Codzienne rytuały – co robię w ciągu dnia?

Pracując z domu łatwo sobie odpuścić, narobić zaległości, zakopać się w niedokończonych projektach i tęsknić do szefowskiego oka, które nadzorowało to, co wcześniej robiliśmy. Łatwo też wpaść w wir pracy, niekończących się list rzeczy do zrobienia i zabierania się za sto ważnych spraw na raz. Można też pracować zrywami – od zlecenia do zlecenia, od projektu do projektu lewitując bez celu w międzyczasie. 

Działam bez szefa już ponad rok i po zaliczeniu każdego z wyżej wspomnianych stanów wyrobiłam sobie swój system działania. Do czasu! Sprawy trochę się zmieniły gdy Fab również zaczął pracować zdalnie i w efekcie spędzamy ze sobą w domu większość dnia. Musieliśmy wypracować system, który nie będzie nas nawzajem rozpraszał, który pozwoli połączyć efektywną pracę i czas na odpoczynek oraz zajmowanie się obowiązkami.

CODZIENNE RYTUAŁY PODCZAS PRACY W DOMU

Przez ostatnie miesiące dopieszczałam swoje małe rytuały i ostatnie tygodnie pokazały mi, że było warto! Praca nad wyrobieniem takiego systemu to wielki sprawdzian samodyscypliny, ale efekty są świetne – więcej czasu dla każdego z nas, mniej stresu, lepsze efekty tego co robimy i wiecie co, takie wewnętrzne poczucie zadowolenia i satysfakcji, które jest naprawdę bezcenne!

codzienne_rytualy_produktywnych_ludzi8

POBUDKA PRZED 6 – GODZINKA DLA MNIE
Poranne wstawanie nigdy nie było dla mnie problemem, należę do tej grupy osób, które budzą się same, bez budzika i na ogół – z uśmiechem na twarzy, gotowe do działania. Od początku tego roku zaczęłam przesuwać czas pobudki coraz wcześniej – w efekcie wstaję teraz przed 6 i bez problemu wyskakuję z łóżka, bo wiem, że pierwsza godzina dnia jest po prostu dla mnie!

Kiedyś starałam się wykorzystać ten czas na pracę – pisanie artykułów, odpowiadanie na maile, edytowanie zdjęć, ale… i tak kończyło się na tym, że pracowałam później do wieczora! Wiecie jak to jest, gdy zawsze ma się coś do zrobienia… Poprzestawiałam więc swoje zadania tak, aby ta pierwsza godzina dnia była dla mnie. Co wtedy robię?

Zaczynam od masażu ciała szczotką na sucho (pisałam o niej w ulubieńcach parę miesięcy temu!), zjadam jakąś małą przekąskę i piję wodę, a potem … czytam, uczę się z e-kursów, robię różne ćwiczenia w kreatywnych książkach. Generalnie staram się trzymać z dala od komputera i telefonu i działam sobie spokojnie w trybie „kreatywny offline”. Lubię zacząć dzień z konkretami, mieć poczucie, że zrobiłam kroczek w ważnym dla mnie kierunku, coś sobie przemyślałam, czy nauczyłam się czegoś nowego.

biegane

SPORT Z SAMEGO RANA!
Fab wstaje chwilkę przed 7 (jak dobrze pójdzie!) i zaraz potem wychodzimy na trening. Od kilku tygodni codziennie rano biegamy kilka kilometrów po parku – uwielbiam wykorzystać ten czas na słuchanie podcastów, a jak mam ochotę na porządną dawkę energii włączam moją ulubioną playlistę, która pamięta jeszcze bieganie po Stambulskich uliczkach.

O moim bieganiu pisałam już kiedyś na blogu, więc w skrócie powiem tak – ja się nie ścigam. Nie biję rekordów, nie trenuję do zawodów, nie zależy mi na tempie i dystansie, robię sobie przerwy na marsz czy fotkę butów w trawie. Cieszę się czasem na świeżym powietrzu i umiarkowanym wysiłkiem, po którym nadal mam energię do działania i nie czuję się jak wyżęta gąbka. Treningi w czasie których wypluwam sobie płuca nie są dla mnie, wolę ćwiczyć spokojniej, a częściej i regularnie! Nie ćwiczę dla fajnego tyłka (no dobra – nie tylko dla fajnego tyłka), ale raczej po to, aby … trenować samodyscyplinę i zaserwować sobie dzienną dawkę endorfin. Ćwiczę dla siebie!

codzienne_rytualy_produktywnych_ludzi1

WSPÓLNE ŚNIADANIE MISTRZÓW
Śniadanie to chyba nasz ulubiony posiłek w ciągu dnia, cieszę się, że możemy jeść go razem, na spokojnie, bez pośpiechu. Fotki naszych śniadań często wrzucam na mój instagram, bo to co ląduje na naszych talerzach jest nie tylko smaczne, ale i ładne. Dbam o to, aby cieszyć się jedzeniem (i estetycznym życiem w ogóle!), ułożenie warzyw i sera na talerzu to chwila moment a pięknie podaną potrawę je się przecież dużo przyjemniej.

Na przekór zarzutom przeciw „idealnym owsiankom” pielęgnuję ten codzienny rytuał jedzenia również oczami. Jemy nie tylko smacznie i (na ogół) zdrowo, ale też ładnie – traktuję to jako wyraz szacunku do naszej codzienności, do jedzenia i do pracy, którą wkładamy w to, aby codziennie pojawiało się na naszym stole.

codzienne_rytualy_produktywnych_ludzi2

PRACA – MOJE PRIORYTETY
Sporo czasu zajęło mi wypracowanie systemu pracy w domu, ciągle uczę się czegoś nowego, poprawiam swój sposób działania i od kilku tygodni czuję, że znalazłam swoje „to jest to!”. Pierwsze godziny pracy w ciągu dnia poświęcam na MOJE projekty i priorytety. Pracuję wtedy nad blogiem, kursem online, youtubem i całą logistyką newsletterowo – marketingową. Zajęcie się nimi w pierwszej kolejności i nie odkładanie spraw związanych z moimi priorytetami na później sprawia, że mam poczucie pracy nad ważnymi celami i widzę efekty tego działania.

codzienne_rytualy_produktywnych_ludzi3

DŁUGA PRZERWA NA LUNCH
To wiosenny rytuał, który testujemy z Fabem. Po kilku godzinach porannej pracy robimy sobie długą przerwę na lunch. W zależności od planów, nastroju i pogody w tym czasie jemy coś pysznego na balkonie, albo … zabieramy rowery i uciekamy z lunchem do jakiegoś parku – na szczęście w okolicy jest ich całkiem sporo!

Wykorzystuję też często tę przerwę na zakupy, przeglądam pinterest w poszukiwaniu domowo – balkonowych inspiracji, robię zakupy online (na przykład domowe na westwing!), zajmuję się wtedy drobnymi porządkami w mieszkaniu, nadrabiam rzeczy związane z Project Life, czytam blogi, wyskakuję na szybką kawę na miasto – jedno jest pewne – nie pracuję!

codzienne_rytualy_produktywnych_ludzi4

PRACA – ZLECENIA I DROBNE ZAJĘCIA
Po konkretnym odpoczynku w środku dnia z przyjemnością wracam do komputera na ostatnie kilka godzin. Wiem, że uporałam się już z najważniejszymi zadaniami na dany dzień i zaglądam do maili, odpisuję na wiadomości, przygotowuję zdjęcia i projekty dla klientów (najchętniej oglądając coś fajnego na youtubie w międzyczasie!), ustawiam media społecznościowe, edytuję vlogi, planuję kolejne posty i filmy, nawiązuję kontakty, przeglądam grupy na facebooku, nadrabiam firmowe sprawy papierkowe, odhaczam blogową checklistę.

Zajmując się tymi drobnymi sprawami na bieżąco nie robię sobie zaległości. Przekonałam się, że lepiej działać po troszeczku, ale systematycznie niż wielkimi zrywami – kropla drąży skałę. Od kilku tygodni nie dopuszczam do nawarstwiania się spraw pierdołowatych i dzięki temu mogę też dużo lepiej skupić się na pracy nad priorytetami. Win win!

codzienne_rytualy_produktywnych_ludzi5

PLANOWANIE I BULLET JOURNAL
Pod koniec dnia pracy zaglądam do planera i ustalam sobie priorytetowe zadania na następny dzień – planuję co będę robić zaraz po obudzeniu – jeśli jest to potrzebne drukuję materiały do nauki i zbieram ptorzebne rzeczy. Ustalam sobie zadania priorytetowe na rano, i drobne rzeczy, którymi zajmę się popołudniu. Zerkam czy muszę coś przygotować w temacie zakupów, posiłków i innych zobowiązań.Takie planowanie zajmuje mi chwilę (bo działam z planem tygodniowym, który nadaje kierunek temu co robię, a jego z kolei buduję w oparciu o moje małe cele), a dzięki niemu mam poczucie, że naprawdę kończę dzień z konkretnym planem na kolejny.

Przy okazji podsumowuję też szybko miniony dzień – od kilku miesięcy testuję na sobie niektóre rozwiązania z bullet journal i co wieczór zaznaczam w moim notesie osiagnięcia w temacie nawyków i realizacji celów, zapisuję w formie notatek luźne myśli związane z mijającym dniem, piszę za co jestem wdzięczna, co udało mi się zrobić. Raz na jakiś czas uzupełniam zakupowe wishlisty o których pisałam Wam już w poście o mądrych zakupach, aktualizuję listę filmów i książek oraz przeglądam notatki związane z blogiem i rozwojem osobistym. Na pewno za jakiś czas podzielę się z Wami wrażeniami odnośnie prowadzenia mojego bullet journal, bo przyznam, że wciąga mnie coraz bardziej!

 

codzienne_rytualy_produktywnych_ludzi6

FAJRANT!
Zauważyłam, że pracując w domu ciężko było mi wyznaczyć granice i w efekcie – kończyć pracę. Mam za sobą wiele wieczorów spędzonych na dopinaniu różnych spraw, dopieszczaniu wpisów, przeglądaniu innych blogów, odpisywaniu na maile i nadrabianiu zaległości. Od początku marca powiedziałam NIE takiemu stanowi rzeczy i co prawda nadal zdarza mi się utknąć przy komputerze dłużej niż planowałam, ale dzieje się to coraz rzadziej. Goni mnie poczucie winy jeśli po 18 nadal pracuję, a że bardzo tego nie lubię, mówię sobie – jutro też jest dzień. I zamykam komputer.

Szczerze mówiąc, to chyba najtrudniejszy dla mnie moment w ciągu całego dnia, ale czuję pozytywne efekty takiego działania więc walczę z nawykiem przeciągania godzin pracy. Co mi pomaga? Plan co będę robić zaraz po zamknięciu komputera! Najlepiej sprawdzają się czynności wykonywane z dala od biurka. Po skończeniu pracy zaglądam do kuchni, czasem coś piekę, czasem robię herbatę lub smoothie. To też dobry moment na szybki spacer i zakupy, krótką sesję jogi, porządki w szafie czy malowanie paznokci – im dalej od komputera tym lepiej i skuteczniej.

codzienne_rytualy_produktywnych_ludzi7

MÓJ CZAS
Późne popołudnia i wieczory to czas dla mnie i Faba! Najczęściej gotujemy coś pysznego i nadrabiamy filmowo – serialowe zaległości. Od marca zdecydowaliśmy się wykupić karty unlimited do kina i był to strzał w dziesiątkę, bo przynajmniej raz w tygodniu oglądamy coś fajnego w kinie. Tak w ogóle to oboje jesteśmy domatorami, a wypady na miasto sprawiają nam większą frajdę w porze śniadaniowej niż wieczorami, dlatego bardzo chętnie spędzamy czas w naszych czterech ścianach, często również oddzielnie, zajęci swoimi sprawami.

Mój przepis na udany wieczór to oczywiście Project Life, domowe SPA, zaszycie się z książką lub magazynem na balkonie (no dobra, z blogami również! ale wieczorami czytam – nie piszę – chyba, że komentarze!), no i jak się trafi – ciekawy webinar lub szkolenie online od czasu do czasu.

codzienne_rytualy_produktywnych_ludzi

PORA SPAĆ
Wczesne wstawanie wiąże się też z w miarę wczesnym kładzeniem się spać – staram się być w łóżku przed 22.30 (kiedyś myślałam, że tylko starzy ludzie chodzą spać o tej porze!). Zabieram ze sobą książkę, telefon mam już od kilku godzin przełączony na tryb samolotowy – nic mi nie pika, nie wibruje ani nie brzęczy, a ja nie czuję pokusy zajrzenia na fejsa… Książki wieczorem mają na mnie super wpływ – na ogół usypiam z lekturą na twarzy i śpię sobie spokojnie do rana!

blog-separator

Oczywiście, nie jest tak, że każdy dzień mija mi zgodnie z planem, że codziennie odhaczam 10/10 pozycji z tej listy i chodzę jak szwajcarski zegarek. Mam takie dni, że wszystkie te rytuały idą w zapomnienie – jadę na cały dzień na sesję do Klienta, mam do załatwienia sprawy na mieście, albo … po prostu mi się nie chce. Nie robię sobie z tego powodu wielkich wyrzutów i po prostu odpuszczam – ze świadomością, że to i owo będę musiała później nadrobić. Wspaniałe rezultaty takiego działania, powolne dopracowywanie pozytywnych nawyków (telefon zastępuję książką – to chyba mój ulubiony nawyk!) i świetne samopoczucie sprawiają, że nawet nie chce mi się za bardzo kombinować z planem dnia i lubię ten rytm w który ostatnio wpadłam.

Ciekawa jestem jakie codzienne rytuały Wy pielęgnujecie u siebie? Jakie czynności powtarzacie regularnie i cieszycie się ich pozytywnymi rezultatami? Nasz tryb życia i praca z domu na własny rachunek trochę wymusiły fakt zbudowania całej siatki małych nawyków i rytuałów, ale u Was to może być coś zdecydowanie mniejszego! Dajcie znać w komentarzach jakie rytuały już macie, a jakie chcielibyście wprowadzić do swojego planu dnia!

Zobacz również

  • Bardzo podoba mi się Twoje podejście do sportu! Ostatnio stwierdziłam, że przesadzam i wręcz nie sprawia mi to przyjemności a przecież tak nie może być! :O W ogóle cudowne masz te rytuały, muszę spróbować u siebie wypracować podobne :)

    • najważniejsze, żeby pasowały do Twojego stylu życia :) a sport… no kurczę, ma być dla nas! Ja już miałam dość takiego psychicznego ZMUSZANIA się do treningów, odhaczania w kalendarzu, zliczania wybieganych kilometrów – wbrew pozorom teraz biegam więcej, nic mnie potem nie boli no i nie czuję się jak zdechlak przez 2 godziny po treningu :)

  • Ty jesteś idealna na poprawę humoru i lekki strzał energii :) Ja pracuję „standardowo”, ale zauważam u siebie, że od samego rana jak tylko się obudzę nakręcam siebie z rzeczami do zrobienia przed pracą i jak tylko wracam rzucam się w wir tego co jeszcze trzeba zrobić. Twój wpis mnie zainspirował do wygospodarowania sobie czasu tylko dla mnie. :)
    A co do biegania, mam takie samo podejście ostatnio i nigdy w życiu nie biegałam tak regularni jak od prawie 4 miesięcy 😉 Choć ja akurat czasem lubię interwały czy podbiegi to jednak wszystko w takich „moich”, a nie czasowych granicach :)

    • Noomiy jak miło Cię tu widzieć! :):):) Może zaczniemy akcję #uwalniamyporanki 😀

  • Super, że Ci się już udaje wstawać przed 6! Ja doszłam do 6:25 i też powoli przestawiam budzik na wcześniej :)
    A jak pracujesz z domu, to strefy wypoczynku nie łączą się ze strefami pracy? Masz to konkretnie oddzielone, że kiedy się relaksujesz, to nie czujesz się, jakbyś była cały czas w pracy?

    • nie :) staram się pracować przy biurku, czasem tylko zabieram laptopa na kanapę i działam stamtąd, ale to raczej przy takich bardziej kreatywnych zajęciach – pisanie postów, odpowiedzi na komentarze itp :)

  • Świetny wpis mała!

  • Fajnie, że masz w sobie taką determinację, aby wstawać przed 6! :) Bullet journal jest świetny, mi też bardzo pomaga od dawna :) Fajne zdjęcia :)

  • Koniecznie muszę wypróbować ten patent z uruchamianiem trybu samolotowego w telefonie. Telefonu używam jako mp3 wieczorem, potem mam tendencje jeszcze zaglądać do Internetu. Powinnam to u siebie ukrócić. Wypróbuje.

  • Ja wstaje 5.30 😂😂😂 zazwyczaj Em mnie budzi jak wychodzi do pracy. Wszytsko pięknie ładnie po układałaś. Zazdroszczę tej swobody i braku przymusu, u mnie z dwójką dzieci i mnóstwem spraw domowych nie jest już tak różowo 😉

    • 5:30? Kobieto-mistrzu! Jak Ci się udaje wyjść z łóżka? 😀 Dawniej wstawałam przez 5 lat o 4:30 (uczelnia), ale teraz jest to dla mnie totalnie niewyobrażalne

      • Natura 😁 Jestem rannym ptaszkie, zawsze miałam problemy z długim spaniem wstawał najpóźniej o 8.

  • Ewelina

    Jak ja bym chciała mieć taki wypracowany rytm dnia … Niestety moja obecna praca wymusza ode mnie funkcjonowanie w trybie zmianowym, a jak już mam coś do zrobienia z domu, to za nim nie jestem w stanie się z tym ogarnąć. Niby coś chciałabym zrobić, coś zmienić, coś osiągnąć, ale… zawsze „coś”. Ciągle liczę, że dalsze czytanie Twojego bloga mnie zmotywuje, bo przyznam, że powoli topnieje we mnie ten wewnętrzny leniuszek, który wszystko odkłada na później 😉

  • Mój rytm dnia jest głównie podporządkowany mojemu roczniakowi – rano śniadanie, spacer, drzemka – wtedy robię obiad, po obiedzie zabawa, a następnie moje bieganie z nim z wózkiem, wtedy on też śpi, a po treningu podwieczorek, dwór i powrót męża do domu. W tym momencie mam czas już dla siebie – domowe spa, czytanie książek, blog, pisanie mgr, nauka do egzaminów lub po prostu nic nie robienie 😉

  • Bardzo fajnie to opisałaś. Chciałabym mieć też taki wypracowany, swego rodzaju stały rytm dnia, ale niestety nie jest to możliwe, bo studiuję dziennie i do tego pracuję zdalnie. Nie jest to łatwe, bo zajęcia na uczelni mam w kratkę, a copywritingiem zajmuję się w przerwach, z doskoku. Ale za to doskonale znam to uczucie, kiedy wysyłam zlecenie, zamykam komputer i wiem, że popołudnie/ wieczór jest mój! 😉

  • To się nazywa organizacja! I to wstawanie przed 6… dla mnie to mission impossible, nie wspominając już o kładzeniu się spać tak wcześnie:) Powodzenia w dalszym utrzymywaniu takiego rytmu:)

    Psst… wkradła się literówka „ptorzebne rzeczy” :*

  • Kasiu jestem pod ogromnym wrażeniem! A to wstawanie przed 6 po prostu zwaliło mnie z nóg, podziwiam! Sama staram się od dawna wypracować sobie taką rutynę, ale jest ciężko. Ja mam właściwie dni przeplatane, raz cały dzień pracuję nad swoimi projektami, innym razem robię tylko zlecenia. Staram się to łączyć w ciągu dnia, bo wtedy mam szansę nabrać trochę dystansu, ale czasami dany projekt pochłania mnie bez reszty :)

    • hej Kasia! Wiesz co, ja też tego próbowałam – mówiłam sobie, OK, teraz cały dzień pracuję nad blogiem, przygotowuję posty, a jutro zlecenia itd. W efekcie robiłam kilka rzeczy na raz, teraz wiem, że rano – moje sprawy. Po południu zlecenia. Nic nie czeka dłużej niż dzień, świat jeszcze stoi a ja mogę wreszcie się skupić na tym co robię :)

  • Moimi najważniejszymi rytuałami są; pyszne śniadanie zjadane bez pośpiechu i popijane kawą, oraz godzina czytania przed snem. Reszta dnia jeszcze nie jest idealna, ale też nad tym pracuję. Pozdrawiam :).

    • ja mam zawsze największy problem z wybraniem lektury do łóżka, naprawdę, problemy 3 świata 😉 a śniadanko i kawa to mus, wiadomo! :)

      • Też miałam zawsze z tym problem, ale teraz mam zapełnionego Kindla po brzegi i tylko wybieram pozycję odpowiednią do mojego nastroju :). Pozdrawiam :).

  • Uwielbiam wstawanie przed 6 <3 Uważam, że to doskonały sposób, by pobyć ze sobą, przygotować się do całego dnia, zastanowić nad wieloma sprawami. W sumie tylko wtedy udaje mi się niespiesznie wypić herbatę.

    Podziwiam Cię przede wszystkim za to, że tak jasno potrafisz ocenić swoje priorytety, brawo! Swoja sprawy zawsze spycham na sam koniec listy, zajmując się najpierw zadaniami zarobkowymi, przygotowaniem projektów dla klientów, a chyba powinnam wziąć z Ciebie przykład i zacząć w końcu pracować nad sobą, swoim blogiem i własnymi pomysłami. Dzięki za tę dobrą, poranną myśl :).

    • Kinga ja też się tego cały czas uczę i pierwsze tygodnie tego systemu ściemniałam ostro przed samą sobą 😀 że w sumie to co dla klientów jest zarobkowe, czyli w sumie to dla mnie na plus 😉 ale wiadomo, nie o to chodzi… jak znajdziesz swój większy cel i duży obrazek łatwiej to wszystko poustawiać :)

  • Ojej, miałam iść się jeszcze zdrzemnąć, po odwiezieniu syna do szkoły, ale się zestresowałam czytając Twój post 😉 Gratuluję świetnej organizacji :) Najważniejsze, że robisz to w zgodzie ze sobą. Ja natomiast ciągle uciekam od zaprogramowanego życia, bo to zupełnie nie jest zgodne z moją naturą. A już to wczesne wstawanie to dla mnie najgorsza kara 😉 Gdzieś tam, każdy z nas musi znaleźć swój sposób na życie, bardziej lub mniej poukładane. Bo, nie ma nic gorszego niż życie według czyiś wyobrażeń i schematów połączonych ze strachem przed byciem sobą. A to jest tak częste w naszej polskiej rzeczywistości niestety…

    • o nie, nie chciałam tym nikogo stresować :) jest dokładnie tak jak piszesz – każdy musi mieć swój sposób na codzienność:):) A wiesz, że to zaprogramowane życie i organizacja tak naprawdę pozwoliły mi na więcej swobody i naprawdę wykorzystanie wolnego czasu bez martwienia się o niedokończone sprawy?:)

  • Wstawanie o 6 robi wrażenie, wow! Ciekawe jest to, że każdy z nas ma różny styl życia i mimo, że ostatecznie możemy robić podobną liczbę rzeczy to sposób, w jaki to robimy jest bardzo różny. Ja na przykład funkcjonuję od 9 do 2 w nocy. 21 to często pora, kiedy najlepiej mi się pracuje :-)

    • to podobnie jak mój mąż 😉 chociaż szczerze, to ja nie do końca wierzę, że to jest zdrowe – wierzę w zasadę o lepszej jakości snu przed północą i staram się jej pilnować :)

  • Magdalena Wasilewska

    Kurcze, musze przyznac, ze dawno nie wciagnal mnie tak zaden blog. Otworzylam wszystkie odnosniki do innych wpisow i nie moge przestac czytac:) Twoje tresci sa wspaniale przemyslane i bardzo przyjemne w odbiorze. Jesli chodzi o poranne rytualy, to calkowicie zgadzam sie ze zjedzenie estetycznego posilku jakby ‚podnosi jakosc zycia’. To niesamowite, ze pieknie podane kanapki potrafia wprawic w dobry nastroj na reszte dnia. Pozdrawiam!

    • Magda dziękuję ogromnie, nawet nie wiesz jak mnie Twój komentarz ucieszył! :) zarówno ta część o treściach na blogu jak i tak o docenianiu ładnych rzeczy dookoła nas – niby, nic, a jednak :):)

  • Moim największym problemem jest wczesne wstawanie, pomimo tego, że budzik mam nastawiony na 6:15 i tak najwcześniej wstaje o 7, ale jak dla mnie to i tak duży postęp, bo wcześniej była to najczęściej 8 rano.
    Niestety wynika to również głównie z późnego kładzenia się spać.
    Jeśli chodzi o mój stan pracy w domu to jestem tak pomiędzy tymi wszystkimi wariantami o których napisałaś w pierwszym akapicie i ciągle staram się to zmienić, ale z początkiem wiosny idzie mi coraz lepiej więc mam nadzieję, że wrócę w końcu do ogarniętego dnia i jasnego harmonogramu jaki miałam kilka lat temu. Najwyższy czas zorganizować sobie w końcu cały dzień tak, żeby mieć czas i na pracę i na przyjemności.
    Czas ruszyć z miejsca 😀
    Dziękuje Ci za ten wpis, przeczytałam go z ogromna przyjemnością 😀

    • trzymam kciuki za te zmiany na lepsze! Ja sobie mogę pozwolić na pójście spać później niż o 10.30 raz, góra dwa w tygodniu, potem czuję się już zmęczona.. a że lubię ten czas rano tylko dla mnie, to kładzenie się spać o odpowiedniej porze jest priorytetem :)

  • Najbardziej podziwiam i zazdroszczę nawyku wczesnego wstawania – mam z tym ewidentny problem. Pomimo wielu prób wciąż tego nie potrafię. Tzn. jak muszę bo mam spotkanie lub sesję na rano to wstaję, ale sama z siebie nigdy. Mało tego – zauważyłam, że pierwsze 2 godziny od wstania całkowicie przelatują mi przez palce… Chociaż może taka po prostu jestem i nie ma co na siłę walczyć 😉 Grunt, że popołudnie staram się wyciskać na maksa 😉

  • Mamy podobne codzienne rytuały, z tym że ja biegam wieczorami, rano nie mam tyle energii, ale też wstaję wcześnie, by mieć chwilę dla siebie i ustalam priorytety.
    PS Pięknie się prezentuje Twój rower i ma przecudny koszyczek. :)

    • Dzięki – rower to wygrana w konkursie w ogóle, mam do niego sentyment, ale najwygodniejszy to on nie jest – czuję każdą dziurę w chodniku, a o wycieczkach do lasu na nim mogę chyba pomarzyć :)

  • Naprawdę podziwiam tak zorganizowane osoby! Powoli buduję moją codzienną rutynę, ale nie mogę się oprzeć leniuchowaniu i długiemu spaniu. W tygodniu roboczym nie jest tak źle, jednak w weekendy się rozpływam 😉

  • Baaardzo podoba mi się Twoje podejście do sportu! Robienie czegoś z pełnym zadowoleniem i tylko dla siebie przynosi świetne efekty – przede wszystkim w nastroju :) Wasz dzień wygląda rewelacyjnie. Ja aktualnie jestem na etapie organizacji i ustalania zasad, które pomogą mi odnaleźć równowagę. Twój post w tym czasie jest dla mnie strzałem w dziesiątkę, dziękuję! :)

  • Świetny plan dnia! Też preferuję wczesne pójście spać i wstanie koło 6. Wspólne śniadanie, chwila na poranne ćwiczenia, coś dla umysłu a później do pracy – tak wygląda mój poranek, który daje kopa na cały intensywny dzień :)

  • ahhh trochę się rozmarzyłam! Mój plan dnia ustala roczna córeczka i w sumie też wygląda on codziennie podobnie, aczkolwiek czasu dla siebie mam 40min jak śpi 😉 No chyba że zaczęłabym wstawać wcześniej, ale e e.. nie da rady póki nie przesypiam nocy 😉 Super sobie to wszystko rozplanowałaś, przyjemne z pożytecznym, wszystko zrobione a Ty jeszcze korzystasz z dnia (i to z mężem, dobra, tego to już oficjalnie zazdroszczę!) :)

  • Kiedy tak to czytam, marzę, by kiedyś również być freelancerką! 😀
    To jest niezwykłe, bo możesz sama zdecydować, jakie chcesz mieć rytuały :) Oczywiście trzeba się ich trzymać (choć nie jak w jakimś obozie), ale są Twoje :)
    Ja na razie studiuję, więc moje dni też wyglądają tak samo, ale niekoniecznie tak, jak chcę, by wyglądały 😛

  • Brzmi jak bajka, ale ja wiem, że to ciężka praca – mieć taki system 😉
    Gratuluje, zwłaszcza umiejętności wygospodarowania czasu na relaks i odcięcia się od internetowego świata, bo ja wciąż tego nie umiem za bardzo.
    Jak mam wolny dzień, to i tak ZAWSZE znajdę coś do zrobienia.
    Ale książka tak samo działa na mnie wspaniale przed spaniem – od kilku miesięcy czytam przed zaśnięciem, zamiast oglądać seriale i jakość snu mi się poprawiła 😀

  • Podziwiam taki system, brzmi naprawdę super;). Nie wiem, czy miałabym na tyle samozaparcia, żeby się trzymać takiego planu, jakbym pracowała w domu.

  • Jak zaczęłam wczoraj czytać o Twoim podejściu do biegania to przypomniałam sobie, że moje podejście jest identyczne i aż za tym zatęskniłam :) zrobiłam sobie przez zimę małą przerwę, bo miałam osłabioną odporność po antybiotykach, ale czas już wrócić na moje biegowe (a raczej slow joggingowe) ścieżki. Dzięki za motywacyjnego kopa!
    Post oczywiście doczytałam do końca i podziwiam Cię za świetną organizację :)

  • Bardzo mi się podoba wyłączanie kompa po 18 i tryb samolotowy w smartfonie cały wieczór. Biorę dla siebie;)

  • Przeciąganie godzin pracy to na dzień dzisiejszy moja największa zmora, poza tym, co najważniejsze, jakiekolwiek planowanie nie wypali gdy jest się mamą przedszkolaka – a przedszkolak często choruje. Najgorszy jest okres zimowy – styczeń i luty, równo dwa miesiące synek był ze mną w domu. Było potwornie ciężko, ogarnąć pracę i chore dziecko. Ale gdy jest już „normalnie”, pracuję według zadań rozpisanych dzień wczesnej w planerze, a od wiosny do jesieni wstaję przed 6, tylko ja właśnie do komputera. O tej porze najlepiej mi się pisze, na prawdę mam ogromny zapał do pracy i wszystko idzie mi ekspresowo. Ale są niekiedy dni, gdy kładę się po 1 czy 2 w nocy bo kończę i pakuję zamówienia.

  • Odkąd moja córka poszła do przedszkola wstaje wcześniej rano, ale nadal uważam, że jest to za późno. Dopiero teraz przestawiam się na kładzenie się spać wcześniej i tak samo wcześniejsze wstawanie, ale nie jest to łatwe, po tylu miesiącach zarywania nocy. Mam nadzieję, że finalnie się uda, bo widzę znaczą poprawę energii w ciągu dnia.

    Jeżeli chodzi o bieganie, to ja również nie mam spinki jeżeli chodzi o czas, lubię biegać po lesie, podziwiać widoki. Jednak dałam sobie wyzwanie- półmaraton. Chciałam się sprawdzić, czy to dla mnie i czy podołam. Po drodze kontuzja, więc nie wiem jak to będzie, ale same przygotowania wiele mnie nauczyły i sprawiły, że ośmieliłam się na dłuższe dystanse.

  • Bardzo mi się podoba Twój harmonogram dnia powiem szczerze, że sama zastosuję niektóre punkty w swoim codziennym życiu. A wyłączenie komputera i przełączenie telefonu na tryb samolotowy jest naprawdę świetnym pomysłem;)
    Mogę spytać jakie książki używasz do kreatywności?

  • Ja wciąż walczę z moim ulubionym oglądaniem seriali czy filmów przed snem. Uh.

  • Ten wpis tchnie taką autentyczną radością i energią. I jest wzorcem tego, co chcę wprowadzać w swoim życiu. Rozdzielenie pracy i odpoczynku, drobne rozrywki i przyjemności, czas na świeżym powietrzu, dobre odżywianie i ruch. Dążę do tego, i dojdę, już wkrótce 😉

  • Mam bardzo podobny plan dnia. Pobudka, szorowanie ciała na sucho, śniadanie, bieganie i praca w domu. Popołudnia i wieczory to zazwyczaj czas na blogi i czytanie książek. Jeśli jeszcze nie brałaś udziału w biegach zorganizowanych to szczerze polecam. Takie biegi to świetna motywacja, okazja do poznania fajnych ludzi i naładowania akumulatorów :)

  • Szczególnie spodobała mi się ta godzinka kreatywnego offline’u. Mój mąż zaczął chodzić do pracy na 6.30, to dobra okazja aby się zmotywować i wstawać wcześniej razem z nim i podziałać :)
    pozdrawiam!

  • Wiele bym sie mogla od Ciebie nauczyc. Najbardziej podoba mi sie ta godzina dla siebie rano. Chyba musze zaczac powoli sie przestawiac i wyprobowac takiego sposobu na rozpoczecie dnia, bo czasami brak dyscypliny prowadzi to tego, ze wiele rzeczy zaczynam, a potem ich nie koncze.
    To niesamowite jak duzo mozna wyciagnac z zycia! Trzeba tylko chciec, odrobine zaplanowac, zdyscyplinowac sie i po prostu cieszyc sie chwila.

  • Bardzo fajny tekst, widać jak dużo pracy włożyłaś w poukładanie swojego dnia. Bardzo jestem ciekawa jak to będzie wyglądało gdy pojawią się dzieci :) hihi
    Ja wstawałam wcześniej na poranną gimnastykę i medytację, ale często przerywało mi „MAMA chodź do mnie”, więc teraz przeniosłam medytację na później, kiedy córka jest już w przedszkolu.

    • Ewa Ibisek

      O tym samym pomyślałam. Mnie całkowicie przewartościowało się życie po pojawieniu się dzieci. No i oczywiście kompletnie zmienił się plan dnia. Powoli wracam do swoich poprzednich przyzwyczajeń, rytuałów, hobby itd. Ale wiem też, że nigdy nie będzie to możliwe w 100%, tak jak przedtem. Ale nie użalam się nad tym. Cieszę się z tego co jest teraz, wykorzystuję każdą chwilę na maxa i po prostu inaczej układam dzień. Zmieniły się priorytety, ale to naturalna kolej rzeczy. Myślę, że wszystko zależy od tego, co dla nas samych jest najważniejsze i na co mamy i chcemy znaleźć czas, a na co nie. :)

  • Bardzo mi się podobają Twoje rytuały dnia, są całkiem zbliżone do moich (z wyjątkiem porannego wstawania), choć moje nie są może tak uporządkowane ze względu na obsługę trójki dzieci, co pochłania jednak trochę czasu. Choć lubię dobrą organizację i efektywne wykorzystanie czasu mój plan nie zawsze wypali w 100%, jak np. dzisiaj, kiedy jedno z dzieci mocno zagorączkowało w nocy i musiałam przebudować cały tydzień.
    Poza tym bardzo fajnie piszesz i brzmisz przekonywująco i autentycznie :-) Pozdrawiam.

  • Ania

    Cześc, jakich podcastów słuchasz?

  • Muszę wypracować sobie taki rytm dnia… Decydując się na pracę w domu, wiedziałam od początku, że będę musiała, ale w praktyce jest to trudne. Szczególnie, jak ktoś, tak jak ja, chce wszystko od razu (;

  • Ja też staram się porządkować każdy dzień, choć teraz jestem na etacie I na całym etacie nad swoimi robótkami na blogu, ale pamiętam dobrze, jaką zmorą były czasem duże zlecenia, nad którymi siedziało się dzień i noc do omdlenia pleców (i wcale nie było efektywniej niż w 8h).

    Ale do czego zmierzam – wydaje mi się, że albo to taki opis, albo bardzo dużo rzeczy robisz jednego dnia. Ciekawi mnie ten sekret :) chodzi mi konkretnie o to – skoro piszesz, że rano zajmujesz się priorytetami to ile ich jest, jaka to ilość pracy? Ile czasu poświęcasz np. na wieczorne planowanie? Bo mnie samo spisanie kłębomyśli chyba z 10 godzin zajmuje 😉 bardzo mnie zaintrygowało to zagadnienie – jestem na etapie odkrywania sekretu mieszczenia pracy 5 osób w jednym człowieku!