3 miesiące z Kajtkiem

Pierwsze trzy miesiące w trójkę za nami! Od dzieciatych znajomych słyszałam, że po trzech miesiącach to już będzie z górki. Nikt nie wytłumaczył za bardzo co to „z górki” oznacza, ale wiecie – miało być łatwiej. Czekałam na tę magiczną granicę (momentami naprawdę jak na zbawienie) i wyobrażałam sobie nie wiadomo jakie zmiany. A zmiany zadziały się same – kilka tygodni temu coś wreszcie u nas kliknęło, zaakceptowałam sytuację taką jaka jest i czuję, że powolutku wracam do siebie. Ale po kolei.

Bycie mamą jest trudne, bycie mamą trzepnęło mnie obuchem po głowie. Może dla niektórych to najbardziej naturalna sprawa na świecie, może rzeczywiście instynkt istnieje i można złapać kontakt z maluchem praktycznie z dnia na dzień. Ja tak nie miałam, o tych naszych początkach pisałam już na blogu.

Spodziewałam się tego, że może być różnie, ale jako osoba patrząca na świat przez różowe okulary nie spodziewałam się, że będzie tak trudno! Bo łatwo nie jest. I cała ta otoczka, że łatwo być powinno (bo inaczej to z Tobą jest coś nie tak!) strasznie mnie wkurza. Ostatnie 14 tygodni to dla mnie ogromna lekcja pokory i cierpliwości.

Dojście do siebie zajęło mi prawie 3 miesiące. Nadal zdarza mi się przepłakać pół dnia. Nadal są takie dni, kiedy mam wszystkiego dość i chciałabym zniknąć. Ale generalnie jest lepiej. Wstaję rano i wiem, że po prostu sobie poradzę. I coraz częściej potrafię sobie wyobrazić bycie znowu sobą, potrafię wyobrazić sobie prawdziwy zaciesz, radość i szczęście a nie tylko działanie w trybie „byle do 19.30”.

KOŁOWROTEK

Jeszcze w ciąży miałam swoją „wizję macierzyństwa”. Nakręciłam się na tak modne teraz rodzicielstwo bliskości. Naczytałam się o noworodziach śpiących po kilkanaście godzin na dobę. Napatrzyłam się na mamy spacerujące po parku z wózkami. Nastawiłam się tak pozytywnie jak tylko mogłam … a życie i tak napisało swój własny scenariusz.

Generalnie nie mam na co narzekać. Kajtek jest zdrowy, rośnie w oczach i cudnie się rozwija. Codziennie zaskakuje nas czymś nowym, a każdy jego uśmiech sprawia, że problemy ekspresowo znikają. Czas, który spędzamy razem jest coraz fajniejszy, coraz bardziej różnorodny, coraz ciekawszy. Zakochaliśmy się w chustowaniu i okazuje się, że to świetna forma spacerowania czy wypadów na bazarek po świeże malinki. Nie mamy problemów z jedzeniem – nasza mleczna droga trwa już trzy miesiące i jej końca nie widać. Jesteśmy nawet względnie wyspani i możemy cieszyć się wieczorami dla siebie! Oczywiście, żeby nie było tak różowo…

Okazało się, że nasz Kajtek z wózkiem lubił się przez pierwsze kilka tygodni. Z dnia na dzień, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki dostał na wózek alergii i teraz wyjście z domu i dojechanie do końca ulicy bez włączonej syreny możemy uznać za sukces. Pożyczaliśmy wózki od znajomych, układaliśmy na boku, na brzuszku i efekt zawsze jest ten sam 😉 Czasem sytuację ratuje fotelik samochodowy – pod warunkiem, że uda się Kajtkowi w tym foteliku usnąć zanim dojedziemy do punktu docelowego. A ja nie ukrywam, że skręca mnie z zazdrości na widok mam spokojnie spacerujących z wózkami po parku.

Okazało się, że te „osiemnaście godzin noworodkowego snu” na dobę i częste, długie drzemki w naszym przypadku można między bajki wsadzić. Ja już nie wiem, czy z tym spaniem rzeczywiście wszyscy kłamią, czy nie, ale nam brak drzemek dał się mocno we znaki. Wiecie, w czasie Kajtusiowych drzemek miałam pracować. Rozwijać bloga. Rozwijać siebie. Gotować zdrowe obiadki. Ćwiczyć. Odpoczywać. A po trzech miesiącach okazuje się, że na palcach jednej ręki mogę policzyć dni w których samodzielne (czyli nie zachustowane) drzemki naszego malucha w ciągu dnia trwały dłużej niż godzinkę. Tych czterdziestominutowych też nie było wiele, no chyba że odbywały się na „poduszce” z mamy albo taty – wtedy to zupełnie inna bajka, która niestety z produktywnością niewiele ma wspólnego.

Każde podejście do Księgi Rodzicielstwa Bliskości kończyło się w moim przypadku trzema dniami deprechy i obwinianiem się, że jestem złym człowiekiem, którego ciągnie do świata. Złą mamą, która nie potrafi zaszyć się z dzieckiem w domu i grubą krechą oddzielić się od życia, które wiodła jeszcze kilka tygodni wcześniej. Nie kwestionuję metody i podejścia, szkoda tylko że autorzy tej książki rozdziału o równowadze i wyznaczaniu granic nie umieścili na samym jej początku… W końcu przestałam czytać, zaczęłam być i robić po swojemu. I gdy teraz, po 3 miesiącach złapałam za książkę widzę, że wiele filarów RB zupełnie nieświadomie stosujemy na co dzień – dlatego, że tak czujemy, dlatego, że tak jest nam wygodnie, a nie dlatego, że cały świat oszalał na punkcie jednej metody.

Gdy patrzę na te problemy z perspektywy czasu wiem, że to drobiazgi, którymi nie warto się przejmować, że miną jak wszystko i szkoda tracić na nie nerwy. 

Moja pamięć jest wybiorcza i o trudnych chwilach szybko zapominam. Przy każdym skoku rozwojowym (a chwilowo mamy ich na swoim koncie trzy, czwarty w trakcie) mówię Fabowi, że „ten to chyba jest najgorszy”, a on się śmieje, że tak samo mówiłam przy poprzednim. A ja już tego nie pamiętam, bo przecież w międzyczasie tyle pięknych chwil nas spotkało!

Mogłabym w ogóle nie wspominać o problemach i dołączyć do grona osób, które wychwalają bycie mamą pod niebiosa. Tylko po co? Nie chcę dokładać kolejnej cegiełki do lukrowanej wizji macierzyństwa. 

Wspólne spanie, całowanie małych stópek, usypianie, tulenie, nieśmiałe uśmiechy, wlepione w ciebie oczęta, pierwsze zabawy, karmienie i bliskość  – to wszystko jest bezdyskusyjnie cudowne, rozwiewa czarne chmury i dodaje energii, ale w życiu nie powiedziałabym, że to czyni bycie mamą prostsze.

Od 3 miesięcy mam wrażenie, że nasze życie i nasza codzienność zamieniły się w kołowrotek. Raz na górze, raz na dole, szaleństwo emocji, zmian i sytuacji nie do przewidzenia. Czasem po całym dniu marzę tylko o tym aby wyciągnąć się na kanapie i odpłynąć. Czasem jestem na siebie zła bo tylko Kajtek mi w głowie, bo ciężko pogadać o czymś innym, bo ciężko wyłączyć myśli gdy już uda nam się wieczorem wyskoczyć na szybką rowerową rundkę po osiedlu. Gdy pojawił się Kajtek zniknęła przewidywalność, niezależność i spontaniczność. Wiele rzeczy musimy sobie jeszcze poukładać, ale widzę światełko w tunelu i czuję, że jesteśmy na dobrej drodze!

Udało nam się na przykład wprowadzić jako taki podział obowiązków i rytm dnia. Przez pierwszą część dnia zajmujemy się Kajtkiem na zasadzie 50/50 – gdy jedno z nas pracuje, zajmuje się domem lub odpoczywa, drugie jest odpowiedzialne za malucha. Dzięki temu każdego dnia mamy conajmniej dwie, trzy godziny dla siebie. Dzięki temu mam czas, aby być egoistką. Dzięki temu mam czas napisać ten tekst. Dzięki temu mogę wskoczyć na rower, ugotować zdrowy obiad i posiedzieć na huśtawce w ogrodzie. Dzięki temu Fab może obejrzeć mecz, pograć w piłkę, iść pobiegać i w spokoju pracować, a jednocześnie być z nami w domu, spędzać czas z Kajutem i razem ze mną uczyć się go dzień po dniu! Wierzę, że dzięki temu podziałowi obowiązków jestem lepszą mamą, szczęśliwszą żoną i ciekawszym człowiekiem. I z tą wiarą jest mi dobrze! 

Ostatnie miesiące pokazały mi, że chcę mieć piękne życie, a nie tylko o tym pięknym życiu pisać i opowiadać. Dlatego odpuszczam, pojawiam się i znikam, przymykam oczy na brudne naczynia i nieważne maile, które jeszcze trochę będą musiały poczekać na odpowiedź.

Gdy oglądam pierwsze Kajtkowe zdjęcia nie wierzę, że on już tak bardzo urósł, tak bardzo się zmienił, tak dużo więcej widzi, czuje i rozumie. Widzę jak to wszystko szybko mija i nie chcę przegapić ani jednej chwili. Czekałam na tę magiczną granicę trzech miesięcy, a gdy już się doczekałam to chętnie wróciłabym do naszych pierwszych, noworodziowych momentów!

Nie interesują mnie wystudiowane i poukładane obrazki, piękne kadry rodem z Instagrama i polukrowana codzienność. Jestem tu i teraz, powtarzam sobie, że piękne może być też trudne, nie zawracam sobie głowy problemami, które miną i nie przyzwyczajam się za bardzo do tego co jest.

W takim klimacie kończymy czwarty trymestr. Jest dobrze. A będzie jeszcze lepiej! Mocno w to wierzę. A jak było u Was? Dajcie znać w komentarzach!

Zobacz również

  • Fajnie, że piszesz nie tylko o blaskach, ale też o cieniach macierzyństwa. Sama wprawdzie nie mam dzieci, ale widzę po koleżankach, po znajomych, że jest jakaś taka dziwna presja na to, żeby się sprawdzić, być super mamą, stosować nowoczesne zdobycze nauki etc., etc. Coraz więcej wiedzy, coraz mniej spokoju 🙂 A tak w ogóle, muszę to napisać : nie należę do osób, które się szczególnie zachwycają zdjęciami bobasów, ale miny Waszego Kajtka są po prostu nieziemskie! Cudne!

  • Aneta

    Powiem tyle: dokładnie taki tekst mogłam napisać po swoich 3 miesiącach z Mateuszem. Może więcej spał i lubił wózek ale za to zamiast piersi laktator (6 razy na dobę) oraz nie nawidził chust i nosidełka. A do rodzicielstwa bliskości przekonałam się dopiero po lekturze książek i artykułów Agnieszki Stein i Juul’a. Sears powodował u mnie duża irytację (ze tak łagodnie powiem) swoja wizja kobiety i rodziny. Super, że się tak dzielicie opieka nad Młodym – jestem ogromna zwolenniczką partnerstwa w rodzinie, niestety nie zawsze sa takie możliwości, także trochę zazdroszczę (czekam na 2 łobuza, także to wszystko ponownie przede mną). A jedyna rada (motto?) które bym dodała to „to wszystko minie” – zwłaszcza te ciężkie chwile. U nas po dojściu do końca 1 roku było super, teraz ma 2.5 i bywa ciężko, ale motto pomaga ;). Wszystkiego dobrego! I dzięki za fajny i nielukrowany tekst.

  • Raquel

    Doceniam, i pewnie nie tylko ja, że szczerze piszesz o swoich uczuciach, nie powielasz frazesów. Lukrowania już chyba wszystkie mamy dosyć, to wprowadza przyszłe matki w błąd i rodzi nierealne oczekiwania.
    Co do spania nowordoka, moje pierwsze dziecko prawie w ogóle nie miało drzemek w ciągu dnia, tylko kilkugodzinne okresy czuwania! Rzadkość u dziecka w wieku kilku tygodni. Zresztą do tej pory syn potrzebuje mało snu jak na swój wiek i to było widać już w pierwszych dniach życia! Z kolei córka… spała ok. 22 godziny na dobę, spała niemal bez przerwy, martwiłam się, czy wszystko jest z nią OK 🙂 I nadal lubi sobie dłużej pospać, choć ma już 7 lat.
    Co co odnalezienia się w roli mamy – mnie w pierwszych miesiącach najbardziej dobijało rozpamiętywanie „poprzedniego” życia i tego, że to już nie wróci 🙂 W pewnym momencie uznałam, że to bez sensu i postanowiłam, że w ogóle nie będę o tym myśleć. Pomogło! Zresztą z biegiem czasu przeszłość coraz bardziej się zaciera i zapomina się o tym, jak bardzo życie było kiedyś lekkie, łatwe i przyjemne 😉

  • Anna S.

    U mnie było tak samo z drzemkami do momentu, gdy trafiliśmy do fizjoterapeuty i okazało się, że mała jest po prostu trochę spięta. Po pierwszej serii ćwiczeń i masaży, mała usnęła samodzielnie i spała 2,5h jednym ciągiem i z każdym dniem mam dla siebie troszkę więcej czasu. Byłam w szoku, że w końcu znaleźliśmy przyczynę, a nie że „po prostu taka jest”.

  • Pięknie piszesz o byciu mamą!! 🙂 Własnie tak chciałabym żeby to u mnie wyglądało. Ale jak będzie to zobaczymy 🙂 🙂 🙂 A Kajtuś jest przesłodki!!!

  • Pionierka

    Ja się spodziewałam, że będzie trudno, a poza tym całe życie słyszałam, że kto jak kto, ale ja to na pewno się na matkę nie nadaję 🙁 A okazało się, że jestem własnie taką matką instynktowną, której wszystko przychodzi łatwo i naturalnie od pierwszych chwil. Pierwsze trzy miesiące pamiętam jako czas dłuuuugich spacerów, bo było piękne lato. I najbardziej upalnych dni spędzanych na kanapie w trybie: przewinąć, nakarmić, 10 minut aktywności, dziecko śpi. ileż ja seriali obejrzałam 🙂 I w ogóle z chwilą pojawienia się na świecie Pionierzątka odczułam niesamowity spokój, jakby brakujący element układanki został do niej dołożony.
    Ps. Nie odzywałam się z chustą, bo dość niespodziewanie okazało się, że pojawi się w naszym życiu kolejny bejbik, więc zostawiam ją, żeby ułatwić sobie ogarnięcie noworodka i niespełna dwulatki w przyszłym roku 🙂

  • Mamma Pcheła

    My niedługo kończymy 4 miesiące 🙂 Jak było u nas? Pierwszy miesiąc był przez młodą przespany w 80% – cudownie 🙂 Drugi miesiąc drzemki się trochę skróciły, a dużą część czasu młoda spędzała w bujaczku. Trzeci miesiąc to już drzemki 20-40 minutowe 🙂 Najlepiej na mamie lub na tacie – inaczej albo brak snu, albo bardzo przerywany. Spacer? Tylko wtedy, gdy młoda ma na to ochotę i to najlepiej, aby po wyjściu na trasę już spała, bo inaczej jest płacz. Więc nie Ty jedna tak masz:) Wydaje mi się, że to normalne 🙂 A miłość do malucha rośnie z dnia na dzień coraz bardziej 🙂

  • Magda Kozlowska

    U mnie też był totalny kołowrotek. Tyle że my oboje pracujemy normalnie co z jednej strony daje duży komfort, nie ukrywam, ale z drugiej strony bywały takie dni że byłam na skraju zmęczenia czy zdołowania a mąż był w pracy i byłam po prostu przez te 9h zdana na siebie. Co do poradników i wszelkich metod tu od razu wyszłam z założenia że nie czytam. Fakt, przy wprowadzaniu pokarmów przeczytałam kilka artykułów nr. BLW, ale koniec końców o tak kierowałam się intuicją i tym co mówiła nam lekarka. Czytanie takich porad naprawdę może zdołować, szczególnie że dzieci zwykle na to nie zwracają uwagi 😉 teraz już jest trochę prościej, bo moja córka ma ponad 1,5 roku i wszystko się trochę unormowało, ale jedyne czego się nauczyłam to to że u dzieci WSZYSTKO MA SWÓJ CZAS. Był czas kiedy byłam przekonana że jeszcze do podstawówki będę usypiać dziecko przy piersi a odstawiłam ją jak obie byłyśmy gotowe właściwie z dnia na dzień i tak jest z wszystkim. Róbcie tak jak czujecie a mały na pewno będzie szczęśliwy, a rady innych bardzo szybko można się nauczyć puszczać mimo uszu 😉 wyrodna matka, która od początku uważała ze musi mieć chociaż chwilę dla siebie samej 😉

  • Dominika

    Po niemowlęctwie starszej córki myślałam, że wiem już jak może być ciężko i nic mi nie straszne;) Mała od początku przyklejona do piersi na potęgę, niewózkowa, nieodkładalna, każda drzemka w chuście, często nawet wtedy zaśnięcie poprzedzone długim płaczem. Silny charakter. Pierwsze miesiące, to był tryb przetrwanie do 17 – kiedy to maż wracał z pracy, przejmował małą, a ja mogłam zająć się w końcu domem – praniem, zmywaniem, a i to bez szaleństw, wszystko w trybie minimalnym;)
    Teraz córka jest cudowną, zdecydowaną, pewną siebie dwuipółlatką, która dalej dużo od nas wymaga:) Jest idealna:)

    Na drugie dziecko czekałam ze spokojem. Po takiej szkole przetrwania nic mi nie straszne. A jednak synek zaskoczył mnie już samym momentem pojawienia się na świecie – w 33 tygodniu ciąży, bez w zasadzie żadnych wcześniejszych nieprawidłowości. To dopiero tydzień od cc, od wczoraj jesteśmy razem w domu, i tym razem wszystko jest zupełnie inne w niespodziewany dla mnie sposób. Synek bardzo dużo śpi – ale mnie to nie cieszy – po prostu nie ma sam z siebie tyle sił, by upominać się o jedzenie. Trzeba pilnować pój karmienia i nierzadko przekonywać go do zjedzenia porcji, bo w połowie już odpływa. Nie mogę karmić go piersią właśnie z tego powodu – pozostaje odciąganie mleka kilka razy dziennie i karmienie butelką. Wszystkiego muszę uczyć się od nowa, ale zważywszy na okoliczności – i tak jestem przeszczęśliwa, że synek jest tak silny i w tak dobrym stanie zdrowia:)

  • U nas bylo tak samo. Raz na gorze raz na dole. Teraz tez jest ciezko i bywaja dni kiedy nic sie nie chce, a najlepiej bylo by uciec z domu. Ale dzis kiedy segregowalam za male ubranka Hanusi lezka sie w oku zakrecila, ze ten moj dzidziulek juz za pare dni bedzie mala dziewczynka. Nie wiem kiedy ten rok zlecial…

  • Mocny tekst, choć myślę, że każdy w macierzyństwie ma inaczej i nie ma co porównywać lub z góry osądzać. Też na początku było mi trudno odnaleźć się w nowej roli, ale powrót do starej mnie zajął mi miesiąc. Co do lukrowanej wizji macierzyństwa i kłamstw ze snem niemowląt wypowiem się tylko tyle, że nie generalizowałabym. U mnie moja Maja śpi naprawdę bardzo długo i przesyła noce, choć i nam trudno bylo w to uwierzyć na początku, bo nastawiliśmy się na horror. Rzeczywistość wcale nie oznacza słodko pierdzącego macierzyństwa. Potrafi pójść spać o 19 i śpi do 7 rano bez przerw w nocy. W ciągu dnia ma ze dwie, trzy drzemki. No teraz sypia mniej, bo świat taki ciekawy, że wszystko musi obejrzeć 🙂

  • Rodzicielstwo bliskości… Wszystkie te książki…. Niepotrzebnie wprowadzają tylko kolejne obowiązki, rzeczy które trzeba czuć, robić, myśleć…. Nie przeczytałam jak dotąd żadnej książki o macierzyństwie i kurcze, tak mi z tym dobrze. Też mam jak Ty, że raz robię wszystko intuicyjnie, czuję się super pewnie i po prostu nie potrzebuję żadnego wsparcia (szczególnie kiedy wokół mam wszystkie tureckie ciotki, których metody wychowawcze niestety odrzucamy od razu :)), a innym razem wszystko przychodzi tak trudno i mam ochotę „sprzedać” Młodego komuś, żeby spędzić chwilę tylko ze sobą samą, a do tego to poczucie że teraz to w ogóle i tak jest łatwo, bo wszyscy straszą co będzie jak zacznie chodzić, więc powinnam być wdzięczna i mieć czas na wszystko 🙂 .
    No cóż nie mam czasu na wszystko, nie mam siły na sprzątanie, pisanie, dbanie o siebie, wszystko robię w wersji minimum i chociaż mi to przeszkadza, to myślę sobie ze nikomu nic do tego. Taka nauka opuszczania to chyba jedna z ważniejszych lekcji dla mnie.
    Macie świetny układ z Fabem, że oboje pracujecie z domu. To jest nieocenione.
    Dzięki za ten wpis i dzięki za szczerość Kasia 🙂

    • Ja czekałam na to, aż zacznie chodzić, z utęsknieniem. W końcu dziecko mogło poruszać się samo, a nie tylko na rękach (taki nieodkladalny typ mi się trafił). I dziś, przy trzecim maluchu, który właśnie zaczyna chodzić, też mam uczucie ulgi, że w końcu się doczekalam.

      Więc to chodzenie wcale nie takie straszne 🙂

  • Kamila Głuszek

    Początki też były dla mnie ciężkie. Krótkie drzemki, niechęć do wózka. Już myślałam, że przeszła w 8 miesiącu, a okazało się że jednak nie. Planuję kupić nosidło, jak młody usiądzie. Mój mąż pracuje bardzo dużo,dlatego sama muszę dbać o swoje zdrowie psychiczne. Mi pomaga kontakt z innymi ludźmi. Raz w tygodniu odwiedza mnie siostra, a przez resztę czasu umawiam się z innymi osobami. Jeśli chodzi o gotowanie i sprzątanie to mam dobrym system więc chociaż ten aspekt nie jest dla mnie aż tak frustrujacy 😉 Z Instagram prawie zrezygnowałam, nie chce się karmić nieprawdziwa rzeczywistością.
    P.s. Po garść fajnych treningów i rad, jak wrócić do formy zajrzyj do Sandry z Dla Dobrego Samopoczucia. Jedyne miejsce na luzie chyba w całej blogosferze fit.

  • Theli

    Rodzicielstwo bliskości, o którym czytałam w książkach i w internecie przyprawiło mnie o wyrzuty sumienia i niemal depresję. Rodzicielstwo bliskości, które poznałam dzięki innym rodzicom dodało mi skrzydeł i pomaga w codziennym życiu. Pierwsze miesiące życia dziecka wyleczyły mnie z bycia ortodoksem w bardzo wielu kwestiach, zaczynając od chust, rozszerzenia diety itd 😉

  • DagmaraS

    Czytam i mam wrażenie, że czytam o sobie sprzed 2 lat… Dokładnie tak samo wyglądały u nas początki. S. spał po 15-20 min, miał alergię na łóżeczko, non stop się chciał nosić i CIĄGLE płakał… Zasypianie było istnym horrorem. Momentami było naprawdę ciężko. Akurat Księga Rodzicielstwa Bliskości mi dodała pewności siebie, zrozumiałam, że nie łamię jakiś niewidzialnych zasad kładąc dziecko z nami w łóżku lub nosząc w chuście… I moje ulubione zdanie z tej książki – „Jeśli czegoś nie cierpisz – zmień to”. Może różnica w odbiorze wynika z naszego różnego podejścia do książki – ja czytałam ją już po narodzinach, szukając w niej pociechy, że to, że okazuję dziecku tyle czułości i uwagi (o co wyraźnie się domagał) nie jest zbrodnią ani rozpieszczaniem 🙂 cieszę się, że powoli odnajdujesz swój rytm, mi to zajęło prawie 2 lata, więc naprawdę nie jest źle 😀

  • karolina

    Jesteś Kasiu dzielna. Rodzicielstwo jest piękne a wiedza z książek przydatna. Jednak przede wszystkim kieruj się intuicją, swoim 6 zmysłem. I nie próbuj sobie wmówić że to jest dobre a to złe, bo jeśli w Waszej rodzinie się sprawdza to znaczy że tak ma być. Nie znamy się prywatnie ale od samego początku trzymam za Was kciuki.
    Mały Kajtek jest śliczny. Chwal się nim jak najczęściej na zdjęciach bo masz się czym chwalić.
    A to że teraz rzadziej piszesz na blogu to chyba zrozumiałe. Nie każdy ma wzorowe dziecko z książek które tylko śpi i je i pozwala rodzicom na pracę czy relaks..
    Ciesz się przede wszystkim chwilami z Kajtkiem I Fabem bo już więcej takich chwil nie będzie. Kajtek będzie rósł i z każdym miesiącem czy rokiem będzie inaczej. Raz lepiej a raz gorzej. Czekam na kolejne Wasze śliczne zdjęcia i pozdrawiam serdecznie

  • Zgadzam się z Karoliną. Jesteś bardzo dzielna! I bardzo dojrzale do tego wszystkiego podchodzisz. Dużo zdrowia dla Kajtka i dla Was :*

  • Aleksandra

    Tak sobie myślę, że poradniki poradnikami a życie życiem. Wydaje się, że lektura stworzona dla ciebie to książki z serii Macierzyństwo bez lukru – zobacz tu : http://od-rana-do-wieczora.pl/macierzynstwo-bez-lukru/

  • Ola

    Jak dobrze przeczytać ten tekst, kiedy sama przeżywam właśnie silny baby blues przy moim tygodniowym maleństwie i czytam pochlipując oczywiście, bo przecież pochlipuję ciągle. Twój tekst daje nadzieję, dziękuję 🙂