To już rok! Czy warto wracać do Polski?

W miniony weekend obchodziliśmy naszą pierwszą rocznicę mieszkania w Warszawie! Nawet nie pytam kiedy ten czas zleciał – bo zleciał w tempie ekspresowym! Doskonale pamiętam dzień w którym zaczęliśmy zastanawiać się nad przeprowadzką, pamiętam, gdy siedzieliśmy z kartką papieru i rozważaliśmy wady i zalety mieszkania w Polsce i w Turcji. Pamiętam moment w którym decyzja zapadła. Po roku od tej wielkiej zmiany pora na małe podsumowanie i odpowiedź na pytanie – czy warto wracać do Polski? 

Oczywiście nie muszę chyba wspominać, że wszystko co piszę jest w 100% subiektywne, oparte na naszym doświadczeniu, naszej sytuacji i podejściu do życia. Decyzja o zmianie miejsca zamieszkania i przeprowadzce z kraju do kraju na pewno nie jest bułką z masłem i każdy powinien podjąć ją sam – o tym jak przygotować się do przeprowadzki od strony logistycznej pisałam już na blogu, dziś pora spojrzeć na sprawę z perspektywy minionego roku!

We just couldn't pass by this brick wall. We had to take a photo! 😂 photo by @worqshop

A photo posted by Fatih Mistacoglu (@fabstagram) on

Czy warto wracać do Polski?

Nie będę trzymać Was kochani w niepewności – odpowiadając na to pytanie po roku mieszkania w Warszawie głośno i z uśmiechem mówimy razem TAK. Dla nas było warto i nie wyobrażamy sobie już powrotu do Turcji i stylu życia, który mieliśmy mieszkając w Stambule. Co zmieniło się u nas na plus po przeprowadzce?

STYL ŻYCIA

Dopiero przeprowadzka pokazała mi jak mało czasu mieliśmy dla siebie w Turcji (oraz jak dobrze nauczyliśmy się wyciskać z niego maksimum). W Warszawie nasz rytm życia zwolnił, mamy czas na rower, regularne spotkania z rodziną, kawę na mieście czy leniuchowanie w weekend. Chociażby dlatego warto było wracać do Polski! Uwolniliśmy się od pędu, który w Stambule był u nas na porządku dziennym – dzisiaj sama się dziwię w jaki sposób mogliśmy tam funkcjonować na tak wysokich obrotach!

Fajnie jest obserwować jak Fab uczy się polskiego, fajnie jest wrócić do Warszawy, odkrywać ją na nowo, podróżować po Polsce, cieszyć się pierogami, porami roku i wszystkimi rzeczami za którymi tęskniłam. Jednak powrót do Polski dał nam dużo, dużo więcej niż tylko te oczywiste oczywistości.

Przenieśliśmy "biuro" do parku – na kocyku najlepiej, posty same się piszą 😂👍

A photo posted by Kasia Mistacoglu (@worqshop) on

PRACA Z DOMU

Wracając do Polski planowaliśmy razem z przyjaciółmi działać w dziedzinie organizowania eventów, zajmowania się oprawą uroczystości i przygotowaniem dekoracji na śluby i inne ważne imprezy. Jak pewnie się domyślacie, z tych planów wiele nie wyszło, ale mimo to uparliśmy się na pracę zdalną, z domu. Dało radę! Przez ponad rok nie byliśmy w „normalnej” pracy, dzielimy domowe biuro, potrafimy pracować produktywnie siedząc biurko w biurko – to świetna sprawa, wiem, że nie każda para sprawdziłaby się w takim układzie!

Praca w domowym zaciszu pozwoliła mi rozwinąć bloga, przygotować i przeprowadzić kreatywne kursy online, skupić się na nauce i wdrażaniu w życie nowych rzeczy. Czy mogłabym zrobić to w Turcji? Pewnie tak, ale blogowanie w Warszawie sprawia, że łatwiej jest mi nawiązywać (i utrzymywać!) nowe, wartościowe znajomości, które ze świata online przenoszą się do realu. Po prostu, fajnie jest być tutaj.

Praca zdalna to również szereg nowych wyzwań, to zupełnie inne planowanie domowego budżetu, inne zarządzanie czasem i dzielenie się obowiązkami – praktycznie non stop uczymy się tu czegoś nowego. Wiadomo, momentami nie jest wcale tak łatwo i różowo jak mogłoby się wydawać, ale … poczucie sprawczości i świadomość tego, że żyjemy po swojemu, a nie obserwujemy życie, które zawsze chcielibyśmy mieć pomagają poradzić sobie z trudnościami i iść do przodu.

Ready for 10! =) #keeponrunning #aktywnawarszawa #biegniepodleglosci

A photo posted by Fatih Mistacoglu (@fabstagram) on

WOLNOŚĆ

Może to głupie, ale oboje z Fabem czujemy się w Warszawie naprawdę … wolni. Możemy żyć po swojemu, bez wścibskich sąsiadów komentujących nasz każdy krok, bez zbędnych uwag i bez natrętnych sytuacji. To wolność spacerowania po ulicach bez obijania się o inne osoby. Ta nasza wolność to również możliwość wyjścia do parku, pobiegania rano po pustych ścieżkach, wyboru roweru zamiast autobusu. To również wolność, która wynika z decyzji o pracy zdalnej. Wolność, która inspiruje i pozwala działać na zupełnie innym poziomie niż dotychczas.

Warszawa dziś zachwycała! Kocham czerwiec za te rowerowe przejażdżki wieczorami ☀️💛 spokojnej nocy!

A photo posted by Kasia Mistacoglu (@worqshop) on

ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Od naszej przeprowadzki tak wiele się zmieniło. Każde doświadczenie uczy, ale wiem, że ten rok był dla mnie naprawdę dużym sprawdzianem z odpowiedzialności. Wiele obowiązków spadło na mnie – nie mogę wymagać od Faba, który dopiero uczy się polskiego ogarniania spraw w urzędach i załatwiania formalności – sama się w tym gubię mimo że problemów z dogadywaniem się raczej nie mam :) Poza ogarnianiem codzienności mam na głowie firmę oraz – od niedawna – odkrywanie uroków leczenia się w ramach NFZ.

Odpowiedzialność za nas sprawiła, że nauczyłam się cisnąć gdy coś jest dla mnie ważne – często idę w zaparte i okazuje się, że mogę zrobić dużo więcej niż mi się wydaje. Czy chciałabym, aby czasem ktoś mnie odciążył, aby było łatwiej? Jasne! Jednak to właśnie odpowiedzialność za nas i żonglowanie wieloma piłkami sprawiły, że nagle stałam się całkiem pewna siebie!

PEWNOŚĆ SIEBIE

Poczucie własnej wartości i pewność siebie nigdy nie były moją mocną stroną, nauczyłam się za to robić dobrą minę do złej gry i unikać sytuacji, w których lądowałabym na świeczniku. Ostatni rok to natomiast wielokrotne wprowadzanie w życie zasady „bój się i rób” oraz „fake it till you make it” – uczę się poprzez działanie, próbuję, eksperymentuję i okazuje się, że mimo wielu pomyłek koniec końców – wychodzi. A jak wychodzi to moja pewność siebie rośnie.

Nagle okazuje się, że mogę więcej niż myślałam i zdobywam kolejne levele w grze „Życie”. Nie mówię, że takie skakanie na głęboką wodę to rozwiązanie dobre dla każdego, ale u mnie się sprawdza, a cena którą za to płacę nie jest zbyt wysoka w porównaniu do zysków!

CIEMNE STRONY POWROTU

Oczywiście, żeby nie było tak idealnie i różowo – powrót do Polski miał też swoją ciemniejszą stronę i mimo że oboje z Fabem uparcie patrzymy na pozytywy to jest kilka spraw, które w ostatnich miesiącach dały nam się mocno we znaki.

FINANSE

Tak jak pisałam wyżej – wolność jest fajna, ale ogarnianie finansowej strony pracy na swoim to wyższy poziom wtajemniczenia, zwłaszcza, jeśli w ten sposób pracują obie osoby. Nagle okazuje się, że stała pensja pojawiająca się co miesiąc na koncie to niezły luksus, a poduszka finansowa to nie taka głupia rzecz. Planując przeprowadzkę szykowaliśmy się na chwilowe finansowe turbulencje, ale powiem Wam szczerze – w praktyce są one dużo mniej przyjemne niż planowane na kartce papieru.

Jesienią fajnie jest 💛 #złotajesień#jesień#liście

A photo posted by Kasia Mistacoglu (@worqshop) on

ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Wspominałam wyżej o plusach poczucia odpowiedzialności, pora na drugą stronę medalu. Nie pytajcie ile razy w ciągu minionych miesięcy miałam ochotę rzucić wszystko w diabły, spakować firmowe manatki i zatrudnić się w sieciówkowej kawiarni. Ile razy tęskniłam za życiem w Stambule gdzie urzędowo – papierkowe sprawy załatwiał głównie Fab. Ile razy waliłam głową w ścianę próbując dogadać się z ZUSem, przychodnią lub bankiem, dla których niestety obcokrajowiec spoza Unii Europejskiej jest nadal często wielką niewiadomą. Dałam sobie radę w tych sytuacjach? Jasne. Ale co się nadenerwowałam, to moje.

We walked, colors danced…

A photo posted by Fatih Mistacoglu (@fabstagram) on

TĘSKNOTA

Tęsknota to coś, co może nie daje nam się we znaki na co dzień, ale jednak… W Stambule zostawiliśmy wspaniałych przyjaciół, rodzinę i naprawdę bliskie osoby. Ciężko zbudować takie relacje w Polsce. W ogóle nie zastanawialiśmy się nad tym wcześniej, ale okazuje się, że będąc dorosłą osobą i dodatkowo pracując z domu poznawanie nowych ludzi to naprawdę trudna sztuka – no bo gdzie i jak? Szkoda mi zwłaszcza Faba, który miał w Turcji świetną, zgraną paczkę przyjaciół.

Więc tak, tęsknimy. Martwimy się gdy docierają do nas złe wiadomości, a odległość nie pozwala być na miejscu. Wiem, że w narodowościowo mieszanym związku jedna strona zawsze będzie tęsknić trochę bardziej, ale i tak chciałabym mieć po prostu wszystkich w jednym miejscu. Najlepiej na wyciągnięcie ręki!

blog-separator

Mam nadzieję, że dzisiejszy wpis nie zanudził Was na śmierć! Wiem, że był trochę bardziej rozgadany i osobisty niż zazwyczaj, momentami zastanawiałam się nawet czy pisałam go bardziej dla Was czy dla mnie samej. Pamiętam jednak jak planując przeprowadzkę rozważaliśmy wszystkie za i przeciw i szukałam podobnych tekstów w sieci – bez skutku. Zdecydowałam się więc nacisnąć dziś guzik „opublikuj” bo jeśli ten wpis ma pomóc chociaż jednej, zastanawiającej się osobie to znaczy, że te 1326 słów ma sens i warto było się nimi podzielić!

A już w piątek zapraszam na tekst o tym co tygryski lubią najbardziej – szykujcie się na kolejną porcję bullet journalowych inspiracji!

 

Bądź zawsze na bieżąco!

Aktualizacje, dodatkowe treści i przydatne materiały - jeszcze więcej kreatywności wprost do Twojej skrzynki e-mail!

Podając swoje dane wyrażasz zgodę na otrzymywanie wiadomości e-mail od worqshop.pl Powered by ConvertKit

Zobacz również

  • MaKo

    Ja tam lubię takie wpisy :)

  • Fajnie, że wyszło. :)

  • Super artykuł Kasiu! Ja co prawda nie planuję wracać do Polski, ale wyobrażam sobie jakby to było gdyby tak się stało. I tym bardziej jestem wdzięczna mojemu mężowi za to, że kiedy jeszcze nie znałam holenderskiego załatwiał wszystko za nas oboje (ba, nadal to robi, jeśli jest to coś o czym ja nie mam pojęcia), bo wiem, że mogłabym to być równie dobrze ja gdybyśmy mieszkali w PL. A tęsknota – najgorsza rzecz, nigdy nie dogodzisz obu stronom :/

    • Ania święte słowa, ja również zaczęłam doceniać to ile Fab w Turcji ogarniał (a mimo wszystko ogarnianie w Turcji jest dużo trudniejsze i bardziej uciążliwe niż w Polsce)!
      z tęsknotą to prawda… dobrze, że jest internet, facebook, whatsapp i utrzymywanie relacji na odległość jest łatwiejsze niż parę lat temu:)

  • beata zu

    świetny i szczery wpis!

  • Kasiu, gratulacje z powodu udanego roku i trzymam kciuki za kolejne :) Pomyśl sobie, że z czasem wszystko będzie łatwiejsze. To jest po prostu kwestia wprawy!
    I przede wszystkim – ja się cieszę z Waszej przeprowadzki :) Dzięki temu mogę napisać: do zobaczenia w sobotę 😀

    • Ania tej soboty już się nie mogę doczekać! :)
      I tak, masz rację – będzie łatwiej (jak tylko Fab nauczy się polskiego :D)

  • Fajnie, że przeprowadzka okazała się strzałem w dziesiątkę – o to w życiu chodzi! Chciałam odnieść się do pracy zdalnej – ja też tak pracuję z moim obecnie mężem, a zaczęliśmy taką pracę już z 5 lat temu. Teraz mamy osobne pokoje, a kiedyś – biurko przy biurku. Da się, i mam wrażenie, że przeniosło to związek jednak na nową jakość 😉

    • Paulina, wiesz, że też tak myślę – nie zawsze jest łatwo i różowo, ale w efekcie można wypracować swoje sposoby i związek wskakuje na inny poziom.. to fajne, cenne doświadczenie :)

  • Kasiu, cieszę się że mimo przeszkód, trudów i przebojów urzędowych nadal odpowiedź na pytanie „Czy warto?” brzmi „Tak!” :) Niech Wam się wiedzie jak najlepiej! ❤️ Zazdroszczę tej pracy biurko w biurko – przez wiele lat to była i nasza codzienność jednak przyszła pora na samodzielne wyzwania każdego z nas :)

    • dziękuję! :)
      praca biurko w biurko, ale każdy pracuje nad swoimi sprawami :) tylko malutka ich ilość to wspólne projekty :):) A samodzielne wyzwania też są super!

  • Świetnie o tym piszesz! Intensywny czas i dużo wniosków. Ale powiem Ci, że ja mam podobną historię tylko na mniejszą skalę. Ja wróciłam do rodzinnego miasta po studiach i również było sporo obaw ale teraz jestem przeszczęśliwa i nigdzie się nie wybieram! 😉

  • Przyjemnie i z zaciekawieniem czytałam ten wpis. Świetnie, że daliście radę! :)

  • Kasiu! Fajny wpis 😊 my szykujemy się powoli do przeprowadzki do Turcji 😉 mam nadzieję, że też podsumujemy ja na plus 😉 ale to jeszcze trochę czasu😉

  • misshappyplace

    Ja również podjęłam taką decyzję. Dwa lata temu wróciłam z USA. I podobnie jak wy, jestem ogromnie z niej zadowolona! :) Jak każda decyzja ma swoje plusy i minusy i z wieloma opisanymi przez Ciebie sytuacjami się identyfikuje i rozumiem. Niestety nie miałam tyle szczęścia co do wolności. Na początku wróciłam do rodzinnego miasta gdzie trafiłam na nieżyczliwych i wścibskich ludzi, którzy potrafili zrobić mi aferę z byle powodu. Przyzwyczajona do amerykańskiej mentalności, gdzie nikt nie interesuje się twoim życiem i nie wchodzi Ci w paradę, było mi ciężko. Nie mogłam zrozumieć jak ktoś może tracić energie przejmując się i komentując moje życie. Staram się jednak pomijać te ciemne strony, bo one zawsze będą obecne. Grunt to zauważać i doceniać te dobre. :) Powodzenia! :*

    • prawda, prawda… momentami jest ciężko, ale szukanie pozytywów i mimo wszystko cieszenie się codziennością i odnajdywanie jej dobrych stron to świetny sposób na lepsze życie :)

  • Wpis nie zanudził na śmierć- wręcz przeciwnie, bardzo zaciekawił. Wprawdzie mieszkam w Polsce i póki co nie mam w planach przeprowadzki, ale to co napisałaś jest bardzo inspirujące. Przede wszystkim fragment dotyczący siebie. Nie zastanawiałam się nad tym nigdy głębiej, ale jest tak czasem, że patrzymy na osoby znane nam z social mediów i z sieci i mamy takie poczucie, że ulepione są one z innej gliny :) A takie wpisy pokazują, że życie zawsze ma dwie strony, że osoba po drugiej stronie LCD-owego ekranu też na co dzień zmaga się z wątpliwościami i pewnie odczuwa lęk przed podjęciem nowych wyzwań. Ale to właśnie pokonywanie strachu i rzucanie się na głęboką wodę może doprowadzić do ułożenia sobie życia po swojemu. Dlatego dziękuję za wpis i pozdrawiam :)

    • oj to prawda… czasem ciężko pamiętać, że w internecie pokazujemy ułamek, kilka procent codzienności, a przecież poza tym jest życie jak u każdego :)
      przykład z tu i teraz – praca w domu jest super ekstra… zwłaszcza gdy sąsiedzi piętro wyżej robią właśnie remont i od kilku dni non stop coś wiercą, wbijają i hałasują. Zazdroszczę ludziom, którzy mają biuro i znikają w nim od 9 do 17, ciężko jest mi się skupić, pracować, myśleć, ale… co robić?:D

      • W takim razie życzę szybkiego zakończenia remontu u sąsiada :) Takie odgłosy mogą skutecznie wybić z rytmu pracy. Na pocieszenie powiem, że to problem nie tylko pracujących w domu. W kamienicy, w której znajduję się kancelaria w której pracuję, też jest teraz przeprowadzany spory remont 😀

  • Renata Ożóg

    super artykuł! miło czytać o tym, jak odnaleźliście w nowej rzeczywistości i tak optymistycznie potraficie spojrzeć na napotykane problemy. Powiem Ci, że jak czytałam ten artykuł, to czuć tą waszą ogromną miłość, zaufanie i wzajemne wsparcie, dzięki któremu stale idziecie do przodu :) Ciekawi mnie tylko jedna rzecz: na czym polegały różnice życia na co dzień w Turcji w porównaniu z Polską? Dla niektórych z nas to nieco egzotyczny kraj, mam nadzieję, ze kiedyś doczekam się artykułu z odpowiedzią na moje pytanie :)Życzę Wam kolejnych wspólnie zbitych punktów w grze Życie! :) pozdrawiam!

    • Renata dziękuję :)
      wiesz, że wbrew pozorom Turcja (a właściwie Stambuł, w którym mieszkaliśmy) nie różni się od Polski aż tak bardzo, ale… no właśnie to ale. Wieczny tłok, zgiełk, ogromne odległości, korki, inna mentalność ludzi, inne spojrzenie na wiele spraw nawet wśród osób z naszego pokolenia – to wszystko robiło się na dłuższą metę. Pisałam o tym trochę w postach o przeprowadzce, zajrzyj jeśli ten temat Cię interesuje :)

  • Nie zanudził, wręcz przeciwnie. Ja mieszkam w Hiszpanii i póki co nie mam wcale ochoty wracać do Polski. Ani trochę. I nie chodzi o pogodę czy takie banały, bo kraj to nie pogoda, ale patrząc na to, co się dzieje w Polsce (i to nie tylko w ostatnich dniach, ale już nie będę poruszać politycznych spraw, bo to nie miejsce), nie spieszy mi się do powrotu. Ale bardzo fajnie, że Wam się podoba, to jest najważniejsze!

    • Olga doskonale rozumiem, o polityce nie pisałam specjalnie, ale widzę co się dzieje i nie dzieje się dobrze :(
      z drugiej strony, dużo zależy też skąd dokad wracamy – po Turcji sytuacja w Polsce wcale nie wydaje się tak fatalna… chociaż odpada martwienie się tutaj tak bardzo o kolejne ataki lub potencjalne trzęsienie ziemi.. :/

      • Racja, inny punkt widzenia i od razu można zrelatywizować sytuację, dobrze że macie takie spojrzenie, od razu lepiej się żyje :)

  • Takie wpisy to esencja blogowania! :) Szczerze, osobiście i wielowymiarowo.
    Co do takich decyzji, one są zawsze trudne. I nigdy nie wiesz, co by było gdyby. Najważniejsze, że widzisz szklankę do połowy pełną. Popieram taką postawę:)
    A tak naprawdę, dzisiaj nie trzeba dokonywać ostatecznych wyborów. Zawsze można znowu coś zmienić. Mamy, póki co, wolny kraj.
    W takich sytuacjach często myślę o ludziach, którzy w latach 80-tych uciekali stąd. To były naprawdę heroiczne decyzje. Bilet w jedną stronę, w większości przypadków.
    My mamy naprawdę dobrze i musimy to doceniać, myślę sobie:)
    Trzymajcie się!

    • to prawda, że dzisiaj zmiany są w jakiś sposób łatwiejsze.
      Sytuacja w kraju to jedno, ale z drugiej strony mamy Internet, komunikatory, łatwo jest pozostawać w kontakcie z bliskimi, tęsknota jest oczywiście nadal trudna, ale jakoś łatwiejsza do zniesienia :)

  • Bardzo przyjemnie się czytało Twoje osobiste przemyślenia :)
    Ja z kolei od sieprnia zostawiłam Warszawę po 15 latach życia i przeprowadziłam się do Londynu, gdzie cudownie się mieszka. Ale byłam ciekawa Twojej perspektywy, bo też kiedyś przeprowadzałam się do Warszawy z dalekiego Kaukazu – z Armenii i wiem doskonale, co to znaczy być obcokrajowcem w Polsce z krajów nie UE. Jednak Warszawa zawsze pozostanie dla mnie magicznym miastem. Oby Wam się tam dalej dobrze mieszkało, powodzenia, Kasiu! :)

    • dziękujemy :)
      aj Londyn :) mamy z Fabem do niego ogromny sentyment i szczerze mówiąc czuję, że gdyby w tym momencie był w sferze naszych możliwości musielibyśmy mocno zastanowić się czy nie pokusić się o kolejny wyjazd.. :) Londyn kocham bardzo, to chyba miasto nr 1 dla mnie :)

      • O, jak miło poznać kogoś, kto kocha Londyn, jak ja :) Niestety sporo Polaków tu mieszkających nie przepada za Anglią i narzeka, jak tu źle jest dla nich. Trudno mi to zrozumieć.
        Hehe, jeśli kiedyś się pokusicie, żeby tu przyjechać, to dajcie znać, chętnie się spotkamy 😉

  • Mieszkałam rok w Holandii i również z przyjemnością wróciłam do Polski, nasz kraj ma wiele mankamentów, ale tutaj czujemy się u siebie.
    Pozdrawiam

  • JA uważam Twój tekst za cudowny! Chętnie czytałam i poczytam więcej.

  • Też mamy problem z poznawaniem nowych ludzi. Mój mąż pracuje w domu, ja mam swoją działalność i głównie jeżdżę do domów uczniów. Poza ich rodzicami, nie poznaję nikogo. Dobrze, że mam bloga, bo dzięki niemu poznałam chociaż kilka blogerek z okolicy :). Pozdrawiam.

  • Bardzo ważny wpis Kasiu. Może nie tyle w kwestii przeprowadzki, co zwykłego życia. Byłam tylko kilka razy za granicą i były to krótkie wyjazdy, wycieczkowe. Mimo całej sytuacji nie wyobrażam sobie wyjazdu z Polski.

    Od marca inspiruję się Tobą, próbuję ogarniać życie (tak, „próbuję” ;)) Widząc z boku Twój świat można odnieść wrażenie, że wszystko Wam wychodzi, że idealna organizacja działa codziennie itd. Ten tekst był mi potrzebny by, nie złośliwie pomyśleć „ha, im też nie wszystko wychodzi”, ale by się zdystansować na zasadzie „nie musi mi wyjść od razu, oni też mają słabsze dni”. Dziękuję Ci za ten post :)

  • Fajne podsumowanie. Myślę że faktycznie w Waszym przypadku tę wolność i poczucie oddechu dały te dwie zmiany naraz: przeprowadzka w nowe miejsce i jednocześnie przejście na pracę samodzielną. Szczerze kibicuję i nieco zazdroszczę, że już tyle za Wami! Kolejnych pięknych lat 😉