lata,
    Wspominając chwilę z czasu karmienia,
    Rumieniec za rumieńcem twarz odmienia.

    Nie wiedziałam jak zacząć, okropnie się bałam,
    Nigdy wcześniej piersi tak nie pokazywałam,
    Wilka to była trauma, wstyd mnie pochłania,
    Na szczęście miałam siostry do wspierania !

    Moje siostry bliźniaczki dzieci też urodziły,
    Jednak one wstydu i strachu nie przeżyły,
    Wiedziały co robić, instynkt he pochłonął,
    A mój ? Gdzie on był, gdzie się wchłonął ?

    Mając je obok siebie zaczęłam przygodę,
    Nie zważając wtedy na panującą pogodę,
    Stawiałam pierwsze kroki w karmieniu,
    Pozwalając się spełnić matczynemu marzeniu.

    Wiele godzin siedziały, tłumaczyły sumiennie,
    Chociaż nieraz informacji tyle że było sennie,
    To byłam im wdzięczna bo drogę otworzyły,
    Do szczęścia i karmienia które same odkryły…

    Jakie było największe wsparcie z ich strony ?
    To ze mój maluszek był prawidłowo karmiony,
    Bo przyszedł taki moment że chciałam zrezygnować,
    A wiem że tej decyzji mogłabym żałować !

    Najważniejsze we wsparciu jest tłumaczenie,
    Przede wszystkim powolne też radzenie,
    Cierpliwość której od nich czerpałam garściami,
    Dzisiaj mogąc się cieszyć tymi przeżyciami.

    Nie odstępowały na krok, mąż też słuchał,
    Nigdy złością na mnie jednak nie wybuchał,
    Dobrze wiedział jak nieśmiałość pochłaniała,
    Z własnego doświadczenia gdy miłość się okazywała.

    Najlepsze dla mnie to wsparcie za co dziękuję,
    Za zakaz zwątpienia, a na kolejne się szykuję,
    Bogatsza o nową wiedzę wykorzystać ja mogę,
    Może teraz sama sobie wsparciem pomogę.

    Gdyby nie moje siostry, nie wiem co by było,
    Moje maleństwo z pewnością by nie pobudziło,
    Chęci i zapału do karmienia, im się to udało,
    Wszystko dzięki wsparciu którego nie brakowało !

  • Mariola Kalemba

    [KONKURS Z LOVI]

    Historia ta niczym komedia romantyczna  , przebieg wzbudza emocje,  lecz piękne jest zakończenie,
    Mieć dzieci to od dziecka było bohaterki ogromnym marzeniem,
    Niczym w filmie, męża na wakacjach poznała ,
    I choć było to 7 dni , po uszy się zakochała i już wiedziała,
    Że staną na ślubnym kobiercu w niedługim czasie …
    Troszkę się przeliczyła,  bo 9 lat było jeszcze w zapasie🤣
    Po ślubie od razu o dziecku zdecydowali , bo myśleli , że starania będą trwać miesiącami,
    Jakie było zdziwienie i radość,  gdy po miesiącu 2 kreski mieli już przed oczami ,
    9 miesięcy jak jeden dzień przeleciało,
    Podczas porodu coś strasznego się stało,
    I nie urodziła naturalnie jak od poczatku marzyła,
    Przez cesarskie cięcie przyszła na świat ich dziecina ,
    Czuła się okropnie , choć to nie była jej wina,
    W tej małej istocie po uszy zakochana,
    Chciała to nakarmić pierwszy raz , lecz nie umiala to przystawic sama ,
    Zawołała więc położna,  która do zrozumienia jej dała, 
    Że musi się postarać,  ona ma duzo pracy ,bo ona nie leży tu sama,
    Tak więc nie miała żadnej pomocy, 
    Mąż próbował coś działał ,  robił co w jego mocy ,
    Ale maluch miał odruch ssania zaburzony ,
    Położne chętnie dokarmiały to butelka,  także nie był wyglodziny,
    Jak dziś o tym myśli,  czuje ogromnie wzburzenie, 
    Że nie dostała pomocy , a chciała karmić , to było jej pragnienie,
    W dodatku w domu była z tym sama ,
    bo żadnej pomocy kobiecej tutaj nie miała….
    Coś zaczęło się dziać…
    Nie umiała się śmiać…
    Dzieciątkiem nacieszyć….
    Łzy płynęły same do oczu …
    Mąż pomagam i nie odstępował jej kroku …
    Bal się bo działo się coś niedobrego,
    Położna i lekarz,  mwawiali,  że nie umie wykarmic syna swego, 
    Że idzie na łatwiznę ,  bo butelka go karmiła,
    A ona czuła ,  że nadzieję już zgasiła…
    Sytuacja się po trzech miesiącach unormowała,
    Lecz już karmić nie próbowała ,  sił na to nie miała.
    Co się kochani po czasie okazało  ?
    Że dopadł ja baby blues straszny i jakby tego było mało…
    Nikt nie pomagał prócz męża jej kochanego ,
    Nikt nie zauważył jej humoru ciągle dołującego .
    Dwa lata pozniej , znów kreski na teście dwie zobaczyli!
    I 9 miesięcy później znów na porodowce byli ,
    I znów sytuacja podobna , urodzić nie umiała ,
    Choć bardzo mocno próbowała…
    Lecz jakie było jej zaskoczenie ,
    Gdy godzinę po cc przynieśli jej dziecko na karmienie !
    Położna cudowna , do rany przyłozyc !
    Przychodziła co chwilę,  małego koło niej położyć!
    I do piersi przystawiac pomagać!
    I chętna mamie młodej doradzac!
    Jak dziś pamięta,  jak położna mówiła!:
    „Kochana , tu trzeba czasu ,  tu nieważna jest siła!
    Lecz cierpliwość i dziecka zrozumienie! ”
    No i spełniła mamy tej marzenie,
    Dziś mija 2 miesięce karmienia naszego,
    I nie znam uczucia piękniejszego !
    Tego potrzebowałam do pomocy!
    Kobiety o złotym sercu i magiczne mocy ❤
    I czasem jeszcze siedzę troszke zatroskana,
    Że wśród aniołków jest moja własna mama,
    Wiem , że od niej miałabym najwięcej pomocy, 
    Bo ona zawsze robiła wszystko co w jej mocy,
    By było dobre i bym miała szczęśliwe życie,
    Mocno ja kocham i tęsknię skrycie,
    I takie przypuszczenie z mężem mamy,
    Że ta cudowna położna to sprawka mojej kochanej mamy❤

    Wysłałam jeszcze raz, bo nie mogłam znaleźć nigdzie mojego komentarza ❤

  • Paulina Wachowiec

    [KONKURS Z LOVI]

    Początki mojej mlecznej drogi nie były łatwe.Córkę urodziłam półtora roku temu i chociaż poród okazał się dla mnie dobrym i wyzwalającym przeżyciem (wcześniej przez 8 miesięcy leżałam w zagrożonej ciąży i tylko czekałam na moment aby uwolnić się od
    czterech ścian i łóżka), to karmienie piersią, a raczej brak wsparcia personelu medycznego w tym zakresie, przyczynił się do (na szczęście) krótkotrwałej traumy. Córka od samego początku pięknie ssała z piersi, ale jak na złość produkcja pokarmu w szpitalu nie chciała ruszyć. I chociaż codziennie po kilka razy upewniałam się u położnych czy wszystko jest w porządku, czy nie należałoby jednak córki chociaż częściowo
    dokarmić mm, to za każdym razem słyszałam, że nie mam się czym martwić, a waga córki spadała o czym oczywiście mnie nie informowano. Efekt zaniedbań położnych był taki, że przez trzy dni prawie wcale nie spałam (snu może uzbierałoby się ze 3 godziny), dziecko wciąż płakało z głodu, a produkcja mleka, mimo, że córka wisiała na mojej piersi, nie chciała ruszyć, bo byłam zmęczona i zestresowana do granic możliwości. W końcu
    po mojej stanowczej prośbie dostałam mm do dokarmienia małej, ale było to co najmniej o dobę za późno, ponieważ waga córki przekroczyła dopuszczalny próg 10% spadku początkowej masy ciała (córka miała 13%) i postanowiono zostawić ją na obserwacji na kolejną dobę, a mnie wypisano ze szpitala. Naprawdę nikt nie jest w stanie zrozumieć jak się czuję matka pozostawiająca swoje dziecko samo w szpitalu o ile sam tego nie przeżył. Byłam załamana, czułam się złą matką, że nie potrafiłam zapewnić mojemu dziecku zaspokojenia podstawowej potrzeby głodu. Jeszcze miesiąc po porodzie potrafiłam budzić się z okrzykiem w nocy gdzie jest córka, czy aby na pewno nikt mi jej nie zabrał. W domu mąż zmusił mnie żebym w końcu położyła się spać, ale budziłam się co 2 godziny, żeby pobudzać piersi laktatorem. I w tym miejscu mogę powiedzieć, że moim najcenniejszym wsparciem w karmieniu był właśnie mój mąż i jednocześnie mój najlepszy przyjaciel. To on trzymał mi laktator przy piersi kiedy
    nie miałam na nic siły i uspokajał, że wszystko będzie dobrze, rozmasowywał mi kark żebym się wreszcie rozluźniła. To on także, kiedy po miesiącu karmienia, miałam nawał pokarmu i zapalenie prawej piersi, z gorączką tak wysoką, że nie mogłam wstać przynosił mi córkę, picie, rozbite liście kapusty z lodówki i rozmasowywał zastoje, co w rezultacie zakończyło mój kiepski stan. To on na każdym kroku mi powtarzał, że to co robię dla naszego dziecka jest ważne, a mój pokarm bezcenny, bo najlepiej dopasowany do potrzeb córki i że żadna mieszanka go nie zastąpi. Za każdym razem jak wspominam ten czas mam łzy wzruszenia i wdzięczności za to, że nie pozwolił mi się poddać. Córkę wypuszczono następnego dnia rano i a produkcja pokarmu wyregulowała się w ciągu pierwszego tygodnia. Na pewno sprzyjającymi czynnikami był spokój i wsparcie, które czułam nie tylko od męża, ale i od jego siostry, która miała wcześniej ze swoją pociechą również trudne początki karmienia, ale dzieliła się ze mną swoją wiedzą i odpowiadała na każde nawet z pozoru głupie pytania. Na koniec chciałabym odpowiedzieć na drugą część Twojego pytania- marzyłoby mi się, żeby w polskich szpitalach pomoc laktacyjna w końcu zaczęła funkcjonować, żeby kobiety nie czuły się spychane na margines i zbywane przez położne, bo tego właśnie zabrakło w moim przypadku i stało się źródłem tak złych doświadczeń.

    Córkę karmiłam 16 miesięcy, do trzeciego miesiąca kolejnej ciąży. Organizm sam zdecydował, że nie da rady z wyżywieniem dwóch istotek i pokarm mi praktycznie zanikł. Żal był duży, ale córka była już na to gotowa i przeszła cały proces spokojnie. A teraz czekam na kolejną córkę i liczę po cichu, że może uda się wygrać laktator, bo ten poprzedni był pożyczony i niestety musiałam go oddać. Pozdrawiam serdecznie wszystkie karmiące mamy 😊 Odwalamy kawał dobrej roboty!

  • Mariola Kalemba

    [KONKURS Z LOVI]

    Historia ta niczym komedia romantyczna  , przebieg wzbudza emocje,  lecz piękne jest zakończenie,
    Mieć dzieci to od dziecka było bohaterki ogromnym marzeniem,
    Niczym w filmie, męża na wakacjach poznała ,
    I choć było to 7 dni , po uszy się zakochała i już wiedziała,
    Że staną na ślubnym kobiercu w niedługim czasie …
    Troszkę się przeliczyła,  bo 9 lat było jeszcze w zapasie🤣
    Po ślubie od razu o dziecku zdecydowali , bo myśleli , że starania będą trwać miesiącami,
    Jakie było zdziwienie i radość,  gdy po miesiącu 2 kreski mieli już przed oczami ,
    9 miesięcy jak jeden dzień przeleciało,
    Podczas porodu coś strasznego się stało,
    I nie urodziła naturalnie jak od poczatku marzyła,
    Przez cesarskie cięcie przyszła na świat ich dziecina ,
    Czuła się okropnie , choć to nie była jej wina,
    W tej małej istocie po uszy zakochana,
    Chciała to nakarmić pierwszy raz , lecz nie umiala to przystawic sama ,
    Zawołała więc położna,  która do zrozumienia jej dała, 
    Że musi się postarać,  ona ma duzo pracy ,bo ona nie leży tu sama,
    Tak więc nie miała żadnej pomocy, 
    Mąż próbował coś działał ,  robił co w jego mocy ,
    Ale maluch miał odruch ssania zaburzony ,
    Położne chętnie dokarmiały to butelka,  także nie był wyglodziny,
    Jak dziś o tym myśli,  czuje ogromnie wzburzenie, 
    Że nie dostała pomocy , a chciała karmić , to było jej pragnienie,
    W dodatku w domu była z tym sama ,
    bo żadnej pomocy kobiecej tutaj nie miała….
    Coś zaczęło się dziać…
    Nie umiała się śmiać…
    Dzieciątkiem nacieszyć….
    Łzy płynęły same do oczu …
    Mąż pomagam i nie odstępował jej kroku …
    Bal się bo działo się coś niedobrego,
    Położna i lekarz,  mwawiali,  że nie umie wykarmic syna swego, 
    Że idzie na łatwiznę ,  bo butelka go karmiła,
    A ona czuła ,  że nadzieję już zgasiła…
    Sytuacja się po trzech miesiącach unormowała,
    Lecz już karmić nie próbowała ,  sił na to nie miała.
    Co się kochani po czasie okazało  ?
    Że dopadł ja baby blues straszny i jakby tego było mało…
    Nikt nie pomagał prócz męża jej kochanego ,
    Nikt nie zauważył jej humoru ciągle dołującego .
    Dwa lata pozniej , znów kreski na teście dwie zobaczyli!
    I 9 miesięcy później znów na porodowce byli ,
    I znów sytuacja podobna , urodzić nie umiała ,
    Choć bardzo mocno próbowała…
    Lecz jakie było jej zaskoczenie ,
    Gdy godzinę po cc przynieśli jej dziecko na karmienie !
    Położna cudowna , do rany przyłozyc !
    Przychodziła co chwilę,  małego koło niej położyć!
    I do piersi przystawiac pomagać!
    I chętna mamie młodej doradzac!
    Jak dziś pamięta,  jak położna mówiła!:
    „Kochana , tu trzeba czasu ,  tu nieważna jest siła!
    Lecz cierpliwość i dziecka zrozumienie! ”
    No i spełniła mamy tej marzenie,
    Dziś mija 2 miesięce karmienia naszego,
    I nie znam uczucia piękniejszego !
    Tego potrzebowałam do pomocy!
    Kobiety o złotym sercu i magiczne mocy ❤
    I czasem jeszcze siedzę troszke zatroskana,
    Że wśród aniołków jest moja własna mama,
    Wiem , że od niej miałabym najwięcej pomocy, 
    Bo ona zawsze robiła wszystko co w jej mocy,
    By było dobre i bym miała szczęśliwe życie,
    Mocno ja kocham i tęsknię skrycie,
    I takie przypuszczenie z mężem mamy,
    Że ta cudowna położna to sprawka mojej kochanej mamy❤

    Przepraszam jak coś, że znów wstawiłam tekst, ale ciągle mi znika 😟

  • Agnieszka Napiórkowska

    Co za piękny tekst❤ i piekne historie w komentarzach

  • [KONKURS z LOVI]
    Wsparcie o jakim marzę podczas karmienia piersią, to rady przede wszystkim z nawałem pokarmu. Mleczna droga jaką przeszłam ze starszą córką była bardzo bolesna.
    Kraina pełna mleka, doprowadzała do takiego stanu, jakbym była bardzo chora. Piersi były jak skały, ogromnie bolały, miałam bardzo złe samopoczucie, dreszcze i wysoką gorączkę. Szukałam pomocy, gdzie się dało, czytałam, a i tak problem wracał jak bumerang. Nikt nie umiał mi udzielić wsparcia. Czułam się tak, jakbym weszła w ślepą uliczkę i nie mogę się z niej wydostać. Ale co się nie robi dla maluszka 🙂 Jakoś sobie radziłam z pomocą męża i laktatora ręcznego.
    Dlatego teraz przed narodzinami kolejnej córki mam obawy jak sobie z tym radzić, żeby nie zwariować z bólu i z bezradności. Nie ma nic gorszego jak bezradność. Dobre wsparcie to podstawa.

  • Iwona Bogucka

    [Konkurs z Lovi]
    W latach 80. po porodzie w zasadzie byłam zdana tylko na siebie. Nie było czegoś takiego jak doradca laktacyjny. Standardy w szpitalu też nie były tak wymagane jak teraz. To były inne czasy. Wsparcie ze strony personelu zerowe….szanse na zdobycie mleka zastępczego też niewielkie. Laktatory o ile można nazwać ówczesne urządzenia z pompką, którymi godzinami się odciągało mleko to złe wspomnienia. Niestety jak to się teraz mówi miała zbyt wklęsłe brodawki. I właśnie dlatego mi udało się karmić tylko moje obie córki jakieś 4 miesiące…To krótko. Odciąganie było bardzo uciążliwe dla mnie. Mężowie też kiedyś inaczej podchodzili do spraw. Właśnie za dwa tygodnie zostanę babcią. To ja chciałabym być największym wsparciem dla mojej córki w jej pierwszym porodzie i pomóc w tej drodze mlecznej. Sama mówi, że chciałaby aby trwała jak najdłużej, bo to najlepsze będzie dla jej synka. Cały czas staram się jej dodawać otuchy i wspierać. Wiem, że jednak to wsparcie potrzebne też jest czasem ze strony urządzeń. Dlatego ja zajmę się jej wsparciem duchowym, a taki cudny laktator będzie naszym pogotowiem.

  • Marga ritta

    [KONKURS Z LOVI]

    Przyznam szczerze, że jako nastolatka byłam dość sceptycznie nastawiona
    do karmienia piersią, przerażona wizją ciągłego dostawiania dziecka do
    piersi, zestresowana myślą, że piersi stracą swoją jędrność, i
    zniesmaczona tysiącem innych rzeczy…i właśnie z tych powodów swojej
    starszej córki nie karmiłam piersią! Ja się po prostu bałam! Bałam bycia
    mamą! Teraz kiedy dojrzałam, i dwa tygodnie temu przyszedł na świat mój
    synek dosłownie tonę w łzach, z powodu niewystarczającej ilości pokarmu
    w piersiach! Bo ja tak bardzo chciałabym karmić swojego synka bez
    konieczności dokarmiania go mieszankami. Tuż po porodzie zrozumiałam, że
    karmienie piersią to nie jest powód do wstydu, tak jak wcześniej mi się
    wydawało…i może to przez fakt, że pokarm pojawił się u mnie w małej
    ilości zrozumiałam, że tak naprawdę karmienie piersią jest czystą
    miłością, którą mogę przekazać swojemu maleństwu, na które tak długo
    czekałam. Początek był koszmarny, bowiem mimo przystawiania synka do
    piersi on stale płakał i wił się z głodu!! Dla mnie jako matki to był
    najbardziej okrutny widok. W sercu czułam złość – nie, nie na swoje
    dziecko – a na siebie, że nie mogę mu dać tego co potrzebuje. Później
    była kolej na wyrzuty sumienia, że to może moje wcześniejsze nastawienie
    spowodowało zanik pokarmu, ah! cóż za głupie myśli mnie nachodziły. W
    końcu dzięki pomocy najlepszej przyjaciółki, która udzieliła mi swojego wsparcia, pokazała jak prawidłowo przystawiać maluszka do piersi, co robić, by zwiększyć laktację i żartom, które mnie rozluźniały i pozwalały zapomnieć o stresie związanym z karmieniem – wzięłam się w garść. Z pomocą Justyny postanowiłam, że zrobię wszystko, by mleko z
    moich piersi lało się ‚strumieniami’! Zaczęłam walkę o każdą, nawet
    najmniejszą kropelkę mleka. Przystawiałam synka, a w chwilach kiedy
    sobie smacznie drzemał toczyłam bój z ręcznym laktatorem, a kiedy ręce odmawiały posłuszeństwa pałeczkę przejmowała moja przyjaciółka! Efekt
    minimalnie zwiększonej laktacji od razu dodał mi skrzydeł, w sercu
    zrobiło mi się tak jakby weselej, a widok synka, który popija moje
    mleczko w najlepsze jest dla mnie cenniejszy od złota. Mimo początkowo utrudnionej
    drogi w karmieniu, bo przecież nie mam jeszcze wystarczająco dużo
    pokarmu wiem, że chcę karmić i teraz będzie już z górki! Chcę karmić bo to najlepsze lekarstwo dla
    synka, bo to bomba witaminowa, dla jego małego brzuszka, bo to
    wzmacnianie więzi i okazywanie czuć, to muskająca mnie rączka, delikatny
    uśmieszek skierowany spod opadających z senności powiek, to sama
    radość!! I z tego miejsca chciałabym raz jeszcze podziękować Justysi za wszystko co dla mnie zrobiła, za wsparcie i słowa otuchy, które tak wiele wniosły w moje karmienie synka piersią – z każdym dniem coraz bardziej przekonuję się, że #karmienietonieproblem !!

  • Magda Nowakowska

    [KONKURS z LOVI]

    Kiedy objęłam stanowisko MAMA, podpisałam umowę na pełen etat i czas nieokreślony, bez możliwości wypowiedzenia. Pełnię dyżur całodobowy 7 dni w tygodniu. Wynagrodzeniem jest karmienie, przytulanie, usypianie i zmiana pieluch. Urlop i zwolnienie lekarskie nie przysługuje. W chwili wolnej mogę zrobić sobie przerwę na siusiu, ewentualnie szybki prysznic. Pakiet socjalny obejmuje posiłek w formie zimnego obiadu, kawę i herbatę podawaną również na zimno. Wyjścia służbowe to codzienne spacery. Szkolenie nie zostało zapewnione, a doświadczenia brak.
    Moim współpracownikiem i wielkim wsparciem jest mój mąż, który szczerze mówiąc teoretycznie był lepiej przygotowany ode mnie. Który widząc ból na mojej twarzy, jaki sprawiały mi pierwsze karmienia w szpitalu biegał od położnej do położnej i prosił o pomoc. Który każdą moją prośbę o pomoc przy córce spełnia w mgnieniu oka. Który podczas karmienia piersią patrzy na nas, jak na 8 cud świata. I który ciągle powtarza, że jest ze mnie dumny.

  • Natalia Stefani

    (KONKURS z LOVI)
    Jeszcze będąc w ciąży wiedziałam, że będę robić wszystko, żeby karmić dziecko piersią, bo jest to najlepsze co może dać matka swojemu maluszkowi. Była to moja pierwsza ciąża, pierwsze dziecko, więc nie miałam żadnego pojęcia o karmieniu  piersią. Przeczytałam dziesiątki publikacji, artykułów, kilka książek, po to, aby dobrze przygotować się do karmienia piersią. Zawsze taka byłam – jak coś już robię to poświęcam się temu całkowicie i daję z siebie 120%. Wiedziałam jak ważne jest przystawienie dziecka do piersi zaraz po porodzie, jak istotny jest kontakt skóra do skóry, jak ważne są te pierwsze chwile, pierwsze godziny po porodzie. Kiedy urodził się nasz syn Antoś, nasze Największe Szczęście, kiedy położna położyła mi mojego chłopczyka na piersi, oszalałam ze szczęścia i miłości. Niestety nie dane było mi nacieszyć się moim maleństwem. W wyniku komplikacji podczas porodu, straciłam bardzo dużo krwi. Antoś został przekazany w ramiona taty. I tak dwaj moi najważniejsi mężczyźni czekali na mnie wtuleni w siebie. Gdy już mogłam na dłużej wziąć mojego syna w ramiona, nie chciał ssać piersi. Byłam wykończona porodem, osłabiona utratą krwi i zrozpaczona, że nie było tak jak sobie to zaplanowałam. Wspierał mnie mąż, który twierdził, że muszę dać czas sobie i Antosiowi, że na pewno uda się karmić piersią. Przekonywał też, że nawet jeżeli się nie uda to nie będzie to przecież koniec świata. Poródł trwał całą noc, Antoś urodził się rano, więc w południe położna zabrała synka, abym ja mogła odpocząć i się przespać. Bardzo tego później żałowałam, ponieważ bez mojej zgody, bez uzasadnienia została podana mojemu chłopczykowi glukoza. W efekcie najedzony nie chciał ssać piersi, chociaż wielokrotnie próbowałam pod okiem położnej go przystawiać. W kolejnym dniu moje dziecko pięknie zaczęło ssać. Myślałam, że teraz to już pójdzie gładko. Niestety tak nie było. Antoś jeszcze w szpitalu spadł bardzo z wagi, na granicy normy. Uległam sugestii lekarza i położnych – podłam mm. Jedna z położnych przycisnęła moją pierś, nic nie poleciało, powiedziała: „sahara, tu nic nie ma”. Byłam załamana, że nie mam pokarmu. Do dzisiaj mam wyrzuty sumienia, że byłam wtedy taka uległa i słaba. Chociaż mama i mąż namawiali, żeby jeszcze poczekać z mm, żeby dalej karmić piersią choćby dzień i noc. Podałam mm kilka razy. Jednocześnie karmiliśmy się piersią. Pracowałam także laktatorem ręcznym, żeby rozkręcić laktację. I udało się. Po powrocie ze szpitala do domu poczułam nawał pokarmu. Od tej pory, od czwartej doby życia mojego syna karmimy się tylko i wyłącznie piersią. Karmimy się już trzy miesiące. Od początku naszej mlecznej drogi mam ogromne wsparcie męża i mamy. Mąż sprawił, że przez pierwsze tygodnie, kiedy Antoś przyssysał się na wiele godzin, mogłam zajmować się tylko i wyłącznie karmieniem. Mama natomiast utwierdzała mnie, że to co robię jest najlepsze dla mojego dziecka, przekonywała kiedy miałam wątpliwości że tak właśnie wyglądają początki laktacji, że dziecko zamawia sobie odpowiednią ilość mleka, że potrzebuje mojej bliskości, że jestem dla Antosia całym światem. Gdyby nie oni, nie wytrwałabym. Mam natomiast ogromny żal do personelu szpitala, który nie zapewnił żadnego wsparcia przy karmieniu piersią, że lekiem na wszystko było mm. Każdy szpital powinien zapewnić profesjonalną pomoc laktacyjną. Niestety realia pokazują, że personel szpitala proponują mm, żeby najzwyczajniej mieć święty spokój. Na szczęście moja historia zakończyła się happy endem, ale pewnie z powodu braku fachowej pomocy wiele kobiet rezugnuje z karmienia piersią. Właśnie piszę ten tekst kiedy obok mnie śpi Antoś przytulony do piersi. Jestem szczęśliwa ☺️!