Bullet journal – ewolucja mojego planera

Czerwiec zaczynam w nowym bullet journalu! Postawiłam tym razem na małą odmianę od moich ukochanych błękitów i przeniosłam się do żółciutkiego notesu Leuchtturm 1917 w kropeczki*. Z tej okazji zapraszam was na wpis podsumowujący mój rok planowania w bujo – zobaczcie jak ewoluował mój sposób prowadzenia bullet journala i jakie lekcje wyniosłam dla siebie z minionego roku!

*Teoretycznie w moim poprzednim bullet journalu czerwiec powinien się zmieścić, ale nie byłam tego na 100% pewna (bo podczas promocji i sprzedaży kursu zawsze dużo się dzieje!) i wolałam nie ryzykować.

NUDNY BULLET JOURNAL TO NIE GRZECH!

Z okazji tej bujo rocznicy planowałam przygotować dla was wpis z moimi ulubionymi rozkładówkami i stronami z dwóch minionych notesów, ale po ich przejrzeniu doszłam do wniosku, że mój bullet journal jest … strasznie nudny!

Daleko mu do pięknych pinterestowych notesów, gdzie każdy miesiąc zaczyna się od kreatywnej strony tytułowej, ma swój ustalony kod kolorystyczny i temat przewodni, a kolejne kolekcje ozdobione są rysunkami, naklejkami, taśmami washi i stempelkami. Jeśli szukacie takich inspiracji to obawiam się, że trafiliście pod zły adres, bo mój bullet journal był, jest i będzie przede wszystkim praktyczny!

Miniony rok prowadzenia bullet journala nauczył mnie wielu rzeczy i bardzo chętnie dzisiaj wam o nich opowiem, ale żeby to wszystko miało ręce i nogi musicie wiedzieć, że dla mnie bullet journal to przede wszystkim narzędzie.

BULLET JOURNAL JAKO NARZĘDZIE DO PLANOWANIA

Do gromadzenia wspomnień mam swoje albumy Project Life, do testowania brushpenów i nauki brush letteringu Zeszyt Ćwiczeń od Kasi, a do zabaw z farbami i kreatywnego „wyżycia się” szkicownik i art journal. Bullet journal jest do planowania. Koniec kropka.

Moje narzędzie do planowania musi być pojemne. Musi być w nim miejsce na bloga, biznes, kursy online, współprace i zlecenia od klientów. Musi być w nim miejsce na życie, codzienne zadania, obowiązki i małe przyjemności. Fajnie byłoby mieć też miejsce na notowanie pomysłów, zapisywanie inspiracji, śledzenie ważnych spraw i ogółem bycie z codziennością na bieżąco.

Moje narzędzie do planowania musi być solidne. Musi wytrzymać codzienną pracę w domu, wyprawy na spotkania, wizyty w kawiarniach i parku. Musi też być solidne w sensie – dawać mi oparcie. W poniedziałek rano muszę wiedzieć, że mam gdzie planować dzień, pod koniec miesiąca mieć miejsce na podsumowanie tego co było, a na spotkaniu muszę mieć pewność, że bez problemu uda mi się znaleźć niezbędne notatki.

EWOLUCJA MOJEGO BULLET JOURNALA

Mądrze prowadzony bullet journal spełnia wszystkie te założenia (a nawet więcej!), ale do tego co „mądrze” dla mnie tak naprawdę oznacza doszłam metodą prób i błędów. Zobaczcie jakie zmiany na przestrzeni minionego roku sprawiły, że mój bullet journal jest dla mnie jak najlepsza prawa ręka!

Zaczęłam korzystać z indeksu

W moim pierwszym bullet journalu indeks (czyli samodzielnie robiony spis treści na początku notesu) praktycznie nie istniał. Ciągle obiecywałam sobie, że w wolnej chwili go uzupełnię, ale wiecie jak to jest – minął rok, a ta wolna chwila jakoś się nie znalazła.

Gdy organizowałam swój drugi planer wiedziałam, że chcę lepiej wykorzystać indeks. Uzupełniałam go planując każdy kolejny miesiąc oraz na bieżąco dodawałam numery stron z ważnymi notatkami i listami (albo jak ktoś woli – kolekcjami, o których możecie poczytać na blogu).

Dzięki indeksowi mój drugi bullet journal jest zdecydowanie bardziej przejrzysty i dużo lepiej zorganizowany, szybciej znajduję w nim konkretne zagadnienia i dużo częściej zaglądam do swoich notatek.

Najważniejsze rzeczy na początku notesu lub wyraźnie oznaczone

Gdy zaczęłam korzystać z bullet journala w maju zeszłego roku od razu zabrałam się za planowanie miesiąca.

Oczywiście nie ma w tym nic złego i sama namawiam was do próbowania i eksperymentowania, ale … Po kilkunastu tygodniach zauważyłam na przykład, że brakuje mi na początku notesu kalendarza, co mocno utrudniało planowanie spraw wysuniętych dalej w przyszłość. Nie zaglądałam zbyt często do swoich celów bo były one schowane gdzieś pomiędzy tygodniówkami, a przez to ich realizacja szła mi dość opornie.

Mój drugi planer miał już bardziej przemyślany układ – napisałam nawet tekst o tym jak przygotować swój bullet journal w oparciu o kilka zasad, które pomogły mi uporządkować treści w notesie.

Generalnie trzymam się zasady, że najważniejsze dla mnie rzeczy albo lądują na początku notesu, albo są w nim wyraźnie oznaczone karteczkami post-it, zakładkami lub kawałkiem taśmy washi. Dzięki temu zawsze mogę je szybko namierzyć, żeby to zrobić nie muszę nawet zaglądać do indeksu.

Codzienne dobre nawyki podczas planowania

Bullet journal to świetne narzędzie do planowania, ale właśnie – to tylko narzędzie! Powtarzam to jak zdarta płyta, ale nawet najpiękniejsze rozkładówki, artystycznie wykaligrafowane tytuły i wymyślne trackery nie pomogą, jeśli nie wiemy JAK PLANOWAĆ.

Dopiero w momencie gdy udało mi się wypracować i utrwalić dobre nawyki w dziedzinie planowania mój bullet journal zaczął spełniać swoją funkcję w 100% i stał się świetnym wsparciem w organizowaniu codzienności.

Pamiętajcie, że jeśli wasze bujo mają dużo trackerów, tabelek i stron, które wymagają regularnego uzupełniania musicie sobie zaplanować czas na wykonanie tych czynności – to wszystko nie dzieje się samo, mimochodem!

→ JAK KORZYSTAĆ Z TRACKERÓW W BULLET JOURNALU

Każdy dzień zaczynam od przejrzenia bullet journala (to stały element moich poranków!), uzupełnienia trackerów z dnia poprzedniego, zaktualizowania listy rzeczy do zrobienia i zaplanowania mojego dnia – taki system wprowadza regularność i świetnie się u mnie sprawdza!

Słucham siebie i korzystam z tego, co jest mi potrzebne

Prowadząc bullet journal wcześniej czy później trafiamy na Pinterest lub Instagram, a tam na wyciągnięcie ręki czeka cała masa inspiracji, pomysłów i kreatywnych rozwiązań. Łatwo jest w tym wszystkim przepaść i zgubić trochę sens bullet journalowania.

Mój pierwszy bullet journal to wiele porzuconych stron. Mam w nim pięknie rozpisane wyzwania, w których nigdy nie wzięłam udziału. Mam kolekcje, które są niemal puste. Mam strony, na których są same nagłówki i nic więcej.

Teraz, gdy zobaczę u kogoś pomysł lub układ, który wydaje mi się ciekawy na początku pytam samą siebie – czy to jest coś, czego potrzebujesz? W czym ci to pomoże? W jaki sposób poprawi to jakość twojego życia? Po co chcesz mieć to u siebie w bullet journalu?

Słucham siebie i w bullet journalu korzystam z tego, co jest mi akurat potrzebne, a nie z tego co jest właśnie modne.

Eksperymentuję z układami, ale staram się nie wymyślać koła na nowo

Największą zaletą bullet journala jest dla mnie jego elastyczność i możliwość swobodnej zabawy z formą planowania. Bardzo chętnie eksperymentuję z układami, bawię się kolorami, planując strony na nowy miesiąc zmieniam nieco ich układ albo styl pisania nagłówków, ale …

… nie wymyślam koła na nowo. Nie zależy mi na tym, aby mój bullet journal wyznaczał trendy, był innowatorski czy najpiękniejszy. Jeśli coś się u mnie sprawdza (na przykład układ miesięczny, który pomaga mi planować posty i ogarniać media społecznościowe bloga) trzymam się tego i nie tracę czasu na kombinowanie.

Eksperymentowanie i testowanie jest super, bo pozwala nam odkryć to, co sprawdza się najlepiej, ale gdy już wypracujemy swoje sprawdzone rozwiązania warto zostać z nimi na dłużej niż tydzień 😉

Mądrzejsza o te kilka lekcji z minionego roku z wielką radością wskoczyłam do nowego, żółciutkiego notesu.

Powoli się w nim urządzam i jeśli chcecie z przyjemnością pokażę wam jego układ na blogu lub youtubie – mam tam zarówno kilka nowych rozwiązań, które będę w najbliższych tygodniach testować jak i kilku moich starych, sprawdzonych ulubieńców.

→ MOJE ULUBIONE STRONY W BUJO

Wiem, że wiele z was prowadzi swoje bullet journale – czego nauczyła was ta metoda planowania? Jakie lekcje i doświadczenia dał wam bullet journal? Podzielcie się tym w komentarzach!

A jeśli macie jakieś pytania o bullet journal, materiały lub inne około-planerowe sprawy piszcie śmiało – chętnie odpowiem i podpowiem!

PS. Swoje notesy kupuję tutaj – w tym sklepie nie natrafiłam jeszcze na brak towaru!

 

Zobacz również

  • Joanna

    W latarni mola od jakiegoś czasu nie mają wielu kolorów😕

  • Joanna

    A może ktoś mi pomoże i wrzuci linka do strony gdzie można kupić Leuchtturm1917 medium A5 w kolorze NORDYCKI NIEBIESKI? Nigdzie nie mogę go znaleźć.

    • Asiu, a to nie jest jakaś nowość albo limitowany kolor? Piękny jest swoją drogą.. ja tak polowałam na chabrowy kolor rok temu (bo widziałam stacjonarnie w Berlinie, ale nie kupiłam :/) i nigdzie go nie było..

      • Joanna

        Jest to nowy kolor, który zastąpił błękitny. Niestety na żadnej stronie nie jest dostępny, a wysyłka z UK, gdzie jest w sprzedaży, kosztuje tyle co sam notes:(

        • no to pewnie trzeba na niego po prostu chwilę poczekać – kontaktowałaś się ze sklepem kiedy zamierzają go sprowadzić?

          • Joanna

            Tak, dzisiaj dostałam odpowiedź, ze prawdopodobnie pojawią się w połowie czerwca.To jest nowy kolor w 2017 roku i pewnie im szybko się wyprzedał. Czekam na dodruk:)

  • Marta Bukowska

    Zacznijmy od tego, że jestem oczarowana kolorem Twojego nowego Leuchtturma! I choć sama pozostaję wierna swojej antracytowej wersji, mogę sobie wyobrazić, jak żółty bullet journal rozprasza lenistwo jesiennych, ponurych poranków. ;D W moim notesie najważniejszą stroną jest ta z celami- głównie bibliotecznymi, bo jako studentka filologii polskiej mam często czytelnicze deadline’y. 🙂

  • Ten żółty kolor jest cudowny! Taki energetyczny, aż chce się po ten bullet journal sięgnąć:)
    Jakie to prawdziwe z tym eksperymentowaniem… Chyba mamy to w swojej naturze, że cały czas kombinujemy, by po jakimś czasie stwierdzić, że jednak wcześniej było lepiej:d

  • Magdalena Kochańska

    Hej Kasiu,
    Posty o bujo są moimi ulubionymi 🙂
    Zdradź jakich obecnie używasz markerów i cienkopisów/długopisów do rozrysowania miesiąca oraz na codzień. Wiem, że polecałaś w jednym poście dodatki i akcesoria, czy nadal ich stosujesz czy napotkałaś na coś lepszego?
    Szukam najlepszych, a te które ciągle testuję do zakreślania rozmazują pióro bądź cienkopisy jakich używam.
    Z góry dziękuję za podpowiedź.
    Pozdrawiam 🙂

    • Magda, a na pewno masz atrament w piórze/cienkopisach, który jest odporny na rozmazywanie? Bo to może nie być kwestia zakreślaczy, tylko właśnie atramentu. Ja piszę wodoodpornym cienkopisem w miejsach, które wiem, że będą zakreślane, a zakreślacze mam te co w poprzednim poście + Zebra Mildliners, Tombowy, Stabilo pastelowe i wszystkie działają ok 🙂

      • Magdalena Kochańska

        Dzięki Kasiu za odpowedź 🙂
        mam chyba najzwyklejsze naboje Parkera, ale zakupię wodoodporne przy najbliższych zakupach 🙂

  • Uczę się tego, czego od plannera oczekuję. Przekonałam też siebie, że jeżeli jest dobrze ułożony i funkcjonalny, nie musi być kolorowy i ozdobiony. Twój w porównaniu do mojego jest śliczny. Dzisiaj zaczęłam od nowa czerwiec rozrysowywać. Już wcześniej miałam, ale stwierdziłam, że to nie to i wyrwałam kartki.

  • bbika

    Nauka tego, co jest nam potrzebne, a co tylko łądnie wygląda, to na pewno jedna z ważniejszych rzeczy jakie przyswoiłam przez rok prowadzenia bujo. Jest tyle rzeczy, które chciałabym robić i je zapisuję, a później… Zapominam albo nie ma na nie czasu. I zostają puste trackery.

    Przy okazji chciałam spytać, czy ktoś ma może doświadczenie w bujo w systemie jak filofax? Mamy kilka ładnych polskich alternatyw, tylko nie wiem, czy to będzie praktyczne, czy lepiej zostać przy notatniku… Z góry dziękuję za wszelką pomoc i podpowiedzi 🙂

  • Ja z każdym dniem coraz lepiej rozumiem swoje potrzeby w bujo. W tym miesiącu całkowicie zrezygnowałam z habit trackera, bo przez cały maj musiałam się zmuszać, żeby go uzupełniać. Myślę, że to jest największą zaletą tego planera – można z nim robić, co nam się tylko podoba 😉
    P.S. Piękny ten Twój nudziarz 😀

  • Mam pytanie o artykuły do pisania, ale na czarno. Czym piszesz, żeby nie rozmazywało się pod zakreślaczem? 🙂

    • korzystam z cienkopisów – UniPin, Faber Castell Ecco Pigment albo Micron – generalnie jeśli ma napisane waterproof, pigment ink albo archival ink to wiem, że się nie rozmaże 🙂

  • Marysia Jarmużek

    Mam pytanie : na ile starcza ci taki jeden zeszyt/notatnik? 🙂

    • Marysiu, pierwszy starczył od maja do grudnia, drugi od stycznia do maja (ale mam jeszcze trochę wolnych stron, nie starczyłoby ich jednak na czerwiec, więc się przeniosłam 🙂

  • Michalina Skonieczna

    Kasiu, już chyba sto razy mówiłam Ci o tym, jak bardzo lubię Twoje wpisy o bullet journalu. Piszesz zawsze przejrzyście i sprawiasz, że chce się czytać więcej. 🙂
    Nigdy nie rozumiałam idei ozdobników w bullet journalu i nawał tych wszystkich pięknych rzeczy, jakie widzę w bujo innych osób/tumblrze/pintereście sprawia, że zwyczajnie mi się odechciewa. Jeśli coś jest modne, powoli mnie irytuje. Wstyd się przyznać, ale jeszcze nie mam własnego bujo! 🙂 Wszystko planuję i zapisuję w moim 18-miesięcznym kalendarzu Leuchtturma, a kiedy zacznę w końcu bullet journal, będę szła śladami Twoich tekstów i oryginalną metodą Rydera Carolla. 🙂

  • Jejku, jak to u Ciebie wszystko pięknie wygląda! 🙂 <3

  • Mi w maju minął rok z bujo i mam bardzo podobne przemyślenia (i też opisałam je na blogu ;))
    Uwielbiam bujo za elastyczność i za to, że jest po prostu taki jak chce i jaki potrzebuje 🙂 I mimo że jest to narzędzie do planowania, to ja tam lubię sobie coś dorysować, poprzyklejać itp. po prostu milej się na niego patrzy i częściej do niego zaglądam 😉 Twój bullet journal i bez tych ozdobników jest piękny i najważniejsze, że spełnia swoją funkcję 🙂

  • Ta metoda jest świetna – ćwiczy, motywuje i mobilizuje do pracy. Ja odkąd ja wprowadziłam, zrobiłam spore postępy – udało mi się nadrobić niektóre zaległości (których normalnie pewnie do dziś bym nie tkneła), zrobiłam coś nowego ( na co normalnie uwazałabym że nie mam czasu, a teraz go mam), zaczelam dbac o siebie (wprowadziłam cwiczenia w okreslone dni, nie codziennie , ale 3 razy w tyg i jak na razie się wywiązuje z tego) i póki co ze wszystkimi sprawami bierzącymi jestem do przodu, a przedtem latałam i wszystko załatwiałam na ostatnią chwile:) Ogólnie to dużo dobrego zadziało się w moim zyciu, jestem bardzo zadowolona i nie moge sie doczkac nastepnych efektów:)

  • Niestety ja ostatnio zaniechałam prowadzenie BJ. Na początku nie miałam czasu, potem zapomniałam i zaczęłam wszystko zapisywać w zwykłym zeszycie. Jednak kiedy przeczytałam Twój wpis to od razu zapragnęłam powrócić do mojego BJ. Może po prostu źle go zaplanowałam i męczyło mnie szukanie poszczególnych zagadnień. Dobry indeks to jednak podstawa. Czasem dobrze jak ktoś otworzy drugiej osobie oczy na takie sprawy 🙂

  • Aleksandra

    Ten Twój nudziarz jest tak pięknie kolorowy, ja tam co miesiąc mam jeden kolor przewodni – nie muszę się martwić, że pomyliłam kolory:) W czerwcu też minie rok odkąd używam bujo i podobnie jak Ty na początku trochę zachłysnęłam się kolekcjami, a teraz w nowym zeszycie prawie w ogóle ich nie mam. Poza tym uwielbiam Twoje wpisy o bujo:)

  • Nudny? Oj tam, oj tam 😉 Jest pięknie i praktycznie zarazem – jako córka inżynierów cenię obydwa aspekty. Bardzo kusi mnie założenie pierwszego bujo. Jesteś inspiracją! Miałam wiele plannerów, ale żaden w 100% nie spełniał moich oczekiwań, więc doszłam do wniosku, że muszę go sobie narysować sama 😉 Ale wszystko po kolei: najpierw uczę się planować, od poniedziałku robię powtórkę kursu Pani Swojego Czasu, aby się ogarnąć i nie zgubić sensu bullet journalowania 🙂

  • Ja właśnie kończę mój pierwszy zeszyt do BuJo, ale ja prowadzę go mocno minimalistycznie i bardzo praktycznie. U mnie zmieniło się sporo jeżeli chodzi o organizacje blogowania (pisałam nawet o tym post), bo wszystko mam w jednym miejscu.
    Podobnie jak Ty, najważniejsze rzeczy mam na początku albo zaznaczam je taśmą washi. Uwielbiam chwile z BuJo i mega się cieszę, że go odkryłam 🙂

  • Świetne rozkładówki 🙂 Chyba zainspiruję się tym tygodniowym układem 🙂 Jest naprawdę świetny. I chyba powoli przekonuję się do żółtego koloru 🙂 Ten ze zdjęć jest nawet taki do zniesienia (zwykle nie lubiłam tego koloru) 🙂

  • Maria Przybyła

    Osobiście zastanawiam się co jest lepsze czy planer czy może taki bujo? Moje planowanie, że zacznę planować dzień/ miesiąc/ cokolwiek, zawsze kończy się na planowaniu w głowie przez to większość moich postanowień kończy się fiaskiem. Jakieś rady?
    Pozdrawiam