Miracle Morning – jak dobrze zacząć dzień?

Jak na ogół wyglądają Wasze poranki? Wiecie jak dobrze zacząć dzień, czy jest to raczej walka z budzikiem, przeciąganie momentu pobudki w nieskończoność, a potem stres, pośpiech i niepotrzebne nerwy od samego rana?

Szukacie może czasem pomysłu na to, jak zaserwować sobie dodatkową porcję energii, jak rozpocząć dzień w dobrym humorze, już z samego rana mieć poczucie, że zrobiliście dla siebie coś dobrego? Miracle Morning to świetny pomysł na to jak dobrze zacząć dzień – testuję go na sobie od kilku tygodni i jestem zachwycona efektami!

CO TO JEST MIRACLE MORNING?

Miracle Morning to sposób na dobre rozpoczęcie dnia wymyślony i opisany przez Hala Elroda.

Hal starając się uporządkować własne życie, próbując wyjść z długów i depresji zrozumiał, że nie uda mu się tego dokonać jeśli nie skupi się na rozwoju samego siebie.

Spośród nawyków i czynności wykonywanych przez ludzi sukcesu Hal wybrał 6 najpopularniejszych i jako pierwszy zastosował je … wszystkie razem! Taka siła rozwojowego zbiorowego rażenia zaserwowana z samego rana sprawiła, że w ciągu kilku miesięcy udało mu się uporać ze swoimi problemami oraz zainspirować do działania tysiące osób na całym świecie! Tak powstał Miracle Morning czyli przepis na to jak dobrze zacząć dzień.

Oczywiście jak zawsze zachęcam Was gorąco do szukania informacji u źródła, czyli w książce Miracle Morning Hala Elroda. Możecie również zajrzeć na jego stronę internetową, posłuchać podcastu lub obejrzeć filmy z jego udziałem na youtube. W internecie znajdziecie mnóstwo pomysłów i inspiracji na to jak wprowadzić Miracle Morning do swojej codzienności.

bullet-journal-miracle-morning-jak-zaczac-dobrze-dzien

Jak dobrze zacząć dzień – mój Miracle Morning

Wprowadzenie Miracle Morning do moich poranków okazało się zdumiewająco proste. Śmieję się, że trafił swój na swego i było to coś, czego akurat potrzebowałam!

→ JAK WYGLĄDA MÓJ TYPOWY DZIEŃ

Od początku roku wypracowałam sobie nawyk porannych pobudek – wstaję przed 6 i nie mam z tym najmniejszego problemu.

Teoretycznie nie muszę zrywać się z łóżka przed świtem – przecież pracuję w domu, mogłabym więc spać do oporu, spędzić poranek w piżamie i zacząć działać dopiero w ciągu dnia. Czasem gdy dzwoni budzik mam ochotę go wyłączyć i iść dalej spać, ale  … wiem, że gdy wstanę z łóżka, ochlapię twarz wodą i umyję zęby ta senność minie, a ja dam sobie szansę na wspaniały początek dnia.

Ten czas tylko dla mnie, z samego rana, gdy w mieszkaniu jest jeszcze cicho i mogę spokojnie pozbierać myśli zawsze był dla mnie wyjątkowy. Oboje z Fabem spędzamy w domu większość czasu, pracujemy biurko w biurko, dzielimy tę naszą życiową przestrzeń i w wielu sytuacjach jest to super, ale mimo wszystko każdy potrzebuje chwili dla siebie aby nie zwariować. Dla mnie są to poranki.

Zbyt często miałam jednak wrażenie, że ten wyjątkowy czas po prostu przecieka mi przez palce i zamiast regularnie fajnie go wykorzystywać oglądam wciąż te same zdjęcia na Instagramie, zaczynam pracować, przełączam filmy na youtubie lub czytam blogi wmawiając sobie, że to w końcu „mój czas”. Trzeba było coś tutaj zmienić i pomyśleć jak dobrze zacząć dzień!

Miracle Morning pozwolił mi wypełnić mój czas rano naprawdę wartościowymi chwilami.

bullet-jounral-moj-habit-tracker

ILE TRWA MIRACLE MORNING

Ile czasu poświęcam na Miracle Morning? Maksymalnie 2 godziny.

Czy to dużo? Zależy pewnie od sytuacji, ja akurat mogę sobie na to pozwolić. Poza tym często jest to jedyny czas w 100% dla mnie w ciągu dnia. Czas kiedy jestem sama ze sobą, kiedy mogę zebrać myśli, nacieszyć się ciszą.

Te 2 godziny pozwalają mi dobrze zacząć dzień i dlatego daję je sobie codziennie rano bez żalu i wyrzutów sumienia. Oczywiście mogłabym w tym czasie zrobić kilka innych pilnych rzeczy, ale nie chcę – wolę przez tę chwilę skupić się na tym, co jest dla mnie ważne.

Jeśli czytacie to z nastawieniem „fajnie, ale nie mam czasu na coś takiego” koniecznie zajrzyjcie do artykułu o 6 minutowym Miracle Morning! No proszę, 6 minut zaraz po pobudce to chyba jednak można znaleźć 🙂

JAK WYGLĄDA MÓJ MRACLE MORNING?

Budzę się codziennie przed 6.00. Maszeruję do łazienki, myję twarz i zęby, wskakuję w strój do ćwiczeń, a potem przenoszę się na kanapę. Mam ze sobą telefon, bullet journal, visionboard i koniecznie dużą szklankę wody, którą powoli wypijam aby się do końca rozbudzić.

Miracle Morning mam uporządkowany dokładnie według tych samych kroków, które Hal Erold opisuje w swojej książce.

jak-zaczac-dobrze-dzien-medytacja

S- silence (Medytacja)

Zaczynam dzień od medytacji. Ha, ja i medytacja, kto by pomyślał! Zawsze się z tego podśmiewałam, nie wyobrażałam sobie jak miałabym wysiedzieć na tyłku w miejscu przez kilkanaście minut, nie myśleć o niczym i udawać, że jest to dla mnie fajne. I to z samego rana. O nie.

Okazało się jednak, że medytacja niejedno ma imię i w Internecie można znaleźć wiele fajnych, krótkich i przyjemnych nagrań idealnych do porannej medytacji. To był strzał w dziesiątkę!

Obecnie najczęściej korzystam z aplikacji Calm i Breathe, które zawierają kilkuminutowe sesje skupione wokół konkretnych tematów. Zaczynając dzień z przyklejonym na twarzy uśmiechem, słuchając o uprzejmości, poczuciu wdzięczności, radości i współodczuwaniu od razu robi mi się lepiej i czuję jak wzrasta we mnie poziom dobrej energii!

Często zaglądam też na youtube gdzie w krótszych i dłuższych medytacjach na każdą okazję można przebierać do woli. Moje ulubione ostatnio to te z kanału Boho Beautiful.

Okazuje się, że kilka minut medytacji dziennie wystarczy, aby zacząć dzień spokojnie, z pozytywnym nastawieniem i z poukładanymi myślami. To teraz jeden z moich ulubionych porannych nawyków!

jak-zaczac-dobrze-dzien-afirmacje

A – affirmations (afirmacje)

Do afirmacji również podchodziłam jak pies do jeża. No bo znowu – mam siedzieć i powtarzać sama do siebie jaka jestem fajna, jakie mam wielkie możliwości i ile niesamowitych rzeczy mogę osiągnąć? Dziękuję, ale jakoś specjalnie to do mnie nie przemawiało.

Postanowiłam jednak spróbować dla dobra całego „eksperymentu” z Miracle Morning i po prostu miałam pod ręką listę afirmacji Briana Tracy’ego, z którymi pracowałam w pierwszych dniach budowania nowego nawyku. Żeby trochę oswoić wroga i nadać tym afirmacjom sens zaczęłam o nich czytać, obejrzałam kilka filmów na youtubie i w końcu trafiłam do źródła – czyli podcastu Hala!

→ POZNAJ MOJE ULUBIONE PODCASTY

Znalazłam tam konkret, czyli gotową formułę na to jak ułożyć swoje własne afirmacje – takie, które będą odzwierciedlać moje cele, plany i priorytety.

Po wykonaniu ćwiczenia z podcastu miałam gotowe 4 afirmacje, które towarzyszą mi od początku grudnia (a po kilku dniach dołączyła do nich piąta). Powtarzam je sobie na głos podczas Miracle Morning, powtarzam je przed zaśnięciem, a jak mi się przypomni – również w ciągu dnia. Wiem, że są trochę koślawe, ale są moje. I dobrze mi z nimi!

Praca z afirmacjami pomaga mi codziennie pamiętać o tym, co jest dla mnie ważne. To na razie ich największa zaleta jaką odkryłam, zobaczymy co będzie za jakiś czas!

jak-zaczac-dobrze-dzien-wizualizacje

V – visualisation (wizualizacje)

Kolejny mocno abstrakcyjny dla mnie punkt Miracle Morning, który na początku przysparzał mi trochę kłopotów. Powiem wam, że ciężko było mi znaleźć różnice między afirmacjami, medytacją i wizualizacją. Wszystkie 3 elementy skupiały się wokół mało namacalnych rzeczy, wszystkie 3 były dla mnie nowością i ciężko było mi to jakoś logicznie poukładać.

Skoro jednak miały mi pomóc znaleźć odpowiedź na pytanie jak dobrze zacząć dzień to zamiast kombinować – działałam.

W końcu postanowiłam, że do wizualizacji będę korzystać z mojej … visionboard (teraz to jest takie oczywiste, ale gdy na to wpadłam to była moja mała „eureka!”).

→ CO TO JEST VISIONBOARD 

Codziennie rano sięgam po wydrukowaną na formacie a5 visionboard i z zamkniętymi oczami celuję w jeden z obrazków, który symbolizuje coś do czego dążę, na czym mi zależy, co chciałabym osiągnąć. Następnie przez kilka minut myślę o tej rzeczy lub sprawie – wyobrażam sobie jak mogłabym ją osiągnąć, jakie małe kroki muszę podjąć, aby zbliżyć się do celu, jak się będę czuła, gdy już dotrę na miejsce.

Okazało się, że wizualizacje to kolejne świetne ćwiczenie, które pozwala mi skupić się na ważnych sprawach i pamiętać na co dzień o moich celach i marzeniach.

Wykonanie tych 3 elementów Miracle Morning zajmuje mi nie więcej niż 15 -20 minut. Wiem, że to wszystko może brzmieć jak dużo zachodu, ale gdy już wpadniecie w swój rytm kolejne czynności dzieją się niemalże z automatu. 

miracle-morning-cwiczenia-fizyczne

E – exercise (ćwiczenia fizyczne)

W blogowej ankiecie kika osób zapytało, co stało się z kategorią fit&healthy na blogu. Cóż, wstyd się przyznać, ale nie miałabym za bardzo o czym w niej pisać, bo moje własne fit od conajmniej kilku miesięcy leży i kwiczy.

Do ćwiczeń podchodziłam zrywami (czyli ćwiczyłam w poniedziałek i wtorek, a potem ćwiczyłam znajdowanie wymówek), buty do biegania leżą zakurzone, a sportowe ciuchy w szufladzie powodują wyrzuty sumienia.

Miałam wielką nadzieję, że przemycenie ćwiczeń fizycznych do porannego planu dnia w Miracle Morning pomoże mi wrócić na dobrą stronę mocy i … nie chcę zapeszać, ale tak się dzieje!

Moje poranne ćwiczenia to nic skomplikowanego – najczęściej otwieram jeden z filmów Rebecci-Louise, a potem rozciągam się podczas yogi z Boho Beautiful lub DoYouYoga.com. Całość nie trwa dłużej niż 20-25 minut, ale … ćwiczę! Codziennie, regularnie, bez wymówek jestem na macie!

Okazało się, że wplecenie aktywności fizycznej pomiędzy inne nawyki oraz traktowanie jej jako jednego z elementów łańcuszka, a nie celu samego w sobie było strzałem w dziesiątkę i od kilku tygodni sprawdza się w 100%. Już sama satysfakcja z tego pomaga mi dobrze zacząć dzień, nie wspominam nawet o produkowanych podczas ćwiczeń endorfinkach!

Po ćwiczeniach wskakuję pod prysznic.

Żegnajcie dni, kiedy brałam prysznic po południu lub w panice szykowałam się do wyjścia z domu bo od rana siedziałam z nosem przyklejonym do komputera. Poranne ćwiczenia=poranny prysznic = plus 20 punktów do bycia szczęśliwą = banalny, ale zarazem genialny sposób na to jak dobrze zacząć dzień!

miracle-morning-finansowy-ninja-czytanie

R – reading (wartościowa, rozwijająca lektura)

Po ćwiczeniach czas na nagrodę. Robię sobie kubek dobrej herbaty lub kawy, biorę małą przekąskę i wracam na kanapę – najfajniejszym i najbardziej ulubionym momentem podczas Miracle Morning jest dla mnie czas na czytanie, a właściwie to czas na rozwój w ogóle.

Podczas Miracle Morning czytam książki, które wnoszą wartość i zmieniają coś na plus w moim życiu. Mogą to być pozycje o rozwoju osobistym (aktualnie czytam Paradoks Szympansa – idealna książka, dla osób, której często działają bez namysłu, pod wpływem emocji, a potem cierpią na moralnego kaca!), o biznesie lub nowych umiejętnościach.

To właśnie podczas Miracle Morning przeczytałam Finansowego Ninję. Czytałam na spokojnie, codziennie po trochu, w skupieniu, opracowując plan działania i wiecie co? Po kilku tygodniach okazało się, że była to najbardziej wartościowa książka, którą przeczytałam w tym roku. Jest warta każdej wydanej na nią złotówki, a patrząc na stan moich kont oszczędnościowych mogę powiedzieć, że jej zakup zwrócił mi się już 15 razy – każdy powinien ją przeczytać!

→ ZOBACZ INNE KSIĄŻKI, KTÓRE POLECAM

Dzięki tej części Miracle Morning mam wreszcie czas na rozwój i naukę. Nie wciskam go pomiędzy inne czynności, ale wiem, że codziennie, choćby się waliło i paliło mam pół godziny na książkę, webinar lub podcast. Wreszcie mam czas na to, aby nie tylko biernie odbierać treści, ale też zastanowić się jak zastosować je w życiu!

bullet-journal-plany-na-nowy-rok

S – scribling (pisanie)

Ostatnią czynnością, którą wykonuję w ramach Miracle Morning jest pisanie. Sięgam wtedy po mój bullet journal i na początku uzupełniam strony Codziennik oraz Dziękuję za… , następnie koloruję trackery – chyba nie muszę mówić, że nigdy nie byłam z nimi tak bardzo na bieżąco?

→ ZOBACZ JAK ZROBIĆ SWÓJ BULLET JOURNAL

Zaraz po tym planuję swój dzień. Często jest tak, że wiele rzeczy do zrobienia mam już wypisanych, czasem dopisuję kilka punktów, a następnie z tej listy wybieram priorytety na dany dzień i numeruję zadania do wykonania. Dzięki temu, gdy zabieram się do pracy, wiem co mam zrobić najpierw, co później, nie kombinuję i nie rozmyślam w czasie, gdy powinnam pracować.

Ostatnie kilka minut mojego Miracle Morning przeznaczam na przejrzenie i uporządkowanie notatek i pomysłów. Pomaga mi to być na bieżąco z wiedzą, którą zdobywam na różnych kursach i webinarach, mogę też na bieżąco wprowadzać je w życie i mój plan dnia!

Po tak rozpoczętym dniu jestem gotowa do pracy! Najczęściej jeszcze przed śniadaniem (do którego siadamy razem z Fabem około 9) udaje mi się w kilka minut posprzątać trochę w mieszkaniu, wstawić pranie, przygotować obiad, a od niedawna – pisać teksty na bloga!

ankeita-worqshop-2017

Po tak dobrze zaczętym dniu nie mam problemu z zabraniem się do pracy, a wykonywanie zadań idzie mi szybko i sprawnie. Łatwiej jest utrzymać koncentrację, łatwiej o kreatywność i skuteczność. Świadomość tego, że zajęłam się sobą już z samego rana jest genialna – w końcu bez ściemniania mogę powiedzieć, że naprawdę jestem swoim najważniejszym priorytetem!

blog-separator

Napiszcie koniecznie czy spotkałyście się z pomysłem Miracle Morning wcześniej, czy macie ochotę spróbować i które z elementów tego systemu interesują Was najbardziej!

PS. Jeśli kusi Was aby zacząć – po prostu zacznijcie! Zajrzyjcie do książki Miracle Morning lub do podlinkowanych wcześniej artykułów, ale przede wszystkim – wstańcie chwilkę wcześniej i wypróbujcie to na sobie 🙂 Kto powiedział, że ze zmianami na plus trzeba czekać do Nowego Roku, co?

  • Lubię wstawać wcześnie rano! W dni, kiedy nie pracuję w domu i wychodzę do pracy około 9, staram się wstawać nie później niż o 6 i poświęcać poranek właśnie dla siebie. Na powoli wypitą kawę lub herbatę, krótką medytację ( chociaż to akurat wychodzi mi dość nieregularnie). Od jakiegoś czasu rano poświęcam też czas na uporządkowanie głowy, wypisuję za co jestem wdzięczna, co sprawi, że dzień będzie wspaniały i moją codzienną afirmację ( coś na kształt 5 minute journal od Mimi i Alexa Ikonn). Codziennie wypisuję też 10 celów, które chcę osiągnąć w ciągu najbliższych dwóch lat- to takie ćwiczenie, które pozwala mi się utrzymać w pionie 🙂 Rano to też mój czas na 10 minut z aplikacją mFiszki i nauką hiszpańskiego.

    Natomiast o dziwo, zupełnie inaczej wygląda mój dzień, kiedy pracuję w domu – wtedy wstaję około 5 i pół godziny później zabieram się do pracy 🙂 Wykorzystuję mój najbardziej produktywny czas. Ale dni kiedy pracuję w domu są w całości moimi miracle days 🙂

    Bardzo inspirujący wpis, nie ukrywam, że chętnie sięgnę po książkę Miracle Morning w wolnej chwili, chciałabym też wpleść do mojej porannej rutyny chociażby wizualizację, ale… wszystko powoli, na spokojnie i w swoim czasie 🙂 Pozdrawiam

  • Spadłaś mi z nieba tym wpisem 😉 zawsze lubiłam wstawać wcześnie, ale w ostatnim czasie nie potrafię zwlec się z łóżka. Męczy mnie to strasznie bo wiem, że marnuję najbardziej produltywną część mojego dnia. Chętnie wypróbuję Miracle Morning bo wiem, że to może być coś dla mnie 😉

  • Piękny poranek! Ja również mam swoje poranne rytuały, jak wczesna pobudka, zielony koktajl, joga i prysznic a potem lektura. Cudnie tak od samego rana zająć się sobą i naładować akumulatory na cały długi dzień! Wkrótce czeka mnie jednak korekta nawyków, a mały Julian z pewnością skoryguje je wg własnego uznania ☺ Trzymaj kciuki!

  • Praktycznie po każdym Twoim poście mam ochotę usiąść i zapisać sobie wszystkie swoje plany, cele itp. Kilka dni temu dotarł do mnie mój pierwszy (najpiękniejszy!) planer, więc czas wziąć długopis w dłoń i zacząć organizować swój czas tak, aby wycisnąć z niego jak najwięcej. 🙂

  • joanna

    Super! Nie słyszałam o tym nigdy wcześniej ale czuję że jest to dobry pomysł na wykorzystanie poranka tak by nie mieć wyrzutów sumienia przez resztę dnia że został on wykorzystany na gapienie się w telewizor 🙂

  • |Forest lifestyle

    Nie słyszałam o tym wcześniej 🙂 Ciekawe metody.

  • Hmmm.. nie słyszałam, ae… sama mam potrzebę takiego uporządkowania poranka. I ten Twój tekst to strzał w dziesiątkę! Już wiem, dgzie dalejszukać inspiracji!

  • Muszę przyznać, że po Twoim wpisie poczułam, że troszkę mnie kusi sprawdzenie tego na sobie. 🙂

  • Kiedyś już o tym słyszałam, ale nie zgłębiałam tematu. Po dzisiejszym poranku i Twoim wpisie czuję, że powinnam tego na sobie spróbować.

  • Gdzieś łapie się czasami na tym, że w głowie mam jedno ok zrobiłaś dziś dużo, ale co zrobiłaś dla siebie. Książka leży nietknięta od dawna, bo wszystko inne ważniejsze, miałam nauczyć się czegoś nowego, a skończyło się zanim jeszcze na dobre zaczęło. Daje to tylko jedno poczucie, że staram się zadowolić wszystkich, a siebie na końcu. Na co zawsze brakuje czasu. Przetestuje to na sobie, choć najpierw trzeba będzie zacząć od wcześniejszego wstawania 😉 Ale w końcu robię to dla siebie to musi być duża motywacja. 🙂
    Dziękuję za ten wpis!

  • Dorota Kowalczyk

    Gdzies słyszałam o poranku dla siebie, ale nie w pełnej jego nazwie i opisie. Nęci mnie to od kilku tygodni, ale boję się, że z moim trybem nocnego marka może to byc trudne. Od poniedziałku jednak spróbuję ( na weekend wyjeżdżam na warsztaty, więc i tak czeka mnie wczesniejsza pobudka i musowo porządny nocny wypoczynek). Ale spróbuje na pewno!

  • A tak z ciekawości – o której chodzisz spać, że te poranki tak się udają? 🙂

  • Poczułam się miło zainspirowana do działania 🙂 Moje poranki co prawda są mało kreatywne, ale myślę sobie, że jeszcze rok temu chodziłam spać koło 2-3, a budziłam się koło 9… Od pół roku wstaję o 6:30 i całkiem mi z tym dobrze, więc jak się trochę postaram, to może i małe poranne rytuały zdołam w harmonogram wcisnąć 🙂
    Dzięki za namiary na aplikacje do medytacji. Akurat o tym myślałam! Obie już zainstalowałam i będę testować 🙂

  • Faaaaajnie! 🙂 Ale ja niestety nie mogę sobie pozwolić na takie poranki! Przerzucę się na miracle evenings :))))

  • Nie słyszałam o Miracle Morning, nie jestem jakoś super przekonana, że sprawdziłoby się to u mnie, ale… zamierzam wprowadzić aktywność fizyczną rano, gdy do pracy idę na drugą zmianę. Kompletnie nie chce mi się ćwiczyć po powrocie do domu, a gdy wcześniej wstanę, to i więcej będę mogła zrobić – nad tym też muszę popracować 🙂

  • Fajne są takie codzienne, miłe rytuały 🙂 Bardzo inspirujące! 🙂

  • Klaudia

    Czy finansowy ninja jest też dla osób, które od kilku lat prowadzą swój budżet, kwestie planowania i organizacji go mają „w małym palcu”? 😉 Sporo słyszałam o tej książce, ale boję się, że za wiele nie będę mogła przełożyć na siebie, bo dużo już robię.
    Co do MM… Piękne. Podobnie wyglądają moje poranki, gdy mam wolne… Czyli maksymalnie 8-10 razy w tygodni. To mało, a jeszcze czasami coś wypadnie i trzeba się rano gdzieś zerwać, gdzieś pojechać… Ale boli ta praca na etacie 😉

    • Celina Anna ‚Asmena’ Zygarłows

      O przepraszam, ja też pracuję na etacie 🙂 Ale jestem osobą potrzebującą samotności, czasu tylko dla siebie- odkąd mieszkam z partnerem ten czas mam właśnie rano, bo on lubi pospać. Zawsze funduję sobie co najmniej godzinę dla siebie i swoich pasji 🙂

      Ja jestem w o tyle dobrej sytuacji, że nie lubię spać, ale wierzę, że jak się chce- to można metodą małych kroczków dojść do dodatkowych kilkunastu, a później kilkudziesięciu minut rano 🙂

  • Od mniej więcej 6 miesięcy wstaję wcześniej, koło 5 rano (choć przyznaję, że ostatnio jest to przed 6, bo jednak dość ciężko mi się wstaje, gdy ciemno za oknem :?), ale chyba właśnie potrzebuje takiego uporządkowania tego poranka, by spędzić go efektywnie. Na pierwszy plan idzie wstawanie bez drzemek 😀

    • powodzenia Magda! Trzymam kciuki, aby ta metoda sprawdziła się też u Ciebie 🙂 miracle morning porządkuje wczesne poranki jak nic!

  • Kiedyś mignął mi temat Miracle Morning, dzięki za przypomnienie! 🙂 Tym razem muszę się zgłębić w temat.
    U mnie zawsze największym problemem jest po prostu wcześniejsze wstawanie, ale może zacznę przynajmniej od kilku minut MM i powoli dojdę do czegoś większego 😉

    • Edyta, spróbuj malutkimi kroczkami – minutkę – dwie wcześniej co tydzień, do wiosny nawet nie zauważysz kiedy zyskałaś pół godziny ekstra 🙂

      • Do wszystkiego jakoś się potrafię zmotywować, a ze wstawaniem jest najgorzej 😉 To będzie moje kolejne podejście, ale może w końcu się uda 🙂
        Pozdrawiam!

  • Natasza Nadczuk

    Bezcenna byłaby porada, jak praktykować taka bajkę z dwójka dzieci chodzących do szkoły, przedszkola, przy czym jedno budzi się wymiotując, a drugie zapomniało odrobić lekcji.Idealne sposoby dla ludzi , którzy maja czas tylko dla siebie, choć wmawiają światu, ze nie.

    • Może spróbować od tych 6 minut w ciągu dnia? Nie zauważyłam, abym komukolwiek wmawiała cokolwiek mijającego się z prawdą, wydawało mi się, że jasno napisałam, że jestem w sytuacji, w której na takie poranki mogę sobie pozwolić. Przykro mi, że odebrałaś ten tekst tak, a nie inaczej i teraz mnie atakujesz..

      • Celina Anna ‚Asmena’ Zygarłows

        No tak, tylko matki mają prawo mówić, że nie mają czasu dla siebie… Trochę więcej zrozumienia. To, że ktoś nie ma dzieci, nie oznacza od razu, że nie jest zapracowany i nie ma obowiązków.

  • Edyta Warych

    Miracle morning jest mi już znany od jakiegoś czasu. Nawet próbowałam go włączyć do swojej porannej rutyny jednak kwestia afirmacji i wizualizacji mnie przerosła. Dzięki Tobie zaczęłam myśleć o tym na nowo 😉 Twoje sposoby na uporanie się z tymi bardziej duchowymi punktami są rewelacyjne i bardzo ułatwiają życie. Do końca roku popracuję nad wcześniejszym wstawaniem z łóżka, a od Nowego Roku zrobię drugie podejście. To byłam ja, mama dziecka z niepełnosprawnością, które też potrafi wymiotować i ma swoje „zagrania” 😉
    P.s. W polskim wydaniu książka nosi tytuł „Fenomen poranka” i jest na mojej liście życzeń.

    • Edyta, dzięki, że wspomniałaś o polskim wydaniu książki – w ogóle nie pomyślałam, aby o nim napisać! 🙂 no i super, że pokazujesz, że jak się chce to można 🙂

  • Tak sobie właśnie pomyślałam, że ja też mam coś na wzór Miracle Morning. Wstaję o 6.30, przygotowuję jedzenie dla córki i siebie – większość mam już naszykowaną, ćwiczę – joga i skakanka, potem prysznic, ubieranie, szybkie planowanie danego dnia… i do pracy.
    Fajnie, jakby udało mi się coś rano poczytać, ale to chyba dopiero jak moje dziecko przestanie mnie milion razy w nocy budzić i dam radę wcześniej wstawać. Ale sama idea jest super!

  • Czekałam na ten wpis 🙂 Bardzo podoba mi się ta koncepcja i z chęcią wprowadzę ją w życie. Co prawda czasu rano nie mam zbyt wiele, ale tak jak sama mówisz, mogę dostosować to do wlasnych potrzeb i możliwosci 🙂

    • no dokładnie 🙂 właśnie w książce to jest tak fajnie opisane, jak można sobie te poranne rytuały dopasować do swojego stylu życia i możliwości 🙂

  • Pierwszy raz spotykam się z taką nazwą dzięki Tobie:) fajnie Ci to wychodzi, zazdroszczę uporządkowania na poziomie hard i systematyczności. Z tym wstaniem byłoby u mnie najgorzej;)

  • Ja na ćwiczenia fizyczne rano rzadko mam czas, bywa, że srobię krótki streching. Raczej trenuję po pracy. A rano, na dzień dobry, ssanie oleju kokosowego, zimą ciepłe śniadanie i do pracy 😉

  • Zachęciłaś mnie do lektury 🙂

  • Agnieszka

    Bardzo mi się podoba ta koncepcja! Nie spotkałam się z nią wcześniej, choć podobne pomysły już widziałam. Jestem ciekawa w jaki sposób autor zweryfikował wpływ takiego poranka na nasze dalsze działania, także wrzucam książkę na listę lektur 🙂

  • Julia T.

    Nowy rok i oczywiście masa planów i postanowień więc dziś od rana w ramach mojego pierwszego miracle morning czytam Twojego bloga 🙂 Miłego i efektywnego dnia!

  • Zaciekawiłaś mnie szalenie tym tematem. Choć sama też wstaję wcześnie, bo nie lubię się rano spieszyć, a długo dochodzę do siebie, to jednak często miałam wrażenie, że poranki, choć są moim czasem, to są czasem straconym. Z przyjemnością zapoznam się z psychologią miracle morning i wprowadzę je do swojego życia.

  • Spokojne poranki to jest to co lubię najbardziej. W tygodniu nie mam aż tyle czasu by zacząć dzień tak jak bym chciała, ale przemycam kilka sposobów, które opisałaś we wpisie. Najważniejsza jest dla mnie medytacja i poranne strony, które znam z Drogi Artysty (czyli poranny journaling). Z chęcią przeczytam tę książkę, bo te tematy są dla mnie zawsze bardzo ciekawe.

  • Od jakiegoś czasu mam swoją „poranną rutynę”, jednak nie może ona zajmować 2h, a bardzo bym chciała! Obowiązkowo po wstaniu z łóżka, idąc do łazienki, wstawiam wodę i jak Ty – myję zęby oraz twarz, nakładam krem nawilżający, potem do przegotowanej wody dolewam przefiltrowaną zimną wodę, dodaję sok z połowy cytryny i siadam najczęściej do czytania lub przeglądam BuJo. Po wypiciu wody robię krótką rozgrzewkę i ćwiczę do 30 min, biorę prysznic i robię śniadanie. Mam nadzieję, że gdy przeprowadzimy się do większego mieszkania (mieszkamy na razie w kawalerce), to moja poranna rutyna się wydłuży, bo będę mogła wcześniej wstawać. Wiedząc jednak, że póki co muszę sobie inaczej radzić, mam też wieczorne rutyny, o które w ostatnim czasie trudniej mi zadbać, bo nie działam w „normalnym” trybie, a sesyjnym. W wieczornej rutynie dbam o wypełnienie trackerów, uzupełnienie codziennika, czasem dziennika i coś nad czym pracuję, to wyłączenie elektroniki przed 22, potem wieczorna toaleta i książka w łóżku lub rozmowa 🙂

  • Właśnie przeczytałam najbardziej inspirujący post w całym miesiącu. Dzięki! Zaczynam od jutra 🙂

  • Jakub Minecki

    Hej Kasiu. Jak zawsze świetny post i bardzo wartościowy. Napewno wrócę do niego jeszcze kilka razy. Mam jeszcze jedno pytanie.
    Kiedy Fab wrzuci jakiś post o rysowaniu?

  • Wiola

    Kurcze, szkoda że nie mam dostępu do tej książki. Może chcesz ją pożyczyć? 😀 heh:) Na razie udaje mi się wstawać o 8 cały tydzień już i jestem z siebie dumna, bo studiuję jedynie 3 dni w tygodniu a resztę pracuję w domu 🙂 Poza tym założyłam Bujo od kwietnia i mimo, że nie jestem mega zabieganą osobą, dużo mi pomaga – codziennie uzupełniam habit trackery, poza tym w daily robię takie osie czasowe dzięki czemu widzę jakie czynności ile czasu mi zabrały, Dzięki temu przestałam mieć wyrzuty sumienia że „nic nie robię” – teraz widzę, że robię , tylko efekty nie są widzialne/natychmiastowe. Widzę czarno na białym że się nie rozdwoję, ale też że jednak robię coś produktywnego co pozwala mi mniej się stresować i odpuścić sobie trochę. Tak czy siak, ciągle mam wrażenie że doba ma za mało godzin – to chyba oznaka że albo mam za dużo na głowie(wątpię?) albo jestem flegmatyczna (chyba robię wszystko wolno ale dokładnie) albo jeszcze nie umiem zarządzać sobą w czasie… A i wstaję o tej ósmej (sukces, jestem mega śpiochem) i właściwie nie wiem co mogę produktywnego robić np. do 10 (zwykle spałam do 10, więc od 8 do 10 to takie moje ukradzione-odzyskane-dodatkowe godziny), więc jakoś ten czas mija na piciu herbatki i często przy komputerze. Chciałabym zacząć medytować, ale nie wiem jak zacząć 🙂 pozdrawiam serdecznie.
    Ps. może byś napisała o zarządzaniu sobą w czasie? jak robić to efektywnie, jak utrzymać balans praca/związek/czas wony-odpoczynek? Na pewno każdy potrzebuje inne ilości np. odpoczynku, ale nie wiem od czego zacząć. A może jest już taki post na blogu? buźka
    pss. mam już vision board! jest cudna 🙂

  • Magdalena Poprawska

    Ja zrobiłam to intuicyjnie wraz z rozpoczęciem wiosny. Krótsze noce, wcześniejsze wstawanie. Godzina 6.00, dres, pies york kocha biegać i zmotywujemy się razem do wstania. Drepczemy za sobą nim nie wyjdziemy z domu. Potem bieg, marszo-bieg 3,5 km codziennie z wyłączeniem niedziel i wyjazdów. Piękne okoliczności przyrody, bez względu na pogodę i nastrój budzą, przywracają mnie naturze i mojej prawdziwej naturze 🙂 Polecam każdemu.

  • Blue Kami

    Od dłuższego czasu bardzo chodzi za mną praktykowanie miracje morning i po przeczytaniu twojego wspaniałego wpisu jestem jak najbardziej za tym aby wcielić go do mojego życia a, że lubię zmiany w moim to muszę to zrobić. Na pewno tak jak wspomniałaś zacznę również praktykować vision board , które od dłuższego czasu chciałabym wcielić w swoim życie. Szczerze dzięki twojego blogowi założyłam bujo z czego jestem niezmiernie wdzięczna.
    Tak na koniec jeśli miałabyś czas i chęć zależało by mi abyś odwiedziła mojego bloga. Niestety czuje, że nie jest wystarczająco doby ale to dopiero początki i jest to blog raczej o recenzjach ale powoli zmienia się.
    Serdecznie pozdrawiam.

  • Pierwsze słyszę o czymś takim, ale może rzeczywiście powinnam zacząć! Jesteś niesamowitym źródłem inspiracji, serio.

    • dziękuję! 🙂 spróbuj, przekonasz się czy działa u Ciebie czy nie! Ja niestety od przeprowadzki nie bardzo mam jak praktykować miracle morning i widzę tego negatywne efekty 🙁 no, ale powolutku wszystko wraca do normy 🙂

  • Przy okazji pracy nad swoim Bujo zaglądam do różnych Twoich tekstów, które są z nim w jakiś sposób powiązane. Przy okazji czytania o Miracle Morning pomyślałam, że to jest właśnie to o czy zawsze myślałam, czy marzyłam. Rok temu chodziłam regularnie przez kilka miesięcy na jogę w sobotę na 8:30 i po 1,5h czułam się wspaniale. Niestety potem rozłożyła mnie choroba, z którą zmagam się od miesięcy, ale czuję, że warto wpleść takie codzienne rytuały.

    • ja też dawno nie praktykowałam Miracle Morning w 100% – remont, brak miejsca tylko dla mnie, brak miejsca na ćwiczenia i tak się wszystko rozjechało, ale od poniedziałku powolutku wracam do tych nawyków i już widzę, że MUSZĘ znaleźć sposób, aby je wpleść z powrotem w codzienność bo po prostu lepiej się wtedy czuję 🙂 Pokombinuj, na pewno znajdziesz wersję dobrą dla siebie 🙂

      • Właśnie taki mam plan 🙂 zrobiłam level 10 life i to już dało mi sporo do myślenia, więc obmyślam swój Miracle Morning i na pewno niebawem wystartuję. Na pewno pochwalę się efektami 😉

  • Przeczytałam z zaciekawieniem, bo odkąd sama od jakiegoś czasu organizuję sobie dni to mam wrażenie, że poranki są nieuporządkowane, nie ma systematyczności choć się staram. Dziś zrobiłam kilka rzeczy z listy, wprawdzie już po poranku, ale byłam ciekawa, tak na sucho. I stwierdzam, że to działa 🙂 myślę że systematyczność jeszcze bardziej to poprawi. Od jutra zaczynam! 🙂

  • Brzmi prosto lecz wymaga solidnej dawki konsekwencji.Pewne elementy Miracle Morning realizuję już.Ukończyłam kurs Kaizen ( motywacja, dyscyplina).Pewne elementy Miracle Morning i Kaizen pokrywają się ( mam na myśli afirmacje oraz mapę celów).
    Myślę, że w miesiącach wiosenno-letnich nie miałabym problemu z tym aby wstać o 6.00 rano ( obecnie wstaję ok.6.30). Zimą i późną jesienią bywa jednak gorzej.Pewnie musze dojrzeć do kupienia lampy, która budzi szyszynkę ze snu :)) Cieszę się, że do ciebie trafiłam bo bardzo mi się tu spodobało.Jakkolwiek trywialnie to zabrzmi, wrócę :))