JOGINKA I HAKERKA czyli lifehacki dla ciała i duszy aktywnej mamy

Jeszcze chwila, jeszcze moment i mam nadzieję powolutku zacząć wracać do coraz większej aktywności fizycznej! Wiecie, spacery z wózkiem są super, ale tęsknię już za porządnym rozciąganiem ciała w trakcie jogi, za rowerem, za porannymi przebieżkami albo chociaż bardzo energetycznymi marszami. Zależy mi na powrocie do formy i wierzę, że z dobrym planem i wsparciem uda mi się wyrobić kondycję jeszcze lepszą niż ta, którą miałam przed ciążą. Skoro inni mogą to ja też! Dzisiaj na blogu głos zabiera moja inspiracja, czyli Natalia, która dzieli się świetnymi i bardzo życiowymi pomysłami na to, jak łączyć macierzyństwo z dbaniem o swoje ciało i umysł! 

To się dzieje. Może marzyłaś o tym od czasu, gdy ze zdartymi kolanami czy kokardą we włosach biegałaś po podwórku; może latami powtarzałaś: „to nie moja bajka” – nieważne, tadammm, jesteś – lub lada moment będziesz – mamą. Wow!

Dopadła Cię już lawina pytań? I ta druga, jeszcze większa – wszędobylskich porad, od których jednocześnie Cię mrozi i robi Ci się gorąco? Od razu do czegoś Ci się przyznam – dorzucę jeszcze swoje. Poczekaj, nie uciekaj stąd jeszcze z krzykiem! Zrobię, co mogę, żeby były dla Ciebie jak turbodoładowanie.

A tak, wypadałoby się przedstawić 🙂 Tu Natalia, blogująca jako RunwithMum. Zakręcona na punkcie sportu i zmian w życiu, zakochana w oklepanym „wszystko jest możliwe”, mama 4letniego aniołko-diabełka i, lada moment, również bliźniąt.

Zaczęłam blogować…z kompletnego braku czasu. Byłam wykończona. Sportowa dusza? Córka wyssała ze mnie resztki energii! Nie poznawałam siebie. Któregoś dnia, przysypiając na stojąco, sunęłam przez pasy z wózkiem. W połowie włączyło się czerwone. Podbiegłam do chodnika i dopadło mnie na nim pytanie: „Dziewczyno, obudź się. Wszystkiego nie zrobisz. Co MUSISZ mieć, żeby być znowu sobą?”.

To wiedziałam: sport i pisanie. Proste! Kilka dni później ruszył mój blog. Najpierw o bieganiu z dzieckiem w wózku. Potem o apetycie na więcej: bieganiu na czas, pierwszych sukcesach, maratonach, triathlonach. Dalej: o próbowaniu nowych rzeczy w życiu i wychodzeniu z obsesji na punkcie diet. W końcu też o szalonych marzeniach, które właśnie spełniam: przenieśliśmy się na dłuższy czas do USA, gdzie zaczynam na nowo w kilku różnych obszarach życia.

Dość o mnie! Czas na Ciebie!

Wiem, że jest nas więcej: dziewczyn, które kochają swoje narodzone (lub lada-moment-narodzone) maluszki, ale jednocześnie chcą czegoś więcej.

SIEBIE! Pełnej energii i  spełnionej na różnych polach. Przepisów na to jest pewnie tyle, co na jaglankę. Dziś podam swój i liczę na to, że Tobie również zasmakuje 🙂

JOGINKA I HAKERKA

Co powiesz na takie połączenie? Ten miks to kwintesencja mojego sposobu na bycie aktywną mamą z pasją. Każda z nas ma w sobie moce joginki i hakerki. Gdy je odpalimy, możemy mnóstwo zdziałać.

Joginka to elastyczność, spokój i równowaga. Coś na wagę złota, gdy nagle jesteś rzucona na głęboką wodę macierzyństwa. Joginka wie, że czasem nie ma sensu się szarpać. Oddycha. Daje sobie trochę luzu i przestrzeni. Nie upiera się przy „idealnym” – czasem wystarczy, by było po prostu dobre. Joginka pomaga Ci złapać kilka oddechów, zanim zaczniesz rwać włosy z głowy; rozumie, że plan dnia znów się rozjechał i przypomina, że do swojej pełni życia potrzebujesz zadbać nie tylko o dziecko, ale też samą siebie.


Hakerka? Szuka sposobów, by tę macierzyńską codzienność sprytnie zhackować. Ta część Ciebie potrafi przyglądnąć się krytycznie, gdzie Twój system ewidentnie szwankuje. Czy potrzebne są wszystkie procesy, przez które przechodzisz? Czy jest coś, co możesz zrobić na skróty? Zsynchronizować? Albo wcisnąć z uśmiechem DELETE?

Hakerka to też adrenalina. Wie, że dobrze jest wyrwać się z „dnia świstaka”, który tak często przewija się w opowieściach młodych mam. Nie twardym resetem, tylko małymi sztuczkami.

Skoro już to mamy, droga Joginko i Hakerko, czas na duet dużo bardziej oczywisty.


CIAŁO I DUSZA

Zanim dobiegnę do konkretnych, prostych patentów, chcę otworzyć dwie szuflady. I tu mały element magii: choć wydaje się, że są one oddzielone, jakimś cudem to, co do nich wkładasz miesza się i łączy. Wiesz na pewno, jak to działa, jeśli masz w domu malucha, który za nic sobie bierze Twoje próby segregacji i nagle w szufladzie A masz rzeczy z szuflady B i tak dalej.

Wysunę więc dwie szufladki: C jak CIAŁO i D jak DUSZA. Do C wrzucę sposoby na aktywne macierzyństwo pod względem ruchu i energii, którą daje jedzenie. Do D – aktywność dla Twojego umysłu. Śmiejemy się w sieci z „pieluszkowego zapalenia mózgu”, ale…wiele z nas robi to czasem przez łzy! A wystarczy regularnie wsuwać do szuflady D pewne drobiazgi, żeby poczuć, że jesteśmy aktywne również umysłowo.

Twoja Joginka lubi, gdy zapełniasz obie szuflady. A Hakerka wie, co można z nich bez żalu wyrzucić!


SZUFLADKA C – RUCH

O jego genialnym wpływie wiesz na pewno doskonale, więc przejdę od razu do małych lifehacków. Czego możesz spróbować?

→ Wykorzystaj spacerową rutynę. Ubierz się sportowo, zabierz butlę wody i przyśpiesz krok, żeby Twoje serce zaczęło szybciej bić. Gdy poczujesz, że Twoja forma rośnie, spróbuj marszobiegów: na zmianę truchtaj z wózkiem i znów żwawo idź. Podoba Ci się? Wybierając spacerówkę, kup taką z funkcją biegania lub przyczepkę rowerową. To otworzy Ci zupełnie nowe drzwi: wspólne bieganie, rolki, wycieczki. W ten sposób przygotowałam się do pierwszego maratonu. W ciąży przybrałam prawie 20kg i początkowo nawet 2km biegu były dla mnie kosmosem. Skończyło się na bieganiu wspólnie nawet po 20kilka kilometrów, kilka razy wzięłam też córkę na zawody. I…tak jak nie cierpiała spać, tak w wózku biegowym robiła wyjątek!


→ Przejrzyj opcje zajęć dla mam z dziećmi. Testowałyśmy jogę, fitness, cross-fit, a nawet…salsę w chuście 🙂 Jeśli w Twoim mieście nie ma takich spotkań, rzuć hasło na lokalnej grupie na Facebooku – jestem pewna, że znajdziesz kilka mam chętnych na marsze z wózkami zakończone piknikiem z maluchami

→ Zapisz swoje niemowlę na naukę pływania – zwykle można to robić już od 3 miesiąca życia. Niech tata pójdzie z nim popływać, a Ty w tym czasie zrób sobie swój trening na dużym basenie

→ Podróżujcie. Dzięki chuście/nosidle ergonomicznym można to robić praktycznie bez limitów! U nas świetnie sprawdziły się też wyprawy pod namiot, gdy mała trochę podrosła. Teraz planuję objazdówkę po Colorado z trójką dzieci, camperem 😊

→ Wykorzystuj okienka. Gdy maluch zaśnie, wyciągnij matę i poskacz przed TV lub komputerem – w sieci jest mnóstwo materiałów znanych trenerek dostępnych na YouTube lub na platformach z niewielkim, miesięcznym abonamentem. To nieprawda, że jeśli trenować, to koniecznie długo. Takie myśli niepotrzebnie podcinają nam skrzydła. Joginka prosi tu o delikatność! Zobaczysz, że nawet 15 minut, ale regularnie podtrzymywane, da swoje efekty.

→ Wyrwij się. Nawet, jeśli karmisz piersią, możesz wyskoczyć z domu na sesję tylko dla siebie. Nie mówię o takiej w Biedronce czy Lidlu, lecz na świeżym powietrzu lub z ludźmi! Nakarm dziecko przed wyjściem, zabierz ze sobą telefon i leć – na basen, zumbę, przebieżkę do parku, to bez znaczenia! Martwisz się, że sport nie idzie w parze z laktacją? To mit. Jeśli dalej będziesz regularnie przystawiać maluszka i, ważne, zadbasz o odpowiednio dużo kcal w swoim menu, nic złego się nie zadzieje! Za to dobrego – całe mnóstwo. Pokochasz te wypady.

SZUFLADKA C – SZAMKA, LADIES!

(to takie hasło, którym w pracy wzywałyśmy się z przyjaciółkami na obiad i w sam raz mi tutaj pasuje 😊)
Energię, którą wysysa z Ciebie pełen etat bycia mamą koniecznie musisz odzyskać. O śnie nie wspomnę – zwłaszcza, że dużo w tej materii zależy od temperamentu naszego potomka. Chcę za to na chwilę wpaść do Twojej kuchni 😊

Jak możesz ułatwić sobie w niej życie?

→ Postaraj się nie omijać posiłków. Nie urwałam się z księżyca – wiem; trudne! Ale naprawdę ważne. Jeśli karmisz dziecko piersią, a notorycznie zapominasz o dokarmianiu samej siebie, możesz solidnie namieszać we własnym zdrowiu. Na szczęście wcale nie potrzeba tutaj skomplikowanych przepisów i godzin spędzonych w kuchennych oparach.

→ Zbuduj zapasy zdrowych produktów, z których błyskawicznie coś wyczarujesz – Ty lub Twój partner! Mężczyźni naprawdę potrafią być świetni w gotowaniu, a pochwały skutecznie ich dopingują 🙂 Miej w szafkach pestki, przeróżne orzechy, bakalie, kasze. Trzymaj zapas owoców i warzyw, świeżych i mrożonych. Błyskawicznie zrobisz z nich koktajle, zupy albo lody. Wszystko, czego się teraz nauczysz w kuchni przyda Ci się też przy rozszerzaniu dziecięcej diety. Zdrowo i szybko: tego właśnie Ci trzeba!

→ Gotuj na zapas – np. na dwa dni. Korzystaj też ile wlezie z zamrażarki, ja mam w niej np. wegetariańską bazę pod zupy oraz banany, z których robię ekspresowe lody

→ Rób błyskawiczne potrawy. Poza koktajlami i zupami dobrze sprawdzają się wszelkie „jednogarnkowce” i sałatki ze zdrowymi olejami, orzechami, pestkami, serami. Pamiętaj, że zwłaszcza jeśli karmisz, te wartościowe tłuszcze są Ci bardzo potrzebne!

→ Miej ze sobą coś „na wynos”, na spacer. To mogą być błyskawiczne w przygotowaniu muffinki warzywne lub owocowe; domowe batony na bazie płatków owsianych, orzechów i bakalii lub po prostu owoc/warzywa z hummusem/szybka sałatka z dobrym chlebem/koktajl.

→ Zrób bazę błyskawicznych i zdrowych przepisów. W sieci jest ich pełno. Żeby Ci nie umknęły, polecam korzystanie z darmowej aplikacji Fooder! Dwoma kliknięciami dodasz do niej dowolny przepis z internetu.

→ Układaj menu raz na tydzień. Dzięki temu nie zorientujesz się w połowie tygodnia, że brakuje Ci składników lub jesteś tak zmęczona, że nie masz pomysłu na nic innego poza kolejną kanapką

→ Rób zakupy przez internet i w trybie tygodniowym. To ogromna oszczędność czasu – zwłaszcza, że zwykle mamy swoje ulubione produkty i będą one już zapisane w „pamięci” naszego sklepu internetowego.

→ Miej namiary na awaryjne knajpki, z których zamówisz sobie jedzenie na dni pt. „nie wyrabiam”

→ Korzystaj z notatek, które zawsze możesz mieć przy sobie – lubię Google Keep, gdzie tworzę sobie tablicę przeróżnych rzeczy do kupienia, załatwienia, zapamiętania. Nadaje się też na listę zakupów – można ją też udostępnić np. partnerowi 

Ułatw sobie życie sprzętem. Warto zainwestować w akcesoria, które szybko zblendują zarówno zupę na krem czy kaszę jaglaną na budyń, pomogą coś błyskawicznie posiekać czy zrobić na parze. Jeśli nie przeszkadzają Ci koszty, rozważ Thermomixa – ma wielką bazę przepisów i pozwala układać menu oraz listę zakupów:)


SZUFLADKA D – COŚ DLA UMYSŁU

Szufladkę C jak ciało masz już ładnie załadowaną, ale to dopiero jedna „noga” – bez drugiej nie złapiesz równowagi! Dlatego teraz wysunę drugą, D jak Dusza.  

Bardzo łatwo o niej zapomnieć, zwłaszcza przechodząc z pracy na etacie na długi urlop macierzyński. Nagle możesz mieć wrażenie, że dni zlewają się w ciąg podobnych do siebie, pełnych „gugania” i dźwięków z dziecięcej playlisty na YouTube. Bywa, że masz zwyczajnie dość i to ten moment, do którego niechętnie się zwykle przyznajesz.

Czy to znaczy, że jesteś złą mamą?

NIE! Normalną. Fantastyczną! Po prostu taką, która potrzebuje zadbać też o siebie. Idealnie sprawdza się tutaj załadunek szuflady Dusza. Na przykład tak:

→ Czytaj. Genialnie sprawdził się u mnie czytnik. Jeśli nie chcesz zbyt dużo wydawać na np. Kindle, sprawdź ofertę Legimi – mają pakiety, w ramach których dostaniesz czytnik w abonamencie za 1zł plus dostęp do biblioteki pełnej e-booków. Wybierz model z opcją podświetlania! W sam raz na nocne karmienia 😊

→ Słuchaj. Nieważne, czy prasujesz (polecam ostrą redukcję na tym polu), gotujesz, spacerujesz; słuchanie jest fantastyczną opcją na rozmnożenie czasu.

Możesz słuchać podcastów z całego świata na dowolny temat lub przebierać w ofercie audiobooków (sprawdź abonamenty na Storytel albo Audiotece).

To, że masz dziecko, wcale nie oznacza, że jesteś skazana na słuchanie non stop Fasolek 😊 Gdy maluch podrośnie, zacznie się domagać swoich hitów i jeszcze się ich nasłuchasz za wszystkie czasy. Stąd też naprawdę nie czuj się winna, że puszczasz w tle coś „dorosłego”, póki możesz.

Zrób coś, na co dotychczas nie miałaś czasu. To może brzmieć jak wielki absurd, ale mnóstwo dziewczyn udowodniło już, że się da. Na urlopie macierzyńskim rozkręcają biznesy, uczą się nowych rzeczy, języków.

Też tak zrobiłam: od dawna marzyło mi się dokształcenie w psychodietetyce, ale potrzebowałam dobrego momentu. Teraz mam przed sobą ponad rok urlopu macierzyńskiego z bliźniętami i zapisałam się na 8 miesięczny kurs, który w większości działa zdalnie i mogę go wkomponować w dowolną porę dnia.

Macierzyństwo daje nam często wielki zastrzyk energii, jednocześnie ją zabierając – taki paradoks, z którego warto skorzystać 😊

Hakerko, życzę Ci, żebyś rozpracowała swój system i przeszła z nieśmiałej wersji BETA na LIVE.
Joginko, a Tobie – tego, żebyś umiała wejść w stan zen nawet w epicentrum domowego chaosu!

PREZENT DLA CZYTELNICZEK WORQSHOP

Mamuśki z Desperate Housewives zaczynały zwykle znajomość od pukania do sąsiadek z koszem pełnym muffinek, więc i ja mam dla Ciebie mały prezent 😊


Pod tym linkiem znajdziesz coś, co przyda się przy zapełnianiu szufladki C (choć wpływa ona też na D!):

– ściągę zdrowych zastępników sklepowych słodyczy
– 6 rzeczy, które możesz zmienić w tym JAK jesz zamiast CO jesz, aby poczuć się lepiej
– e-booka o motywacji do sportu dopasowanej do Twojego charakteru
– checklistę na półmaraton/maraton



Dziękuję Kasi za gościnę w tej klimatycznej przestrzeni Worqshop 😊!

A Ciebie podpytam: jakie są Twoje sposoby? Co byś jeszcze dodała?

 

Natalia Ligenza

Piszę o sporcie w macierzyńskiej rzeczywistości do potęgi 3, psychodietetyce, tymczasowej przeprowadzce do USA i zmienianiu życia – małymi krokami – na lepsze. Jestem maratonką (PB: 3:23), która nie spocznie, póki nie napisze książki i nie zrobi pełnego IronMana 😊

Znajdziesz mnie tu:

BLOG www.runwithmum.pl
FACEBOOK www.facebook.com/runwithmum
INSTAGRAM www.instagram.com/runwithmum.pl
GRUPA FB „Motywacja do biegania” https://www.facebook.com/groups/384217658607435/

 

Zobacz również

  • Agnieszka

    Kiedy czytam takie wpisy, myślę: czysty ekshibicjonizm. Ciekawe, kiedy lajfstajlowe blogerki zaczną tworzyć artykuły o tym, w jakiej pozycji uprawiały seks, by zajść w ciążę, o rozwarciu przy porodzie i odcieniach czerwieni na podpaskach w kolejnych dniach miesiączki.

    • Agnieszka, a ja się zastanawiam czy przeczytałyśmy ten sam artykuł, bo Twój komentarz nijak ma się do tekstu 🙂

      • Agnieszka

        Skasowałam go – dla Ciebie i siebie, bo już wyczuwałam w powietrzu tzw. gównoburzę.

  • Pionierka

    Moje sposoby? Nie biegam, nie ćwiczę, nie skaczę na macie, nie wyrywam się. Jestem sobie w moim tu i teraz i tyle.

    • i też ekstra 🙂 ważne, że w zgodzie z sobą 🙂 chociaż jak ktoś tęskni za ruchem i sportem, to te wszystkie aktywności o których napisałaś też będą w zgodzie z sobą 🙂 i też super! 🙂

  • Zacisze Lenki

    Może się czepiam, ale na początku wpisu jest, że Natalia wkrótce będzie mamą bliźniąt, a pod koniec wpisu cytuję: „Teraz mam przed sobą ponad rok urlopu macierzyńskiego z bliźniętami”. Jakiś chochlik.

    • oj czepiasz się 😀 Natalia już ma bliźniaki po tej stronie brzucha, wyobraźmy sobie, że zamiast „teraz” jest „za momencik” i będzie ok 🙂

  • Abernathy

    apka fooder tylko na ios :/ cos na android moze?

    • rozejrzę się za czymś na android, sama tęsknię za częścią IOSowych apek 🙁 a ja na razie zbieram przepisy na Pinterest 🙂

    • Fooder jest też na Androida 🙂

  • aaaa mega wpis! aplikację Fooder już zainstalowałam 😀

  • Uwielbiam aktywne kobiety 🙂 Dlatego też podsyłam Ci stronę dla nowoczesnych i silnych kobiet dokładnie takich jak Ty !
    http://kobietanaczasie.pl

  • Właśnie szukałam apki, która byłaby w stanie zorganizować moje przepisy kulinarne! Dzięki!
    Niedługo też zostanę mamą i włos jeży mi się na głowie, jak słucham, że mamy nie mają ani chwili czasu dla siebie… Dobra mama to szczęśliwa mama i jakbym miała zrezygnować z dotychczasowego życia to chybabym się na dziecko nie zdecydowała;) Naturalnie jestem świadoma tego, że już tak łatwo nie będzie, natomiast wierzę w dobrą organizację no i w końcu oprócz mamy jest i tata;)
    Zainteresował mnie kurs psychodietetyki. W internecie jest kilka, jaki wybrała Natalia?

    • Maja, sorki, że z taaak wielką obsuwą 🙂 Lekko nie ma, ściemniać nie będę, ale znam zbyt dużo dziewczyn, które pięknie sobie wszystko zorganizowały. Kwestia uporu, a my, babeczki, mamy go zwykle sporo 🙂

      Co do kursu – mieszkam teraz w USA i robię „tutejszy” kurs na Institute for the Psychology of Eating.

      Życzę duuużo dobrego i połapania tego, co sobie życzysz po narodzinach malucha 🙂

      • Dziękuję za info! Kurs pozwoliłam sobie przejrzeć i wygląda interesująco. Powodzenia!